Pielęgniarki wyrzuciły pacjenta na ulicę. Do sieci trafiło nagranie! [WIDEO]

Kamery miejskiego monitoringu w pobliżu szpitala nr 4 w Soczi (Rosja) przed kilkoma dniami zarejestrowały skandaliczne zachowanie dwóch tamtejszych pracownic. Pielęgniarki wywiozły w pośpiechu pacjenta na wózku inwalidzkim poza teren placówki, a następnie zostawiły go samego w ustronnym miejscu z krwawiącą raną na nodze. "Jeżeli pan chce, to może go sobie zabrać do domu, my go nie chcemy" - miały powiedzieć jednemu ze świadków zdarzenia. Obok rannego szybko zebrał się tłum przechodniów, którzy wezwali na pomoc policję i służby ratunkowe. Mężczyzna ponownie trafił do szpitala, z którego wcześniej wywiozły go pielęgniarki. Rzecznik placówki poinformował, że obie pracownice odpowiedzialne za pozostawienie pacjenta w takim stanie zostały już zwolnione, tłumacząc, że pacjentom przysługuje prawo odmówienia pomocy medycznej i wypisania się na własne życzenie, ale nie może się to odbywać bez uregulowania odpowiednich formalności. Zwolnione pracownice tłumaczą, że chory był pod wpływem narkotyków i sam kazał się zawieźć we wskazane miejsce, gdyż miał tam na niego czekać przyjaciel. Sprawą wciąż zajmują się funkcjonariusze. Zobaczcie nagranie, które wstrząsnęło internautami na całym świecie!

wyrzuconypacjentnaulicyzdrowieświat

Wrzucają zdjęcia z rozmazaną szminką. Kryje się za tym ważna akcja!

Sondaż opublikowany przez BBC News wykazał, że młode Brytyjki nie chcą wykonywać cytologii (polega ona na pobraniu wymazu z szyjki macicy), ponieważ jest to dla nich krępujące badanie. Jednak, co nieustannie się podkreśla, jest to badanie niezwykle ważne, które pozwala na wczesne rozpoznanie stanu przedrakowego szyjki macicy, a tym samym na uratowanie życia. W Wielkiej Brytanii trwa właśnie tydzień Zapobiegania Rakowi Szyjki Macicy (Cervical Cancer Prevention Week), dlatego nowotwór ten i odpowiednia profilaktyka są tematami poruszanymi przez wszystkie możliwe serwisy. Obojętne na tę kwestię nie są również media społecznościowe. Na Twitterze czy Instagramie od kilku dni możemy znaleźć zdjęcia, na których aktorki, piosenkarki, modelki, influencerki, a także zwyczajne kobiety pozują z rozmazaną szminką. Fotografie opatrzone hasztagiem #SmearForSmear (od ang. smear, czyli wymaz - stąd pomysł na ujęcia z rozmazaną szminką) są elementem ważnej akcji, która ma zachęcać do wykonywania cytologii. Akcję zapoczątkowała fundacja Jo's Cervical Cancer Trust, która zajmuje się kobietami cierpiącymi na ten nowotwór oraz wspieraniem ich najbliższych. Dzięki takim zdjęciom z pewnością więcej osób uzmysłowi sobie, jak ważne dla zdrowia każdej kobiety są regularne badania.

SmearForSmearzdrowiekobieta

1,5-metrowy tasiemiec wypełzł z ciała 30-latka. Żył jeszcze po opuszczeniu organizmu

W sierpniu ubiegłego roku lekarze ze szpitala w kalifornijskim Fresno przyjęli mężczyznę, który na oddział ratunkowy przyjechał z tasiemcem... w plastikowej torbie. Szczegóły tego zdarzenia wyszły na jaw dopiero niedawno, kiedy dr Kenny Bahn opowiedział o nich w jednym z wywiadów radiowych. Przerażony 30-latek zgłosił się do Community Regional Medical Center, gdzie skarżył się na pasożyty. Przyznał, że codziennie spożywa sashimi z surowym łososiem, przez co ma problemy z żołądkiem i krwawe biegunki. W trakcie z jednego takich ataków zauważył coś bardzo niepokojącego. Na początku myślał, że z jego ciała wychodzą jelita. "Moje wnętrzności ze mnie wychodzą!" - powtarza słowa swojego pacjenta dr Bahn. "Podniósł to coś, spojrzał na nie, a ono zaczęło się ruszać" - dodaje medyk. Pasożyt, który dosłownie wypełzł z ciała 30-latka, miał 1,67 metra długości. Kiedy mężczyzna owijał go wokół rolki papieru toaletowego i chował do torby, tasiemiec jeszcze się wił. Prawdopodobnie zdechł w trakcie transportu. Ratownicy medyczni podali mężczyźnie tabletkę na odrobaczanie i odesłali do domu. "Po wszystkim pacjent na zawsze wyrzekł się sushi" - relacjonuje lekarz. W ubiegłym roku Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków podała, że larwy tasiemca mogą występować w rybach pochodzących z Oceanu Spokojnego.

