Ogromna fala wody uderzyła w pasażerów na stacji

Pasażerowie czekający na pociąg na stacji w Bombaju, nie spodziewali się , że za chwilę może stać się im coś takiego. Na torach kolejowych pojawiła się po opadach deszczu, spora ilość wody. Rozpędzony pociąg przejeżdżając przez stację z prędkością około 100 km/h spowodował jednak powstanie ogromnej fali! Cała woda została wypchnięta na zewnątrz i uderzyła w ludzi stojących na peronie. Nagranie trafiło do sieci. Rozjuszyło to wielu pasażerów. Jeden z nich twierdzi, że fala wody mogła być zagrożeniem dla życia wielu z podróżnych. Pociąg powinien przecież zmniejszyć prędkość. Pasażer nazwał to "głupotą" maszynisty. Indyjskie standardy bezpieczeństwa kolei mówią, że pociągi muszą zmniejszyć prędkość do około 50 km/h na godzinę, jeśli na torze znajduje się co najmniej cztery cale wody (100 mm). Jednak kierownictwo kolei Western Railway twierdzi, że poziom na tej stacji wynosił 3,75 cala. Urzędnik indyjskich kolei mówił, że "nie było zagrożenia operacyjnego. Tak, maszynista powinien zmniejszyć prędkość pociągu po zobaczeniu osób stojących na platformie. Jednak nie było tam więcej niż 4 cale wody". To nie pierwszy taki przypadek, że pociąg na stacji nie zmniejsza swoich prędkości. Pisaliśmy już też o pociągu w USA, który wzburzył śnieg znajdujący się na torach, tworząc ogromną chmurę śnieżną, opadającą na czekających.

pociągtransportfalawody

Spieszyła się na wieczór panieński. Przez to, co zrobiła w pociągu, stała się gwiazdą polskiej sieci!

"Pociąg relacji Kraków Główny-Przemyśl 05:47. To mogła być jedna z nas" - czytamy na facebookowym profilu Chujowa Pani Domu obok zdjęcia, które z miejsca podbiło serca polskich internautów. Dlaczego? Wczesna pora, zaspani pasażerowie i kobieta... z żelazkiem w dłoni, nie oglądająca się na innych! Nic dziwnego, że przykuła uwagę podróżnych (stąd zdjęcie). Fotografia umieszczona na wyżej wspomnianym profilu doczekała się już prawie 75 tysięcy polubień, ponad 2 tysięcy komentarzy i tysiąca udostępnień. "PKP - Prasuj Koszule Prędko", " Że ja na to nie wpadłam na ostatniej podróży. W 7 godzin to bym na pół roku do przodu wyprasowała", "Ma sens! Kto prasuje ubrania rano przed podróżą? Ubrania, które i tak wygniotą się w drodze" - piszą zachwyceni. Zdawać by się mogło, że odnalezienie sprawczyni całego internetowego zamieszania będzie graniczyło z cudem, jednak prasująca w ekstremalnych warunkach kobieta (okazała się nią 25-letnia mieszkanka Limanowej) postanowiła wytłumaczyć swoje postępowanie, czym zaskarbiła sobie przychylność kolejnych osób. "Dziewczyny. Spieszyłam się na panieński do Lwowa, a że przyjechałam w ten sam dzień do Polski z pracy, to nie miałam czasu na takie pierdoły jak prasowanie. Przypadkiem zabrałam ze sobą żelazko (wszak kobieta powinna być przygotowana na każdą ewentualność) i stoliczek przekształciłam w prasowalnicę. Dzięki PKP nie wyglądałam jak wymięty mietek" - napisała. Tak nawiasem mówiąc (w zasadzie to pisząc ;)), istnieje coś takiego jak extreme ironing - specyficzny sport ekstremalny polegający na prasowaniu ubrań w trudno dostępnych miejscach. Uprawiających tą dyscyplinę nazywa się "ironmenami". Bohaterka tej historii z pewnością by się do tego sportu nadawała!

