Jego ciało pokrywa 40 tysięcy krzyżyków. Każdy z nich symbolizuje jedno zabijane zwierzę [GALERIA]

Alfredo Meschi (na zdjęciach) porzucił pracę dla korporacji, by całkowicie poświęcić się od dawna palącym go kwestiom, szczególnie, jak mówi, "ratowaniu zwierząt przed holocaustem". Początkowo wegetarianin, a od 2014 roku weganin, angażuje się w różne akcje mające uświadamiać o bestialstwie człowieka wobec żywych istot zaliczanych do kategorii "mięso". By codziennie pamiętać o ich cierpieniu, a tym samym dawać o nim świadectwo, postanowił niemal całe swoje ciało pokryć 40 tysiącami krzyżyków - oczywiście wegańskich. "Dlaczego zdecydowałem się zrobić sobie 40 000 wegańskich tatuaży? Bo to właśnie liczba osób nie będących ludźmi mordowanych na całym świecie co sekundę tylko po to, aby zaspokoić nasz apetyt" - mówi. Alfredo uważa, że ludzie w ogóle nie liczą się ze zwierzętami, a ilość spożywanego przez nich nabiału i mięsa jest większa od ich potrzeb. Na swoim Instagramie dzieli się często odważnymi zdjęciami, także ze swoimi "podopiecznymi". Jego przekaz jest naprawdę mocny! Sprawdźcie naszą galerię!

wobroniezwierząttatuażzwierzęta

Przegrywał walkę z rakiem. Rodzina i pielęgniarki umożliwiły mu pożegnanie z ukochaną pupilką

Każdy, kto miał lub ma ukochanego pupila, wie, że nawet najkrótsze rozstania z nim nie są łatwe. A co musi czuć właściciel zwierzaka, gdy przychodzi mu pożegnać się z nim na zawsze? Dla chorego na raka Davida Kinga oczkiem w głowie była mała suczka Lil Fee rasy yorkshire terrier. Gdy trafił do szpitala w Missouri z powodu zaawansowanego stadium raka, z którym mierzył się od kilku lat, wyjątkowo odczuł jej nieobecność. Liczył jednak na to, że poczuje się lepiej i szybko wróci do domu. Niestety jego stan pogarszał się, a lekarze poinformowali rodzinę, że muszą przygotować się na najgorsze. Pielęgniarki, które wiedziały o przywiązaniu pacjenta do czworonoga, poddały jego żonie pomysł, by przemyciła Lil Fee do szpitala, umożliwiając Davidowi pożegnanie z nią. Gdy suczka pojawiła się przy jego łóżku, stało się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mężczyzna poruszył ręką, by ją pogłaskać. Ten moment dla całej rodziny był bardzo wzruszający. Zdjęciem z tego niezwykłego wydarzenia podzieliła się na Twitterze 17-letnia Ellie, jego wnuczka. Wkrótce później jej dziadek zmarł. Dzięki rodzinie tuż przed śmiercią spełnił swoje marzenie. To nie pierwszy raz, gdy do szpitala przemycono dla pacjentów zwierzęta. Ich obecność potrafi bowiem zdziałać cuda!

pożegnaniezpsemzwierzętaszpital

Muszą pozbyć się psa, bo szczeka. Tak zdecydował sąd!

9-letni Parker, owczarek niemiecki, od małego znajduje się pod opieką państwa Ciastek z Granowa (woj.zachodniopomorskie). W przydomowym kojcu nie wadził nikomu, cieszył się sympatią okolicznych mieszkańców, ale wszystko zmieniło się, gdy do wsi wprowadził się pan Dariusz. Zamieszkał on w przyczepie kempingowej, tuż obok domu państwa Ciastek, dlatego niemal codziennie miał styczność z Parkerem. Z czasem jego obecność, a także obecność jego "kompanów" okazała się być dla mężczyzny wyjątkowo uciążliwa. Z powodu głośnego szczekania czworonogów, a zwłaszcza Parkera, miał mieć kłopoty ze snem. By znaleźć wyjście z tej sytuacji, postanowił zwrócić się do Sądu Rejonowego w Choszcznie, twierdząc, że zwierzęta celowo są denerwowane. Ku ogromnemu zdziwieniu właścicieli owczarka, sędziowie przychylili się do wniosku pana Dariusza - nakazali zapłacić mu odszkodowanie w wysokości 2 tysięcy złotych, a co najważniejsze - polecili pozbyć się ich ukochanego psa. "Nie rozumiem tej decyzji. Pies szczeka, bo jest psem. Co ja mam z nim teraz zrobić?" - mówił w rozmowie z TVN24 właściciel Parkera. Termin pozbycia się czworonoga już minął, jednak rodzina nie zastosowała się do prawomocnego wyroku. Parker trzymany jest na razie w zamknięciu, a właściciele zastanawiają się, co z nim począć. Nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby go uśpić. Murem za państwem Ciastek stoją mieszkańcy Granowa. Mówią, że nowy sąsiad grozi im podobnymi pozwami... Dawno wyrok polskiego sądu nie wzbudził takich emocji!

