Tego jeszcze nie było! Joanna Krupa rapuje o CHWDP [WIDEO]

Znana modelka i jurorka programu Top model, Joanna Krupa, pokazała się nam w zupełnie innej roli. Celebrytka poprowadziła ostatni odcinek "SNL Polska" i wcieliła się w nim w raperkę. Od dawna wiadomo, że Joanna dzielnie wspiera i walczy o prawa psów. Tym razem wraz z Heleną Ganjalyan jako J Kru i Hel G zaprezentowała klip do utworu "CHWDP". Co oznacza "CHWDP"? To proste – Chcę Wam Dać Psa. W teledysku Krupa wypowiada niecenzuralne słowa, wygina się na masce samochodu, namawiając oglądających do adopcji psa. Zaprojektowano również dedykowaną tej akcji specjalną koszulkę z napisem CHWDP.

KrupaCHWDPzwierzętaświatmuzyki

Znalazła swoje koty pod wpływem marihuany. Zjadły jej sadzonki [WIDEO]

Pewna kobieta zajmująca się hodowlą konopi indyjskiej dowiedziała się przypadkiem, jaki wpływ marihuana ma na zwierzęta. Kiedy jej lampy potrzebne do uprawy się zepsuły, rośliny w doniczkach wyniosła na ganek. Po 15-20 minut nieuwagi wróciła w miejsce, w którym je zostawiła, po czym zauważyła, że jej koty zdążyły się już odpowiednio zając sadzonkami. Zszokowana kobieta nagrała niecodzienne zdarzenie - leniwe pupile będące wyraźnie w "innym stanie świadomości". Link do wideo znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej. Film nakręcono w amerykańskim stanie Massachusetts, gdzie od 2016 roku uprawa 6 sadzonek marihuany w celach medycznych lub rekreacyjnych jest legalna.

kotypokonopizwierzętanarkotyki

Artysta przeniósł miejską sztukę do lasu. Efekt jest niesamowity! [GALERIA]

Mimo że artysta o pseudonimie Ches tworzy od dawna, jego sztuka zyskała międzynarodowy rozgłos dopiero teraz. A to za sprawą przeniesienia miejskiej sztuki prosto do lasu! Pomysł Rosjanina, choć nieskomplikowany, okazał się nowatorskim rozwiązaniem pokazania tego, czego nie zrobił wcześniej żaden inny twórca. Za pomocą przezroczystej folii celofanowej i kolorowych farb w spreju, Ches wykonał prace, które przeniosły (przynajmniej wizualnie) do lasu małpę, niedźwiedzia polarnego czy dinozaura. Jego malowidła są niezwykle realistyczne i skłaniają do osobistych refleksji. Po publikacji w sieci zdjęć z najnowszego projektu artysty wielu internautów komentowało lekkomyślność twórcy, któremu zarzucano pozostawienie na łonie natury nieorganicznych "elementów sztuki" i zaśmiecanie lasu. Ekologicznych bojowników uspokajamy - wszystkie fragmenty folii zostały zdjęte z drzew, jak tylko ekipa zrobiła zdjęcia!

miejskasztukawlesiesztukazwierzęta

Obiecała seks oralny milionom Włochów. Przerwała trasę z powodu ugryzienia

Mało kto wierzył w obietnicę Madonny o odbyciu stosunku seksualnego z każdą osobą, która zagłosuje w wyborach prezydenckich na Hillary Clinton. Niewielu też dało wiarę podobnym słowom Paoli Saulino. Aktorka filmów dla dorosłych jednak sumienne podeszła do sprawy i po włoskim referendum konstytucyjnym ruszyła w swoje polityczno-seksualne tournee. W 2016 roku kobieta obiecała seks oralny każdemu, kto zagłosuje na "nie" i dotrzymała słowa. Włosi odrzucili pomysł zmian konstytucyjnych, a aktorka wzięła się na wykonywanie własnej "obietnicy wyborczej". Ku niezadowoleniu fanów "talentu" młodej gwiazdy, celebrytka musiała przerwać swoją trasę po Włoszech. 28 października została zaatakowana przez psa, który poważnie zranił jej nos i policzek. "Doktor zalecił mi unikanie dużych ruchów ustami przez 6 najbliższych miesięcy. Ograniczenie aktywności fizycznej mojej twarzy pomoże jej się lepiej leczyć i przyspieszy gojenie rany po wewnętrznej stronie policzka" - mówi Paola, zapewniając jednak, że jej trasa nie zostaje odwołana. "To właściwie mój styl życia. To mój sposób na bycie wolną" - komentuje swoją działalność.

branżapornozwierzętaświatpolityki

Została porzucona w Boże Narodzenie. Po właścicielu pozostała jedynie okrutna kartka!

