Przyjął nazwisko żony po ślubie. Takiego hejtu się nie spodziewał!

W społecznej świadomości utrwaliło się przekonanie, że to żona powinna przyjąć po ślubie nazwisko męża lub zdecydować się na opcję dwuczłonową z panieńskim nazwiskiem. Coraz częściej, chociaż w porównaniu z dwoma poprzednimi możliwościami to wciąż rzadko, pary od tego odchodzą - żadna ze stron nie zmienia nazwiska po ceremonii albo mąż zmienia nazwisko na to, którym posługuje się żona. Szczególnie sytuacja, w której decyduje się na to mężczyzna, budzi u niektórych mieszane uczucia. Zagraniczne serwisy (m.in. The Independent, Daily Mail czy ELLE Australia) piszą o tym, co przydarzyło się po przyjęciu nazwiska żony niejakiemu Grantowi Philipsowi (z domu Davis) z Australii. Mężczyzna podjął taką a nie inną decyzję, gdyż jego partnerka Jade jest ostatnią z linii w swojej rodzinie, ma tylko siostrę, a "rodowe miano" wiele dla jej rodziny znaczy, szczególnie dla jej ojca. O zmianie nazwiska poinformował znajomych na Facebooku. Nie spodziewał się, że wzbudzi to aż takie kontrowersje. Napisało do niego dziesiątki osób, z którymi... nigdy nie miał styczności! "Zgiń w wypadku samochodowym", "Zabij się", "Mam nadzieję, że twoja żona będzie miała kilka poronień i w ten sposób Bóg cię ukarze" - chociaż trudno w to uwierzyć, to o takiej treści była większość wiadomości! "Wiem, że wielu ludzi ma wrażenie, że mężczyzna przyjmujący nazwisko swojej żony jest nieco zniewieściały... Ja z drugiej strony uważam, że jest to smutna perspektywa oparta na przestarzałej tradycji, która koncentruje się na własności" - pisze Grant. A jak Wy podchodzicie do zmiany nazwiska przez mężczyznę po ślubie?

nazwiskożonypoślubiezakochanihejt

Spontaniczny ślub w przestworzach. Udzielił go papież Franciszek!

To pierwsze tego typu wydarzenie! Papież Franciszek, przebywający obecnie na pielgrzymce w Chile, podczas podroży samolotem zdecydował się na niezwykły gest. Postanowił udzielić ślubu pod niebem stewardessie i stewardowi. Para planowała już ceremonię, a nawet wzięła ślub cywilny, jednak kościół, w którym mieli złożyć sobie przysięgę, zawalił się podczas trzęsienia ziemi. Gdy papież dowiedział się o tym, niemal niezwłocznie udzielił im ślubu. Świadkiem został ksiądz obecny na pokładzie oraz prezes linii lotniczych LATAM podróżujący akurat z papieżem. Takiego ślubu na pewno wielu im zazdrości!

ślubodpapieżareligiazakochani

Wzięli ślub 120 metrów nad ziemią. Te zdjęcia odbiorą Wam mowę! [GALERIA]

Jeśli irytują Was tradycyjne, kościelne ceremonie zaślubin, z których zdjęcia wyglądają niemal tak samo, zdecydowanie powinniście zobaczyć tę galerię! Pewna para z Kalifornii postanowiła wnieść zawarcie związku małżeńskiego na wyższy poziom. I to dosłownie! Ich ślub odbył się 400 stóp, czyli ok. 120 metrów, nad ziemią. Ryan Jenks i Kimberly Weglin zaplanowali, że powiedzą sakramentalne "tak" w niezwykłych okolicznościach - nad pustynią niedaleko Moab (Utah), gdzie się w sobie zakochali i zaręczyli. Zdjęcia z ceremonii zapierają dech w piersiach i pozwalają sobie jedynie wyobrazić, jak niezwykle ekstremalne i niepowtarzalne musiało być ich uczucie podczas niewątpliwie jednej z najważniejszych chwil w ich życiu. A Wy, zdecydowalibyście się na taki ślub?

