Jego organizm produkuje... alkohol.

Zespół autobrowaru to fenomen, który niezmiernie rzadko występuje w medycynie. Jego inna nazwa to "zespół fermentującyh jelit". Jest on nierozpoznawalny przez długi czas, gdyż objawy są niespecyficzne. 25 letni Tomasz Opalach w czerwcu ubiegłego roku zasłabł podczas stania w kolejce do sklepowej kasy. Ochroniarze natychmiast wezwali pogotowie. Ratownicy medyczni uważali, iż jest to nerwica badź reakacja na alkohol - była sobota i byli przekonani, że poszkodowany ma kaca. Narzeczona Tomasza, Bogna Tatarska nalegała na badania. Zabrano go do szpitala. ale niestety nic nie wykryto. Ataki pana Tomasza stawały się coraz częstrze i zaczęły przypominać ataki padaczki. Miał drgawki, czył piekący ból w klatce piersiowej. Tracił przytomność w sklepie, w domu czy na spacerze z psem. W wynikach za każdym razem wychodził alkohol. Wszelkie inne badania były w normie. W połowie stycznia br. nastąpił przełom i dzięki inicjatywie lekarza neuroligii Jacka Mądrego, Tomasz został przyjety na oddział neurologii na Bródnie. Lekarze na oddziale byli zaskoczeni nie codziennym przypadkiem i próbowali wywołać atak każąc zjeść mu pizze i popić colą. Po pewnym czasie we krwi Tomasza ujawnił się alkohol. W tym samym miesiącu po wyjściu ze szpitala Opalach przeszedł na specjalną dietę, któa wyklucza węglowodany. Mężczyzna żywił się prawie samym mięsem, co sprawiło, że ataki ustały, ale jednak później wróciły. Na razie żaden lekarz nie chcę jeszcze potwierdzić stuprocentowo zespołu autobrowaru. Jeśli jednak tak się stanie to mężczyzna zostanie szóstym zdiagnozowanym przypadkiem na świecie.,

służbazdrowia