"Wesołych Świąt. Nazywa się 'Tosia'"- tylko tych kilka słów zapisanych niedbale na małym skrawku papieru pozostało po właścicielu uroczej kotki, która została podrzucona pod drzwi schroniska dla bezdomnych zwierząt w Katowicach w Boże Narodzenie. Świąteczna atmosfera i wyjątkowo bezczelny sposób potraktowania żywego stworzenia sprawiły, że wolontariusze postanowili podzielić się swoimi odczuciami związanymi z tą historią na profilu schroniska na Facebooku. Ich wpis złamał serca wielu internautom, w tym także nam. "Jest chłodno, ale nie tak, żeby zamiast żywego zwierzęcia znaleźć sopel lodu. Miejsce tez całkiem dobrze wybrane. Teoretycznie schronisko w święta nie pracuje, ale dzięki tego rodzaju 'mikołajom', zawsze jest się czym zająć" - czytamy. Wolontariusze nie rozwodzą się nad prawdopodobnymi powodami porzucenia kotki. Wręcz przeciwnie! Piszą o tym, jakie uczucia wywołują w nich takie "znajdy". "(...) nam w takich sytuacjach serce, już i tak naruszone przez tyle zwierzęcych tragedii, kolejny raz pęka na jeszcze mniejsze kawałki. Czujemy wściekłość i bezsilność. Tak naprawdę po miłości do zwierząt, to dwa kolejne uczucia, które są z nami najczęściej. Nie wiemy, kto tę kotkę porzucił. Nie wiemy, dlaczego. Nie mamy świadków, nie mamy imienia, nie mamy nic. Mamy tę okrutną kartkę pozostawioną z tupetem razem z kotką, która nawet nie wiedziała, co w ten świąteczny dzień ją czeka" - napisali z bólem. Chociaż w ten zimny okres zwracajmy uwagę na zwierzęta. Mogą one potrzebować naszej pomocy. A na pewno miłości...

kotporzuconywBożeNarodzeniezwierzętaokrucieństwowobeczwierząt

Maleńka Sasha urodziła się inna niż rodzeństwo. Opiekunka postanowiła zawalczyć o jej życie

W nowojorskim hrabstwie Westchester na świat przyszło szczenię, które od pierwszych chwil życia odstawało od innych psiaków. Ważąca zaledwie 0,3 kg suczka miała rozszczep wargi i podniebienia. Jak się później okazało, wykryto u niej również wodogłowie... Weterynarze nie dawali suczce szans na przeżycie, jednak znalazł się ktoś, kto uwierzył w chorowitego szczeniaka. Pielęgniarka weterynaryjna Marie DeMarco nie wyraziła zgody na uśpienie maleńkiego psa i postanowiła zawalczyć o jego życie. Jej determinacja udowodniła, że nawet najsłabsze zwierzę z całego rodzeństwa, mimo wrodzonej wady rozwojowej i niskiej wagi ciała, ma szanse na ocalenie. Urocza Sasha ma już dwa i pół miesiąca i mimo chorób, z jakimi zmaga się od urodzenia, z każdym dniem staje się coraz silniejsza.

ocalonyszczeniakzwierzętaemocje

Montują kolce na drzewach, aby ptaki nie brudziły aut!

W bogatej dzielnicy Clifton, która znajduje się w angielskim Bristolu, mieszkańcy wpadli na bardzo kontrowersyjny pomysł. Postanowiono zamontować kolce przeciw ptakom... na drzewach! Ma to ostatecznie rozwiązać problem odchodów na samochodach. Wcześniej wstawiono tam drewnianą makietę, która miała za zadanie odstraszać zwierzęta od zakładania gwiazd, jednak nie było to skuteczne. Wystosowano już wiele skarg, jednak drzewa z kolcami znajdują się na terenie prywatnym, co oznacza, że nie można ich usunąć. Co Wy o tym myślicie?

kolcenadrzewachzwierzętakontrowersje

Dzik Chrumek przesadził z alkoholem. Odnaleziono go pijanego za stodołą!

