Najgłupszy challenge w historii Youtube'a! Zobaczcie sami [WIDEO]

Znamy już wiele mniej lub bardziej zagrażających życiu wyzwań, którymi ludzie dzielą się w sieci. Wielu jednak określa tzw. "Tide Pod Challenge" jako najgłupsze, jakie kiedykolwiek wymyślono. Na czym to polega? Otóż nastolatkowie wkładają sobie kapsułkę do prania w usta. Całość trzeba nagrać, jako dowód swojej "odwagi". Zdarzają się też tacy, którzy postanawiają ją przegryźć. Spożycie chemii, jaką zawiera produkt, może być śmiertelnym zagrożeniem. Mamy nadzieję, że takich zdarzeń będzie coraz mniej. A co Wy o tym sądzicie?

najgłupszychallengewhistoriiYTzdrowiekontrowersje

Rzucono mu w twarz środkiem pirotechnicznym. 15-latek w szpitalu

Damian Zygmunt, ojciec 15-letniego chłopca, opublikował na Facebooku wpis, w którym prosi o pomoc w odnalezieniu sprawcy ataku na jego synu: "W Pruszkowie jakaś osoba pozbawiona mózgu rzuciła środkiem pirotechnicznym w twarz mojego 15-letniego syna, który poszedł tylko wyrzucić śmieci" - relacjonuje mężczyzna. Do wypadku miało dojść 3 stycznia na ulicy Helenowskiej w Pruszkowie. "Mój syn leży w szpitalu, ma oszpeconą twarz i uszkodzony wzrok" - pisze w emocjonalnym poście rodzic nastolatka. Zwraca się także bezpośrednio do sprawcy zajścia: "Jeśli taki chojrak z Ciebie i miałeś odwagę czymś w niego rzucić, to miej odwagę się przyznać". Dodaje, że nawet wyznaczy nagrodę za informację o sprawcy. Udostępniajcie!

środkiempirotechnicznymwtwarzzdrowieapelrodziców

Ponad 200 razy trafiała do szpitala. Lekarze bagatelizowali jej ogromny ból

Uciążliwy i przewlekły ból brzucha niemal codziennie dokuczał 20-letniej Sinead Smythe (na zdjęciach), uniemożliwiając jej normalne funkcjonowanie. Zwracając się do lekarzy, kobieta miała nadzieję na uzyskanie pomocy i powrót do pełni sił. Niestety niemal za każdym razem w szpitalu spotykała się z bagatelizowaniem swoich objawów, które miały być jedynie wynikiem bolesnej miesiączki. Zdiagnozowanie jej, jak się okazuje, prostego przypadku zajęło lekarzom bardzo dużo czasu. Sinead ponad 200 razy trafiała na A&E (odpowiednik polskiego SOR)! Specjaliści najpierw stawiali na zapalenie miednicy, ale gdy ich pacjentka nie reagowała na leczenie, wiadome było, że dolega jej coś zgoła innego. 20-latka musiała wiele wycierpieć, by w końcu dowiedzieć się, że cierpi na endometriozę nazywaną często wędrującą śluzówką macicy - błona śluzowa macicy trafia do innych narządów, powodując ból. Choroba ta jest wśród kobiet niezwykle "popularna". Tylko w 2015 roku dotkniętych nią było prawie 200 milionów kobiet na całym świecie. Jej objawy to m.in. bolesne i obfite miesiączki, bóle podbrzusza, biegunki czy problemy z zajściem w ciążę. Sinead w mediach społecznościowych stara się uświadamiać kobiety. Endometriozę można bowiem wyleczyć, ale ważna jest jak najszybsza reakcja.

problemyzdiagnozązdrowiekobieta

Zmarła po rutynowym zabiegu. Wina lekarzy?