ślubnawysokościzakochanifotografia

Sesją narzeczeńską na mrozie podbili internet. Te zdjęcia zapierają dech w piersiach! [GALERIA]

Narzeczeni coraz częściej decydują się na sesje narzeczeńskie. Na ogół chcą, by zdjęcia były wykonywane w idealnie słoneczny dzień, w bliskiej swoim sercom scenerii... W przypadku Morgan Daye i Josha Morrisa, pary z Tennessee, którą widzimy na zdjęciach, zgadza się tylko to drugie. Ich wymarzona sesja narzeczeńska odbyła się w miejscu dla nich szczególnym - tuż przy wodospadzie Bald River Falls, który był stałym miejscem ich spotkań i który, jak uznali, najlepiej odzwierciedla ich zainteresowania i miłość do przyrody. Gdy wspólnie wybierali okolicę, nie spodziewali się, że pogoda sprawi im taką "niespodziankę". W dzień zdjęciowy temperatura spadła kilka stopni poniżej zera, co sprawiło, że wszystko wokół zamieniło się w bajkową, lodową krainę, a "główny bohater" - wodospad - zamarzł. Wraz z zaprzyjaźnioną fotografką, Kellie Elmore, postanowili dzielnie znieść mróz i inne przeciwności, gdyż wiedzieli, że efekty przerosną ich najśmielsze oczekiwania. I było warto! Ich zdjęciami zachwycają się internauci z całego świata! Zobaczcie je sami i przyznajcie, że mają powód! Może Was zainspirują... ;)

mroźnasesjanarzeczeńskazakochanifotografia

Wzięła ślub w zaawansowanym stadium raka. Zmarła 18 godzin później

Heather Lindsay i David Mosher z Connecticut (USA) poznali się w 2015 roku na kursie tańca. Wystarczyło im tylko kilka spotkań, by zyskali pewność, że chcą spędzić ze sobą resztę życia. David nie zwlekał z oświadczynami. Dzień, w którym podarował swojej ukochanej pierścionek zapamięta do końca życia. Heather powiedziała "tak", ale miała dla niego jeszcze jedną wiadomość, niestety przykrą - lekarze zdiagnozowali u niej raka piersi w zaawansowanym stadium i bardzo rzadkiej formie. Nowotwór był niezwykle agresywny i odporny na chemioterapię. Para mimo wszystko dalej planowała wesele, wierząc, że jest szansa na wyzdrowienie. Ślub miał odbyć się 30 grudnia 2017 roku. Rak za nic miał jednak ich wymarzoną ceremonię. Zaatakował m.in. mózg i płuca Heather i doprowadził do tego, że nie mogła już samodzielnie oddychać. Po konsultacjach z lekarzami ślub przyspieszono. 22 grudnia w kaplicy szpitala St. Francis w Hartford przed najbliższymi ślubowali sobie miłość i... żegnali się. Zaledwie 18 godzin później, dzień przed Wigilią, 31-latka zmarła. "To było nierzeczywiste. Zakładałem, że będę mówił do niej słowa przysięgi, a okazuje się, że to było: do widzenia" - mówił David w jednym z wywiadów. Pogrzeb jego żony odbył się w dniu, w którym planowo mieli się pobrać. O ich historii świat usłyszał za sprawą Christiny Lee, przyjaciółki i świadkowej zmarłej, która na Facebooku i Instagramie opublikowała zdjęcia z wzruszającej ceremonii. Wszystko po to, by uczcić pamieć o Heather.

śmierć18godzinpoślubiezdrowiezakochani

Hogwart zaprosił zakochanych na kolację!

Chociaż do Walentynek pozostało jeszcze trochę czasu, to warto już teraz pomyśleć o tym, czym zaskoczyć drugą połówkę. Może dobrym pomysłem byłaby kolacja w jakimś nietypowym miejscu? Jeśli partner/partnerka uwielbia Harry'ego Pottera i jego ekipę, to z pewnością z chęcią spędził(a)by kilka godzin we wnętrzach Hogwartu (!) i zjadł(a) tam romantyczną kolację. Wymyślona przez J.K. Rowling uczelnia kształcąca młodych czarodziei 9 i 10 lutego postanowiła otworzyć dla zakochanych swoje wrota (a dokładniej mieszczące się w Wielkiej Brytanii studio, w którym powstawały kolejne części tej superprodukcji). Po zapłaceniu niestety niemałej kwoty, bo aż 495 funtów od pary, zakochani będą mogli zjeść trzydaniową kolację w słynnej Wielkiej Sali, skosztować "eliksiru miłości" czy zwiedzić ten zapierający dech w piersiach gmach. Bilety na to wyjątkowe wydarzenie sprzedały się w mgnieniu oka, ale za rok na pewno będzie kolejna edycja Walentynek w iście potterowskim stylu. Wtedy i Wy i my na pewno tego nie przegapimy! ;)

WalentynkiwHogwarcieHarryPotterzakochani

Na wesele pojechali... tramwajem. Mieli ku temu ważny powód!