Wino domowej roboty, jak się okazuje, to pokusa także dla zwierząt... Dzik Chrumek (na zdjęciu) z osady leśnej prowadzonej przez Pawła Kowalskiego w podpiotrkowskim Kole (woj. łódzkie) tydzień temu po walce z innym dzikiem czmychnął z zagrody. Właściciel myślał, że o zwierzęciu już nigdy nie usłyszy, jednak był w błędzie. We wtorek jeden z okolicznych rolników doniósł mu bowiem, że znalazł jego zgubę za swoją stodołą. Ku zdziwieniu wszystkich Chrumek leżał tam... kompletnie pijany! Na fotografii, którą pan Paweł zamieścił na Facebooku, widać odyńca wśród resztek owoców z wina domowej roboty. To właśnie one tak "załatwiły" zwierzaka. "Niektórzy już się bawią. Owoce z domowego wina zrobiły swoje" - napisał jego właściciel obok zdjęcia. Dzik wytrzeźwiał już w swojej zagrodzie, ale o jego wybryku jeszcze długo będzie głośno. Na pewno nie zapomną mu tego mieszkańcy i pan Paweł, który bardzo się o niego niepokoił - wykarmił go przecież butelką z mlekiem i odchował. Z powodu kaca Chrumek pewnie długo tego wybryku nie powtórzy ;)

pijanydzikalkoholzwierzęta

22-latka została rozszarpana przez własne psy. Wychowywała je od szczenięcia!

"To było makabryczna scena. Przez 40 lat pracy w organach ścigania nigdy nie widziałem czegoś podobnego i mam nadzieję, że nigdy już czegoś takiego nie zobaczę" - mówił na konferencji prasowej szeryf James L. Agnew z Wirginii (Stany Zjednoczone), który wraz z innymi funkcjonariuszami znalazł się przy ciele 22-letniej Bethany Lynn Stephens (na zdjęciu). Zgłoszenie o zaginięciu kobiety policjanci otrzymali od jej ojca. Według niego Bethany wyszła z domu na spacer do lasu z dwoma ukochanymi psami - pitbullami, a potem słuch po niej zaginął. Niestety, to właśnie on jako pierwszy dotarł na miejsce tragicznego zdarzenia. 22-latka została niemal rozszarpana - miała zmasakrowaną twarz i gardło, a na dłoniach i ramionach liczne rany, co wskazywałoby na to, że zaciekle broniła się przed atakiem. Służby wykluczyły udział osób trzecich. Twierdzą, że Bethany została zagryziona przez własne psy, z którymi była bardzo zżyta i które wychowywała od szczenięcia! Dwa rosłe pitbulle "strzegły" jej ciała, a funkcjonariusze po dotarciu na miejsce przez ponad godzinę próbowali je uspokoić. Agresywne zwierzęta najprawdopodobniej zostaną uśpione. Przyjaciółka ofiary twierdzi jednak, że nie były one w stanie nikogo skrzywdzić... Wobec pupili, chociaż ukochanych, warto chyba stosować zasadę ograniczonego zaufania...

zagryzionaprzezwłasnepsypsyzwierzęta

Pracownik Tesco nie chciał zabić karpia. Powoływał się na... klauzulę sumienia!