32-letnia Joanna Paszyńska z Jasła zmarła po rutynowym zabiegu, jakiemu poddała się ze względu na chęć zajścia w ciążę. Kobieta zmagała się z kamicą pęcherzyka żółciowego. Do szpitala zgłosiła się 22 listopada 2017. Chociaż zabieg usunięcia woreczka żółciowego jest powszechnie wykonywany i na ogół nie ma po nim komplikacji to właśnie on przyczynił się do śmierci kobiety niedługo po opuszczeniu placówki. Rozżalona rodzina oskarża lekarzy, W rozmowie z portalem jaslo4u.pl mąż pani Joanny, Damian Paszyński, powiedział, że zabieg zamiast 40 minut trwał aż 2,5 godziny. Parę dni po operacji kobietę miały dręczyć nudności i problemy z poruszaniem się. 27 listopada wykryto u niej płyn w przestrzeni zaotrzewnowej, a pogorszeniu uległy także wyniki krwi - informuje "Fakt". Pielęgniarki miały bagatelizować jej stan i kpić z jej złego samopoczucia. Przy wypisie ze szpitala zalecono jej przyjść w połowie grudnia na kontrolę. Niestety tego nie doczekała. Zmarła 8 grudnia. Mąż pani Joanny zgłosił w prokuraturze możliwość popełnienia przestępstwa. Więcej na ten temat znajdziecie poniżej.

śmierćporutynowymzabieguzdrowieszpital

Urodziła się z poważną deformacją twarzy. Po latach drwin odnalazła szczęście

Kiedy mała Cody Hall przyszła na świat, jej rodzice zamarli. Dziecko od urodzenia nosiło na twarzy duże, szpecące znamię, które znaczącą odróżniało je od rówieśników. Lewa strona buzi dziewczynki pokryta była naczyniakiem przez wiele lat. Chirurdzy nie mogli podjąć żadnej medycznej interwencji aż do ukończenia przez Cody 6. roku życia. Przez cały ten czas, i znacznie dłużej, dziewczynka była obiektem żartów i drwin innych dzieci, które potrafią być okrutne nawet dla rówieśników, którzy nie różnią się od nich samych. Kilkulatka co dzień budziła się w strachu przed nadchodzącymi wyzwaniami, z jakimi musiała się mierzyć. Zrozpaczeni państwo Hall nie mogli patrzeć na krzywdę córeczki i postanowili rozpocząć jej leczenie w Nowym Jorku. Dzięki pomocy darczyńców udało im się zebrać 304 tysiące dolarów i wyprowadzić z Wielkiej Brytanii, by poddać dziecko serii skomplikowanych operacji. W ciągu następnych 14 lat Cody przeszła aż 18 zabiegów mających poprawić jej wygląd. Dziś jest spełnioną 25-latką u boku mężczyzny, którego kocha. Jej historia nauczyła ją, jak niesprawiedliwi w ocenianiu innych potrafią być ludzie, że mimo przeciwności losu każdy zasługuje na szczęście i że marzenia się spełniają!

operacjeplastycznezdrowiekobieta

Wzięła ślub w zaawansowanym stadium raka. Zmarła 18 godzin później

Heather Lindsay i David Mosher z Connecticut (USA) poznali się w 2015 roku na kursie tańca. Wystarczyło im tylko kilka spotkań, by zyskali pewność, że chcą spędzić ze sobą resztę życia. David nie zwlekał z oświadczynami. Dzień, w którym podarował swojej ukochanej pierścionek zapamięta do końca życia. Heather powiedziała "tak", ale miała dla niego jeszcze jedną wiadomość, niestety przykrą - lekarze zdiagnozowali u niej raka piersi w zaawansowanym stadium i bardzo rzadkiej formie. Nowotwór był niezwykle agresywny i odporny na chemioterapię. Para mimo wszystko dalej planowała wesele, wierząc, że jest szansa na wyzdrowienie. Ślub miał odbyć się 30 grudnia 2017 roku. Rak za nic miał jednak ich wymarzoną ceremonię. Zaatakował m.in. mózg i płuca Heather i doprowadził do tego, że nie mogła już samodzielnie oddychać. Po konsultacjach z lekarzami ślub przyspieszono. 22 grudnia w kaplicy szpitala St. Francis w Hartford przed najbliższymi ślubowali sobie miłość i... żegnali się. Zaledwie 18 godzin później, dzień przed Wigilią, 31-latka zmarła. "To było nierzeczywiste. Zakładałem, że będę mówił do niej słowa przysięgi, a okazuje się, że to było: do widzenia" - mówił David w jednym z wywiadów. Pogrzeb jego żony odbył się w dniu, w którym planowo mieli się pobrać. O ich historii świat usłyszał za sprawą Christiny Lee, przyjaciółki i świadkowej zmarłej, która na Facebooku i Instagramie opublikowała zdjęcia z wzruszającej ceremonii. Wszystko po to, by uczcić pamieć o Heather.