Basia i Radek to para krakowian, którzy w dniu swojego ślubu przemieszczali się... komunikacją miejską. Młoda para świadomie wybrała tramwaj zamiast limuzyny. Ich decyzja miała zwrócić naszą uwagę na poważny problem. Wczoraj na facebookowym profilu Krakowskiego Alarmu Smogowego opublikowano fotografię nowożeńców. Widoczna na nim Basia ma na sobie długą, białą suknię, a Radek ślubny garnitur. Obok zdjęcia widnieje opis: "Cześć. Chcieliśmy się podzielić wraz z Mężem zdjęciem z przejazdu tramwajem liniu 20 z Małego Płaszowa na nasze przyjęcie weselne. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że zawsze jest dla samochodu alternatywa. Nawet w takim dniu jak dzień zaślubin. Była to świadoma decyzja. Niemal wszyscy goście (prawie 50 osób) bez problemu dotarli na miejsce wraz z nami (oraz 'normalnymi' pasażerami). Tramwaj był pełny, ale daliśmy radę". Większość internautów chwali troskę zakochanych o czyste powietrze. Są tez tacy, którzy żartują z ich naiwności. "Ta decyzja zmieniła świat! Już nie ma smogu w Krakowie!!!" - napisał Adam, którego komentarz polubiło ponad 650 osób. Od czegoś jednak warto zacząć, a Basia i Radek dali temu świetny przykład!

polskarzeczywistośćtransportzakochani

15 lat ukrywała przed światem swoją chorobę. Prawdziwą siebie pokazała dopiero na sesji narzeczeńskiej!

Makenzee Meaux z Teksasu nie sądziła, że ktoś kiedykolwiek zwróci na nią uwagę. Z powodu choroby była bardzo skryta, niepewna siebie, a koledzy i koleżanki ze szkoły skutecznie nie pozwalali jej poczuć się częścią grupy. "Kiedy miałam 8 lat zdiagnozowano u mnie łysienie całkowite. To choroba, która sprawia, że nagle twoje włosy przestają rosnąć, a lekarze nie potrafią tego zatrzymać, ani powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Nazywają to tajemniczą chorobą. Nic złego nie dzieje się z ciałem, poza tym, że włosy nie rosną. Możecie sobie wyobrazić, że taka diagnoza dla młodej dziewczyny, to było zabójstwo pewności siebie. Włosy to ważny element kobiecego wizerunku. Straciłam nadzieję, że znów będę mogła poczuć się piękna" - wyjaśnia. Wszystko zmieniło się pięć lat temu, gdy poznała Bryana. Mężczyzna pozwolił jej odzyskać wiarę w siebie. "Pokazał mi, że ludzie, którzy cię kochają, nie dbają o to, czy masz włosy, czy też nie, a ci, którzy to robią, nie są warci twojego czasu ani twojej miłości" - podkreśla kobieta. Para zdecydowała się swoją miłość uwiecznić na zdjęciach. To właśnie w czasie sesji narzeczeńskiej Makenzee uznała, że po 15 latach ukrywania się pod peruką czas pokazać światu prawdziwą siebie - łysą i uśmiechniętą. Niezwykłe fotografie zostały udostępnione na facebookowym profilu Love What Matters, gdzie spotkały się z ogromnym zainteresowaniem internautów. Docenili oni odwagę Makenzee, a także postawę Bryana, który, jak twierdzą, powinien stanowić przykład dla innych mężczyzn. Tak często zapomina się przecież, że to nie wygląd jest najważniejszy, a to, co ma się w środku... Prawda, że wyszła fantastycznie?

łysieniecałkowitenasesjizakochanifotografia

Zaręczyny skradła im mała hipopotamica. Tym zdjęciem zachwycają się wszyscy!