W jednym z rzeszowskich oddziałów hipermarketów Tesco doszło do niecodziennej sytuacji. Gdy klientka poprosiła pracownika o zabicie karpia na święta, ten odmówił, powołując się na klauzulę sumienia. Spakował żywą rybę do torby i sprzedał kobiecie. Gdy sytuację opisała "Gazeta Wyborcza", internauci byli wściekli. Posypały się zarzuty dotyczące pakunków bez wody, w których karpie są sprzedawane, oraz warunków trzymania ich w sklepie. Przedstawiciel Tesco odpowiedział, że człowiek, który został poproszony o zabicie ryby, nie był przeszkolony do tego typu zadań, więc miał prawo odmówić. Podobno w tym samym oddziale hipermarketu są specjalnie wyszkoleni pracownicy, do których trzeba się z taką prośbą zwrócić. Dodatkowo stwierdził, że torby nie powinny zawierać wody. Powoływał się na Głównego Lekarza Weterynarii, który tłumaczy, że bez wody dochodzi do bezpiecznej wymiany gazowej. Jacek Bożek z Klubu Gaja, który prowadzi wiele kampanii w celu ratowania karpi, nie zgadza się z tymi wytłumaczeniami, dodając, że według wyroku Sądu Najwyższego niedopuszczalne jest sprzedawanie ryby bez wody. A co Wy myślicie o tej sytuacji? Dajcie znać!

odmówiłzabiciakarpiazwierzętakontrowersje

Umierający z głodu niedźwiedź wstrząsnął światem. "Kiedy to nagrywaliśmy, łzy płynęły nam po policzkach"

Opublikowany w sieci film z wychudzonym niedźwiedziem polarnym, bezskutecznie poszukującym pożywienia, w ciągu ostatnich dni został wyświetlony miliony razy. Fotograf National Geographic Paul Nicklen w przejmujący sposób pokazał nam, jak potworne skutki mają zmiany klimatyczne i do czego prowadzi globalne ocieplenie. Jego wideo zmusza do refleksji i, jak mówi fotograf, "burzy mury empatii". "Tak właśnie wygląda głód. Zanik mięśni. Brak energii. Powolna, bolesna śmierć" - czytamy na profilu instagramowym Paula. Ocieplenie klimatu prowadzi do topnienia lodowców, a tym samym uniemożliwia niedźwiedziom dostęp do pożywienia, jakim są foki. Kiedy zwierzęta pozbawione są możliwości polowania, jedzenia poszukują w miejscach zamieszkanych przez ludzi. Sezonowe przeszukiwanie śmietników nie zaspokaja jednak ich potrzeb żywieniowych. Niedźwiedź z Zatoki Baffina, który został uwieczniony przez ekipę filmową, prawdopodobnie zdechł kilka godzin po nakręceniu materiału wideo. Przerażający widok umierającego zwierzęcia wstrząsnął także filmowcami. "Kiedy to nagrywaliśmy, łzy płynęły nam po policzkach" - relacjonuje Paul Nicklen.

umierającyzgłoduniedźwiedźekologiazwierzęta

Od rana nad Wisłą leży... wieloryb. O co chodzi?

Od rana mieszkańcy stolicy naszego kraju żyją nietypowym zjawiskiem, jakiego są świadkami. Nad Wisłą obok mostu Poniatowskiego znikąd pojawił się 15-metrowy... wieloryb. Wokół zwierzęcia rozstawiono już barierki. Na miejscu oprócz tłumu gapiów zgromadzili się ludzie w białych kombinezonach i maskach. "Chodzą pogłoski, że w Wiśle może pływać jeszcze jeden wieloryb" - czytamy na Facebooku. Jak nie trudno się domyślić, truchło jest sztuczne, a jego pozostawienie w Warszawie to zapewne część pewnej akcji marketingowej. Wzbudzającą sensację fotografię jako pierwszy opublikował w sieci kwartalnik Przekrój. Prawdopodobnie to redaktorzy tego czasopisma stoją za sprawą "martwego wieloryba". Jutro w Warszawie pod patronatem Przekroju odbędą się warsztaty rodzinne "W cieniu wieloryba", a wieczorem impreza "Kaszalot party". Zapewne wtedy wszystkiego się dowiemy... Jeśli akcja ma na celu zwrócenie naszej uwagi na problemy związane ze środowiskiem i warunkach życia (naszych oraz zwierząt), trzeba przyznać - jej organizatorom się to udało!

wielorybnadWisłąekologiazwierzęta

Mieszkańcy mieli dość psich odchodów pod oknami. Spółdzielnia po mistrzowsku odstraszyła właścicieli czworonogów!