wyroknaszczekającegopsaprawozwierzęta

IKEA wprowadza specjalne meble dla kotów i psów!

IKEA we współpracy z lekarzami weterynarii postanowiła wprowadzić nową serię mebli o nazwie Lurvig, co oznacza "kudłaty". Mają być one dostosowane dla kotów i psów - tych małych i dużych. W ofercie znajdą się m.in. miseczki, drapaki, poduszki oraz specjalne łóżka dla naszych czworonożnych przyjaciół. Seria Lurvig została wprowadzona w Kanadzie, Usa, Francji i Japonii, a ceny wahają się od 1 dolara za małą zabawkę, aż do 55 dolarów za specjalne legowisko. Do tej pory ludzie mogli zadowolić się urządzaniem mieszkania dla swojej rodziny, jednak nikt wcześniej nie pomyślał, że w skład rodziny wchodzą również zwierzęta. Dodatkowo szwedzka firma postanowiła podzielić się zdjęciami z nowej kolekcji, a co za tym idzie, musiała zatrudnić mnóstwo psich i kocich modelów. Co o tym myślicie? Dajcie znać!

IKEAdlaZwierzątinnowacjezwierzęta

Zaręczyny skradła im mała hipopotamica. Tym zdjęciem zachwycają się wszyscy!

Pierwszą rocznicę związku Nick postanowił świętować ze swoją partnerką Hayley w zoo w Cincinnati. W tym miejscu postanowił także się jej oświadczyć! Pierścionek zaręczynowy wyciągnął z kieszeni tuż przed zbiornikiem dla hipopotamów, wśród których największą popularnością cieszy się dziewięciomiesięczna hipopotamiczka o imieniu Fiona. Hayley, która w tym czasie prosiła przechodzących turystów o zdjęcie, zaniemówiła z wrażenia, gdy zobaczyła partnera na kolanach. Oczywiście powiedziała "tak"! Jej zdziwienie (i nie tylko jej) było ogromne, gdy zobaczyła też, z jakim zaciekawieniem mała hipopotamica przygląda się całemu wydarzeniu. Zwierzę niemal przykleiło się do szyby! Nietypowa, ale pełna uroku scena dzięki sprawnej reakcji przechodniów została uwieczniona. My nie możemy się na to zdjęcie napatrzeć! Fiona skradła parze "show", a przy okazji podbiła serca internautów! Wasze też, prawda? ;)

hipopotamnazaręczynachzakochanizwierzęta

Ten pies został zwolniony z CIA! Powód rozbawi Cię do łez!

Podobno każdy człowiek ma swoje powołanie. Okazuje się, że dotyczy to również psów. 18-miesięczna sunia imieniem Lulu została wyrzucona z CIA za to, że zamiast wyszukiwania bomb wolała spędzać czas na zabawach ze swoim treserem i jego dziećmi. Oficjalny komunikat CIA w tej sprawie brzmi: "Przykro nam powiadamiać, że pomimo wielu tygodni treningu Lulu nie wykazuje żadnego zainteresowania wynajdywaniem zapachów podobnych do materiałów wybuchowych. Zdajemy sobie sprawę, że młode szczeniaki potrzebują się wyszaleć, niektóre wymagają opieki medycznej, inne dłuższych przerw, jednak tej suni po prostu nie jest przeznaczone zostać zawodowym K-9. Gdy młody pies zostaje odsunięty od zespołu, jest przekazywany do swojego tresera oraz jego rodziny w celach adopcyjnych. Będziemy za Tobą tęsknić Lulu, ale tak będzie dla Ciebie lepiej". Niedoszła K-9 została adoptowana przez swojego szkoleniowca i zajmuje się teraz poszukiwaniem królików i wiewiórek w przydomowym ogrodzie.