półtorametrowytasiemieczdrowiechoroba

Wkładają dzieciom świeczki do uszu i podpalają. Kontrowersyjna praktyka coraz popularniejsza

Do sieci trafił filmik, na którym ojciec pokazuje nietypową metodę czyszczenia uszu. Materiał ten zyskał dużą popularność w kilka godzin - aż 20 tysięcy udostępnień oraz 14 tysięcy komentarzy. W ostatnim czasie taka praktyka stała się moda wśród wielu rodziców. Dodają oni do sieci filmiki, którymi dzielą się swoimi doświadczeniami. Wielu lekarzy jest przeciwnych takim metodom i je odradzają. Świecowanie uszu, inaczej zwane konchowaniem uszu, polega na umieszczeniu specjalnej świeczki w uchu, a następnie jej podpaleniu. Stosuje się ją w przypadku przeziębień, problemów z zatokami, niedrożności nosa czy bólów głowy. Metoda ta znana była już w starożytnych Indiach czy Egipcie, lecz wywodzi się od m.in. Indian Hopi.

świecowanieuszuzdrowierodzicielstwo

McDonald's wprowadza zmianę, której oczekiwali wszyscy!

Znana sieć restauracji fastfoodowych, McDonald's, wprowadza zmianę, która ma polegać na wyeliminowaniu opakowań na jedzenie, które nie nadają się do ponownego użytku. Cel ma być zrealizowany do 2025 roku. Wiąże się to pewnie z modą na byciem eko, która opanowuje większość podobnych firm. Nie jest to jednak tak proste, jak się wydaje. Restauracja musi wprowadzić ten regulamin we wszystkich swoich oddziałach na całym świecie, a jak wszyscy wiemy, placówek jest mnóstwo. Mamy nadzieję, że uda im się zrealizować swój cel. A co Wy o tym myślicie?

zmianywMcDonaldziezdrowieekologia

Energetyki kupią tylko pełnoletni? Najnowsze badania alarmują!

Na początku stycznia głośno było o decyzji brytyjskiej sieci supermarketów Waitrose, która od marca tego roku postanowiła wprowadzić zakaz sprzedaży wysokokofeinowych napojów energetyzujących osobom poniżej 16. roku życia. Wszystko z troski o zdrowie młodych, wśród których energetyki cieszą się ogromną popularnością (więcej na ten temat znajdziecie w jednym z poniższych materiałów). Decyzji sieci przyglądają się z zainteresowaniem inni, równie świadomi negatywnych skutków spożywania tych napojów. Fakt ten, a także najnowsze, bardzo niepokojące wyniki badań naukowców z Uniwersytetu w Waterloo w kanadyjskim Ontario być może przyczynią się wkrótce do ograniczenia ich dostępności (na Litwie i Łotwie zakaz sprzedaży napojów energetycznych dzieciom i młodzieży poniżej 18. roku życia obowiązuje już od jakiegoś czasu). Specjaliści przebadali ponad 2000 młodych Kanadyjczyków w wieku od 12 do 24 lat, chcąc sprawdzić wpływ wysokokofeinowych napojów na ich zdrowie. Dlaczego wysokokofeinowych? Dla przypomnienia - popularne energy drinki zawierają zwykle 80 mg kofeiny na 100 ml napoju, czyli prawie tyle, ile mają trzy puszki Coca-Coli! Negatywne skutki spożycia napoju stwierdzono w ponad połowie przypadków! Dolegliwości, z jakimi zmagali się badani to przede wszystkim przyspieszone bicie serca, problemy z zasypianiem, a także bóle głowy. W niektórych przypadkach odnotowano biegunkę, nudności, wymioty i bóle w klatce piersiowej. U nielicznych osób zaobserwowano nawet drgawki będące objawem padaczki! Ilość wypitych energy drinków u badanych nie przekroczyła dwóch puszek... Profesora David Hammond z Uniwersytetu w Waterloo sugeruje, że należy zrobić więcej, aby ograniczyć spożycie szkodliwych napojów wśród dzieci i młodzieży. A Wy uważacie, że energetyki powinny być dostępne od 18. roku życia?