Pierwszą rocznicę związku Nick postanowił świętować ze swoją partnerką Hayley w zoo w Cincinnati. W tym miejscu postanowił także się jej oświadczyć! Pierścionek zaręczynowy wyciągnął z kieszeni tuż przed zbiornikiem dla hipopotamów, wśród których największą popularnością cieszy się dziewięciomiesięczna hipopotamiczka o imieniu Fiona. Hayley, która w tym czasie prosiła przechodzących turystów o zdjęcie, zaniemówiła z wrażenia, gdy zobaczyła partnera na kolanach. Oczywiście powiedziała "tak"! Jej zdziwienie (i nie tylko jej) było ogromne, gdy zobaczyła też, z jakim zaciekawieniem mała hipopotamica przygląda się całemu wydarzeniu. Zwierzę niemal przykleiło się do szyby! Nietypowa, ale pełna uroku scena dzięki sprawnej reakcji przechodniów została uwieczniona. My nie możemy się na to zdjęcie napatrzeć! Fiona skradła parze "show", a przy okazji podbiła serca internautów! Wasze też, prawda? ;)

hipopotamnazaręczynachzakochanizwierzęta

Pies nieoczekiwanie wtargnął na ich ślub. Reakcja tej pary zaskoczyła wszystkich!

Marília i Matheus Pieroni od dawna planowali ślub. Kwestie organizacyjne mieli dopięte na ostatni guzik. Nie spodziewali się, że coś może pójść nie po ich myśli... Okazało się, że na ceremonii w São Paulo pojawił się niespodziewany gość... i nie był to były chłopak czy zazdrosna koleżanka! Niezapowiedziany przybysz wkroczył pewnie podczas Marszu Mendelsona, by skupić na sobie uwagę zgromadzonych. Bezpański psiak został wyrzucony z kościoła, ale ponownie zjawił się w nim, kiedy zakochani obiecywali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci. W najważniejszej dla nowożeńców chwili... położył się na welonie panny młodej i ani myślał się z niego ruszyć! "To było całkiem miłe zaskoczenie, ponieważ uwielbiam zwierzęta!" - mówi Marília. Jej późniejsza reakcja zaskoczyła nie tylko gości weselnych, ale i internautów. O finale niecodziennej historii mówią wszyscy! Po zawarciu sakramentu małżeństwa szczęśliwa para postanowiła odszukać niezapowiedzianego świadka. Psa nigdzie nie było. Na szczęście w poszukiwania zaangażowali się znajomi oraz rodzina młodej pary, a zwierzę w końcu odnaleziono. Teraz Snoop jest pełnoprawnym członkiem rodziny Pieroni. Po wkradnięciu się na ślub oraz w serca Marílii i Matheusa, pies został przez nich adoptowany.

niespodziewanygośćślubnyzakochanizwierzęta

Miłość francuską na fotografii ślubnej zaproponowała im... teściowa! Obok tego zdjęcia nie sposób przejść obojętnie

Wydawać by się mogło, że każda para nowożeńców marzy o romantycznej sesji zdjęciowej, której efekty zachowa dla pokoleń. Fotografie upamiętniające najważniejszy dzień w życiu pewnych Holendrów nie nadają się jednak do albumu rodzinnego... Nowożeńcy zdecydowali się na nieco odważniejszą wersję sesji ślubnej. Furorę w sieci robi zdjęcie Michela Kloostera, przed obiektywem którego panna młoda jeszcze w białej sukni i welonie klęknęła przed małżonkiem, by wyznać mu miłość... "po francusku". Pomysłodawczynią kontrowersyjnej fotografii podobno była matka jednego z nowożeńców! Jak przyznaje fotograf, coraz więcej par decyduje się na sesje z nocy poślubnych. Niektórzy jednak widocznie nie mogą powstrzymać się przed szybkim skonsumowaniem nowo zawartego sakramentu. Opinie na temat pary uprawiającej seks oralny w lesie są podzielone. "Nigdy nie ufaj teściowej, bo zrobi z ciebie idiotę" - napisała jedna z użytkowiniczek Facebooka.

pikantnasesjaślubnazakochanifotografia

Uratowane psy pomogły w oświadczynach. Zakochani nie zapomną tego dnia do końca życia!