pieszwolnionyzciazwierzętapolicja

Właściciele znęcali się nad nią, kiedy była szczeniakiem. Dziś boi się każdego poza tym chłopcem! [GALERIA]

Dzień 25 października to ogólnopolski Dzień Kundelka, hołd dla wszystkich nierasowych pupili. Z tej okazji w całym kraju odbywają się wydarzenia, w których centrum uwagi są czworonogi uznawane często za gorsze od swych kolegów z rodowodami, częściej porzucane i niekochane. My w związku z tym świętem postanowiliśmy przybliżyć Wam historię, która kolejny raz podkreśla, jak wielkie uczucia ma każde zwierzę i jak wiele dobrego my możemy dla nich robić. Niejaka Elizabeth Spence na swoim profilu na Instagramie dzieli się zdjęciami, na których widok mięknie niejedno serce. Widzimy na nich jej małego synka Archiego w towarzystwie suczki Nory, a także często w towarzystwie dwóch innych psów i trzech kotów. Wszystkie zwierzęta w domu pochodzą ze schroniska i w przeszłości wiele wycierpiały. Elizabeth szczególnie zwraca uwagę swoich obserwatorów na historię Nory. Jej pierwsi właściciele bestialsko znęcali się nad nią, kiedy miała zaledwie kilka miesięcy. Bolesne wydarzenia pozostawiły w jej psychice trwały ślad - Nora boi się wszystkiego, co się rusza, drży na widok obcych i gwałtownych ruchów. Jedynie przy Archim odczuwa spokój! Między nią a chłopcem nawiązała się niezwykła więź. Na tych zdjęciach doskonale to widać. Zobaczcie je koniecznie! I w Dniu Kundelka zróbmy coś dla swych psiaków!

chłopiecipiesdzieckozwierzęta

Przez 25 dni bezskutecznie szukali ukochanego psa. W stanie krytycznym znaleźli go w górach turyści!

Nie tak dawno pisaliśmy Wam o niesamowitej akcji studentów z Krakowa, którzy pomogli zejść ze szczytu Giewontu samotnemu labradorowi. Zdawać by się mogło, że spotkanie takich zwierząt w górskich rejonach jest niezmiernie rzadkie, ale przed kilkoma dniami znów usłyszeliśmy o zabłąkanym czworonogu, tym razem w Karkonoszach. Jego historia różni się jednak od tej, której bohaterem stał się zdobywca Giewontu. Wycieńczony, odwodniony pies (na zdjęciu) został znaleziony przez turystów w rejonie Śnieżnych Kotłów, między skałami. Zwierzę (również labrador) nie było w stanie samodzielnie się poruszać, więc na pomoc pospieszyli ratownicy GOPR i wolontariusze fundacji dla zwierząt Mondo Cane z Jeleniej Góry. To oni znieśli go na noszach prosto do weterynarza. Zdiagnozował on u niego epilepsję, a jego stan określił jako krytyczny. Zwierzę trafiło jednak nie do schroniska, a do swojego domu, z którego, jak się okazało, uciekło! Właściciele bezskutecznie szukali go przez 25 dni - nie pomogły rozwieszane ogłoszenia ze zdjęciem pupila ani informacje o jego zaginięciu udostępniane w mediach społecznościowych. Z domu Nero (tak wabi się znajda) do miejsca, gdzie go znaleziono jest pięć kilometrów. Wiadomość, że przebywał samotnie przez tak długi czas w górach, była dla właścicieli szokiem. Teraz wszyscy znów cieszą się wspólnie spędzanym czasem! Oby wszystkie historie zaginionych zwierzaków kończyły się tak szczęśliwie!

