Doniósł policji na własnego syna. W telefonie 17-latka znalazł "obrzydliwe" zdjęcia

Amerykanin Paul Spensberger postanowił natychmiastowo wezwać policję po tym, co zobaczył w telefonie syna. Niepokojące treści, w jakie posiadanie wszedł 17-letni Andrew, były "obrzydliwe" - wspomina mężczyzna. "To była piekielnie trudna decyzja" - mówi o doniesieniu służbom na własne dziecko. Ojciec skonfiskował telefon 17-latka w ramach kary za nieodpowiednie zachowanie. Przy okazji zdecydował się też na przejrzenie jego zawartości. Przeżył wstrząs, kiedy w galerii zdjęć zobaczył fotografie nagiego 2-latka. Jak się później okazało, Andrew zdjął śpiącemu dziecku pieluszkę i zrobił zdjęcia, które miał sprzedać koledze ze szkoły. Pedofil, jak twierdzi 17-latek, zaoferował mu w zamian 350 dolarów. Dziecko, które padło ofiarą wstrząsającego zachowania nastolatka, jest spokrewnione z jego dziewczyną. Chłopakowi grozi kara 4 lat pozbawienia wolności. Jak donosi ojciec, z 17-latkiem już wcześniej miał problemy wychowawcze. Andrew wymagał specjalnego traktowania w szkole i dopuścił się kilku drobnych kradzieży.

oddałsynawręcepolicjipraworodzina

Zapłacili za "profesjonalną sesję zdjęciową". Jej efekty stały się hitem internetu! [GALERIA]

Konieczność udania się do fotografa często spędza nam sen z powiek (ręka do góry, kto ma niekorzystne zdjęcie w dowodzie?;)). Kiedy w grę wchodzą rodzinne uroczystości, spędzamy wiele godzin na poszukiwaniu profesjonalisty w tym fachu. Pam i Dave Zaring z Hillsboro w stanie Missouri przed sesją zdjęciową swojej familii tego niestety nie zrobili. Chociaż do zdjęć pozowali w maju zeszłego roku, dopiero kilka dni temu poznali efekty pracy nieznajomej pani fotograf, na którą natknęli się w parku. Kobieta twierdziła, że jest profesjonalistką, więc małżeństwo długo nie zastanawiało się nad tym, czy skorzystać z jej usług. Po zapłaceniu około 250 dolarów stanęli przed aparatem wspólnie ze swoimi synami - 12-letnim Cade'em i 8-letnim Connorem, a także Sharon - mamą Dave'a. Mieli nadzieję na piękne fotografie... Dziś trudno znaleźć im odpowiednie słowa, by opisać efekty pracy fotografki. Internauci piszą szczerze, że lepiej od nich wyglądają ich psy - i to chyba najlepszy komentarz do tego, co zobaczycie w przygotowanej przez nas galerii. Zdjęcia udostępnione przez rodzinę na Facebooku stały się prawdziwym hitem! I nie są one żartem! Na koniec dodamy tylko, że pani fotograf tłumaczy ostateczny efekt złym światłem i tym, że profesor nie nauczył jej retuszowania zdjęć... Musicie to zobaczyć!

rodzinnasesjazdjęciowafotografiarodzina

Masakra w sylwestra. Nastolatek tuż przed północą zabił rodzinę

Policja z Long Branch w stanie New Jersey zatrzymała 16-latka oskarżonego o zamordowanie rodziców, siostry oraz przyjaciółki rodziny. Do brutalnego ataku doszło w noc sylwestrową, zaledwie kilkanaście minut przed północą według czasu lokalnego. Scott Kologi miał zastrzelić cztery najbliższe mu osoby. Podczas rodzinnej masakry w domu przebywali również brat oskarżonego oraz ich babcia i dziadek. Ocalali są wstrząśnięci tragedią. Dziadek 16-latka relacjonuje, że chłopiec nigdy nie sprawiał problemów wychowawczych, a w rodzinie nie dochodziło do przemocy. Nie wiadomo, co pchnęło go do tak potwornego czynu. Oskarżony Scott Kologi cierpi na autyzm, przez co korzystał z nauczania domowego i często przebywał z rodziną. Niedługo po zbrodni starszy brat 16-latka opublikował w mediach społecznościowy post, w którym wyznaje, że "miał najwspanialszych rodziców, jakich mógł sobie tylko wymarzyć". Pogrążony w żałobie prosi, aby każdy, kto czyta jego słowa, "ucałował swoich najbliższych i powiedział, jak bardzo ich kocha".

