Przez dwa tygodnie podpisywała się w pracy męskim nazwiskiem. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam"

Martin Schneider, redaktor portalu Front Row Central, doświadczył w pracy systemowego błędu, który zainspirował go do przeprowadzenia pewnego eksperymentu. Po tym, jak przez przypadek jego korespondencja mailowa trafiła do klienta podpisana nazwiskiem koleżanki z pracy, Martin otrzymał wrogą i pretensjonalną wiadomość zwrotną. Gdy wytłumaczył, że nie ma na imię Nicole, jego rozmówca zmienił znacząco ton wypowiedzi i dziękował za trafne uwagi. Po tym doświadczeniu Martin postanowił na dwa tygodnie zamienić się z Nicole Hallberg tożsamością - świadczyły o tym podpisy ich biznesowych maili. Minieksperyment pozwolił zrozumieć mężczyźnie, dlaczego jedyna (!) zatrudniana przez niego kobieta pracuje wolniej. Nie jest mniej wydajna, jak mu się na początku wydawało, ale zależność faktycznie dotyczy jej płci. Klienci, będąc przym tym aroganccy i niemili, wymagali od niej ciągłego udowadniania, że jest kompetentna i zna się na tym, co robi. Nicole miała przez to dużo więcej pracy niż jej koledzy. "Praca jako 'Nicole' była piekłem. Nie dostawałem odpowiedzi na podstawowe pytania, wszystko, co sugerowałem, było kwestionowane. Klienci, z którymi wcześniej radziłem sobie bez najmniejszych trudności, nagle stali się powodem nieustannej frustracji" – pisał Martin na Twitterze. Jak przez te dwa tygodnie czuła się Nicole? To był dla niej najbardziej produktywny czas w karierze zawodowej, wolny od bezustannych pytań o to, czy jest singielką. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam" - tłumaczy.