śmierć18godzinpoślubiezdrowiezakochani

Trafił do szpitala z trzema widelcami... w penisie. Ukarały go prostytutki

44-latek z Podkarpacia przekonał się na własnej skórze, co znaczy bolesny zatarg z prostytutkami. Mężczyzna trafił do szpitala po tym, jak kobiety wbiły w jego penisa... trzy widelce. Do zdarzenia miało dojść 23 grudnia. Na Komendę Miejskiej Policji w Rzeszowie sprawa trafiła 4 dni później. W okresie świąt Bożego Narodzenia okolicznościami niecodziennej sytuacji zajmowali się funkcjonariusze z Przeworska. Poszkodowany z Krasnego umówił się z "paniami lekkich obyczajów", by z ich pomocą zapomnieć o samotności towarzyszącej życiu kawalerskiemu. Mężczyzna zapłacił za usługę z góry, ale, według nieoficjalnych źródeł, "nie stanął na wysokości zadania" i zażądał zwrotu pieniędzy. Pracownice domu publicznego nie zgodziły się, tłumacząc, że w ich branży panują rygorystyczne zasady. Doszło między nimi do kłótni, podczas której kobiety skrępowały 44-latka i wbiły w jego przyrodzenie trzy rączki plastikowych widelców. Roszczeniowy klient wrócił do domu, a z udaniem się do szpitala zwlekał aż dwa dni. Kiedy w końcu ból okazał się silniejszy od wstydu, mężczyznę od razu operowano. Za bezpośrednie narażenie życia lub spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu prostytutkom grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.

3widelcewpenisiezdrowieprawo

Ma 100 lat i prowadzi własny bar. Co jest jej przepisem na długowieczność?

Jeśli osiągnięcie wieku 100 lat kojarzy Wam się jedynie ze schorowanym, niedołężnym staruszkiem, zdecydowanie powinniście poznać Marie-Louise Wirth! Kobieta, która w listopadzie obchodziła setną rocznicę urodzin, jest energiczną, rezolutną i pełną wigoru osobą. "Lubię chodzić na tańce. Nie przeszkadza mi wracanie do domu o 2.00 w nocy i wstawanie o 7.30. Nie jestem zmęczona" - mówi 100-latka w rozmowie z BBC. Marie-Louise pochodzi z francuskiego Isbergues, gdzie prowadzi liczący 20 metrów kwadratowych bar bez nazwy. "Jeśli masz dobre piwo, wcale jej nie potrzebujesz" - tłumaczy. Lokal odziedziczyła w 1952 roku po ojcu. Od tamtej pory wiele się w nim nie zmieniło. Staruszka budzi się o 7:30, by od rana stanąć za ladą i wypić szklaneczkę brandy z pierwszym gościem. Wielokrotnie pytana o sekret długowieczności, kobieta odpowiada jedynie: "Skąd mam wiedzieć, dlaczego taka jestem? Tylko Bóg wie, ale mi tego nie mówi". Nie kryje jednak szczegółów dotyczących swojego trybu życia. "Żyję jak osoba, która ma 60 lat. Dużo wychodzę. Lubię chodzić na tańce" - wyznaje barmanka. Seniorka przekonana jest również o znaczeniu diety, dlatego nie spożywa mleka, jogurtów i owoców. Nie stroni za to od... majonezu: "Jem dużo ostrego jedzenia. Jem wszystko, czego nie powinnam. Jeśli dasz mi do wyboru majonez i konfiturę, wybiorę majonez. Ale nie mam cholesterolu!". Co myślicie o życiu, jakie prowadzi Francuska? Tańce do rana i majonez mogą okazać się przepisem na długowieczność?

