Przez 4 lata odczuwała skutki prostej operacji plastycznej. Lekarze zbyt długo ignorowali jej ból!

Cztery lata temu 42-letnia Christina Lynn Brajcic z Kanady postanowiła poddać się zabiegowi plastyki pochwy z wykorzystaniem implantu z siatki polipropylenowej (jest on reklamowany jako alternatywa dla zwykłej plastyki pochwy; jego celem jest przywrócenie elastyczności narządowi np. po wielu porodach, a także, jak to było w przypadku Christiny, zwalczenie problemu wysiłkowego nietrzymania moczu). Krótka operacja jednak zamiast poprawić jakość funkcjonowania kobiety, przysporzyła jej ogromnego bólu na kilka kolejnych lat, ostatecznie przyczyniając się do jej śmierci. Już kilka tygodni po zabiegu Christina odczuła, że coś jest nie tak, ale lekarze mówili, że "boli, bo implant musi się przyjąć". Antybiotyki i lekarstwa na liczne infekcje, które ją dotykały, nie pomagały. Ból, szczególnie w podbrzuszu, był tak potworny, że nie była w stanie poruszać się o własnych siłach (musiała korzystać z wózka inwalidzkiego). Do tego doszły także problemy z sercem. Po pewnym czasie udało jej się znaleźć specjalistów, którzy nie zbagatelizowali jej przypadku. To oni wycięli jej implant. "Ciężko walczę i wszyscy to potwierdzą" - mówiła wyraźnie poruszona w jednym z nagrań, które opublikowała na Facebooku. Niestety tydzień temu Christina zmarła po tym, jak trafiła do szpitala z sepsą i atakiem serca... "Nikomu nie chce się wierzyć, że ona nie żyje. Pomogła tak wielu kobietom, a teraz jej nie ma" - pisze jedna z kobiet, która przeszła taką samą operację. Okazuje się, że niektóre organizacje chcą, by zakazano zabiegu plastyki pochwy z wykorzystaniem implantu z siatki polipropylenowej. Kobiety alarmują, że chirurdzy nie informują ich o wszystkich możliwych powikłaniach. Oficjalną przyczynę śmierci 42-latki ustalą lekarze medycyny sądowej.

zmarłapoplastycepochwykobietaoperacjeplastyczne