masakrawsylwestraprzemocrodzina

Po 60 latach przyjaźni odkryli, że są... braćmi! "To najlepszy prezent bożonarodzeniowy" - mówią

Historią tych dwóch mężczyzn ze zdjęcia - Alana Robinsona i Waltera Macfarlane'a - żyją niemal wszystkie zagraniczne media. Dlaczego? Bo brzmi ona wprost nieprawdopodobnie, a wydarzyła się naprawdę. Panowie przez 60 lat byli najlepszymi przyjaciółmi. Od czasów szóstej klasy szkoły podstawowej, do której uczęszczali na Hawajach, spędzali ze sobą niemal każdą wolną chwilę. Połączyły ich wspólne zainteresowania i smutna przeszłość - Walterowi nigdy nie było dane poznać ojca, a Alanowi biologicznych rodziców, gdyż został adoptowany. Rodzinne zawirowania nie dawały im spokoju, dlatego postanowili, że zwrócą się do specjalnej agencji zajmującej się badaniami genealogicznymi. To właśnie ona odmieniła ich życie. System agencji łączył Waltera z użytkownikiem o nicku Robi737, którym okazał się jego najlepszy przyjaciel Alan. Po tym odkryli, że mają wspólną matkę! Ta informacja u obu wywołała ogromne poruszenie. "To był szok. To najlepszy prezent bożonarodzeniowy, jaki mogliśmy sobie wyobrazić" - mówią szczęśliwi. Swoim odkryciem podzielili się z rodzinami podczas wigilii. Teraz bracia mają wspólne plany na przyszłość. Chcą razem podróżować i nadrobić stracony czas jako rodzina!

najlepsiprzyjacielebraćmirodzinarodzeństwo

"Otrzeźwiej" - usłyszał od matki 9 lat temu. Od tamtej pory wysyła jej niepokojące kartki świąteczne [GALERIA]

32-letni John Cessna 9 lat temu usłyszał od matki, że powinien "otrzeźwieć" i tego roku wysłać jej własnoręcznie zrobioną kartkę świąteczną. Mieszkaniec Michigan do serca wziął sobie tę radę i pokazał, jak "trzeźwieje" podczas Bożego Narodzenia. Kilka butelek po alkoholu, nieporządek w łazience i on, w piżamie oraz czapce świętego Mikołaja, śpiący w kabinie prysznicowej - taki obrazek dostała w 2008 roku matka Johnego. Od tamtej pory co każde święta niepokorny syn wysyła kobiecie kartki według własnego pomysłu, a każdej z nich jest głównym bohaterem. W naszej galerii znajdziecie zdjęcia wszystkich niepokojących fotografii, jakie wykonał 32-latek. Trwający już 9 lat żart tak bardzo spodobał się Johnemu, że z roku na rok zaczął poświęcać mu coraz więcej czasu. Idea na kartkę pojawia się zazwyczaj w październiku. Później z piątką znajomych 32-latek dyskutuje nad efektem, jaki chce osiągnąć i słucha porad na tematy logistyczne. Zdjęcia trwają od 6 do 12 godzin, obróbka graficzna ok. tydzień. Wyprodukowanie jednego zdjęcia to koszt 500 do nawet 1500 dolarów.

christmasfotografiarodzina

Kaskader spadł z 62-piętrowego wieżowca. Chciał opłacić leczenie matki [WIDEO]