W sieci coraz częściej pojawiają się informacje o niecodziennych oświadczynach. Zakochani chcą zapamiętać ten wyjątkowy dzień jako niepowtarzalny, dlatego planują, szczególnie panowie, wyszukane sposoby na zadanie najważniejszego pytania. Pewien Kanadyjczyk w pomoc zdobycia ręki ukochanej zaangażował nie tylko przyjaciół, ale również... psy. Wybranka jego serca Nicole Simone jest założycielką fundacji Redemption Paws, której wolontariusze dbają o uratowane z kataklizmów zwierzęta. Para wspólnie znalazła schronienie dla czworonożnych ofiar huraganu Harvey. Przyszły pan młody postanowił wykorzystać przywiązanie Nicole do psów. Zwierzaki pomagały w "trzymaniu" kartek z napisem "Wyjdziesz za mnie?" i, jak nie trudno się domyślić, skradły tym serce dziewczyny - powiedziała "tak". Wydarzeniem Nicole podzieliła się z internetową społecznością dzięki Twitterowi, publikując zdjęcia z tej podniosłej chwili. Jej wpis zyskał dużą popularność, która może przyczynić się do nagłośnienia problemu zwierząt dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych. Gratulacje płyną z całego świata!

oświadczynyzpsamizakochanizwierzęta

Nie mieli żadnych zdjęć z własnego ślubu. Po 60 latach odtworzyli najpiękniejszy dzień ich życia [GALERIA]

"Ich wspólne życie rozpoczęło się w 1957 roku. Jego dziadek przygotował ogród przed domem, ciotka upiekła tort, matka chrzestna uszyła suknię. To był dzień ślubu Rosy i Rosjanina" - pisze portugalski fotograf São Paulo. Mężczyzna podarował małżeństwu możliwość ponownego doświadczenia najpiękniejszych chwil ich życia. W 60. rocznicę ślubu staruszków całą ceremonię odtworzono, a São Paulo wykonał zdjęcia. Para, która doczekała się 9 dzieci, 16 wnucząt i 4 prawnucząt, do niedawna nie posiadała żadnej fotografii upamiętniającej dzień, który połączył ich na zawsze. Sesji ślubnej doczekała się dopiero po 60 latach, ale jej efekty są naprawdę niezwykłe. Na zdjęciach, mimo upływu czasu, wciąż widać młodzieńczą miłość. Obejrzyjcie naszą galerię - te fotografie są magiczne! W materiałach zamieszczonych poniżej znajdziecie także film z sesji zdjęciowej. Podczas jego oglądania nietrudno uronić łzę ;)

sesjaślubnapo60latachzakochanifotografia

Swoją półnagą sesją narzeczeńską podbili serca internautów. W ich zdjęciach chodzi o coś bardzo ważnego! [GALERIA]

Żyjemy w świecie, w którym rozmiar ma znaczenie. O modzie na "bycie fit" słyszymy w pracy, w domu, na mieście... Wychudzonych modelek pełno jest też w mediach społecznościowych. Czujemy się źle z własną sylwetką, popadamy w kompleksy. A przecież w życiu chodzi o to, żeby czuć się dobrze ze sobą i swoim ciałem. Liczy się nie to, jak wyglądamy, a kim jesteśmy w środku. O fakcie tym postanowili przypomnieć narzeczeni - Arryn i Stephanie z Teksasu swoją odważną sesją zdjęciową z okazji zaręczyn. Para wystąpiła przed aparatem duetu Wolf&Rose w półnegliżu w pięknych okolicznościach przyrody. Nie patrząc na zdjęcia, można by pomyśleć, że to zwyczajna sesja narzeczeńska. Jednak Arryn i Stephanie w oczach wielu nie są typową parą. Stephanie boryka się bowiem z nadwagą, natomiast jej narzeczony jest wysokim i szczupłym mężczyzną, co często razi niektóre osoby. Arryn akceptuje ją jednak taką, jaka jest. "Zawsze miałam kompleksy na punkcie swojej wagi. Gdy patrzyłam w lustro, zastanawiałam się dlaczego mój brzuch nie jest taki jaki powinien być. Ale los postawił na mojej drodze Arryna, który pokazał mi, co to pewność siebie. Kocha mnie, taką jaką jestem. Zawsze powtarza, że nie obchodzi go jak wyglądam" - mówiła kobieta w jednym z wywiadów. Cieszymy się, że trafiła na tak dobrego mężczyznę! Ich ślub już w lutym 2019 roku. Zobaczcie koniecznie ich wspólne zdjęcia, które zrobiły w sieci furorę! Są piękne!

sesjanarzeczeńskazdjęciazakochani

Wzięli ślub w hangarze w przeddzień uderzenia Irmy. Chcieli jak najszybciej ruszyć z pomocą poszkodowanym!