piesuwięzionywKarkonoszachpomoczwierzęta

Karmiła szczenię piersią i zapłodniła swoją komórkę psią. Dostała za to nagrodę

Maja Smrekar to kontrowersyjna artystka, która na tegorocznej edycji festiwalu Ars Electronic została nagrodzona za "całkowite poświecenie się sztuce". Jej trwający trzy lata, budzący skrajne emocje projekt "K-9_topology" polegał na pokazaniu podobieństw między zwierzętami a ludźmi. Słowenka przeżyła w zupełnym odosobnieniu trzy miesiące po tym, jak zamknęła się ze swoimi psami w pomieszczeniu pozbawionym mebli. Jej celem było stworzenie zapachu będącego połączeniem hormonów człowieka i zwierzęcia. Inna część jej performance'u polegała na stymulowaniu piersi do produkcji mleka, aby mogła nim karmić szczenię. Artystka miała bardzo emocjonalnie przeżyć te chwile. Później tłumaczyła, że odczuwała objawy urojonej ciąży. Najbardziej skandalicznym krokiem w kierunku stworzenia przez Smerekar "rodziny hybrydowej" było jednak "zapłodnienie". Metodą zbliżoną do in vitro komórka rozrodcza artystki została połączona z komórką somatyczną pochodzącą od jej psa. Nie wiadomo, jak skończył się ten eksperyment... Niemniej ludzie ze świata sztuki zdecydowali, że "poświęcenie", na jakie zdobyła się artystka, wymaga nagród...

nagrodzonaskandalistkazwierzętakontrowersje

Uroczy jeż Azuki skradł serca ponad 200 tys. osób. To nowa gwiazda Instagrama! [GALERIA]

Miłośnicy zwierząt dzielą się zazwyczaj na wielbicieli kotów lub psów. Dzisiaj poznajcie zwierzaka, który skradnie Wasze serca, a jest nim... jeż! Azuki mierzy zaledwie 10 cm, pochodzi z Japonii i doczekał się własnego konta na Instagramie oraz profesjonalnych sesji. Ponad 200 tys. internautów śledzi "poczynania" małego zwierzaka, który z dnia na dzień zyskuje coraz większą popularność. O urocze stworzenie wyjątkowo dba jego właściciel. Mężczyzna jest fotografem i doskonale wie, jak wypromować małego słodziaka. Zorganizowany niedawno jeży camping zaowocował w niesamowitą sesję zdjęciową - Azuki w roli biwakowicza sprawdził się perfekcyjnie. Kolczasty gwiazdor został również modelem marki "Coleman", której logo widnieje na jego sprzęcie campingowym. Obejrzyjcie galerię zdjęć tego uroczego jeża, a jeśli będzie Wam mało tych uroczych fotografii, poniżej znajdziecie link do instagramowego profilu Azuki!

jeżgwiazdąInstagramainstagramzwierzęta

Zostały porzucone w parku. Obok nich znaleziono karmę, zabawki i wzruszający list...

Jada i Leyla to urocze jednoroczne psiaki rasy husky, o których mówi dziś cały internet. Zwierzęta zostały porzucone przez swoich właścicieli przy Woodward Dog Park w Fresno (Kalifornia), blisko ruchliwej ulicy. Mona Ahmed, menedżer parku, zaalarmowana telefonem jednego z jego bywalców natychmiast zajęła się czworonogami i zapewniła im opiekę organizacji zajmującej się ich adopcją. Ku jej zdziwieniu (z taką sytuacją spotkała się po raz pierwszy), przy psach znalazła ich ulubione zabawki, karmę, a także list, którego treść chwyta za serce. "Cześć. Nasze imiona to Jada (czarna) i Layla (brązowa). Jesteśmy miłymi jednorocznymi psami. Prosimy, nie rozdzielajcie nas. Layla wpada w panikę bez swojej siostry". Ktokolwiek zostawił obok nich ten krótki liścik, chciał, by Jada i Layla znalazły szczęśliwy, kochający dom razem, a nie w pojedynkę. Mona jednak surowo ocenia zachowanie ich byłych właścicieli. Jej słowa powinny dać do myślenia każdemu, kto na co dzień zajmuje się swoimi pupilami. "Takie sytuacje sprawiają, że czuję złość. To nie jest sposób oddawania psów. Mogli przyjść i poprosić o pomoc. To smutne, że są ludzie, którzy postępują tak z ich bezwarunkową miłością" - mówi. Pamiętajmy - zwierzęta też mają uczucia...

