Samobójca rzucił się w ogień na oczach 50 tys. osób. Festiwal Burning Man odwołany [WIDEO]

Podczas tegorocznej edycji festiwalu Burning Man doszło do tragedii, która zmusiła organizatorów do odwołania dwóch dni imprezy. Jeden z 50 tysięcy uczestników wbiegł w płomienie zajętej ogniem kukły. W niedzielę stwierdzono jego śmierć. Festiwal czerpie swoją nazwę od rytualnego podpalania kukły. Kilkunastometrowy ogień ma symbolizować pogrzebanie przeszłości i wspomnień, o których uczestnicy woleliby zapomnieć. Konstrukcja zawiera m.in. kartki z opisami bolesnych doświadczeń osób biorących udział w festiwalu. Nawiązujący do mitologii i tradycji religijnych Burning Man odbywa się co roku na pustyni Black Rock w stanie Nevada i trwa ok. 9 dni. Zdarza się, że podczas punktu kulminacyjnego całego festiwalu - palenia kukły - śmiałkowie przebiegają przez ogień, by dokonać pewnego rodzaju "oczyszczenia". Tragedia, do jakiej doszło w sobotę, jest pierwszym w historii 15-letniego festiwalu przypadkiem śmiertelnym. 41-letni Amerykanin Aron Joe Mitchell przedarł się przez ochroniarzy i wskoczył w płomienie. Wpół nagiego mężczyzny ratownikom długo nie udawało się wynieść z płonącej konstrukcji. Kiedy 41-latek trafił do szpitala, jego stan był krytyczny. Zmarł w niedzielę rano. Nie wiadomo, czy był pod wpływem narkotyków, czy miał myśli samobójcze. Lokalne władze badają okoliczności jego śmierci.