Śmierć ordynatora w szpitalu! Pracował 24 godziny bez przerwy

W Szpitalu Miejskim w Sosnowcu doszło do strasznego odkrycia. Ordynator szpitala, 67-letni doktor, został znaleziony martwy w swoim biurze. Nie znamy jeszcze przyczyn śmierci, jednak jak oficjalnie wiadomo, mężczyzna kończył swój 24-godzinny dyżur. Obecni z nim na zmianie lekarze twierdzą, że doba przebiegła bardzo spokojnie. Jak podają niektóre źródła, zmarły od lat chorował na serce, a dziesięć lat temu przeszedł operację wszczepienia by-passów. Wyniki sekcji zwłok będą znane niebawem. A Wy co myślicie? Czy 24-godzinne dyżury to zdecydowanie za dużo?

smierćordynatorapodobiedyżurukontrowersjeszpital

Zmarła po rutynowym zabiegu. Wina lekarzy?

32-letnia Joanna Paszyńska z Jasła zmarła po rutynowym zabiegu, jakiemu poddała się ze względu na chęć zajścia w ciążę. Kobieta zmagała się z kamicą pęcherzyka żółciowego. Do szpitala zgłosiła się 22 listopada 2017. Chociaż zabieg usunięcia woreczka żółciowego jest powszechnie wykonywany i na ogół nie ma po nim komplikacji to właśnie on przyczynił się do śmierci kobiety niedługo po opuszczeniu placówki. Rozżalona rodzina oskarża lekarzy, W rozmowie z portalem jaslo4u.pl mąż pani Joanny, Damian Paszyński, powiedział, że zabieg zamiast 40 minut trwał aż 2,5 godziny. Parę dni po operacji kobietę miały dręczyć nudności i problemy z poruszaniem się. 27 listopada wykryto u niej płyn w przestrzeni zaotrzewnowej, a pogorszeniu uległy także wyniki krwi - informuje "Fakt". Pielęgniarki miały bagatelizować jej stan i kpić z jej złego samopoczucia. Przy wypisie ze szpitala zalecono jej przyjść w połowie grudnia na kontrolę. Niestety tego nie doczekała. Zmarła 8 grudnia. Mąż pani Joanny zgłosił w prokuraturze możliwość popełnienia przestępstwa. Więcej na ten temat znajdziecie poniżej.

śmierćporutynowymzabieguzdrowieszpital

Opublikował zdjęcie żony śpiącej pod szpitalnym łóżkiem ich syna. W otwartym liście do ministra zdrowia pyta, "dlaczego?"

"Panie Ministrze Konstanty Radziwiłł, niech mi Pan kilka rzeczy wyjaśni, bo czegoś tu nie pojmuję… Proszę mi powiedzieć, dlaczego w XXI wieku i w kraju leżącym w samym środku Europy, moja żona, matka dwójki dzieci, a zarazem kobieta, która co miesiąc do kasy tego państwa oddaje TYSIĄCE CIĘŻKO ZAROBIONYCH ZŁOTYCH w różnych podatkach i opłatach, musiała w takich warunkach jak na załączonym obrazku czuwać przy swoim chorym 1,5 ROCZNYM SYNU wymagającym pilnego leczenia szpitalnego?" - pyta na Facebooku pan Gniewko Oblicki, którego synek kilka dni temu trafił na odział pediatryczny szpitala w Jeleniej Górze (woj. dolnośląskie). Chłopiec jest jeszcze mały, dlatego jego mama postanowiła zostać z nim na noc. Szpital jednak nie gwarantuje żadnych miejsc noclegowych, dlatego chcący nie opuszczać swoich pociech rodzice muszą sami zorganizować sobie przestrzeń do spania. Czuwają przy łóżku dziecka najczęściej na krzesłach albo, jak pisze pan Gniewko, jak jego żona - na rozłożonym na podłodze szpitalnej sali kocu. Internauci nie przeszli obojętnie obok poruszającego zdjęcia i w komentarzach pod nim postanowili śladem jego autora podzielić się swoimi przykrymi doświadczeniami z polską służbą zdrowia. Oprócz pozostawiających wiele do życzenia warunków, rodziców 1,5-rocznego chłopca wzburzył także fakt, że ich wymagające pilnej konsultacji neurologicznej dziecko musiało czekać aż dobę na specjalistę. Nie dziwi więc, że list otwarty do ministra zdrowia (w całości znajdziecie go na profilu pana Gniewka na Facebooku) jest pełen gorzkich stwierdzeń i pytań. Szpital ubolewa nad zaistniałą sytuacją. W szpitalu we Wrocławiu, do którego przetransportowano chłopca, jego matka mogła chociaż liczyć na odpłatne łóżko... Czy Konstanty Radziwiłł odpowie ojcu, a tym samym tysiącom innych rodziców i pacjentów?