porzuconepsypomoczwierzęta

Rzucił pracę i sprzedał dom, by podróżować z kotem. Od 2,5 roku żyją w kamperze

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko? Pytanie to nie raz zadaje sobie każdy z nas. Niewielu odważnych decyduje się jednak na realizację podobnych planów. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak ich spełnienie wygląda naprawdę, powinniście poznać historię Richa! Australijczyk 2,5 roku temu sprzedał dom i spieniężył cały dorobek, by rzucić pracę i oddać się podróżom. Jego przygoda rozpoczęła się w maju 2015 roku, kiedy opuścił rodzinną Tasmanię i kamperem wyruszył w świat. Jedynym, z czym nie mógł się pożegnać, była jego kotka Willow. Dlatego postanowił, że z przygarniętego ze schroniska pupila uczyni towarzysza przygód! Rich i Willow zwiedzili wspólnie już 6 stanów i 2 terytoria Australii - przejechali łącznie 50 tys. km. Mężczyzna zapewnia, że kotka pokochała ich nowy styl życia. Wszystkich nadopiekuńczych internautów uspokaja - Willow ma umieszczony w obroży specjalny nadajnik, dzięki któremu jej właściciel nie martwi się o samodzielne, kocie eskapady. Duet podróżników obserwuje na Instagramie prawie 40 tys. osób. W materiałach zamieszczonych poniżej znajdziecie link do konta VanCatMeow. Rich dzieli się na nim zdjęciami z ekscytujących podróży.

dzikiepodróżezkotemzwierzętaturystyka

Pies nieoczekiwanie wtargnął na ich ślub. Reakcja tej pary zaskoczyła wszystkich!

Marília i Matheus Pieroni od dawna planowali ślub. Kwestie organizacyjne mieli dopięte na ostatni guzik. Nie spodziewali się, że coś może pójść nie po ich myśli... Okazało się, że na ceremonii w São Paulo pojawił się niespodziewany gość... i nie był to były chłopak czy zazdrosna koleżanka! Niezapowiedziany przybysz wkroczył pewnie podczas Marszu Mendelsona, by skupić na sobie uwagę zgromadzonych. Bezpański psiak został wyrzucony z kościoła, ale ponownie zjawił się w nim, kiedy zakochani obiecywali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci. W najważniejszej dla nowożeńców chwili... położył się na welonie panny młodej i ani myślał się z niego ruszyć! "To było całkiem miłe zaskoczenie, ponieważ uwielbiam zwierzęta!" - mówi Marília. Jej późniejsza reakcja zaskoczyła nie tylko gości weselnych, ale i internautów. O finale niecodziennej historii mówią wszyscy! Po zawarciu sakramentu małżeństwa szczęśliwa para postanowiła odszukać niezapowiedzianego świadka. Psa nigdzie nie było. Na szczęście w poszukiwania zaangażowali się znajomi oraz rodzina młodej pary, a zwierzę w końcu odnaleziono. Teraz Snoop jest pełnoprawnym członkiem rodziny Pieroni. Po wkradnięciu się na ślub oraz w serca Marílii i Matheusa, pies został przez nich adoptowany.

niespodziewanygośćślubnyzakochanizwierzęta

Dostała płatny urlop, by zająć się chorym psem. To przełomowy moment!

Żadnego właściciela psa czy kota nie trzeba przekonywać o tym, że zwierzęta domowe powinny być traktowane jak członkowie rodziny. Pewnej Włoszce udało się jednak uświadomić to swojemu pracodawcy! Kobieta otrzymała dwudniowy refundowany urlop opiekuńczy, by zająć się chorym psem. Wniosek o przyznanie podobnego urlopu składają zazwyczaj osoby będące w trudnej sytuacji rodzinnej - np. ze względu na chorobę współmałżonka. Pracownica administracji rzymskiego uniwersytetu La Sapienza jest jedyną opiekunką 12-letniego setera, który po przejściu operacji z powodu paraliżu krtani wymagał opieki. Swoją prośbę dotyczącą przyznania urlopu opiekuńczego umotywowała przepisem prawnym o obowiązku troski o zwierzę. Jego nieprzestrzeganie grozi karą. Aktywiści zaznaczają, że pozytywna odpowiedź szefa Włoszki może być przełomowa w kwestii uznania pupili za członków rodziny - również w świetle obowiązującego prawa. Działacze organizacji prozwierzęcych od 2008 roku walczą o taki zapis w kodeksie prawa cywilnego.

urlopdoopiekinadpsemprawozwierzęta

Kot-robot ma pocieszać i uspokajać swoim ogonem. Czy zastąpi prawdziwe zwierzaki?