prasowaniewpociągukobietatransport

Ktoś montuje w jezdni przedmioty mające przebijać opony. Policja bada sprawę

Strażacy pracujący w OSP Kaczory podali w mediach społecznościowych wiadomość, mówiącą o tym, że ktoś specjalnie montuje ostre przedmioty w asfalcie na drogach gminy. W jezdni wywiercone są otwory, a następnie wsadzone ostre przedmioty, które mają na celu poprzebijanie opon w pojazdach. Na miejsce została wezwana policja, kilka samochodów uległo uszkodzeniu. Funkcjonariusze badają całą sprawę pod względem nie tylko uszkodzenia pojazdów, ale także zagrożenia bezpieczeństwa na drodze. Proszą również, aby osoby, które mogą cokolwiek wiedzieć o sprawcy, skontaktowały się z policją. Jak informuje OSP na jezdni rozrzucane są również gwoździe mające przebić opony w pojazdach. O ile dla kierowców samochodów nie stanowi to bezpośredniego niebezpieczeństwa życia, o tyle dla motocyklistów już tak.

niebezpieczeństwonadrodzezdrowietransport

Zniszczyli mu samochód, bo był tańszy? "Nie dam się zastraszyć taksówkarskiej mafii"

Szymon Wrzesień tydzień temu rozpoczął swoją działalność. Założył jednoosobową firmę - chciał legalnie i tanio przewozić klientów. Jego "TAXI Złotówa" okazała się jednak zbyt tania... Samochód taksówkarza ze Szczecina w niedzielę w nocy został niemal całkowicie zdewastowany. Ktoś zniszczył jego narzędzie pracy, przebijając cztery opony. Karoseria taryfy została wymalowana czerwoną farbą. Ze względu na wulgarne napisy i obrazki oraz pozostałe zniszczenia kierowca musiał zawiesić swoją działalność. Na Facebooku napisał jednak, że "nie da się zastraszyć taksówkarskiej mafii". Prowadzący firmę "TAXI Złotówa" już wcześniej miał być zastraszy w internecie. Nie przypuszczał jednak, że dojdzie do czynów. O akt wandalizmu podejrzewa innych taksówkarzy. Jego konkurencyjna cena widocznie im się nie spodobała. Szymon Wrzesień oferował początkową opłatę w wysokości złotówki. Każdy przejechany przez niego kilometr wart był 2,40 zł lub 3,60 zł w zależności od strefy. Straty szacuje się na ok. 2 tysiące złotych. Mężczyzna zawiadomił o sprawie policję, ale nie złożył wniosku o ściganie sprawców. Swoją decyzję argumentuje przekonaniem, że musiałby pozostawić samochód jako dowód, a na to nie może sobie pozwolić.

zdewastowanataksówkapolskarzeczywistośćtransport

Maszynista zatrzymał pociąg i wysiadł. Zostawił pasażerów, bo skończył mu się czas pracy

"Maszynista jadącego do Suwałk pociągu PKP Intercity zostawił pasażerów na stacji Tłuszcz i wysiadł ze składu, bo skończył mu się czas pracy. PKP Intercity wyjaśnia sprawę" - powiedziała rzecznika Polskich Kolei Państwowych Agnieszka Serbeńska. Zazwyczaj maszyniści po upływie czasu ich pracy (w tym przypadku było to 12 godzin) zmieniają się i nie jest to zauważalne dla pasażerów. Zmiennik pociągu "Podlasiak", mieszczącego ok. 250 osób, zjawił się dopiero po upływie dwóch godzin. Kuriozalna sytuacja wydarzyła się prawdopodobnie ze względu na wcześniejsze opóźnienia pociągów. "Podlasiak" miał przyjechać do Warszawy spóźniony 100 minut z powodu awarii maszyny. Pasażerowie nie kryją oburzenia. PKP krytykują nie za sam fakt pozostawienia pociągu przez maszynistę, ale za niepoinformowanie o powodach zaistniałej sytuacji oraz czasu, jaki będą musieli spędzić na stacji Tłuszcz, zanim pociąg ponownie ruszy. Za trudy w podróży pasażerom obiecano ciepły posiłek. Większość z nich dostała jedynie skromny poczęstunek. Podróżujący zapowiadają reklamacje i ubieganie się o rekompensatę.

