Tatuaże z pszczołami zalały Instagram. Są wyrazem solidarności z wszystkimi, którzy ucierpieli podczas zamachu w Manchesterze!

Od kilku dni na Instagramie pojawiają się zdjęcia tatuaży przedstawiających czarną bądź kolorową pszczołę. Malunki te nie są bynajmniej chwilowym trendem, który przyciągnął prawdziwe masy. Za uroczymi pszczołami na różnych częściach ciała kryje się szczytny cel. Sam Barber, właściciel jednego z salonów tatuaży w Manchesterze, gdzie 22 maja doszło do ataku terrorystycznego, zaoferował, że wszystkim chętnym za 50 funtów wykonana tatuaż w kształcie pszczoły, a zebrane środki przeznaczy na rzecz rodzin ofiar zeszłotygodniowej tragedii. Pszczoła od dawna jest symbolem przemysłowej przeszłości miasta, a także symbolem pracowitości jego mieszkańców. Tatuaż w takim kształcie ma być według Barbera wyrazem solidarności z ofiarami zamachu, poszkodowanymi i ich rodzinami, a także ma zagwarantować im finansowe wsparcie. Inicjatywa Sama spotkała się z dużym zainteresowaniem nie tylko ze strony potencjalnych klientów, ale także innych tatuażystów, którzy ze swoimi salonami przyłączyli się do jego akcji. Efektem tego są na ulicach Manchesteru ogromne kolejki chętnych na wsparcie ich inicjatywy! Jedną z pierwszych osób, która zdecydowała się na zrobienie tatuażu w kształcie pszczoły była Molly Rylance. Dziewczyna w dniu zamachu znajdowała się w Manchester Arenie. Swój tatuaż zrobiła, bo chce zapamiętać nie moment tragedii a jednoczenie się w obliczu zła. Wspaniała inicjatywa!

tatuażedlaManchesteruinstagramzamachwManchesterze

Tego bezdomnego po zamachu w Manchesterze okrzyknięto bohaterem. Pomagał jak mógł, a teraz ktoś chce pomóc jemu!

W poniedziałkowy wieczór w Manchesterze zamachowiec samobójca, Salman Abedi, zdetonował bombę po koncercie Ariany Grande w hali widowiskowo-sportowej Manchester Arena. Zginęły co najmniej 22 osoby (w tym dwoje Polaków), a 119 zostało rannych. Najmłodsza zidentyfikowana jak dotąd ofiara ataku miała zaledwie osiem lat... Świadkiem dramatycznego zdarzenia był m.in. 35-letni Stephen Jones, bezdomny, który spał w pobliżu miejsca zamachu. Początkowo myślał, że ogromny huk związany był z fajerwerkami, dopiero gdy zobaczył wychodzące z hali przerażone dzieci, całe we krwi, zrozumiał, że wydarzyło się coś strasznego. Mężczyzna nie wahał się ani chwili i ruszył im z pomocą. Brytyjskim mediom, które okrzyknęły go bohaterem, dokładnie zrelacjonował to, co działo się tej nocy. Stephen wraz z innymi świadkami zamachu wycierał dzieciom oczy z krwi, wyciągał z ich ciał gwoździe i kawałki szkła, starał się jak mógł, by ulżyć im w cierpieniu. "Wszędzie wokoło leżeli ludzie. Zauważyłem małą dziewczynkę. Nie miała nóg, owinąłem ją jedną z moich koszulek i zapytałem się, gdzie są jej rodzice. Powiedziała, że jej tata jest w pracy, a na matkę wskazała palcem. Próbowałem pomóc kobiecie, ale odeszła w moich ramionach. Powiedziała jedynie, że ​​była na koncercie z rodziną. Nie mogłem przestać płakać. (...) To, że jestem bezdomny, nie oznacza, że jestem bez serca" – mówił. Bezdomny uważa, że to, co zrobił, nie jest niczym wyjątkowym. Nie wszyscy podzielają jego zdanie. Milioner David Sullivan na swoim profilu na Facebooku zwrócił się do wszystkich z prośbą o pomoc w jego odnalezieniu. Sullivan razem ze swoim synem chce opłacić Stephenowi półroczny czynsz za mieszkanie, pomóc mu w znalezieniu pracy i wyjściu na prostą. Stephen zdecydowanie zasługuje na lepsze życie!

zamachwManchesterzepomocbezdomni