Dla wszystkich tych, którzy chcieliby mieć w domu zwierzaka, ale obawiają się wszechobecnej sierści i kilku spacerów dziennie Japończycy proponują kota-robota Qoobo, który swoją obecnością ma działać cuda. Ta przypominająca poduszkę z długim ogonem maszyna została zaprogramowana tak, by posiadać najlepsze cechy żywego kota. Qoobo reaguje na głaskanie i drapanie, dzięki czemu jest świetnym pocieszycielem. Gdy właściciel kilka dni nie będzie się nim zajmował, powiadomi o potrzebie czułości swoim ogonem. Ruchy tej części robota zostały odwzorowane na podstawie obserwacji zachowań żywych zwierzaków. Jak zapowiadają producenci, ogon Qoobo tak jak ogony jego żywych odpowiedników ma uspokajać! Elektroniczny kompan został wyceniony na sto dolarów. Do sprzedaży, w dwóch kolorach, ma trafić na początku 2018 roku. Będzie świetnym prezentem na Walentynki?

kotrobotwynalazekzwierzęta

Na szczycie Giewontu błąkał się pies. Turyści przeprowadzili akcję ratunkową! [WIDEO]

Warunki w górach o tej porze roku są już bardzo trudne. Minusowe temperatury, silny wiatr, oblodzone szczyty to tylko kilka zjawisk, przed którymi ostrzegają toprowcy. Oni też przypominają, że wchodzenie ze zwierzętami w wysokie góry jest zabronione... Nie wszyscy jednak się do tego zakazu stosują. Karol Adamski, student z Krakowa, który razem z dwoma kolegami w niedzielne popołudnie zdobył Giewont, spotkał na szczycie... psa - czarnego labradora! Samotne zwierzę chętnie podchodziło do ludzi, ale bało się samodzielnie zejść na dół. By dowiedzieć się, jak sprowadzić psa w bezpieczne miejsce, studenci zadzwonili do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Po otrzymaniu wskazówek przystąpili do trudnej akcji ratunkowej. Pomocna okazała się przynęta z kabanosa! Panowie ściągali go przez łańcuchy, kilkakrotnie musieli brać też go na ręce. "Schodziliśmy stromszą stroną, co w połączeniu z wyślizganymi i zaśnieżonymi kamieniami i dość "żywym" zachowaniem psa, momentami było dość trudne" - czytamy pod wideo z akcji opublikowanym w serwisie YouTube. Mimo problemów udało się sprowadzić psa w bezpieczne miejsce! Labrador trafił do schroniska na Hali Kondratowej. Tam pewna kobieta powiedziała, że sprowadzi go do Zakopanego i powiadomi straż miejską, ale zwierzę uciekło jej w kierunku Kaltówek. Miało obrożę, więc mamy nadzieję, że znalazło drogę do domu. Odważnym studentom należą się gratulacje!!!

piesnaGiewoncietatryzwierzęta

Wynajął billboard, by odnaleźć ukochanego kota. To jego ostatnia deska ratunku!

Miłość do pupila potrafi być ogromna. Najlepszym tego dowodem jest historia 2,5-letniego kota Leona, którego od miesiąca poszukuje właściciel - Maciej Lipko z podszczecińskiego Ustowa. Pan Maciej znalazł zwierzę, gdy mieszkał na Mazurach. Zaplątany w sieci, wycieńczony, z uszkodzoną łapą trafił do kochającego domu, gdzie codziennie dbano o to, by niczego mu nie brakowało. Nagle 1 września Leon zniknął. Właściciel robił wszystko, żeby go odnaleźć. Dokładnie przeszukał okolicę, schroniska, wywieszał ulotki. Pytał w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami, upowszechniał informację o zaginięciu pupila w sieci... Niestety bez skutku. Zdesperowany, zmartwiony brakiem jakichkolwiek rezultatów postanowił wynająć ogromny billboard (!) przy ulicy Floriana Krygiera w Szczecinie, na którym umieścił informację o zaginięciu kota i nagrodzie za pomoc w jego odnalezieniu wraz ze swoim numerem telefonu. Pojawiła się na nim też istotna wskazówka - na prawej tylnej łapce Leona znajduje się blizna, nie ma też na niej jednego pazura. Pan Maciej podkreśla, że zwierzę jest wyjątkowe - potrafi m.in. reagować na własne imię! Trzymamy kciuki za jego odnalezienie!

billboardzzaginionymkotemzwierzętakoty

Uratowane psy pomogły w oświadczynach. Zakochani nie zapomną tego dnia do końca życia!