polskarzeczywistośćtransportpraca

Nie zapinasz pasów siedząc z tyłu? To nagranie może zmienić twoją decyzję

Jeżdżąc samochodem, wiele osób siedząc na tylnych siedzeniach jako pasażerowie, nie zapina pasów. Nie zdają sobie oni nawet sprawy jak poważne konsekwencje mogą ich czekać. Nie chodzi tu tylko o otrzymanie mandatu za brak zapiętych pasów. Instytut IIHS wypuścił materiał wideo, który obrazuje co dzieje się z człowiekiem w momencie wypadku, kiedy ma on niezapięte pasy. O ile kierowcę może zabezpieczyć poduszka powietrzna, siedzący z tyłu pasażer nie ma takiego komfortu. Jego ciało z siłą zostaje wyrzucone do przodu, by potem odbić się znów do tyłu. Nagranie jest tylko symulacją, ale tak właśnie wygląda człowiek w chwili wypadku. Nagranie pokazuje moment zderzenia przy prędkości 60 km/h.

transportprawowypadki

Dodatkowy pasażer. Wąż boa w autobusie jadącym do Nowego Sącza

W autobusie jadącym z Krakowa do Nowego Sącza jadący ludzie odkryli pasażera na gapę. Podróżował z nimi około metrowy wąż boa. Kierowca autokaru firmy Voyager zatelefonował w czwartek około godziny 18 do straży pożarnej w mieście. Poinformował, że przewozi 30 pasażerów, a wraz z nimi węża. Mówił też, że za dwie minuty podjedzie pod komendę i prosi, aby ktoś z pełniących służbę strażaków wyszedł z pomocą. Jak poinformowała oficer dyżurna sądeckiej straży pożarnej, strażacy byli przygotowani do akcji, ponieważ w okresie letnim często są wzywani do pomocy przy jadowitych wężach lub innych zwierzętach. Policja wciąż ustala do kogo należał boa, nikt z pasażerów nie przyznaje się do posiadania zwierzęcia. Cała ewakuacja z autokaru również przebiegła bez paniki.

transportzwerzęta

Mężczyzna obraził lecących pasażerów w samolocie. Dostał w twarz od podróżnego

Pasażerowie lecący samolotem z Moskwy do Barcelony nie spodziewali się takich ekscesów na pokładzie. 22-letni pasażer Witalij K. podczas lotu nagle wstał i zaczął na głos krzyczeć w stronę innych podróżnych, że: "Wszyscy Rosjanie to gówno!" Stewardzi na próżno próbowali go uciszyć. Młody chłopak nic sobie nie robił z ostrzeżeń. Całej sytuacji nie mógł już znieść jeden z mężczyzn, który podszedł do 22-latka i zadał mu kilka ciosów pięścią w twarz. Chłopak natychmiast przestał używać wulgarnych zwrotów, usiadł na fotelu i zasnął. Samolot bez potrzeby awaryjnego lądowania doleciał na czas do Barcelony. Witalij był pod wpływem alkoholu, stąd można wytłumaczyć jego gwałtowne i głośne zachowanie.

agresywnypasażerpodróżetransport

Karetka na sygnale zablokowana przez wyprzedzającego tira. Nieodpowiedzialność kierowców

Jadąca na sygnale karetka z Wrocławia do Legnicy przewoziła krew do transplantacji. Sprawa była bardzo pilna, bo potrzebował jej noworodek. W takich przypadkach każde sekundy są bardzo ważne, ponieważ gdyby nie dostarczono jej na czas dziecko mogłoby umrzeć. Ambulans poruszał się po autostradzie. Jednak nie mógł jechać szybciej, bo został zablokowany przez wyprzedzające się tiry. Jeden z kierowców ciężarówki rozpoczął manewr wymijania innych pojazdów, co uchwyciła kamera samochodowa innego auta. W momencie, kiedy wyraźnie słychać, i zapewne też widać doskonale w lusterkach ambulans, kierowca tira nie zamierza skręcać na prawy pas, lecz kontynuować wymijanie. Manewr trwał około 20 sekund - które dla kogoś w szpitalu są na wagę złota. Według autora nagrania kierowcy ciężarówek - wymijającej i wymijanej - mogli zachować się inaczej. Jeden mógł zwolnić i wpuścić szybciej drugiego. Dyspozytorzy pogotowia podkreślają, że takie zachowania to problem wielu kierowców, wynikający ze złej nauki jazdy.

wymijanietirówzdrowietransport

Basen i boisko do koszykówki w metrze? To się nazywa promocja wielkiej imprezy!