energetykitylkodladorosłychzdrowiebadania

Próbował powstrzymać kichnięcie i... rozerwał sobie gardło

Na pewno nie raz słyszeliście o tym, że kichnięcia nie powinno się powstrzymywać, ale na pytanie "dlaczego?" nie otrzymywaliście odpowiedzi. O konsekwencjach, jakie mogą się z tym wiązać, przekonał się 34-letni Brytyjczyk, który z powodu blokowania naturalnego odruchu trafił do szpitala. Próbując stłumić kichnięcie, mężczyzna zakrył nos i usta dłonią, czego szybko pożałował... Natychmiastowo odczuł potworny ból, miał problemy z oddychaniem i nie mógł wydobyć z siebie słowa. Kiedy trafił do szpitala, okazało się, że ma rozerwaną tkankę wokół gardła. Po tygodniowym nadzorze wrócił do domu z odynofagią. Jego przypadek powinien być przestrogą dla innych, a także nauczką na przyszłość. Jak ostrzegają lekarze, powstrzymywanie kichnięcia może skończyć się znacznie gorzej - poważnymi komplikacjami zdrowotnymi, a nawet śmiercią.

niebezpiecznekichnięciezdrowiewypadek

Najgłupszy challenge w historii Youtube'a! Zobaczcie sami [WIDEO]

Znamy już wiele mniej lub bardziej zagrażających życiu wyzwań, którymi ludzie dzielą się w sieci. Wielu jednak określa tzw. "Tide Pod Challenge" jako najgłupsze, jakie kiedykolwiek wymyślono. Na czym to polega? Otóż nastolatkowie wkładają sobie kapsułkę do prania w usta. Całość trzeba nagrać, jako dowód swojej "odwagi". Zdarzają się też tacy, którzy postanawiają ją przegryźć. Spożycie chemii, jaką zawiera produkt, może być śmiertelnym zagrożeniem. Mamy nadzieję, że takich zdarzeń będzie coraz mniej. A co Wy o tym sądzicie?

najgłupszychallengewhistoriiYTzdrowiekontrowersje

Rzucono mu w twarz środkiem pirotechnicznym. 15-latek w szpitalu

Damian Zygmunt, ojciec 15-letniego chłopca, opublikował na Facebooku wpis, w którym prosi o pomoc w odnalezieniu sprawcy ataku na jego synu: "W Pruszkowie jakaś osoba pozbawiona mózgu rzuciła środkiem pirotechnicznym w twarz mojego 15-letniego syna, który poszedł tylko wyrzucić śmieci" - relacjonuje mężczyzna. Do wypadku miało dojść 3 stycznia na ulicy Helenowskiej w Pruszkowie. "Mój syn leży w szpitalu, ma oszpeconą twarz i uszkodzony wzrok" - pisze w emocjonalnym poście rodzic nastolatka. Zwraca się także bezpośrednio do sprawcy zajścia: "Jeśli taki chojrak z Ciebie i miałeś odwagę czymś w niego rzucić, to miej odwagę się przyznać". Dodaje, że nawet wyznaczy nagrodę za informację o sprawcy. Udostępniajcie!