Wu Yonging był popularnym kaskaderem pochodzącym z Chin. Sławę zyskał dzięki zapierającym dech w piersiach wyczynom. 26-latek szczególnie lubił popisywać się sztuczkami na wysokościach. Niesamowitą odwagę wykazywał przez nieużywanie zabezpieczeń, co szczególnie podziwiali śledzący jego poczynania fani. Media społecznościowe kaskadera filmowego śledziło ponad pół miliona osób. Fani zaczęli niepokoić się, kiedy Chińczyk przestał publikować materiały z realizowanych wyzwań. Wczoraj zagraniczne serwisy podały, że mężczyzna spadł z dachu 62-piętrowego wieżowca. Brak zabezpieczenia nie dał mu szans na przeżycie. Informację o śmierci 26-latka potwierdziła jego dziewczyna. Jak mówi kobieta, Wu chciał wykorzystać swoją popularność i nagrać film, za który miał otrzymać 100 tysięcy juanów (ok. 53 tysięcy złotych). Pieniędzy potrzebował na leczenie matki, która zmaga się z chorobą psychiczną. Nagranie tragicznego momentu uwiecznił na wideo, które wstrząsnęło ludźmi na cały świecie. Link do filmu znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej, jednak ostrzegamy - nie powinny go oglądać osoby wrażliwe.

śmierćkaskaderapomocrodzina

Jego zdjęcia dywanów zyskały 600 tys. obserwatorów w tydzień! Wszystko dzięki córce!

Bill Young od 2015 roku prowadzi konto na Instagramie My hotel carpet, gdzie przez 2 lata umieścił 66 fotografii hotelowych dywanów. Do listopada jego internetową twórczość obserwowało zaledwie 88 użytkowników aplikacji. Dzisiaj liczba followersów Billa wynosi ponad 600 tysięcy! Jak to się stało, że z pozoru mało interesujące zdjęcia zyskały w krótkim czasie takie zainteresowanie? "Wszystko czego chcę na święta, to żeby konto mojego taty z hotelowymi dywanami stało się popularne. Proszę, pomóżcie mi spełnić to marzenie" - napisała na Twitterze 19-letnia Lill Young, córka Billa. Na reakcję internautów nie czekała długo, a pozytywny odzew zdecydowanie przerósł jej wszelkie oczekiwania! Kto wie, może to magia świąt? :) Jeśli jesteście zainteresowani pracą zafascynowanego fotografią taty, w linkach zamieszczonych poniżej znajdziecie jego konto na Instagramie, a na nim kolorowe zdjęcia hotelowych dywanów. Ich popularność ciągle rośnie!

christmasinstagramrodzina

Aby odziedziczyć tytuł, musi zmienić płeć. Tego chce dla niej ojciec!

Zgodnie z brytyjskim prawem tytuły szlacheckie oraz przywileje z nimi związane dziedziczone są w linii męskiej. Co w przypadku, kiedy arystokrata ma jedynie córki? 68-letni hrabia Roderick Francis Arthur Balfour jest ojcem czterech kobiet... i żadnego mężczyzny. Wszystko wskazywałoby na to, że spadkobiercą szlacheckiego tytułu zostanie młodszy brat jego ojca. Arystokrata wpadł jednak na pomysł wynikający z pewnej luki prawnej. Jego realizacja pozwoliłaby córce Balfoura na odziedziczenie tytułu. "Jedna z moich córek mogłaby powiedzieć, że zawsze czuła się mężczyzną, ale była zamknięta w ciele kobiety. Odziedziczy tytuł szlachecki jako mój syn" - wyjaśnia Brytyjczyk w liście otwartym do dziennika The Times. Nieoficjalnie mówi się o 42-letniej Kinvarze Balfour jako o tej, którą ojciec namawia do rozpoczęcia kuracji hormonalnej i ostatecznie zmienienia płci. Mimo że słowa arystokraty trudno wziąć na poważnie, Brytyjczyk od lat wykazuje niezrozumienie wobec prawa dziedziczenia i za konieczne uważa wprowadzenie w tej sprawie zmian. Podobnego zdania są - a jakże! - córki 68-latka. Czy jednak któraś uzna walkę ze średniowieczną tradycją na tyle poważną, by poświecić się dla rodu?