Podróżujący tajwańskim metrem mają okazję poczuć się tak, jakby znajdowali się na pływalni lub zawodowo grali w koszykówkę! Wszystko za sprawą niezwykle kreatywnej promocji wydarzenia sportowego, jakie odbędzie się w sierpniu. Już za miesiąc w Tajwanie rozpocznie się Letnia Uniwersjada. Sportowcy zmierzą się w aż 22 dyscyplinach. W związku z tym tamtejszą komunikację miejską zainscenizowano na sportowe areny. Okolicznym mieszkańcom widocznie spodobał się ten pomysł. Chętnie fotografują się w nietypowych sceneriach, a zdjęcia udostępniają w mediach społecznościowych. Obejrzyjcie naszą galerię i zobaczcie część z nich! Trzeba przyznać, że niektóre fotografie wyglądają naprawdę realistycznie!

basenwmetrzesporttransport

Najbardziej zagmatwany wiadukt drogowy

W Chinach w miejscowości Chongqing otworzono jeden z najbardziej zagmatwanych wiaduktów na świecie - Huangjuewan. Ma on 20 ramp i 5 poziomów. Drogi prowadzą aż w 8 kierunkach i łączą 3 drogi ekspresowe. Ze względu na swoją skomplikowaną budowę nazywany jest "naczyniem krwionośnym miasta". Budowa tej infrastruktury rozpoczęła się w 2009 roku. Pomimo tego, że może odstraszać swoim wyglądem, urzędnicy zapewniają, że jest on dobrze oznakowany i nie ma problemu ze zgubieniem się na nim. Jeśli nawet komuś zdarzy się źle skręcić w łatwy i szybki sposób może wrócić na swoją trasę. Chcielibyście przejechać się tym wiaduktem?

transportarchitekturabudowlewchinach

Prawdziwa dżungla w… autobusie

Jazda autobusem nie zawsze kojarzy się z czymś przyjemnym. Czy jest możliwe podróżowanie tym środkiem lokomocji przy jednoczesnym korzystaniu z uroków i darów natury? Okazuje się, że takie połączenie jest możliwe. Otóż po ulicach Tajpej pod koniec maja jeździł tzw. forest bus. Autobus linii 203 przez kilka dni przypominał prawdziwy ogród. Jego wnętrze zostało wypełnione po brzegi unikatowymi roślinami występującymi w okolicach miasta. Pasażerowie mogli podziwiać piękno łubinów, lilii imbirowych i paproci. Nawet siedzenia zostały pokryte różnymi gatunkami mchu. Ten wyjątkowy środek transportu jest dziełem Xiao Qing Yang i Alfie Lina. Zadziwiającym jest fakt, że autobusem tym można było podróżować za darmo. Może w Polsce też pojawi się kiedyś taki autokar. Trzymajmy kciuki aby tak było!

roślinnyautobustransportinnowacje

Jeździli po mieście ze specjalną miarką. Akcja rowerzystów

Specjalną akcję zorganizowali rowerzyści w Brazylii. Jej nazwa to "Respeito ao ciclista se mede aqui" co można przetłumaczyć "Szacunek dla rowerzysty mierzony jest tutaj". Wszystko polegało na tym, że osoby poruszające się na rowerach, miały doczepione do niech specjalne miarki na 1,5 m. Właśnie taką odległość powinni zachować kierowcy aby wymijać osoby poruszające się jezdnią na rowerze. Mając takie miarki odstające od pojazdów, kierowcy samochodów chcąc nie chcąc musieli zachować dystans, inaczej zniszczyliby sobie własny pojazd. Akcja ma zwrócić uwagę na nieprzestrzeganie tych zasad i zaapelować o większą rozwagę kierowców.

kampaniaspołecznatransportrowerzysta

Automat z samochodami stoi już w Singapurze! To hit

W Singapurze mieszkańcy mogą od niedawna korzystać ze specjalnego automatu samochodów. Działa on na podobnej zasadzie, jak zwykłe automaty znane z codziennego naszego życia z napojami, czy przekąskami. Wszystko trwa raptem dwie minuty. W ponad 45-metrowej wieży znajduje się 60 używanych samochodów takich jak Bentley, Ferrari czy Lamborghini. Za pomocą specjalnej aplikacji na swoim urządzeniu klienci wybierają konkretny model pojazdu, a ten po krótkim czasie zjeżdża na dół. Od tego momentu można już udać się na wymarzoną przejażdżkę swoim własnym luksusowym samochodem.

transportTechnologiesamochodymarzeń

Obcokrajowcy oszaleli na punkcie zdjęcia z warszawskiego metra. Widzicie coś niezwykłego?