środkiempirotechnicznymwtwarzzdrowieapelrodziców

Ponad 200 razy trafiała do szpitala. Lekarze bagatelizowali jej ogromny ból

Uciążliwy i przewlekły ból brzucha niemal codziennie dokuczał 20-letniej Sinead Smythe (na zdjęciach), uniemożliwiając jej normalne funkcjonowanie. Zwracając się do lekarzy, kobieta miała nadzieję na uzyskanie pomocy i powrót do pełni sił. Niestety niemal za każdym razem w szpitalu spotykała się z bagatelizowaniem swoich objawów, które miały być jedynie wynikiem bolesnej miesiączki. Zdiagnozowanie jej, jak się okazuje, prostego przypadku zajęło lekarzom bardzo dużo czasu. Sinead ponad 200 razy trafiała na A&E (odpowiednik polskiego SOR)! Specjaliści najpierw stawiali na zapalenie miednicy, ale gdy ich pacjentka nie reagowała na leczenie, wiadome było, że dolega jej coś zgoła innego. 20-latka musiała wiele wycierpieć, by w końcu dowiedzieć się, że cierpi na endometriozę nazywaną często wędrującą śluzówką macicy - błona śluzowa macicy trafia do innych narządów, powodując ból. Choroba ta jest wśród kobiet niezwykle "popularna". Tylko w 2015 roku dotkniętych nią było prawie 200 milionów kobiet na całym świecie. Jej objawy to m.in. bolesne i obfite miesiączki, bóle podbrzusza, biegunki czy problemy z zajściem w ciążę. Sinead w mediach społecznościowych stara się uświadamiać kobiety. Endometriozę można bowiem wyleczyć, ale ważna jest jak najszybsza reakcja.

problemyzdiagnozązdrowiekobieta

Zmarła po rutynowym zabiegu. Wina lekarzy?

32-letnia Joanna Paszyńska z Jasła zmarła po rutynowym zabiegu, jakiemu poddała się ze względu na chęć zajścia w ciążę. Kobieta zmagała się z kamicą pęcherzyka żółciowego. Do szpitala zgłosiła się 22 listopada 2017. Chociaż zabieg usunięcia woreczka żółciowego jest powszechnie wykonywany i na ogół nie ma po nim komplikacji to właśnie on przyczynił się do śmierci kobiety niedługo po opuszczeniu placówki. Rozżalona rodzina oskarża lekarzy, W rozmowie z portalem jaslo4u.pl mąż pani Joanny, Damian Paszyński, powiedział, że zabieg zamiast 40 minut trwał aż 2,5 godziny. Parę dni po operacji kobietę miały dręczyć nudności i problemy z poruszaniem się. 27 listopada wykryto u niej płyn w przestrzeni zaotrzewnowej, a pogorszeniu uległy także wyniki krwi - informuje "Fakt". Pielęgniarki miały bagatelizować jej stan i kpić z jej złego samopoczucia. Przy wypisie ze szpitala zalecono jej przyjść w połowie grudnia na kontrolę. Niestety tego nie doczekała. Zmarła 8 grudnia. Mąż pani Joanny zgłosił w prokuraturze możliwość popełnienia przestępstwa. Więcej na ten temat znajdziecie poniżej.

śmierćporutynowymzabieguzdrowieszpital

Urodziła się z poważną deformacją twarzy. Po latach drwin odnalazła szczęście

Kiedy mała Cody Hall przyszła na świat, jej rodzice zamarli. Dziecko od urodzenia nosiło na twarzy duże, szpecące znamię, które znaczącą odróżniało je od rówieśników. Lewa strona buzi dziewczynki pokryta była naczyniakiem przez wiele lat. Chirurdzy nie mogli podjąć żadnej medycznej interwencji aż do ukończenia przez Cody 6. roku życia. Przez cały ten czas, i znacznie dłużej, dziewczynka była obiektem żartów i drwin innych dzieci, które potrafią być okrutne nawet dla rówieśników, którzy nie różnią się od nich samych. Kilkulatka co dzień budziła się w strachu przed nadchodzącymi wyzwaniami, z jakimi musiała się mierzyć. Zrozpaczeni państwo Hall nie mogli patrzeć na krzywdę córeczki i postanowili rozpocząć jej leczenie w Nowym Jorku. Dzięki pomocy darczyńców udało im się zebrać 304 tysiące dolarów i wyprowadzić z Wielkiej Brytanii, by poddać dziecko serii skomplikowanych operacji. W ciągu następnych 14 lat Cody przeszła aż 18 zabiegów mających poprawić jej wygląd. Dziś jest spełnioną 25-latką u boku mężczyzny, którego kocha. Jej historia nauczyła ją, jak niesprawiedliwi w ocenianiu innych potrafią być ludzie, że mimo przeciwności losu każdy zasługuje na szczęście i że marzenia się spełniają!