Nic tak nie psuje humoru mieszkańcom osiedla jak widok psich odchodów pod oknami, na i tak niewielkich skrawkach zieleni. Niestety wielu wciąż nie zwraca uwagi na tabliczki z napisami "Szanuj zieleń" czy po prostu - "Posprzątaj po swoim psie", a także na ryzyko otrzymania kary, która za niesprzątanie po swoim pupilu może wynieść nawet 500 zł (chociaż w stosunku do poprzednich lat można mówić o postępie). Czy jest jakiś inny sposób na to, by właściciele czworonogów dbali (i to regularnie) o czystość na wspólnym terenie wokół budynku? Na nietypowy pomysł wpadły władze spółdzielni "Jary" z Warszawy, której mieszkańcy skarżyli się na notoryczne wpadanie na psie kupy. Pewnego dnia przy ulicy Puszczyka na Ursynowie znalazła się tabliczka z "odstraszającym" napisem - "Prosimy nie wprowadzać psów. Teren spryskany monotlenkiem diwodoru". Czym jest owy groźnie brzmiący "monotlenek diwodoru"? To zwykła... woda! Władze spółdzielni, nawiązując do strachu przed nieznanymi nazwami substancji chemicznych, chciały zażartować z właścicieli czworonogów i zyskać chociaż kilka dni bez psich odchodów w okolicy. Wkrótce jednak ktoś "złamał szyfr" oryginalnej tabliczki. Na zdjęciu, które na swoim profilu na Twitterze udostępnił TVN Warszawa, widać dopisany mazakiem symbol chemiczny wody (z uśmiechem ;)). Spółdzielnia twierdzi, że ma inne podobne żarty w zanadrzu. Gratulujemy pomysłowości i czekamy na kolejne mistrzowskie popisy!

sprytnypomysłspółdzielnimieszkaniezwierzęta

Była przestraszona, niedożywiona i... przypominała chodzący kołtun. Po wizycie u weterynarza wszystko się zmieniło!

Chociaż trudno w to uwierzyć, na obu zdjęciach jest ten sam pies. A dokładniej sympatyczna suczka, która wabi się Holland. Przestraszona, niedożywiona i z zaniedbaną sierścią trafiła pewnego dnia do jednego z chicagowskich schronisk, skąd następnie pod swą opiekę wzięła ją pomoc medyczna dla zwierząt. By przywrócić jej dawną radość życia i wygląd, konieczna była interwencja weterynarzy. Zmiany wymagała przede wszystkim sierść Holland, którą pokrywała kilkucentymetrowa, lepka skorupa brudu. Przez nią ledwo widziała i poruszała się. W ruch poszły nożyczki, maszynka do golenia i... środki uspokajające, gdyż bez nich suczka nie potrafiłaby poradzić sobie ze stresem. Metamorfoza jaką przeszła, zachwyciła internautów i wiele zagranicznych serwisów. Holland zyskała nową twarz! Najważniejsze jest jednak to, co stało się potem. Kilka tygodni po metamorfozie znalazła nowy, kochający dom! Teraz na pewno będzie jej się dobrze wiodło!

powizycieuweterynarzapomoczwierzęta

Wyłowiony z wody miał na swoim ciele "tatuaż" z logo Pepsi. Skąd się wziął?

Zdjęcia "wyspy śmieci" na Morzu Karaibskim, o których pisaliśmy na początku listopada, zwróciły kolejny raz uwagę całego świata na ogromny problem zanieczyszczeń wód i konieczność segregowania odpadów. Diagnoza na przyszłość jest szokująca: szacuje się, że do 2050 roku liczba plastikowych śmieci przewyższy liczbę ryb i innych stworzeń żyjących w wodach. Wielu wciąż jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki będzie to miało wpływ na nas, ludzi... Dzisiaj wszyscy z trwogą patrzymy na fotografie homara, który wpadł w sieci rybackie u wybrzeży Nowego Brunszwiku w Kanadzie. Rybacy na jego ciele dopatrzyli się "tatuażu" z logo Pepsi. Jak się tam znalazł? Jedna z teorii mówi, że homar musiał dorastać w oceanie w pobliżu puszki po tym popularnym napoju - etykieta musiała się od niej odkleić i przylgnąć do jego ciała. Inni z kolei twierdzą, że "tatuaż" jest fragmentem opakowania po zgrzewce, które przylgnęło do skorupiaka niedługo przed wyłowieniem. Żadna z hipotez nie kwestionuje najważniejszego - za krzywdą stworzenia (i innych mu podobnych) stoją śmieci, które znajdują się na dnie zbiorników. Nietypowy homar zostanie wystawiony w restauracji znajomego dowódcy statku, który stoi za jego wyłowieniem. Niestety, pewnie wkrótce znów zobaczymy podobną przykrą fotografię...

homarztatuażemekologiazwierzęta

Właściciel porzucił ją na lotnisku. Ze smutku pękło jej serce!