LGBTQkontrowersjerodzina

Napoje energetyczne pozostawiły dziurę w jego czaszce. W chwili narodzin syna walczył o życie

O tym, jak niebezpieczne może być nadmierne spożywanie napojów energetycznych mówi się zdecydowanie za mało. Kobieta o imieniu Brianna postanowiła to zmienić i podzieliła się z internetową społecznością tym, jak uzależnienie od kofeiny próbowało zniszczyć jej rodzinę. Kiedy Brianna i jej mąż Austin spodziewali się dziecka, kobieta dowiedziała się, że jej partner trafił do szpitala. Od teściowej usłyszała jedynie, że miał wypadek. "Po dwóch godzinach drogi do szpitala dowiedziałam się, że mój mąż, ojciec mojego dziecka, człowiek, którego kocham, miał krwotok mózgu. Dlaczego? Lekarze powiedzieli mi, że to tragiczne zdarzenie spowodowane było nadmiernym spożyciem napoju energetycznego - nawykiem, jaki Austin wyrobił sobie, kiedy zaczął więcej pracować" - wspomina Brianna. Mężczyzna przeszedł wiele operacji i został pozbawiony części czaszki. Miał dwa udary, napady padaczkowe i obrzęk mózgu. Kiedy na świat przyszedł syn Brianny i Austina, mężczyzna pozostawał w śpiączce. "Chciałam, by Austin wspólnie ze mną przeżył ten wielki moment. Miał być przy mnie. Miał trzymać moją dłoń. Miał przeciąć pępowinę. Planowaliśmy razem powitać naszego synka na świecie" - kontynuuje emocjonujący wpis na Facebooku Brianna. Dwa miesiące po dniu, w którym para stała się rodzicami, wydarzył się cud. Austin obudził się, poznał swoje dziecko. Jak przyznaje młoda mama, życie tej rodziny nie jest jednak normalne. Bezustannie muszą walczyć o zdrowie i życie Austina. Ich historia ma uświadomić, jak z pozoru niewinne napoje potrafią zniszczyć wspólną przyszłość.

apelrodzicówchorobarodzina

Serce dziewczynki urodzonej w 5. miesiącu ciąży przestało bić. Po 8 minutach zdarzył się cud!

Anglicy Bex i Martin to para, która na wieść o dziecku nie mogła ukryć wzruszenia. Przyszli rodzice z ogromną radością wyczekiwali przyjścia na świat małego człowieka. Ciąża przebiegała bezproblemowo aż do 5. miesiąca... Na rutynowej kontroli okazało się, że serce maleństwa jest bardzo słabe i aby ratować życie dziecka, konieczne jest natychmiastowe wykonanie cesarskiego cięcia. Wcześniak urodził się martwy. Zrozpaczona Bex wpadła w histerię, nie usłyszawszy płaczu noworodka. Lekarze nie poddawali się i bezustannie próbowali przywrócić funkcje życiowe dziecka. Po trwającym 8 minut koszmarze zdarzył się jednak cud. Dziewczynka wykazała ogromną chęć życia, a jej serduszko znowu zaczęło bić. Przewieziona na OIOM została poddana zabiegowi obniżenia temperatury ciała. Przez cztery dni utrzymywano ją na poziomie zaledwie 33 stopni Celsjusza dzięki specjalnemu kombinezonowi. Rewolucyjna metoda leczenia zimnem nie pozwoliła na zajście trwałych zmian w rozwoju dziecka wynikających z zatrzymania krążenia i niedotlenienia mózgu. "Nie płakała przez cztery tygodnie, bo miała w sobie tyle rur, które drażniły jej gardło. Nie wiedziała nawet jak płakać" - mówi Bex. "To dziwne, ale wszystko czego chcieliśmy, to to, aby zaczęła płakać". Od tamtych zdarzeń minęły dwa lata. Mała Rose rozwija się prawidłowo i jest bardzo szczęśliwym, zdrowym dzieckiem!

cudnarodzindzieckorodzina

W skrajnie wychudzonym bezdomnym ze zdjęcia rozpoznał brata. Ta historia udowadnia, jaką moc ma internet!