operacjeplastycznezdrowiekobieta

Wzięła ślub w zaawansowanym stadium raka. Zmarła 18 godzin później

Heather Lindsay i David Mosher z Connecticut (USA) poznali się w 2015 roku na kursie tańca. Wystarczyło im tylko kilka spotkań, by zyskali pewność, że chcą spędzić ze sobą resztę życia. David nie zwlekał z oświadczynami. Dzień, w którym podarował swojej ukochanej pierścionek zapamięta do końca życia. Heather powiedziała "tak", ale miała dla niego jeszcze jedną wiadomość, niestety przykrą - lekarze zdiagnozowali u niej raka piersi w zaawansowanym stadium i bardzo rzadkiej formie. Nowotwór był niezwykle agresywny i odporny na chemioterapię. Para mimo wszystko dalej planowała wesele, wierząc, że jest szansa na wyzdrowienie. Ślub miał odbyć się 30 grudnia 2017 roku. Rak za nic miał jednak ich wymarzoną ceremonię. Zaatakował m.in. mózg i płuca Heather i doprowadził do tego, że nie mogła już samodzielnie oddychać. Po konsultacjach z lekarzami ślub przyspieszono. 22 grudnia w kaplicy szpitala St. Francis w Hartford przed najbliższymi ślubowali sobie miłość i... żegnali się. Zaledwie 18 godzin później, dzień przed Wigilią, 31-latka zmarła. "To było nierzeczywiste. Zakładałem, że będę mówił do niej słowa przysięgi, a okazuje się, że to było: do widzenia" - mówił David w jednym z wywiadów. Pogrzeb jego żony odbył się w dniu, w którym planowo mieli się pobrać. O ich historii świat usłyszał za sprawą Christiny Lee, przyjaciółki i świadkowej zmarłej, która na Facebooku i Instagramie opublikowała zdjęcia z wzruszającej ceremonii. Wszystko po to, by uczcić pamieć o Heather.

śmierć18godzinpoślubiezdrowiezakochani

Trafił do szpitala z trzema widelcami... w penisie. Ukarały go prostytutki

44-latek z Podkarpacia przekonał się na własnej skórze, co znaczy bolesny zatarg z prostytutkami. Mężczyzna trafił do szpitala po tym, jak kobiety wbiły w jego penisa... trzy widelce. Do zdarzenia miało dojść 23 grudnia. Na Komendę Miejskiej Policji w Rzeszowie sprawa trafiła 4 dni później. W okresie świąt Bożego Narodzenia okolicznościami niecodziennej sytuacji zajmowali się funkcjonariusze z Przeworska. Poszkodowany z Krasnego umówił się z "paniami lekkich obyczajów", by z ich pomocą zapomnieć o samotności towarzyszącej życiu kawalerskiemu. Mężczyzna zapłacił za usługę z góry, ale, według nieoficjalnych źródeł, "nie stanął na wysokości zadania" i zażądał zwrotu pieniędzy. Pracownice domu publicznego nie zgodziły się, tłumacząc, że w ich branży panują rygorystyczne zasady. Doszło między nimi do kłótni, podczas której kobiety skrępowały 44-latka i wbiły w jego przyrodzenie trzy rączki plastikowych widelców. Roszczeniowy klient wrócił do domu, a z udaniem się do szpitala zwlekał aż dwa dni. Kiedy w końcu ból okazał się silniejszy od wstydu, mężczyznę od razu operowano. Za bezpośrednie narażenie życia lub spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu prostytutkom grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.

3widelcewpenisiezdrowieprawo

Ma 100 lat i prowadzi własny bar. Co jest jej przepisem na długowieczność?

Jeśli osiągnięcie wieku 100 lat kojarzy Wam się jedynie ze schorowanym, niedołężnym staruszkiem, zdecydowanie powinniście poznać Marie-Louise Wirth! Kobieta, która w listopadzie obchodziła setną rocznicę urodzin, jest energiczną, rezolutną i pełną wigoru osobą. "Lubię chodzić na tańce. Nie przeszkadza mi wracanie do domu o 2.00 w nocy i wstawanie o 7.30. Nie jestem zmęczona" - mówi 100-latka w rozmowie z BBC. Marie-Louise pochodzi z francuskiego Isbergues, gdzie prowadzi liczący 20 metrów kwadratowych bar bez nazwy. "Jeśli masz dobre piwo, wcale jej nie potrzebujesz" - tłumaczy. Lokal odziedziczyła w 1952 roku po ojcu. Od tamtej pory wiele się w nim nie zmieniło. Staruszka budzi się o 7:30, by od rana stanąć za ladą i wypić szklaneczkę brandy z pierwszym gościem. Wielokrotnie pytana o sekret długowieczności, kobieta odpowiada jedynie: "Skąd mam wiedzieć, dlaczego taka jestem? Tylko Bóg wie, ale mi tego nie mówi". Nie kryje jednak szczegółów dotyczących swojego trybu życia. "Żyję jak osoba, która ma 60 lat. Dużo wychodzę. Lubię chodzić na tańce" - wyznaje barmanka. Seniorka przekonana jest również o znaczeniu diety, dlatego nie spożywa mleka, jogurtów i owoców. Nie stroni za to od... majonezu: "Jem dużo ostrego jedzenia. Jem wszystko, czego nie powinnam. Jeśli dasz mi do wyboru majonez i konfiturę, wybiorę majonez. Ale nie mam cholesterolu!". Co myślicie o życiu, jakie prowadzi Francuska? Tańce do rana i majonez mogą okazać się przepisem na długowieczność?