Naukowcy już kilka lat temu udowodnili, że psy potrafią kochać równie mocno jak ludzie. Niestety niektórzy wciąż za nic mają ich uczucia... Kolejne historie o bezdusznych właścicielach i skrzywdzonych czworonogach łamią serca. Ostatnio wszyscy żyją sprawą uroczej łaciatej suczki, którą ktoś porzucił na lotnisku w mieście Bucaramanga w Kolumbii. Przez miesiąc (!) błąkała się ona między pasażerami w poszukiwaniu swojego pana. Pracownicy lotniska nie przeszli obok niej obojętnie - zapewnili jej jedzenie i wodę, ale nie zabrali jej do schroniska, gdyż tak jak ona mieli nadzieję, że mimo wszystko zjawi się ten, który ją porzucił. Nazwali ją "Nube Viajera", co można przetłumaczyć jako "Błąkająca się Chmurka". Z czasem nadzieja na odnalezienie właściciela osłabła. Suczka pewnego dnia położyła się w kącie bez chęci do życia i przestała jeść i pić. Gdy nie była w stanie stać na własnych łapkach, z pomocą zwrócono się do weterynarzy. Nie mogli oni jednak już nic zdziałać. Chmurka odeszła pogrążona w smutku i apatii. Zajmujący się nią weterynarze stwierdzili, że to właśnie smutek i głęboka depresja były jedną z głównych przyczyn jej śmierci. Zwierzęciu po prostu pękło serce ze zgryzoty i tęsknoty! Jeśli ktoś wie, że nie jest w stanie zajmować się psem, niech nie daje mu nadziei na miłość i dom, bo zwierzę podzieli tragiczny los Chmurki...

odeszłaczekającnawłaścicielapsyzwierzęta

Jego ciało pokrywa 40 tysięcy krzyżyków. Każdy z nich symbolizuje jedno zabijane zwierzę [GALERIA]

Alfredo Meschi (na zdjęciach) porzucił pracę dla korporacji, by całkowicie poświęcić się od dawna palącym go kwestiom, szczególnie, jak mówi, "ratowaniu zwierząt przed holocaustem". Początkowo wegetarianin, a od 2014 roku weganin, angażuje się w różne akcje mające uświadamiać o bestialstwie człowieka wobec żywych istot zaliczanych do kategorii "mięso". By codziennie pamiętać o ich cierpieniu, a tym samym dawać o nim świadectwo, postanowił niemal całe swoje ciało pokryć 40 tysiącami krzyżyków - oczywiście wegańskich. "Dlaczego zdecydowałem się zrobić sobie 40 000 wegańskich tatuaży? Bo to właśnie liczba osób nie będących ludźmi mordowanych na całym świecie co sekundę tylko po to, aby zaspokoić nasz apetyt" - mówi. Alfredo uważa, że ludzie w ogóle nie liczą się ze zwierzętami, a ilość spożywanego przez nich nabiału i mięsa jest większa od ich potrzeb. Na swoim Instagramie dzieli się często odważnymi zdjęciami, także ze swoimi "podopiecznymi". Jego przekaz jest naprawdę mocny! Sprawdźcie naszą galerię!

wobroniezwierząttatuażzwierzęta

Przegrywał walkę z rakiem. Rodzina i pielęgniarki umożliwiły mu pożegnanie z ukochaną pupilką