Kiedy Johnny Servantez z Indianapolis postanowił podzielić się na Facebooku pewną refleksją, nie spodziewał się, do czego może to doprowadzić. Jego decyzja o opublikowaniu w sieci zdjęcia, które widzicie, wpłynęła na nie jedno ludzkie życie. "Musiałem dać temu biednemu człowiekowi trochę pieniędzy. Jego żołądek dotykał kręgosłupa, a żebra wystawały. Jeśli będziecie w tych okolicach, dajcie mu przynajmniej dolara albo dwa. Ten mężczyzna nie jest tak potwornie wychudzony z wyboru" - napisał Johnny, który przyznaje, że nigdy wcześniej nie dał pieniędzy żadnemu bezdomnemu. Fotografia wzbudziła empatię internautów, a ci udostępnili post ponad tysiąc razy. I dzięki temu zdarzył się prawdziwy cud! Przeraźliwe zdjęcie skrajnie wychodzonego mężczyzny dotarło do Danny’ego Rhodesa, który w bezdomnym rozpoznał członka swojej rodziny. Bracia widzieli się ostatnio 7 lat temu podczas pogrzebu matki. Johnny szukał rozwiązania swoich problemów w narkotykach i w końcu trafił na ulicę. Odnaleziony po tak długim czasie na początku próbował izolować się od bliskich, którzy pragnęli mu pomóc. Obecnie mieszka z siostrą Lisą, do której wprowadził się na początku października. Jest pod opieką specjalistów, a przede wszystkim rodziny.

odnalezionybratpomocrodzina

17-latek żąda 250 000 $ za nadane mu imię. "Nazwali mnie tak celowo, by zniszczyć mi życie"

Nastolatek z Missouri (Stany Zjednoczone) wytoczył proces cywilny swoim rodzicom, ponieważ nadali mu imię, przez które wiele wycierpiał i był prześladowany. Podjęta 17 lat temu decyzja małżeństwo Dave i Carol Williams może kosztować nawet 250 tysięcy dolarów - takiego zadośćuczynienia domaga się ich syn. Młody mężczyzna wyznaje, że z powodu swojego imienia doświadczył fizycznej i psychicznej przemocy, przez co dwukrotnie trafił do szpitala. Prosił o zmianę w brzmieniu pełnego nazwiska, ale rodzice nie wydali na to zgody. Imię, o którym jest tak głośno, to Gaylord - z języka angielskiego może oznaczać osobę homoseksualną. Nastolatek wyznaje: "Kilka razy powiedzieli mi, że byłem wpadką, która zrujnowała ich życie. Kiedy ojciec był pijany, przyznał, że nazwali mnie tak celowo, by zniszczyć mi życie, jak moje przyjście na świat zniszczyło ich". Williams zaprzeczają tym słowom, tłumacząc, że imię Gaylord po prostu im się podobało. To pierwszy w historii przypadek, kiedy amerykańscy rodzice sądzeni są za nazwanie swojego dziecka. Proces ma odbyć się w październiku. (Aktualizacja z dnia 2.10.2017 - oficjalne źródła potwierdziły, że informacja ta jest nieprawdziwa).

250tysodszkodowaniaodrodzicówpraworodzina

Z powodu setki znamion wstydził się jej własny ojciec. Dziś 22-latka chwali się nimi przed całym światem! [GALERIA]