100letniabarmankazdrowieseniorzy

W 2017 roku lekarze znajdowali w waginach TO! Ta lista "robi wrażenie"

Roczne podsumowania to nie nowość. Robią je kinomaniacy, wielbiciele seriali, muzyki, sportu... Można by tak wymieniać w nieskończoność! 2017 rok postanowili podsumować także ginekolodzy. W tym wypadku jednak wcale nie chodzi o liczbę pacjentek czy odebranych porodów (chociaż takowe zestawienia również się tworzy). Amerykańska Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich przygotowała listę... najbardziej zaskakujących przedmiotów znalezionych w waginach! Niektóre znaleziska naprawdę nas zaskoczyły (weźcie pod uwagę fakt, że średnia długość kobiecej pochwy to ok. 8-9 centymetrów). Na pierwszym stopniu "podium" znalazło się pachnące mydełko, drugie miejsce należy z kolei do zakrętki od dezodorantu, a trzecie do zakrętki od butelki. Dalej jest o wiele ciekawiej! Kolejne pozycje zajmują bowiem takie przedmioty jak: pierścień erekcyjny na penisa z kolcami, silikonowe kulki, piłka, reflektor rowerowy (!), gąbka dopochwowa (użyta jako tampon) i słuchawki. Ostatnie miejsca zestawienia należą do ciepłego ręcznika, gotówki i telefonu, gliny, świecznika, lizaka, a także magicznej różdżki (oczywiście erotycznej). Jesteśmy bardzo ciekawi, czy za rok znaleziska będą równie "imponujące" ;)

dziwneprzedmiotywwaginachzdrowiepodsumowanie2017

Swoją twarz ukrywała pod maską. Dziś jest inspiracją dla milionów!

Miłością Turii Pitt (na zdjęciu) przez wiele lat był sport, a szczególnie maratony. Niestety, to właśnie jeden z nich, który miał miejsce w Australii w 2011 roku, oszpecił jej ciało na całe życie. Na trasie biegu doszło do pożaru, który wielu zawodników pozbawił drogi ucieczki. Wśród nich była Turia. W szpitalu lekarze nie dawali jej wielkich szans na przeżycie - aż 65 procent jej ciała została głęboko poparzona. Uwielbiająca rywalizację kobieta nie dała jednak za wygraną. Uporała się z ogromnym bólem i zaczęła nowe życie z bliznami. Przez dwa lata nie rozstawała się z maską, która zakrywała jej poranioną przez ogień twarz, ale od pewnego czasu próżno jej u niej szukać. Duża w tym zasługa jej męża, Michaela, który dodał jej odwagi, pokazując, że u drugiego człowieka nie powinno zwracać się uwagi na wygląd, a wnętrze. "Kiedy patrzę w lustro, widzę piękną dziewczynę, którą widzi Michael, ponieważ tak jak on wiem, że piękno pochodzi z wnętrza, a tak naprawdę liczy się to, kim jesteśmy, a nie jak wyglądamy" - mówi dziś z uśmiechem. Turia została mówcą motywacyjnym - uczy innych, jak nie dbać o to, co mówią i myślą inni. Spotkania z nią przyciągają tłumy. Turia jest także mamą maleńkiego Hakavaia. Silna i pewna siebie - taka powinna być każda kobieta!

tajemnicapodmaskązdrowiekobieta

Ronaldo nie zagra w El Clasico? Mamy potwierdzenie

Tydzień temu, w finale Klubowych Mistrzostw Świata, Cristiano Ronaldo nabawił się kontuzji łydki. Kibice byli bardzo zaniepokojeni, czy Portugalczykowi uda się wyzdrowieć do jednego z najważniejszych spotkań w roku. Właśnie dlatego sobotni mecz z Barceloną tym bardziej budzi ogromne emocje. Jak informuje hiszpańska "Marca", Ronaldo trenuje ze swoją drużyną, co oznacza, że będzie w pełni gotowy na "El Clasico". Inne źródła podają, że piłkarz wejdzie dopiero w drugiej połowie, ale dla kibiców najważniejszą informacją jest to, że zagra. Jak myślicie, kto wygra hiszpański klasyk? Dajcie znać!