Każdy, kto miał lub ma ukochanego pupila, wie, że nawet najkrótsze rozstania z nim nie są łatwe. A co musi czuć właściciel zwierzaka, gdy przychodzi mu pożegnać się z nim na zawsze? Dla chorego na raka Davida Kinga oczkiem w głowie była mała suczka Lil Fee rasy yorkshire terrier. Gdy trafił do szpitala w Missouri z powodu zaawansowanego stadium raka, z którym mierzył się od kilku lat, wyjątkowo odczuł jej nieobecność. Liczył jednak na to, że poczuje się lepiej i szybko wróci do domu. Niestety jego stan pogarszał się, a lekarze poinformowali rodzinę, że muszą przygotować się na najgorsze. Pielęgniarki, które wiedziały o przywiązaniu pacjenta do czworonoga, poddały jego żonie pomysł, by przemyciła Lil Fee do szpitala, umożliwiając Davidowi pożegnanie z nią. Gdy suczka pojawiła się przy jego łóżku, stało się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mężczyzna poruszył ręką, by ją pogłaskać. Ten moment dla całej rodziny był bardzo wzruszający. Zdjęciem z tego niezwykłego wydarzenia podzieliła się na Twitterze 17-letnia Ellie, jego wnuczka. Wkrótce później jej dziadek zmarł. Dzięki rodzinie tuż przed śmiercią spełnił swoje marzenie. To nie pierwszy raz, gdy do szpitala przemycono dla pacjentów zwierzęta. Ich obecność potrafi bowiem zdziałać cuda!

pożegnaniezpsemzwierzętaszpital

Muszą pozbyć się psa, bo szczeka. Tak zdecydował sąd!

9-letni Parker, owczarek niemiecki, od małego znajduje się pod opieką państwa Ciastek z Granowa (woj.zachodniopomorskie). W przydomowym kojcu nie wadził nikomu, cieszył się sympatią okolicznych mieszkańców, ale wszystko zmieniło się, gdy do wsi wprowadził się pan Dariusz. Zamieszkał on w przyczepie kempingowej, tuż obok domu państwa Ciastek, dlatego niemal codziennie miał styczność z Parkerem. Z czasem jego obecność, a także obecność jego "kompanów" okazała się być dla mężczyzny wyjątkowo uciążliwa. Z powodu głośnego szczekania czworonogów, a zwłaszcza Parkera, miał mieć kłopoty ze snem. By znaleźć wyjście z tej sytuacji, postanowił zwrócić się do Sądu Rejonowego w Choszcznie, twierdząc, że zwierzęta celowo są denerwowane. Ku ogromnemu zdziwieniu właścicieli owczarka, sędziowie przychylili się do wniosku pana Dariusza - nakazali zapłacić mu odszkodowanie w wysokości 2 tysięcy złotych, a co najważniejsze - polecili pozbyć się ich ukochanego psa. "Nie rozumiem tej decyzji. Pies szczeka, bo jest psem. Co ja mam z nim teraz zrobić?" - mówił w rozmowie z TVN24 właściciel Parkera. Termin pozbycia się czworonoga już minął, jednak rodzina nie zastosowała się do prawomocnego wyroku. Parker trzymany jest na razie w zamknięciu, a właściciele zastanawiają się, co z nim począć. Nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby go uśpić. Murem za państwem Ciastek stoją mieszkańcy Granowa. Mówią, że nowy sąsiad grozi im podobnymi pozwami... Dawno wyrok polskiego sądu nie wzbudził takich emocji!

wyroknaszczekającegopsaprawozwierzęta

IKEA wprowadza specjalne meble dla kotów i psów!

IKEA we współpracy z lekarzami weterynarii postanowiła wprowadzić nową serię mebli o nazwie Lurvig, co oznacza "kudłaty". Mają być one dostosowane dla kotów i psów - tych małych i dużych. W ofercie znajdą się m.in. miseczki, drapaki, poduszki oraz specjalne łóżka dla naszych czworonożnych przyjaciół. Seria Lurvig została wprowadzona w Kanadzie, Usa, Francji i Japonii, a ceny wahają się od 1 dolara za małą zabawkę, aż do 55 dolarów za specjalne legowisko. Do tej pory ludzie mogli zadowolić się urządzaniem mieszkania dla swojej rodziny, jednak nikt wcześniej nie pomyślał, że w skład rodziny wchodzą również zwierzęta. Dodatkowo szwedzka firma postanowiła podzielić się zdjęciami z nowej kolekcji, a co za tym idzie, musiała zatrudnić mnóstwo psich i kocich modelów. Co o tym myślicie? Dajcie znać!

IKEAdlaZwierzątinnowacjezwierzęta