Amerykański dziennikarz umieścił na Twitterze zdjęcie zrobione w warszawskim metrze. Fotografię opisał krótko: "To metro w Polsce. Zauważyliście coś niezwykłego?". Jak się okazuje, obcokrajowcy nie tylko zwrócili uwagę na kilka szokujących dla nich faktów, ale także nie mogą w nie uwierzyć! "Oni wciąż czytają książki w metrze?" - pisze jeden z internautów. "Dlaczego nie ma kału ani moczu, czy czarnych palących blanty?", "Tylko tam siedzą. Nikt nie próbuje nikogo zabić. Ale dziwne. Jesteś pewien, że to na tej planecie?" - czytamy wśród licznych komentarzy do tweeta. Obcokrajowców dziwi poziom czystości w polskim metrze. Zwracają też uwagę na obecność wyłącznie białoskórych i brak imgrantów. Niektórzy zarzucają Polakom rasizm. W polemikę z nimi wchodzą Warszawiacy, którzy tłumaczą, że nasz kraj jest otwarty na inne kultury. Na dowód wymieniają różne narodowości, np. ukraińską. W sieci pojawiły się także opinie świadczące o tym, że zdjęcie miało jedynie wywołać dyskusję o antysemityzmie, islamofobii oraz sprzeciwie wobec imigracji i poprawności politycznej.

polskarzeczywistośćtransportPolskazagranicą

Głodny pilot przyleciał helikopterem do McDonald's

Kiedy jesteś głodny, zrobisz wszystko by zaspokoić swoją potrzebę zjedzenia czegoś! Przechodnie na ulicach Sydney jednak nie spodziewali się takiego widoku. Przy jednym z tamtejszych McDonald'sów wylądował wojskowy helikopter. Obserwatorzy byli przekonani, że stało się coś nadzwyczajnego, ponieważ rzadko zdarza się, by takie maszyny lądowały na trawniku restauracji. Niektórzy z nich nagrywali całe zdarzenie. Jakże szokujące było dla nich to, kiedy zobaczyli, ze pilot helikoptera podąża do niego z... jedzeniem z restauracji zapakowanym na wynos. Sytuacja zaszokowała tak bardzo ludzi, ze zapytali Urząd Bezpieczeństwa Lotnictwa Cywilnego o łamanie praw. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem była odpowiedź jaką dostali. Mianowicie, pilot nie złamał prawa, o ile dostał pozwolenie od właściciela gruntu na lądowanie tam maszyną. Cóż, może teraz zamiast Mcdrive czas otworzyć Mcfly?

transportrestauracjahelikopter

Jej historia o molestowaniu w komunikacji miejskiej wywołała zamieszanie w sieci. "Och... biedna ofiara" - pisali drwiąco

Na początku maja jadącą autobusem Nathalie Gordon spotkała sytuacja, którą postanowiła się podzielić na Twitterze z całym światem. Kobieta w drodze na spotkanie zajmowała miejsce obok mężczyzny, który okazał się bardzo natarczywym "adoratorem". Obcy dla niej człowiek najpierw zaczął klepać ją po kolanie, a następnie zaprosił na drinka. Gdy Nathalie odmówiła, wyraźnie zdenerwowany wyrwał jej słuchawki z uszu i stwierdził, że jest bardzo nieuprzejma. Mimo "przepraszam" nie dawał za wygraną. Na jej oczach bez skrępowania zaczął dotykać się po kroczu! Nic nie dały prośby Nathalie, by przestał... Kobieta miała nadzieję, że może liczyć na interwencję kierowcy autobusu, jednak bardzo się myliła. Z jego ust usłyszała najpierw, że na pewno wszystko zmyśliła, a gdy wyraźnie poruszona streściła mu całą historię, on zapytał ją "czego od niego chce", dorzucając, że "jest ładną dziewczyną, więc czego się spodziewała"... Na Twitterze Nathalie napisała czego oczekiwała i czego oczekuje. "Szacunku dla kobiet, nieważne, kim są, jak wyglądają czy co mają na sobie. Szacunku dla kobiet, które nie chcą przyjąć zaproszenia na drinka, które proszą o pomoc i się boją. Szacunku dla każdego, kto czuje się bezsilny i zagrożony, dla każdego, kto mówi 'nie'". Inne kobiety pod postami Nathalie zaczęły dzielić się swoimi przykrymi doświadczeniami z natarczywymi mężczyznami. Kilku panów również zareagowało na apel kobiety. "Zgaduję, że byłaś ubrana jak zdzira, a nie porządna kobieta" - napisał jeden z nich, inny dodał: "Och... biedna ofiara. Kobiety zrobią wszystko, byleby tylko zdobyć więcej 'kobiecej władzy' haha. Dalej, graj swoją rolę ofiary, żeby wykorzystać system". Pojawili się jednak i tacy, którzy ją wsparli. Nathalie ma nadzieję, że jej historia sprawi, że mężczyźni będą starali się być lepszymi i bardziej uprzejmymi dla swoich kobiet.