100letniabarmankazdrowieseniorzy

W 2017 roku lekarze znajdowali w waginach TO! Ta lista "robi wrażenie"

Roczne podsumowania to nie nowość. Robią je kinomaniacy, wielbiciele seriali, muzyki, sportu... Można by tak wymieniać w nieskończoność! 2017 rok postanowili podsumować także ginekolodzy. W tym wypadku jednak wcale nie chodzi o liczbę pacjentek czy odebranych porodów (chociaż takowe zestawienia również się tworzy). Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich przygotowała listę... najbardziej zaskakujących przedmiotów znalezionych w waginach! Niektóre znaleziska naprawdę nas zaskoczyły (weźcie pod uwagę fakt, że średnia długość kobiecej pochwy to ok. 8-9 centymetrów). Na pierwszym stopniu "podium" znalazło się pachnące mydełko, drugie miejsce należy z kolei do zakrętki od dezodorantu, a trzecie do zakrętki od butelki. Dalej jest o wiele ciekawiej! Kolejne pozycje zajmują bowiem takie przedmioty jak: pierścień erekcyjny na penisa z kolcami, silikonowe kulki, piłka, reflektor rowerowy (!), gąbka dopochwowa (użyta jako tampon) i słuchawki. Ostatnie miejsca zestawienia należą do ciepłego ręcznika, gotówki i telefonu, gliny, świecznika, lizaka, a także magicznej różdżki (oczywiście erotycznej). Jesteśmy bardzo ciekawi, czy za rok znaleziska będą równie "imponujące" ;)

dziwneprzedmiotywwaginachzdrowiepodsumowanie2017

Swoją twarz ukrywała pod maską. Dziś jest inspiracją dla milionów!

Miłością Turii Pitt (na zdjęciu) przez wiele lat był sport, a szczególnie maratony. Niestety, to właśnie jeden z nich, który miał miejsce w Australii w 2011 roku, oszpecił jej ciało na całe życie. Na trasie biegu doszło do pożaru, który wielu zawodników pozbawił drogi ucieczki. Wśród nich była Turia. W szpitalu lekarze nie dawali jej wielkich szans na przeżycie - aż 65 procent jej ciała została głęboko poparzona. Uwielbiająca rywalizację kobieta nie dała jednak za wygraną. Uporała się z ogromnym bólem i zaczęła nowe życie z bliznami. Przez dwa lata nie rozstawała się z maską, która zakrywała jej poranioną przez ogień twarz, ale od pewnego czasu próżno jej u niej szukać. Duża w tym zasługa jej męża, Michaela, który dodał jej odwagi, pokazując, że u drugiego człowieka nie powinno zwracać się uwagi na wygląd, a wnętrze. "Kiedy patrzę w lustro, widzę piękną dziewczynę, którą widzi Michael, ponieważ tak jak on wiem, że piękno pochodzi z wnętrza, a tak naprawdę liczy się to, kim jesteśmy, a nie jak wyglądamy" - mówi dziś z uśmiechem. Turia została mówcą motywacyjnym - uczy innych, jak nie dbać o to, co mówią i myślą inni. Spotkania z nią przyciągają tłumy. Turia jest także mamą maleńkiego Hakavaia. Silna i pewna siebie - taka powinna być każda kobieta!

tajemnicapodmaskązdrowiekobieta

Ronaldo nie zagra w El Clasico? Mamy potwierdzenie

Tydzień temu, w finale Klubowych Mistrzostw Świata, Cristiano Ronaldo nabawił się kontuzji łydki. Kibice byli bardzo zaniepokojeni, czy Portugalczykowi uda się wyzdrowieć do jednego z najważniejszych spotkań w roku. Właśnie dlatego sobotni mecz z Barceloną tym bardziej budzi ogromne emocje. Jak informuje hiszpańska "Marca", Ronaldo trenuje ze swoją drużyną, co oznacza, że będzie w pełni gotowy na "El Clasico". Inne źródła podają, że piłkarz wejdzie dopiero w drugiej połowie, ale dla kibiców najważniejszą informacją jest to, że zagra. Jak myślicie, kto wygra hiszpański klasyk? Dajcie znać!

