W tej restauracji wysokość zniżki zależy od rozmiaru piersi. Ich oceną zajmują się pracownicy!

Właściciele chińskiej restuaracji "The Trendy Shrimp" w Hangzhou (miasto leżące we wschodniej części Chin) postanowili przyciągnąć w swoje progi nowych klientów (a raczej klientki) osobliwą promocją pod hasłem "Całe miasto szuka biustów". Proponują, by zniżka na serwowane u nich potrawy zależała od rozmiaru biustu. Posiadaczki miseczki A mogą liczyć na 5% zniżki, a panie, które mogą pochwalić się miseczką D dostaną nawet 65% rabatu. Jak udowodnić, że wielkość piersi jest taka, a nie inna? Nie trzeba wcale zdejmować biustonosza lub wyciągać go z szuflady i kłaść na ladę. Oceną rozmiaru zajmą się pracujący w restauracji mężczyźni, którzy "na oko" wydadzą opinię! Pomysł spotkał się z krytyką ze strony internautów. Uznali oni, że jest on seksistowski i dyskryminujący. Suchej nitki nie pozostawiono także na plakacie reklamującym promocję, który zobaczycie w pierwszym poniższym linku. Lan Shenggang, właściciel "The Trendy Shrimp", broni swego pomysłu i twierdzi, że od czasu, kiedy zaproponował takie rozwiązanie klientom, ich liczba wzrosła o około 20 procent. Wybralibyście się do takiego lokalu?

zniżkazapiersikobietaseksizm

Seks w trójkącie tematem kontrowersyjnej reklamy. Przekroczono granice?

Nie od dziś reklamom środków na potencję zarzuca się seksizm - szczególnie przedmiotowe traktowanie kobiet oraz ukazanie ich wizerunku w sposób kojarzony jednoznacznie z zaspokajaniem męskich potrzeb seksualnych. Krótkie i "chwytliwe" - z marketingowego punktu widzenia - hasła są nieodzowną częścią każdej reklamy leków dla panów. Kolejny spot Braveranu "wkroczył na nowy poziom żenady", jak komentują niektóre serwisy. "Na takim ogniu można upiec dwie pieczenie" - to hasło kampanii reklamowej popularnego wśród mężczyzn środka na "te" problemy. Zdanie nawiązujące do seksu w trójkącie oraz dwie kobiety towarzyszące głównemu bohaterowi w drodze do przyczepy kempingowej nie spodobały się opinii publicznej. Odbiorcy reklamy są zniesmaczeni jej wydźwiękiem. Twórcom zarzucają seksizm oraz przekroczenie granic dobrego smaku. Obejrzyjcie wideo, o którym zrobiło się tak głośno!

seksizmreklamyhejt

Przez dwa tygodnie podpisywała się w pracy męskim nazwiskiem. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam"

Martin Schneider, redaktor portalu Front Row Central, doświadczył w pracy systemowego błędu, który zainspirował go do przeprowadzenia pewnego eksperymentu. Po tym, jak przez przypadek jego korespondencja mailowa trafiła do klienta podpisana nazwiskiem koleżanki z pracy, Martin otrzymał wrogą i pretensjonalną wiadomość zwrotną. Gdy wytłumaczył, że nie ma na imię Nicole, jego rozmówca zmienił znacząco ton wypowiedzi i dziękował za trafne uwagi. Po tym doświadczeniu Martin postanowił na dwa tygodnie zamienić się z Nicole Hallberg tożsamością - świadczyły o tym podpisy ich biznesowych maili. Minieksperyment pozwolił zrozumieć mężczyźnie, dlaczego jedyna (!) zatrudniana przez niego kobieta pracuje wolniej. Nie jest mniej wydajna, jak mu się na początku wydawało, ale zależność faktycznie dotyczy jej płci. Klienci, będąc przym tym aroganccy i niemili, wymagali od niej ciągłego udowadniania, że jest kompetentna i zna się na tym, co robi. Nicole miała przez to dużo więcej pracy niż jej koledzy. "Praca jako 'Nicole' była piekłem. Nie dostawałem odpowiedzi na podstawowe pytania, wszystko, co sugerowałem, było kwestionowane. Klienci, z którymi wcześniej radziłem sobie bez najmniejszych trudności, nagle stali się powodem nieustannej frustracji" – pisał Martin na Twitterze. Jak przez te dwa tygodnie czuła się Nicole? To był dla niej najbardziej produktywny czas w karierze zawodowej, wolny od bezustannych pytań o to, czy jest singielką. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam" - tłumaczy.

