Ciąg dalszy afery z Wardęgą. Głos w sprawie zabrał nawet Zbigniew Stonoga

Ciąg dalszy kontrowersji wokół nowego filmu Sylwestra Wardęgi. Dla przypomnienia: znany youtuber kilka dni temu opublikował wideo przedstawiające jego zatrzymanie przez policję, do którego doszło na dworcu autobusowym przy Galerii Krakowskiej. Wardęga wjechał na płytę dworca, gdzie obowiązuje zakaz ruchu nieupoważnionych pojazdów. Za złamanie przepisu ochroniarz pobiera opłatę w wysokości 80 zł. Youtuber mimo złamania zakazu odmówił zapłacenia kary, a także przyjęcia mandatu od policji. Gdy krakowscy funkcjonariusze spisywali dokumenty Wardęgi, powołując się na regulamin, podszedł do niego fan, który chciał sobie zrobić z nim zdjęcie. "Czekałem aż policjant wróci, więc nie wydało mi się nic złego w tym, żebym wyszedł z samochodu i zrobił sobie to zdjęcie" - mówi na nagraniu. Przepisy mówią jednak, że nie powinien on wysiadać z pojazdu. To właśnie po tym rozpoczęła się jego przepychanka z funkcjonariuszami. Jego filmik, w którym informuje o całym zdarzeniu ma już ponad 1 800 000 wyświetleń. Pod nim użytkownicy ostro komentują postępowanie funkcjonariuszy, ale i samego Wardęgi. Dla niektórych to zwykła prowokacja. "Sylwuś jak ty możesz tak kłamać? Mówiąc, że się nie szarpałeś sam zaprzeczasz sobie. Na nagraniu jest widoczne, że stawiasz opór, gdy policjant chce żebyś wsiadł do samochodu. To był tylko 1 przykład tego, co tu się działo. Sylwek gdybyś wysiadł z tego auta w USA dostał byś paralizatorem albo kulki w łeb. Szczerze, jak można w takim wieku się tak infantylnie zachowywać" - napisała użytkowniczka o nicku Paulina M. Z kolei użytkownik o nicku Mateusz Mroczek Gliszczynski napisał: "Ha ha :D Nie ma jak to polscy policjanci - dumnego orzełka na swoich czapeczkach reprezentują honorowo :D :D :D Nigdy nie będą mieli szacunku społeczeństwa jak będą tak robić, samo wypisanie tego mandatu już było absurdem w całej sytuacji". Do sprawy włączył się też Zbigniew Stonoga, przedsiębiorca i videobloger odpowiedzialny za publikację akt śledztwa ws. afery podsłuchowej. Na swoim profilu na Facebooku napisał: "Uważam że Pański film jest bardzo krzywdzącą manipulacją.To właśnie ten film jest najbardziej obiektywnym dowodem, że manipuluje Pan widzami. O ile bowiem nie wolno mi oceniać tego co zostało z niego wycięte, o tyle ocenić należy Pańskie zachowanie po podjęciu decyzji o zatrzymaniu. Uważam, iż uznał Pan swoją kamerę za immunitet i krok po kroku wyprowadzał Pan tych młodych i grzecznych chłopaków z równowagi". Sprawę skomentowała również policja. "Prowadzimy czynności wyjaśniające te sprawę. Zbadamy zasadność i sposób wykonania tej interwencji" - powiedział rzecznik Sebastian Gleń. Zdania są wyraźnie podzielone. Sprawa jest w toku. Zastanawia jednak fakt, że Wardęga opublikował swój filmik dopiero 17 stycznia, a do zdarzenia doszło w listopadzie...

zatrzymanieWardęgiKrakówpolicja