Lauren Durham i jej partner Michael Davis mieli pobrać się w połowie września na plaży wśród najbliższych. Uroczystość była dopięta na ostatni guzik. Lauren kupiła piękną suknię ślubną, Michael frak, był zamówiony tort, muzyka, zaproszeni goście potwierdzili swoją obecność. To miał być najpiękniejszy dzień w ich życiu, jednak z wielką łatwością z niego zrezygnowali, by móc nieść pomoc poszkodowanym przez huragan Irma. Para, która pracuje na co dzień w Lotnictwie Gwardii Narodowej (Air National Guard), miała świadomość zagrożenia, jakie niesie ze sobą żywioł. Wiedzieli, że wielu mieszkańców Florydy zostanie odciętych od świata, że będą ranni, zaginieni... Byli gotowi na wszystko! "Służba przede wszystkim" - stwierdzili, dlatego gdy ich znajomy zażartował, że mogliby wziąć ślub podczas huraganu, uznali to za świetny pomysł! Sakramentalne "tak" powiedzieli sobie w hangarze przy regale z łodziami ratunkowymi. Ślubu udzielił im ich przyjaciel. Zamiast eleganckich strojów były mundury, a zamiast tortu... Skittlesy! Koledzy po fachu znaleźli dla panny młodej nawet kwiaty! Chociaż było zgoła inaczej niż planowali, zgodnie twierdzą, że nie zamieniliby tego dnia na żaden inny. Oboje mają nadzieję, że rodzina zrozumie ich postępowanie. Ach, co to był za ślub! ;)

ślubwprzeddzieńIrmyzakochanihuraganIrma

Tak wyjątkowych oświadczyn Polska dawno nie widziała. Internauci są pod wrażeniem!

Niektórzy wolą spontanicznie, inni z dbałością o każdy szczegół planują dzień, w którym poproszą swoją partnerkę o rękę. Pan Wojtek, młodszy ratownik Lotniskowej Straży Pożarnej, w przygotowanie tego wyjątkowego dnia zaangażował swoich kolegów po fachu. W dzień wylotu z ukochaną na wakacje, na płycie Lotniska Chopina w Warszawie, padł przed nią na kolana z bukietem czerwonych róż w jednej ręce, z pierścionkiem w drugiej i zadał to magiczne pytanie. Jego wybranka niczego się nie spodziewała! Koledzy pana Wojtka zadbali o to, by była to dla niej prawdziwa niespodzianka. Dziewczyna z czarną opaską na oczach zmierzała w niewiadomym kierunku. Gdy jej oczom ukazał się jej ukochany w mundurze, oczywiście powiedziała "tak". Zdjęciami z tego wzruszającego wydarzenia na swoim facebookowym profilu pochwaliły się władze Lotniska, które tym samym przekazały szczęśliwej parze najlepsze życzenia. Pod wrażeniem są także internauci! "Super pomysł. Piękne chwile i super przeżycie", "To ci niespodzianka", "Brawo za odważny pomysł" - piszą. My przyłączamy się do zewsząd płynących ochów i achów! Jesteśmy pod wrażeniem! Życzymy zakochanym wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

oświadczynynalotniskuzakochanimiłość

"Miażdżyca z Depresją i Alzheimerem pojechali w podróż". Zdjęcia tych staruszków i kryjąca się za nimi historia urzekły internautów!

Słowo "starość" u wielu z nas wywołuje strach. Kojarzy się z końcem sprawności, zdrowia, możliwości spełniania marzeń, zdobywania nowych szczytów, realizowania pasji... Przywodzi na myśl finał najważniejszego - finał życia. Wydaje się, że ten okres nie może być przepełniony radością, że obecne są w nim tylko ból i samotność... Ale takie myślenie to błąd! Starość może być naprawdę piękna i intensywna, a dowodem tego jest historia Reny Starzewskiej i Julka Bojanowskiego, dwojga staruszków, którzy stali się bohaterami niezwykłego projektu "Miłość w czasach słabości" fotografa Filipa Millera. Jak zdradził na Facebooku Miller, Rena i Julek przez całe życie byli bardzo aktywni. Siebie odkryli dość późno, ale nie przeszkodziło im to w przeżyciu najpiękniejszych chwil w życiu. Niestety nie zabrakło w nim także cierpienia. Rena zachorowała na Alzheimera, Julek popadł z tego powodu w depresję. Rodzina podpowiedziała im kupienie campera. "Wygrała siła charakteru i zaistniała szansa na powrót do tego, co zawsze lubili i robili. Julek zapakował Renę i leki do auta. Miażdżyca z Depresją i Alzheimerem pojechali w podróż" - pisze fotograf. Odwiedzili wiele miejsc - byli na Górze Żar, w Krakowie, na Słowacji... Wszędzie razem, dopóki nie rozdzieliła ich śmierć. Efektem ich niesamowitych podróży są zdjęcia, na których widok robi się cieplej na sercu, które udowadniają, że miłość istnieje i potrafi wszystko znieść. Całą historię Reny i Julka znajdziecie na facebookowym profilu ich autora Filipa Millera, gdzie aż roi się od polubień i pochlebnych komentarzy na temat jego pracy. Nie dziwimy się! Wyszło pięknie!