seksizmdyskryminacjapraca

Brazylijski browar walczy z seksizmem. "Te obrazy są częścią naszej przeszłości, już nas nie reprezentują"

Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu. Oczywiście trzeba zadbać o to, żeby była jak najbardziej kreatywna, ciekawa i zapadała w pamięć odbiorcy. Wiele firm wykorzystuje do tego bardzo prosty chwyt, umieszczając w swoich spotach reklamowych wizerunek pięknej kobiety - im bardziej rozebranej, tym lepiej. Dotyczyło to również jednego z brazylijskich browarów - Skol, który jednak postanowił naprawić swoją seksistowską przeszłość, wychodząc z dość niecodziennym pomysłem przerobienia dawnych reklam. W tym celu zatrudniono 6 światowej sławy ilustratorek, których zadaniem jest odtworzenie starych plakatów reklamowych, tak aby niosły ze sobą przesłanie pełne szacunku. "Te obrazy są częścią naszej przeszłości... ale świat ewoluował, a Skol wraz z nim. One już więcej nas nie reprezentują" - komentuje brazylijski browar. Jak często możemy usłyszeć jakąś markę, otwarcie przyznającą się do błędów przeszłości?

walkazseksizmemreklamyseksizm

"Jesteśmy kobietami, nie przedmiotami" - to wideo obrazuje problem seksizmu w reklamach

"Uwielbiam sypiać z mężczyznami, którzy nie znają mojego imienia", "Lubię dostawać drinki kosztem mojej godności", "Sprzedałabym swoje ciało za burgera" - brzmi absurdalnie? Mniej więcej w ten sposób przedstawiane są kobiety w reklamach, które oglądamy codziennie - w internecie, w przerwach między odcinkami serialu telewizyjnego, a także na ulicy, w miejscach publicznych... Seksizm w reklamach stał się tak naturalny, że przestał bulwersować... Dlatego tak ważne jest uzmysłowienie, szczególnie dzieciom, że obraz kobiety kreowany przez marketingowców to często krzywdzący stereotyp. "Jestem twoją matką, córką, siostrą, współpracowniczką, kierowniczką, dyrektorką" - tymi słowami kończy się wideo zatytułowane "We Are #WomenNotObjects". Mimo że zostało nakręcone prawie rok temu, jego przesłanie nie traci na aktualności. Obejrzyjmy je jeszcze raz.

seksizmkobietarównouprawnienie

Wykładowca UŚ powiedział do ziewającej studentki: "Mój by się nie zmieścił"

Wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach grozi kara dwóch lat pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Studentki oskarżają nauczyciela akademickiego o werbalne molestowanie. Naukowiec miał mówić podczas wykładów np.: "człowiek i kobieta powinni mieć równe prawa", "kobieta należy przez swoje nazwisko do ojca lub męża. Kobiety z podwójnymi nazwiskami muszą mieć schizofrenię" lub "chciałbym posiadać sześć Syryjek. Chętnie je przyjmę do siebie. Jedna będzie od gotowania, druga od sprzątania, trzecia do łóżka. One są w sumie obrzezane, ale to nie im seks ma sprawiać przyjemność". Podczas jednego z wykładów pracownik Uniwersytetu Śląskiego powiedział także do ziewającej studentki: "no, mój by się nie zmieścił". Wykładowca poniesie stosowną karę - obiecuje rzecznik uczelni.

dyskryminacjastudentseksizm