Pokonał długą drogę do szkoły w kilkustopniowym mrozie. Te zdjęcia zszokowały internautów!

Pokryte szronem włosy i brwi, czerwone od zimna policzki, skostniałe dłonie, a na ciele tylko lekka kurtka - tak wyglądał 8-letni Wang z prowincji Junnan w Chinach tuż po pokonaniu pieszo prawie 5-kilometrowej trasy do szkoły. Wygląd chłopca wprawił w osłupienie jego nauczycielkę - Zhuan Shen Baol, a także kolegów z klasy, którzy nie potrafili powstrzymać się od śmiechu. Zrobione przez kobietę zdjęcia obiegły cały świat, powodując ożywioną dyskusję na temat ogromnego ubóstwa w Chinach. "Świat wydaje za dużo na zbrojenia i nic na naprawdę podstawowe rzeczy. Zawsze mówicie, że ktoś jest biedny, bo jest leniwy" - piszą internauci. Poruszeni, z hasztagiem #IceBoy (Lodowy Chłopiec), udostępniają fotografie dalej. Szczególnie powód, dla którego Wang szedł w mrozie kilka kilometrów głęboko ich wzruszył. Chłopiec tego dnia miał egzamin, który chciał napisać jak najlepiej (arkusz z pytaniami widać na drugim zdjęciu). Jak się później okazało, otrzymał 99 punktów na 100 możliwych. "#Iceboy to legenda. "Niesamowita odwaga. Po 4,5-kilometrowym spacerze dotarł do szkoły ze zmrożonymi włosami i skostniałymi dłońmi. Wang napisał egzamin i zdobył 99 punktów na 100. On jest prawdziwą inspiracją!" - napisał użytkownik Twittera o nicku McChisel. Nauczycielka 8-latka wysłała zdjęcia zmarzniętego ucznia dyrektorowi szkoły, a także lokalnym osobistościom. Dzięki niej o chłopcu usłyszały tamtejsze organizacje zajmujące się pomocą ubogim. Chińskie media podają, że dla niego i jego rodziny (mieszka z babcią i siostrą) zebrano pieniądze. Nowy system grzewczy do ich domu, a także ciepłe ubrania to najpotrzebniejsze rzeczy, na które zostaną one przeznaczone.

IceBoyChinydziecko

"Surowa" woda to najnowszy trend żywieniowy. Ma być powrotem do natury w najczystszej postaci!

Nikogo już nie dziwią na sklepowych półkach produkty bez glutenu czy organiczne i wolne od GMO warzywa lub owoce. Kiedy jednak świat usłyszał o wodzie bez glutenu, wielu przecierało oczy ze zdumienia. Teraz jednak ten absurd żywieniowy schodzi na boczny tor, a jego zaszczytne miejsce zajmuje... "surowa" woda, na której punkcie już oszaleli Amerykanie. Czym "różni się" od tej, którą kupujemy w butelkach, lub którą pijemy prosto z kranu? Jej "surowa" odmiana - Live Water, jak zarzekają się twórcy, jest niefiltrowana, niesterylizowana i nienaruszona przez człowieka czy maszynę - prosto ze źródła. Ma zawierać mnóstwo cennych dla zdrowia minerałów i probiotyków, czyli pożytecznych bakterii, i w przeciwieństwie do wody z kranu (mającej zawierać fluor i chloraminę) ma nas nie truć. Prawdziwy powrót do natury! Cudowna woda nie jest tania. Wielbiciele ekologicznego trybu życia za niespełna 10-litrową bańkę będą musieli zapłacić 36,99 dolarów, a więc niespełna 130 złotych. Co jeszcze nas zaskoczy w tym roku? Pewnie wiele!

surowawodaświatjedzenie