mamaśpiącapodłóżkiemwszpitalupolskarzeczywistośćszpital

Przegrywał walkę z rakiem. Rodzina i pielęgniarki umożliwiły mu pożegnanie z ukochaną pupilką

Każdy, kto miał lub ma ukochanego pupila, wie, że nawet najkrótsze rozstania z nim nie są łatwe. A co musi czuć właściciel zwierzaka, gdy przychodzi mu pożegnać się z nim na zawsze? Dla chorego na raka Davida Kinga oczkiem w głowie była mała suczka Lil Fee rasy yorkshire terrier. Gdy trafił do szpitala w Missouri z powodu zaawansowanego stadium raka, z którym mierzył się od kilku lat, wyjątkowo odczuł jej nieobecność. Liczył jednak na to, że poczuje się lepiej i szybko wróci do domu. Niestety jego stan pogarszał się, a lekarze poinformowali rodzinę, że muszą przygotować się na najgorsze. Pielęgniarki, które wiedziały o przywiązaniu pacjenta do czworonoga, poddały jego żonie pomysł, by przemyciła Lil Fee do szpitala, umożliwiając Davidowi pożegnanie z nią. Gdy suczka pojawiła się przy jego łóżku, stało się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mężczyzna poruszył ręką, by ją pogłaskać. Ten moment dla całej rodziny był bardzo wzruszający. Zdjęciem z tego niezwykłego wydarzenia podzieliła się na Twitterze 17-letnia Ellie, jego wnuczka. Wkrótce później jej dziadek zmarł. Dzięki rodzinie tuż przed śmiercią spełnił swoje marzenie. To nie pierwszy raz, gdy do szpitala przemycono dla pacjentów zwierzęta. Ich obecność potrafi bowiem zdziałać cuda!

pożegnaniezpsemzwierzętaszpital

Połknął ponad 600 gwoździ. Ich waga przekroczyła kilogram!

Do szpitala w Kalkucie w północno-wschodnich Indiach trafił przed kilkoma dniami 48-letni mężczyzna uskarżający się na ból brzucha i wymioty. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że przyczyną jego złego samopoczucia są... gwoździe! Specjaliści podjęli decyzję o natychmiastowej operacji. Po 2-godzinnym, skomplikowanym zabiegu z użyciem magnesu z wnętrzności mężczyzny zostały usunięte wszystkie "ciała obce" w zatrważającej liczbie. Jak podają lekarze, 48-latek połknął dokładnie 639 gwoździ, z których większość miała ponad 5 centymetrów długości! Ich waga wyniosła aż 1,3 kg. "Gwoździe w większości mają ponad 2 cale (ponad 5 cm). Są ostre. Na szczęście w przewodzie pokarmowym nie było żadnej perforacji" - mówił po operacji chirurg dr Siddhartha Biswas. Przyznał on, że w żołądku pacjenta znaleziono także glebę. Mężczyzna cierpi na schizofrenię. Prawdopodobnie jeszcze przez długi czas pozostanie pod opieką lekarzy.

gwoździewżołądkuzdrowieszpital

Pokazał, jak wygląda śniadanie dla dzieci w jednym z najlepszych szpitali w Polsce. To przykra rzeczywistość!

Samodzielny Publiczny Dziecięcy Szpital Kliniczny w Warszawie to jedna z najlepszych i najnowocześniejszych placówek tego typu w Polsce. Wszystkie "naj", o których słyszy się naokoło, bledną jednak, gdy widzi się coś takiego... Pracujący w tym szpitalu lekarz, Maciej Piotr Książyk, postanowił podzielić się na Facebooku zdjęciem śniadania małych pacjentów, by nie tylko zwrócić uwagę na sposób ich żywienia, ale także na racje protestujących rezydentów. "To jest śniadanie dla dzieci w jednym z największych i najbardziej wypasionych szpitali pediatrycznych. Nasi pacjenci mają między innymi choroby, których leczenie zależy od diety. Tak wygląda właśnie 4% PKB na ochronę zdrowia. Dlatego chcemy 6,8%" - napisał obok zdjęcia przedstawiającego dwie kromki chleba, plaster szynki, kawałek masła, garść chrupek kukurydzianych i bliżej niezidentyfikowany owoc. Fotografia z miejsca obiegła sieć - od momentu publikacji (w piątek) do tej pory udostępniono ją ponad 3 tysiące razy! "Katastrofa", "Tragedia. Jestem dietetykiem i jak to widzę to płakać mi się chce", "Żenująco znikoma porcja warzyw/owoców. I co tu robią chrupki????" - piszą internauci. Niektórzy jednak zdjęcie pana Macieja potraktowali jako próbę szantażu emocjonalnego, twierdząc, że protestujący chcą pieniędzy jedynie dla siebie. Dla przypomnienia: lekarze rezydenci chcą zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia do co najmniej 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat, zlikwidowania problemów kadrowych, kolejek do specjalistów i podwyżek dla wszystkich zatrudnionych w ochronie zdrowia.