Ronaldoprzedklasykiemzdrowiesport

Straciła nogę przez... tampon! Wkrótce amputują jej drugą kończynę

Trudno uwierzyć w to, co przydarzyło się modelce Lauren Wasser z Los Angeles. Przez tampon (!) straciła już prawą nogę, a za kilka miesięcy lekarze amputują jej drugą kończynę. Jak to możliwe? Feralnego dnia w 2012 roku (miała wtedy 24 lata) postanowiła wybrać się na imprezę urodzinową. Z powodu okresu postanowiła użyć przed nią tamponu. Po tym niespodziewanie poczuła się bardzo źle... Gdy przyjaciele zobaczyli, w jakim jest stanie, odwieźli ją do domu. Tam z objawami przypominającymi grypę znalazła ją mama. Lauren miała wysoką gorączkę, później okazało się, że przeszła atak serca, a jej nerki prawie przestały funkcjonować. W szpitalu lekarze zdiagnozowali u niej TSS (zespół wstrząsu toksycznego wywoływany najczęściej przez toksynę TSST-1 wytwarzaną przez gronkowca złocistego; w trakcie miesiączki odporność organizmu spada, a krew gromadząca się w tamponie staje się pożywką dla bakterii, czego konsekwencją może być owa choroba). Obecnie aż połowa zachorowań dotyczy miesiączkujących kobiet! Informacje na temat TSS, o którym na co dzień prawie się nie słyszy, można znaleźć na opakowaniach tamponów. W przypadku Lauren konieczna była amputacja nogi poniżej kolana. Kobieta bardzo przeżyła utratę kończyny. W magazynie "In Style" wyznała, że po prawie 6 latach, przez komplikacje, przegra walkę także o drugą nogę! Kolejna amputacja zostanie przeprowadzona prawdopodobnie w przeciągu miesięcy. Modelka mówi głośno o tym, co ją spotkało. Chce ostrzec inne kobiety przed tym, co może nieść używanie tamponów. Oczy świata zwrócone są dziś właśnie na nią. Wierzymy, że dzięki wsparciu bliskich przetrwa ten ciężki dla niej czas.

amputacjaprzeztamponyzdrowiekobieta

Mają "alergię na współczesność", więc zamieszkali w domu z błota. Czeka ich eksmisja

46-letnia Kate Burrows wraz z o 2 lata młodszym od siebie mężem Alanem zamieszkali w błotnej chacie, ponieważ, jak twierdzą, mają "alergię na współczesność". Do zbudowania szałasu, oprócz błota, użyli torfu, patyków, słomy i zaprawy wapiennej. Postawienie "hobbitowego pałacu" zajęło im 6 tygodni. Ich wspólne gniazdko mieści się nieopodal Chulmleigh (Anglia). Władze uznały jednak, że para nielegalnie zamieszkuje dystrykt North Devon i zdecydowały o jej przymusowym przeniesieniu do hotelu. Małżeństwo odmawia "wyprowadzki" i przekonuje, że w swojej chacie czuje się najbardziej komfortowo. Kate i Alan wynieśli się z miasta w 2015 roku, ponieważ przebywanie w cywilizacji "wywołuje" u nich objawy grypopodobne. Na XXI szczególnie wrażliwa zdaje się być 46-latka, która skarży się na "uczulenie" wywoływane wodą, elektrycznością, Wi-Fi, a nawet farbą pokrywającą ściany mieszkań. Myśl o powrocie do miasta przeraża ją. Twierdzi, że pobyt w hotelu "przykuje ją do łóżka". Małżeństwo pragnące jedynie żyć w zgodzie z naturą nie wyobraża sobie opuszczenia błotnej konstrukcji ani zwierząt, które hoduje - kur, kóz i gęsi. Brytyjskie władze są jednak niegięte. Parę czeka przymusowa eksmisja.

domzbłotaipatykówzdrowieprawo