Blizny, piegi, pieprzyki... Wszystko może stać się źródłem kompleksów. Często sami doszukujemy się defektów w swoim wyglądzie, porównujemy się z innymi. Wielu osobom nawet przez myśl nie przejdzie, że w "wadach" może tkwić nasza siła. Najlepszym tego dowodem jest 22-letnia baletnica Maria Olivieri z Palmy w Hiszpanii, której ciało od stóp do głów pokrywają znamiona. Dziewczyna przyszła na świat bez ani jednego pieprzyka, ale już kilka minut po narodzinach nagle licznie zaczęły się pojawiać na jej ciele. Dla samej Marii nie stanowiły one wielkiego problemu, jednak dla jej ojca już tak. To on od dziecka podkopywał jej pewność siebie, izolując od reszty świata. Przez niego codziennie czuła się inna i wytykana palcami. Winą za nietypowy wygląd mężczyzna przypisywał jej matce. 22-latka nie miała jednak zamiaru ciągle ukrywać się przed światem. Postanowiła realizować swoją pasję, którą jest balet, a przede wszystkim korzystać z życia. "Było ciężko, ale nigdy się nie skarżyłam. Wiem, że wielu ludzi jest w gorszej sytuacji ode mnie i nie powinnam marudzić" - wyznaje. Dziś jest pewną siebie kobietą. Setek znamion nie ukrywa, wręcz przeciwnie, nie boi się ich eksponować. Na Instagramie cieszy się coraz większą popularnością! Zobaczcie kilka jej niezwykłych zdjęć. "Jestem z siebie dumna, bo wiem, że większość osób na moim miejscu wstydziłaby się wyjść na ulicę. W spojrzeniach innych widzę ciekawość, czuję, że podziwiają moją odwagę" - mówi. Bierzmy z niej przykład!

caławznamionachkobietarodzina

Pierwszy dzień szkoły w 67-letniej sukience. Dziewczynka miała ku temu piękny powód!

Niektóre rodziny z pokolenia na pokolenie przekazują zegarki czy suknie ślubne. Rodzica Hirtów ma zupełnie inną tradycję. Jej członkinie od 67 lat przekazują sobie żółto-fioletową sukienkę, którą dziewczynki wkładają w ich pierwszy dzień pójścia do szkoły. Aż 19 sióstr i kuzynek miało na sobie tę specjalną kreację. Sukienka przemierzyła 7 amerykańskich stanów i została poddana kilku renowacjom. Jej historia sięga 1950 roku, kiedy prababcia mieszkającej w Kolorado Jenny Hirt uszyła ją dla swoich córek. Pierwszą dziewczynką, która miała na sobie tę sukienkę była Martha Esch, ciotka Jenny. To ją widzicie na zdjęciu obok. Kolorowa fotografia przedstawia młodszą córkę Jenny, 4-letnią Caroline. Po poznaniu tej historii nie sposób nie przyznać, że zachowywane z dumą tradycje to coś pięknego :)

sukienkaz1950rokukobietarodzina

Narkotyk zabił mu dwóch synów. Teraz ojciec walczy o jego legalizację

19-letni Torin i 20-letni Jacques zmarli w listopadzie 2014 roku po tym, jak przedawkowali MDMA. Narkotyk potocznie nazywany ecstasy kupili w "dark necie". Pogrążony w żałobie ojciec, który jednej nocy stracił dwóch synów, uważa, że aby zapobiegać podobnych tragediom, narkotyki powinno się zalegalizować. Ilość szkodliwej substancji w kupionych przez internet tabletkach dla Torina i Jacquesa okazała się zabójcza. Zawartość MDMA w jednej tabletce przekroczona była kilkanaście razy w porównaniu do tradycyjnej dawki. "Gdyby tylko wiedzieli, jak potężną dawkę ecstasy przyjmują, nie doszłoby do tej tragedii (...). Może wzięliby jedną lub dwie tabletki. Nigdy nie wzięliby garści" - przekonuje Ray Lakeman. Klubowe używki wspomagają zabawę młodych ludzi, którzy nie zamierzają rezygnować z sięgania po narkotyk - nawet w obliczu przerażających skutków ubocznych i statystyk dotyczących przedawkowania. Jego legalizacja wiązałaby się z powierzeniem produkcji kompetentnym firmom farmaceutycznym, wyeliminowaniem 'szkodliwych odmian' ecstasy, handlu na czarnym rynku i zażywania bez wiedzy dotyczącej ich działania. "Ecstasy" kupione przez internet lub inne niepewne miejsca "są tańsze do wyprodukowania niż MDMA i są nieprzewidywalne w swoim działaniu" - apeluje brytyjska policja. Ojciec zmarłych chłopców jest przekonany, że legalizacja narkotyku rozwiąże te problemy.