Ronaldoprzedklasykiemzdrowiesport

Straciła nogę przez... tampon! Wkrótce amputują jej drugą kończynę

Trudno uwierzyć w to, co przydarzyło się modelce Lauren Wasser z Los Angeles. Przez tampon (!) straciła już prawą nogę, a za kilka miesięcy lekarze amputują jej drugą kończynę. Jak to możliwe? Feralnego dnia w 2012 roku (miała wtedy 24 lata) postanowiła wybrać się na imprezę urodzinową. Z powodu okresu postanowiła użyć przed nią tamponu. Po tym niespodziewanie poczuła się bardzo źle... Gdy przyjaciele zobaczyli, w jakim jest stanie, odwieźli ją do domu. Tam z objawami przypominającymi grypę znalazła ją mama. Lauren miała wysoką gorączkę, później okazało się, że przeszła atak serca, a jej nerki prawie przestały funkcjonować. W szpitalu lekarze zdiagnozowali u niej TSS (zespół wstrząsu toksycznego wywoływany najczęściej przez toksynę TSST-1 wytwarzaną przez gronkowca złocistego; w trakcie miesiączki odporność organizmu spada, a krew gromadząca się w tamponie staje się pożywką dla bakterii, czego konsekwencją może być owa choroba). Obecnie aż połowa zachorowań dotyczy miesiączkujących kobiet! Informacje na temat TSS, o którym na co dzień prawie się nie słyszy, można znaleźć na opakowaniach tamponów. W przypadku Lauren konieczna była amputacja nogi poniżej kolana. Kobieta bardzo przeżyła utratę kończyny. W magazynie "In Style" wyznała, że po prawie 6 latach, przez komplikacje, przegra walkę także o drugą nogę! Kolejna amputacja zostanie przeprowadzona prawdopodobnie w przeciągu miesięcy. Modelka mówi głośno o tym, co ją spotkało. Chce ostrzec inne kobiety przed tym, co może nieść używanie tamponów. Oczy świata zwrócone są dziś właśnie na nią. Wierzymy, że dzięki wsparciu bliskich przetrwa ten ciężki dla niej czas.

amputacjaprzeztamponyzdrowiekobieta

Mają "alergię na współczesność", więc zamieszkali w domu z błota. Czeka ich eksmisja

46-letnia Kate Burrows wraz z o 2 lata młodszym od siebie mężem Alanem zamieszkali w błotnej chacie, ponieważ, jak twierdzą, mają "alergię na współczesność". Do zbudowania szałasu, oprócz błota, użyli torfu, patyków, słomy i zaprawy wapiennej. Postawienie "hobbitowego pałacu" zajęło im 6 tygodni. Ich wspólne gniazdko mieści się nieopodal Chulmleigh (Anglia). Władze uznały jednak, że para nielegalnie zamieszkuje dystrykt North Devon i zdecydowały o jej przymusowym przeniesieniu do hotelu. Małżeństwo odmawia "wyprowadzki" i przekonuje, że w swojej chacie czuje się najbardziej komfortowo. Kate i Alan wynieśli się z miasta w 2015 roku, ponieważ przebywanie w cywilizacji "wywołuje" u nich objawy grypopodobne. Na XXI szczególnie wrażliwa zdaje się być 46-latka, która skarży się na "uczulenie" wywoływane wodą, elektrycznością, Wi-Fi, a nawet farbą pokrywającą ściany mieszkań. Myśl o powrocie do miasta przeraża ją. Twierdzi, że pobyt w hotelu "przykuje ją do łóżka". Małżeństwo pragnące jedynie żyć w zgodzie z naturą nie wyobraża sobie opuszczenia błotnej konstrukcji ani zwierząt, które hoduje - kur, kóz i gęsi. Brytyjskie władze są jednak niegięte. Parę czeka przymusowa eksmisja.

domzbłotaipatykówzdrowieprawo

Piwo uśmierza ból skuteczniej niż tabletki! Znamy "dawkę idealną"

O tym, jak pozytywny wpływ może mieć na nas alkohol, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Naukowcy z londyńskiego Uniwersytetu Greenwich udowodnili jednak, że piwo również uśmierza ból (nie tylko psychiczny!). I robi to lepiej niż paracetamol! Na podstawie badań przeprowadzonych na grupie ponad 400 osób spożywających alkohol dowiedziono, że najpopularniejszy napój z procentami na ból głowy lub żołądka działa skuteczniej od środków przeciwbólowych. Dwa piwa, czyli dokładnie litr, uśmierza, a nawet całkowicie eliminuje krótkotrwałe dolegliwości. Według badaczy "dawka" ta jest idealna i ani mniejsza, ani większa ilość piwa nie przynosi lepszych efektów. Przy "leczeniu się" złocistym napojem musimy jednak pamiętać, że jego spożycie wiąże się z efektami ubocznymi, a stosowanie alkoholu jako stałego zamiennika paracetamolu nie jest dobrym rozwiązaniem. Na dłuższą metę może przynieść więcej szkód naszemu zdrowiu niż pożytku.

piwonabólgłowyzdrowiealkohol

Ratownicy medyczni okradli staruszka na... 78 tysięcy złotych!