śniadaniedladzieciwszpitaludzieckoszpital

Pielęgniarki bawiły się noworodkami jak kukiełkami. Wszystko nagrywały i wrzucały do sieci!

Pielęgniarki ze szpitala marynarki wojennej z Jacksonville na Florydzie zamiast opiekować się noworodkami, które trafiły na ich oddział, zabawiały się nimi jak kukiełkami. Zdjęcia i filmy ze swoich "wybryków" publikowały w sieci, m.in. Snapchacie, przez co łatwo zostały zidentyfikowane przez odpowiednie służby. Szokujące praktyki wobec dzieci miały stosować Allyson Thompson i Joanie Barrett. Na jednym z wstrząsających wideo, o którym pisze m.in. "New York Post", widać jak pracownica szpitala bierze dziecko za ręce i symuluje jego taniec do utworu "In Da Club" 50 Centa. Na jednym ze zdjęć widać z kolei, jak kobieta pokazuje malcowi środkowy palec. Fotografia została opatrzona komentarzem: "Co czuję wobec tych małych szatanów". Szpital, który zatrudniał obie pielęgniarki, wydał oświadczenie, z którego wynika, że obie kobiety już tam nie pracują. "Wiemy o istnieniu nagrania i zdjęcia. To karygodne, niesamowicie nieprofesjonalne i nie będzie tolerowane. Ustaliliśmy już tożsamość zamieszanych w to osób. Pozbawiono je już kontaktu z pacjentami. Pielęgniarkami zajmie się sąd wojskowy. Powiadamiamy rodziców małych pacjentów o zaistniałej sytuacji" - czytamy. Kobiety przebywające w szpitalu w Jacksonville są wstrząśnięte zaistniałą sytuacją. Wszyscy liczą na to, że pielęgniarki poniosą odpowiednią karę.

okrutnazabawapielęgniarekszpitalokrucieństwowobecdzieci

Zgłosił się do szpitala z ogromnym bólem. Lekarze oniemieli, gdy zobaczyli, co znalazło się w jego odbycie!

Lekarze w ludzkim ciele znajdowali już żyletki, gwoździe, nożyczki, butelki... Zdarzyła się nawet żarówka! Myśleliśmy, że w tym aspekcie nic już nas nie zdziwi, jednak myliliśmy się. Kilka dni temu do jednego z chińskich szpitali zgłosił się wijący z bólu 33-letni mężczyzna. Wyznał lekarzom, że od dwóch dni bardzo cierpi z powodu silnych zaparć. By znaleźć ich przyczynę, postanowiono wykonać prześwietlenie jamy brzusznej. To, co lekarze zobaczyli na zdjęciu, na długo pozostanie w ich pamięci. W górnej części odbytnicy pacjenta znajdowała się bowiem... szklanka. Jak podają zagraniczne media jej wysokość wynosiła 3,15 cala (8 centymetrów), a szerokość 2,8 cala (ok. 7 centymetrów). Naczynie trafiło do ciała pacjenta przez odbyt - mężczyzna sam je sobie tam włożył. "Ulokowało się" ono dokładnie w bezpośrednim sąsiedztwie mięśni zwieracza odbytu i istniało duże niebezpieczeństwo, że szkło pokruszy się i uszkodzi narządy wewnętrzne 33-latka. Pierwsza próba usunięcia szklanki nie powiodła się - specjaliści próbowali usunąć ją tą samą drogą, którą trafiła do ciała pacjenta. Za drugim podejściem lekarze zdecydowali się otworzyć brzuch mężczyzny. Ku ich zdziwieniu przedmiot był w nienaruszonym stanie. 33-latek nie wyjawił, dlaczego znalazł się on w jego odbycie. Oby już nigdy nie popełnił podobnego głupstwa!

szklankawodbyciezdrowieszpital

Zdjęcia noworodków w plastikowej wanience wywołały burzę. "Drodzy Rodzice! Pora to przerwać!" - pisze oburzona mama