miłośćwczasachsłabościzakochaniseniorzy

Ona ma 99 lat, on 94 - niedawno wzięli ślub. Zakochali się w sobie... na siłowni!

Miłość nie zna granic... przekonali się o tym 94-letni Alvin Mann i 99-letnia Gertrude Mokotoff. Para poznała się 8 lat temu na jednej z nowojorskich siłowni, gdzie nadal chodzą na regularne treningi - przynajmniej dwa razy w tygodniu! To Gertrude postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i się oświadczyć. "Zapytałam go, czy się ze mną ożeni. Miałam dość uganiania się za nim" - wyznaje 99-latka. Zakochani wzięli ślub 5 sierpnia 2017 roku. Podczas składania przysięgi towarzyszyło im 50 członków rodziny. Obecnie cieszą się swoim miesiącem miodowym. Łącznie mają 7 dzieci i 12 wnucząt oraz 7 prawnucząt. Ich historia udowadnia, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń i poszukiwanie szczęścia!

100latkowiezsiłownizakochaniseniorzy

Pierwszy taki ślub w historii Wielkiej Brytanii. "Można być jednocześnie gejem i muzułmaninem!"

W Urzędzie Stanu Cywilnego w miasteczku Walsall ślub wzięli 24-letni Jahed Choudhury oraz 19-letni Sean Rogan. To pierwszy w historii związek małżeński muzułmańskich gejów zawarty w Wielkiej Brytanii. Małżonkowie symboliczne "tak" wypowiedzieli w tradycyjnych islamskich strojach, sprawiając, że ten przełomowy moment stał się jeszcze bardziej wyjątkowy (poniżej znajdziecie link do ślubnego wideo). Historia pierwszego jednopłciowego związku dwóch muzułmanów nie zawsze jednak była usłana różami. Odmienność seksualna w konserwatywnym otoczeniu często bywa powodem wykluczenia społecznego, a nawet odrzucenia ze strony rodziny. Nie inaczej było w przypadku Jaheda, któremu najbliżsi kazali się "leczyć z homoseksualizmu". Kiedy znalazł sobie partnera, grożono mu śmiercią. 24-letni obecnie chłopak miał myśli samobójcze i depresję. Od targnięcia się na swoje życie uratowała go znajomość z Seanem. Tak zaczęła się wielka miłość. Ich ślub udowodnił, że "można być jednocześnie gejem i muzułmaninem".

pierwszytakiślubrównouprawnieniezakochani

Złoty Znicz skrywający miłosną tajemnicę. O tym marzy każda fanka Harry'ego Pottera!

Zaręczyny to szczególny czas w życiu każdej zakochanej osoby. Nic dziwnego, że panowie starają się, by były one jak najbardziej wyjątkowe - w końcu to chwila, której nigdy się nie zapomina. Zajmujący się projektowaniem biżuterii Asher Freeman z Nowej Zelandii otrzymał od jednego ze swoich klientów niecodzienne zlecenie... Anonimowy mężczyzna poprosił, aby wykonano dla niego, a raczej dla jego przyszłej narzeczonej, opakowanie na pierścionek w kształcie... magicznego Złotego Znicza! Ta para zakochanych musi naprawdę lubić twórczość J.K. Rowling! Ręczne wykonanie "Złotego Znicza" zajęło prawie 60 godzin. Srebro, jakiego użyto do jego produkcji, było najwyższej próby. Niezwykły przedmiot przypomina bardziej inspirowany światem Harry'ego Pottera naszyjnik niż pudełko na pierścionek zaręczynowy. Jego tajemnicę ujawnia malutki kluczyk w kształcie... Nimbusa 2000!

magicznezaręczynyHarryPotterzakochani