2 grudnia do 90-letniego mężczyzny została wezwana karetka. Na miejscu stwierdzono, że nie trzeba go hospitalizować. Okazało się, że z mieszkania zniknęło łącznie 78 tysięcy złotych, a głównymi podejrzanymi w sprawie jest trójka ratowników medycznych. Podczas przeszukania przy jednym z nich znaleziono 4,5 grama marihuany. Paweł T. miał wskazać śledczym miejsce przechowywania pieniędzy, jednak do tej pory ich nie odnaleziono. Prokuratura nie ujawnia, czy ratownicy przyznali się do zarzucanych czynów. Może im grozić do 5 lat pozbawienia wolności.

ratownicyokradlistaruszkazdrowieprawo

Egipska piosenkarka Sherine ukarana za obrazę rzeki Nil

Podczas koncertu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich znana egipska piosenkarka została poproszona przez jednego ze swoich fanów o wykonanie utworu "Mashrebtesh Men Nilha" ("Czy kiedykolwiek piłeś wodę z Nilu"). Sherina powiedziała wtedy ze sceny, że należy pić wodę mineralną, ponieważ woda z rzeki Nil może powodować choroby pasożytnicze takie jak schistomatoza. Wokalistka nie spodziewała się, że te słowa mogą mieć tak poważne konsekwencje. Po ukazaniu się nagrania w internecie stowarzyszenie muzyków ogłosiło decyzję o nałożeniu na 37-latkę zakazu występowania na egipskich scenach. Ograniczenie ma trwać do wyjaśnienia sprawy. Piosenkarka może stanąć przed sądem za "obrazę państwa egipskiego" oraz za rozpowszechnianie fałszywych plotek, które mogą "stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwowego, siać postrach wśród ludzi oraz szkodzić interesowi publicznemu". Kobieta przeprosiła za swoje słowa. "Mój ukochany kraju, synowie mojego kraju, Egiptu, przepraszam was z całego serca za ból, jaki wam sprawiłam" - wyznała. Jak podaje BBC w ostatnich latach władze Egiptu przeznaczyły 10 mln dolarów na program walki ze schistosomatozą, co znacznie zmniejszyło odsetek zachorowalności na tę chorobę.

obrazaNiluzdrowieświatmuzyki

Polacy sprzedawali magnez jako tabletki poronne. Oszukali prawie 600 osób

W Namysłowie (woj. opolskie) za pośrednictwem internetu sprzedawano magnez, podając pigułki za tzw. tabletki dzień po. Policja zatrzymała w tej sprawie 22-letnią kobietę i jej o 9 lat starszego partnera. Para podszywała się za pracowników gabinetu ginekologicznego i udzielała swoim klientkom "porad" dotyczących aborcji farmakologicznej. Posługując się kilkoma kontami bankowymi oraz wieloma numerami telefonów, oszuści w ciągu roku nabrali niemal 600 osób. Na nielegalnej działalności zarobili prawie 200 tysięcy złotych. Śledczy informują, że zatrzymani długo utrzymywali, że sprzedają magnez. Kiedy kobieta wyznała prawdę o ich praktykach, 31-latek wciąż powtarzał, że nie robią nic złego. Na razie nie wiadomo, co było ich główną motywacją. Oprócz gromadzenia "łatwych pieniędzy" mogli również działać w przekonaniu ochrony życia ludzkiego. Za nieuprawnione ingerowanie w osobiste decyzje życiowe parze grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. "Przestrzegamy przed zakupem leków z nieznanego źródła, gdyż zdarzają się przypadki podrabiania medykamentów, a te mogą szkodzić zdrowiu, a nawet życiu" - mówi asp. sztab. Dawid Gierczyk z opolskiej policji.

magneznaporonieniezdrowiepolskarzeczywistość

W Krakowie ruszają warsztaty szycia maseczek antysmogowych. 5 tysięcy miasto rozda za darmo!