W sieci coraz częściej pojawiają się informacje o niecodziennych oświadczynach. Zakochani chcą zapamiętać ten wyjątkowy dzień jako niepowtarzalny, dlatego planują, szczególnie panowie, wyszukane sposoby na zadanie najważniejszego pytania. Pewien Kanadyjczyk w pomoc zdobycia ręki ukochanej zaangażował nie tylko przyjaciół, ale również... psy. Wybranka jego serca Nicole Simone jest założycielką fundacji Redemption Paws, której wolontariusze dbają o uratowane z kataklizmów zwierzęta. Para wspólnie znalazła schronienie dla czworonożnych ofiar huraganu Harvey. Przyszły pan młody postanowił wykorzystać przywiązanie Nicole do psów. Zwierzaki pomagały w "trzymaniu" kartek z napisem "Wyjdziesz za mnie?" i, jak nie trudno się domyślić, skradły tym serce dziewczyny - powiedziała "tak". Wydarzeniem Nicole podzieliła się z internetową społecznością dzięki Twitterowi, publikując zdjęcia z tej podniosłej chwili. Jej wpis zyskał dużą popularność, która może przyczynić się do nagłośnienia problemu zwierząt dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych. Gratulacje płyną z całego świata!

oświadczynyzpsamizakochanizwierzęta

Tajemniczy gatunek pająka. Ma niebieski kolor!

W Indiach naukowcy odnaleźli bardzo niezwykły gatunek pająka. Dlaczego niezwykły? Zwierzę ma niebieski kolor. Jest to tarantula, którą eksperci sklasyfikowali jako Poecilotheria metallica.Gatunek ten żyje na niewielkim obszarze Indii i określany jest mianem krytycznie zagrożonego. Wszystko za sprawą miejsc, gdzie mieszka - są to tereny, gdzie niszczy się drzewo przez wycinki i wypalanie. Naukowcy ustalili, że w Indiach żyje około 40 takich pająków. Jednak nie znają oni wciąż odpowiedzi na pytanie, dlaczego zwierzę przybiera niebieski kolor. Bor-Kai Hsiung główny autor badań nad tymi pajęczakami stwierdził, że najprawdopodobniej zwierzęta same produkują w sobie taki kolor. Nie jest on, jak w przypadku innych pająków zmieniających kolory uwarunkowany seksualnie. Ma on pomóc też w ukrywaniu się zwierząt przed drapieżnikami.

zwierzętaniebieskipająkarachnofobia

W hiszpańskiej Calelli znaleziono 700-kilogramowego żółwia. "To naprawdę rzadkość"

W małej katalońskiej miejscowości Calella we wtorkowe południe, Morze Śródziemne na brzeg wyrzuciło ogromnego żółwia. Na plaży, gdzie znajdowali się turyści, kilka osób dźwigiem próbowało wynieść go z wody. Zwierzę ważyło prawie 700 kg! Według wielu ekspertów gad to Dermochelys Coriacea, czyli jeden z największych żółwi na świecie. Jednak jak znalazł się tak blisko hiszpańskiej plaży? W Morzu Śródziemnym nie żyją duże gatunki tych zwierząt. Spotkać można tam jedynie małe żółwie Karetta. Gady Dermochelys Coriacea mieszkają w ciepłych wodach oceanów Atlantyckiego i Pacyfiku, bardzo rzadko pojawiają się w Morzu Śródziemnym, a na pewno nie w tej jego części. Żółw na plaży w Calelli wywołał nie małą sensację. Jeden z pracowników pobliskiego hotelu powiedział nam, że zwierzę zostało wyrzucone na brzeg martwe i widać było już rozkładające się jego ciało. Żółw umarł prawdopodobnie ze starości, gdyż nie miał na sobie żadnych śladów ataku ze strony zarówno ludzi jak i zwierząt morskich. Dodał też, że miejscowi rybacy byli w ogromnym szoku bo nigdy wcześniej nie widzieli takiego okazu w Morzu Śródziemnym.

żółwwCalellizwierzętaMorzeŚródziemne