Na profilu Spotted: Białystok na Facebooku pojawiło się wyjątkowo niepokojące zdjęcie z sali obserwacyjnej dla noworodków Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Białymstoku. Widać na nim wyraźnie dwóch noworodków, które zamiast spać w specjalnych łóżeczkach zostały umieszczone w plastikowej wanience kąpielowej na parapecie! Oburzona zastanym widokiem mama w emocjonalnym wpisie ostro skrytykowała szpital: "Drodzy Rodzice! Pora to przerwać!: Jestem oburzona! Czy już tak będzie? Czy tak można traktować nas? Nie tylko matek, które leżą w szpitalu, ale i ojców, którzy czekają 9 miesięcy na narodziny najpiękniejszego daru – Dziecka. Tymczasem w naszym szpitalu: Wojewódzki Szpital Zespolony im. Śniadeckiego: 25 pacjentek !! 25 noworodków. 4 położne. Kilkoro dzieci jest po porodzie rozdzielonych z rodzicami. Dzień i noc spędzają bez mamy. Czasem 2 obcych sobie dzieci leży w 1 łóżeczku. Czasem w WANIENCE. Szpitala nie stać na godne zajęcie się bezbronnymi noworodkami?" - napisała. Kobieta wyznała, że dopiero drugiego dnia po porodzie dowiedziała się, co dzieje się z jej dzieckiem... W odpowiedzi na oskarżenia białostocki szpital wydał oświadczenie, w którym poinformował, że sytuacja z 14 czerwca (z tego dnia pochodzi kontrowersyjne zdjęcia) miała charakter incydentalny. "W środę,14 czerwca br. do naszego szpitala zgłosiło się wyjątkowo dużo rodzących. (...) Personel oddziału nie mając żadnego innego łóżeczka w tym czasie zdecydował o położeniu dziecka w niemowlęcej wanience (...)" - napisała Grażyna Pawelec z administracji szpitala (pełną treść oświadczenia możecie przeczytać na stronie: https://b1.pl/spotted/komentarze/?post=6f7d04c652ad11e78787404004b8ca45). Mama jednego z noworodków została przeproszona. Komentujący mają jednak wątpliwości czy sytuacja ta miała miejsce tylko raz. Czy świeżo upieczona mama po wykańczającym porodzie musi drżeć o zdrowie swojego dziecka, które powinno być w rękach specjalistów?

noworodkizBiałegostokudzieckoszpital

Wino, papieros i zachód słońca. Szpital spełnił ostatnią wolę pacjenta

Co zrobiłbyś wiedząc, że masz przed sobą ostatnie kilka dni lub nawet i kilka godzin swojego życia będąc w szpitalu? Przed taką decyzją staną 75-letni Duńczyk Carsten Flemming Hansen, który znalazł się w klinice w Aarhus. Mężczyzna miał przejść operację, jednak krwotok, który u niego wystąpił był tak duży, że lekarze stwierdzili, że ta operacja nie będzie miała najmniejszego sensu. 75-latka poinformowano, że zostało mu niewiele czasu i w najbliższych dniach może umrzeć. Mężczyzna powiedział, że chciałby ostatni raz obejrzeć zachód słońca, pijąc przy tym kieliszek wina i paląc papierosa. Szpital przychylił się do prośby pacjenta i ją spełnił. W sieci pojawiło się pamiątkowe zdjęcie Duńczyka. Mężczyzna spędzał ostatnie chwile z rodziną, która postanowiła, że jego ostatnia wola jest ważniejsza niż leczenie. Szpital również nie prowadził w tej spawie żadnych sporów. Z relacji pielęgniarki zajmującej się mężczyzną wynika, że w pomieszczeniu panowała miła atmosfera, a pacjent nawet żartował. Oczywiście dało się wyczuć również obawy bliskich, którzy wiedzieli, że niedługo 75-latka nie będzie już z nimi.

chorobyszpitalostatniawola

Szpital obciążył matkę 40$ dodatkowej opłaty za trzymanie swojego dziecka po urodzeniu!

Szpitale chcą zrobić wszystko, aby zarobić jak najwięcej. Nie ma w tym nic złego, ale jeden z nich poszedł zdecydowanie za daleko. Wprowadził on opłatę 39,35$ za dodatkową usługę "Skin To Skin". O co w niej chodzi? Dzięki tej opłacie nowa mama po urodzeniu mogła przytrzymać swoje dziecko i przytulić do piersi, czy też klatki piersiowej. Jak opowiada tata nowo narodzonego dziecka pielęgniarki były bardzo miłe, wzięły od rodziców aparat aby wykonać kilka zdjęć. Ciekawe, czy taka opłata zostanie wprowadzona do większej ilości szpitali...

OpłataZaTrzymanieDzieckaporódszpital