legalizacjanarkotykównarkotykirodzina

Straciła w pożarze rodzinę. Na ich cześć zrobiła sobie niezwykłą pamiątkę

Jako ciocia uwielbiała spędzać czas ze swoimi siostrzenicami: 11-letnią Elli, 7-letnią Adilynn, 5 letnią Emmą oraz najmłodszą 2-letnią Anniston. Andrea Cortes studentka i oddana siostra. Na czas nauki zamieszkała w domku gościnnym u rodziny starszej siostry. Jej życie legło w gruzach, kiedy 19 października 2016 r. w nocy wyjrzała przez okno i zobaczyła płonący dom gospodarzy. Zginęli wszyscy: czwórka dzieci i małżeństwo. Andrea próbowała ratować rodzinę, ale przez dym nie mogła wejść do domu. Przyczyną pożaru był dym z kominka, który opanował dywan i podłogę. Po minionych miesiącach żałoby Andrea postanowiła zrobić coś, aby upamiętnić na zawsze ukochane siostrzenice. Niezgrabnym i dziecięcym pismem wytatuowała sobie znalezione podpisy trzech sióstr. Brakowało tylko podpisu najmłodszej, która nie potrafiła pisać. Wtedy Andrea przypomniała sobie o zdjęciu, które dostała od siostry. Jest na nim mała Anniston stojąca przy popisanej przez nią ścianie. Andrea postanowiła odbić to na swojej ręce, mając na sobie już wszystkie podpisy. Dla mnie jest to kawałek ich.Jeśli nie miałabym takich podpisów nie czułabym, że to takie osobiste. Czuje się dobrze mając to na swoim ciele" - mówiła Andrea.

niezwykłetatuażepożarrodzina

Ten zakład pogrzebowy prowadzi warsztaty z pozytywnego umierania. Jego celem jest oswojenie śmierci!

Czy można uporać się ze śmiercią bliskiej osoby? Lepiej poradzić sobie z żałobą? By pomóc rodzinom i bliskim zmarłego oswoić się z jego odejściem, zakład pogrzebowy "Lebensnah" w Berlinie (nazwę zakładu tłumaczy się jako "Bliżej życia") postanowił prowadzić warsztaty z pozytywnego umierania. Poprzez zaangażowanie najbliższych w organizację ceremonii pochówku, pracownicy chcą pomóc im przejść przez te pierwsze, najtrudniejsze chwile po śmierci bliskiej osoby. Dekorowanie trumny kolorowymi malunkami, kontakt z ciałem zmarłego, projektowanie całego otoczenia pogrzebu to tylko kilka punktów z oferty niemieckiego zakładu, które mają sprawić, że ceremonia pogrzebowa będzie jak najbardziej indywidualna, a przez to oczyszczająca. W warsztatach pozytywnego umierania biorą udział przede wszystkim dzieci. To tam uczą się m.in. jak pielęgnować pamięć o zmarłym z rodziny lub jak pocieszyć przyjaciela po śmierci bliskiej mu osoby. Za całym przedsięwzięciem stoi Eric Wrede, który konsekwentnie, od 7 lat (tyle istnieje już "Lebensnah"), przybliża ludziom śmierć. Według niego pogrzeb może być głębokim i jednocześnie radosnym przeżyciem. Zgadzacie się z nim?

warsztatyzpozytywnegoumieraniapogrzebrodzina

Niezwykła sesja zdjęciowa z okazji 90 urodzin!