molestowaniewautobusiekobietatransport

Kólowa za kółkiem! Jedyna osoba w Wielkiej Brytanii, która może prowadzić bez prawa jazdy

Monarchini Wielkiej Brytanii królowa Elżbieta została przyłapana podczas prowadzenia samochodu. Za kierownicą usiadła zaraz po wyjściu z kościoła. Elżbieta słynie z tego, że lubi prowadzić samochody. Nauczyła się tego podczas pobytu w Women's Auxillary Territorial Service w trakcie II wojny światowej. Co ciekawe jest ona jedyną osobą w Wielkiej Brytanii, która może prowadzić auto bez wcześniejszego posiadania prawa jazdy! Królowa przejeżdżała przez Windsor Park. Dodajmy, że monarchini ma 91 lat, a za kółkiem radzi sobie bardzo dobrze!

transportkrólowaprawo

Bomba w pociągu? Wielkie opóźnienia, ewakuacja pasażerów

W nocy, około godziny 1, kierownik pociągu "Ustronie" relacji Kraków-Kołobrzeg powiadomił policję o tym, że w środku niego znajduje się bardzo agresywny człowiek. Mężczyzna twierdził w dodatku, że posiada bombę. Pociąg zatrzymano na stacji Nowy Dwór Mazowiecki. Policja ewakuowała z niego ponad 500 osób. Agresywnego 40-latka zatrzymano, i przeszedł on badania sprawdzające zawartość alkoholu, narkotyków i innych substancji we krwi. W jego bagażu, jak i w całym pociągu nie znaleziono żadnej bomby. Mężczyźnie grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Pasażerowie zostali umieszczeni w salach i przygotowano dla nich napoje. Pociąg miał ponad 280 min opóźnienia.

transportbomba

Maluch zatrzasnął się w samochodzie. Śmiał się od ucha do ucha, gdy strażacy przyszli mu na ratunek

Maluchy swoim rodzicom wciąż płatają figle - chowają się w najmniej spodziewanych zakamarkach mieszkań, uciekają, gdy tylko opiekunowie spuszczą ich z oczu, a nawet, tak jak to miało ostatnio miejsce w miejscowości Cornwell w hrabstwie Oxfordshire (Wielka Brytania), zatrzaskują się w samochodach i dopiero strażacy muszą spieszyć im z pomocą. Gdy mama 14-miesięcznego Brandona pakowała zakupy do bagażnika, a kluczyki pozostawiła między torbami, chłopiec uruchomił centralny zamek i tym samym zablokował się w pojeździe. Wokół niego niemal natychmiast zebrało się wiele osób, z których jedna wezwała straż pożarną. Maluch nie przejął się jednak swoim położeniem, nawet nagłe zgromadzenie nie zrobiło na nim wrażenia - z szerokim uśmiechem siedział za kierownicą samochodu mamy! W pewnym momencie zrobiło się jednak groźnie - Brandon zaczął wkładać do ust monetę i powstało ryzyko zadławienia. Strażacy postanowili więc nie tracić czasu i wybili szybę, by jak najszybciej dostać się do pojazdu. Zdjęcie roześmianego całą sytuacją chłopca umieściła na Facebooku jego mama, która tym samym podziękowała strażakom za udaną akcję. "Kolejny zadowolony klient" - skomentowała ekipa straży pożarnej. Fotografia malca od tego czasu zyskuje coraz większe grono fanów!

maluchwsamochodziedzieckotransport