Władze Krakowa rozpoczęły już przygotowania do walki ze smogiem. Przed nami najgorsze pod względem zanieczyszczenia powietrza miesiące, dlatego istotnym jest zaopatrzenie się w odpowiednie zabezpieczenie. Pierwszym, jakie przychodzi na myśl, są maseczki antysmogowe. W grudniu mieszkańcy Krakowa cierpiący z powodu problemów z układem oddechowym mogą liczyć na prezent od władz miasta. Przewidziano aż 5 tysięcy maseczek do rozdania dla dzieci i dorosłych. Otrzymają je pacjenci poradni pulmonologicznych w trakcie wizyt lekarskich. Inną propozycją ochrony dróg oddechowych są warsztaty szycia maseczek antysmogowych. Stowarzyszenie Logiczna Alternatywa dla Krakowa już drugi raz organizuje darmowe nauki uszycia własnej maseczki. Zeszłoroczne spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Pierwsze szkolenie zaplanowane jest na 30 listopada, kolejne na 1, 2 i 4 grudnia. Kiedy walka z przyczynami powstawania smogu nie skutkuje, minimalizacja jego skutków jest najrozsądniejszą decyzją...

uszyjsobiemaseczkęantysmogowązdrowiepolskarzeczywistość

Połknął ponad 600 gwoździ. Ich waga przekroczyła kilogram!

Do szpitala w Kalkucie w północno-wschodnich Indiach trafił przed kilkoma dniami 48-letni mężczyzna uskarżający się na ból brzucha i wymioty. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że przyczyną jego złego samopoczucia są... gwoździe! Specjaliści podjęli decyzję o natychmiastowej operacji. Po 2-godzinnym, skomplikowanym zabiegu z użyciem magnesu z wnętrzności mężczyzny zostały usunięte wszystkie "ciała obce" w zatrważającej liczbie. Jak podają lekarze, 48-latek połknął dokładnie 639 gwoździ, z których większość miała ponad 5 centymetrów długości! Ich waga wyniosła aż 1,3 kg. "Gwoździe w większości mają ponad 2 cale (ponad 5 cm). Są ostre. Na szczęście w przewodzie pokarmowym nie było żadnej perforacji" - mówił po operacji chirurg dr Siddhartha Biswas. Przyznał on, że w żołądku pacjenta znaleziono także glebę. Mężczyzna cierpi na schizofrenię. Prawdopodobnie jeszcze przez długi czas pozostanie pod opieką lekarzy.

gwoździewżołądkuzdrowieszpital

Wielki dramat znanego piłkarza! Miał niewielkie szanse na odzyskanie sprawności

Hiszpański pomocnik Arsenalu, Santi Cazorla, udzielił wywiadu dla "Marci", w którym opowiada o swoich problemach zdrowotnych. We wrześniu 2013 roku podczas meczu towarzyskiego z Chile piłkarz opuścił murawę ze względu na kontuzję kostki, lecz później okazało się, że złamał kość. Od tamtej pory musiał nauczyć się żyć z bólem w prawej stopie i ciągłymi zabiegami. W 2015 poddał się operacji z powodu pękniętego wiązadła w lewym kolanie. Lekarze powiedzieli, że jeśli uda mu się normalnie spacerować z synem po ogrodzie, to już będzie powód do szczęścia. W ciągu 2016 roku Cazorla przeszedł około 10 zabiegów z powodu komplikacji jakie powstały po próbie naprawy ścięgna w okolicy podeszwy prawej stopy. Gdy piłkarz nie widział już dla siebie nadziei, udał się do lekarza w Vitorii. Tam dowiedział się, że miał gangrenę i brakuje mu ośmiu centymetrów ścięgna w prawej pięcie. Po pobraniu skóry z ręki poddał się rekonstrukcji tkanki. Według doktora Sancheza wszystko już jest w normie, a po poświęceniu się rehabilitacji Santi powinien wrócić do gry w ciągu 2 lat. Życzymy powodzenia!

dramathiszpańskiegopiłkarzazdrowiesport