Fotograf z"Pardon my French Photography" Brigitte postanowiła zrobić niespodziankę swojej babci Nan. Razem z bratem zabrała ją na specjalną sesję zdjęciową z okazji 90 urodzin. Kobieta ubrana była w tiulową spódnicę a na głowie miała diadem oznaczający, że to właśnie ona jest solenizantką. Nan po raz pierwszy w życiu doświadczyła takiej przygody, ale jak sama twierdzi, nigdy nie jest za późno aby spróbować coś zrobić pierwszy raz. Babcia Brigitte zaszokowana niespodzianką, była też z niej bardzo zadowolona. W studiu fotograficznym bawiła się doskonale, a kiedy już rozkręciła się na dobre chętnie pozowała z rekwizytami dostępnymi na miejscu. W tym z tabliczką z napisem: "Cheers Bitches". Po sesji babcia z wnuczką oglądały stary album, w którym znalazły się zdjęcia ze ślubu Nan, kiedy miała zaledwie 18 lat. Brigitte postanowiła przebrać się razem z babcią w suknie i futra i odbyć z nią spacer po parku, aby Nan poczuła się jak za lat swojej młodości. To naprawdę wspaniałe doświadczenie dla obu pań, a zdjęcia z urodzinowej sesji rozczulają. Zobaczcie sami!

90urodzinyniespodziankarodzina

"Rodzina zatrzymanego wieku". 63-letnia matka i jej córki zachwycają świat swoją urodą [GALERIA]

Podobno Azjatki się nie starzeją... Patrząc na zdjęcia tej rodziny, nietrudno w to uwierzyć! Lure Hsu to jedna z trzech sióstr, u których proces starzenia chyba zatrzymał się 20 lat temu. Lure, Sharon oraz Fayfay mają odpowiednio 41, 36 i 40 lat, chociaż wyglądają na studentki. Figury i nieskazitelnej urody z pewnością zazdrości im niejedna nastolatka. Siostry są dość popularne za granicą. Tajwańskie media je i ich matkę nazwały "rodziną zatrzymanego wieku". Kobiety przyznają, że sekret ich urody tkwi w genach. 63-letnia matka celebrytek, była tancerka często mylona jest z ich siostrą. Pytane o sposoby zachowania młodzieńczego uroku odpowiadają, że jedną z najważniejszych kwestii jest picie dużych ilości wody oraz regularne spożywanie posiłków. Niby żadna tajemnica, a działa ;) Obejrzyjcie naszą galerię i poznajcie "rodzinę zatrzymanego wieku". My wciąż nie możemy się nadziwić!

3pokoleniakobietinstagramrodzina

Pieniądze za to, że się urodziłeś. Eksperyment czy realne zdarzenie?

W Finlandii testowany jest trwający do dwóch lat projekt, gdzie dwa tysiące losowo wybranych bezrobotnych co miesiąc dostaje od państwa po 560 euro. Władze chcą zobaczyć czy takie świadczenia pomogą zmniejszyć biedę lub całkowicie ją zredukować, a także zmniejszyć wykluczenie społeczne i wyeliminować biurokrację. Jeśli plan się powiedzie, kolejnym krokiem będzie wprowadzenie stawki 800 euro miesięcznie dla każdego Fina niezależnie od wieku - od urodzenia aż do śmierci. Wszystko przez rozwijające się nowe technologie i zmniejszenie liczby potrzebnych pracowników, którzy będą w niedalekiej przyszłości zmuszeni zrezygnować z wykonywanego zawodu i zająć się mniej płatną pracą (np. bibliotekarze, telemarketerzy, recepcjoniści). Być może niedługo wszystkie państwa za przykładem Finlandii wprowadzą tzw. ideę Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego, gdzie każdy obywatel będzie dostawał stałą kwotę pieniędzy. Taki system pomógłby wielu ludziom, którzy wykonują pracę bo muszą zarabiać pieniądze, ale ni jest ona dobrze płatna. Podobna idea jest aktualnie prowadzona w amerykańskim stanie Alaska, gdzie mieszkańcy otrzymują rocznie ok 2 tys. dolarów. Idea brzmi utopijnie i aktualnie żaden kraj w pełni nie wykorzystuje tych pomysłów. Przy wprowadzeniu tego planu w życie spadła by również wartość pieniądza. A może w ciągu kilkunastu najbliższych lat właśnie tak będzie wyglądał nasz rynek gospodarczy?

finanserodzinapaństwo