5-latka płaci czynsz swojej mamie. Bo tak wygląda prawdziwe życie...

Wychowanie dziecka i przekazanie mu odpowiednich wartości jest nie lada wyzwaniem. W dobie internetu wiele kobiet swoimi metodami wychowawczymi dzieli się na blogach i portalach społecznościowych. Pochodząca ze Stanów Zjednoczonych Essence Evans również postanowiła się nimi pochwalić. Na swoim profilu na Facebooku opublikowała post, który wywołał burzę wśród internautów. Chcąc nauczyć swoją 5-letnią córkę szacunku do pieniędzy, postanowiła pobierać od niej opłaty za jedzenie oraz koszty związane z utrzymaniem domu. Dziewczynka co tydzień musi płacić matce 5 dolarów czynszu ze swojego tygodniowego kieszonkowego, które wynosi 7 dolarów. Do dyspozycji pozostają jej więc 2 dolary na własne zachcianki. Decydując się na to, Amerykanka chciała pokazać córce, że w dorosłym życiu większość pieniędzy, jakie zarobi, będzie musiała przeznaczyć na czynsz i inne związane z życiem opłaty, a na przyjemności pozostawać jej będą niewielkie fundusze. Co myślicie o takim pomyśle?

5latkapłaciczynszdzieckorodzicielstwo

Wyznała, że ma depresję poporodową. Personel kliniki powiadomił policję

Depresja poporodowa wciąż zdaje się być tematem tabu. A zdecydowanie nie powinna! Cierpi na nią wiele kobiet - według Światowej Organizacji Zdrowia od 12 do 30 procent. Nieleczona może doprowadzić do tragedii. Tylko co w przypadku, kiedy zamiast udzielić chorej pomocy, traktuje się ją jak kryminalistkę? Jessica Porten z Sacramento w Kalifornii (na zdjęciu) jest mamą 4-miesięcznej Kiry. Kobiecie dopiero cztery miesiące po urodzeniu dziecka udało się pójść do lekarza - wszystkie wcześniejsze terminy jej wizyt odwoływano. Będąc już w klinice, Jessica spytała pielęgniarkę o możliwe leki lub terapię dla zmagających się z depresją poporodową, gdyż nie czuła się najlepiej. Nie doczekała się jednak odpowiedzi, a tym bardziej rady. Personel zdecydował bowiem, że o stanie psychicznym kobiety rozstrzygną policjanci, którzy także ustalą, czy nie powinno się jej odebrać dziecka z powodu "stanowienia zagrożenia". Funkcjonariusze nie odstępowali jej w klinice ani na krok, dlatego czuła się jak groźny przestępca. Chociaż udała się do kliniki o pomoc, nie udało jej się porozmawiać z żadnym lekarzem, nikt jej nie wysłuchał. Po stwierdzeniu przez policjantów, że nie wymaga natychmiastowego leczenia psychiatrycznego, opuściła placówkę. To prawdopodobnie pierwsza tego typu sprawa na świecie.Personel kliniki z pewnością miał na uwadze dobro dziecka, jednak to rozmowa, a później odpowiednie badania, a nie policja (chyba że do interwencji są konkretne podstawy), powinny mieć miejsce w takich jak ten przypadkach. Jessica szczegółowo opisała swoją historię na Facebooku. Nie będzie domagała się odszkodowania, ale chce, by do każdego podobnego przypadku podchodzono w odpowiedni sposób.

policjadodepresjipoporodowejkobietarodzicielstwo

Wystawiła na sprzedaż dziewictwo 13-letniej córki. W transakcji pomagała jej przyjaciółka

Wielokrotnie pisaliśmy już o młodych dziewczynach, które zdecydowały się wystawić swoją cnotę na sprzedaż. Traktując pierwszy raz wyłącznie jako biznes, chciały zabezpieczyć swoją przyszłość, pójść na wymarzone studia czy pomóc rodzinie w rozwiązaniu finansowych problemów. Sprawa 35-letniej Irina Gladkikh z Rosji, o której mówią dziś media na całym świecie, znacząco różni się jednak od historii tych nastolatek. Kobieta z pomocą przyjaciółki (prostytutki) postanowiła bowiem zarobić, wystawiając na aukcji internetowej dziewictwo swojej zaledwie 13-letniej córki. Miała otrzymać za jej cnotę półtora miliona rubli, czyli w przeliczeniu około 90 tysięcy złotych. Irina myślała, że transakcja przebiegnie bezproblemowo, ale myliła się. Bogaty biznesmen, który zamówił 13-latkę, okazał się być funkcjonariuszem policji od dawna pracującym nad sprawą. Matce dziewczyny grozi teraz do 10 lat pozbawienia wolności za handel ludźmi. Rosyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych opublikowało szokujące wideo, w którym obie oskarżone przyznają się do winy. 13-latka ma przebywać w szpitalu. Jak podaje TVN24 za International Justice Mission (organizacją zajmującą się prawami człowieka), podobne transakcje są na porządku dziennym.

dziewictwonasprzedażseksrodzicielstwo

Wkładają dzieciom świeczki do uszu i podpalają. Kontrowersyjna praktyka coraz popularniejsza

Do sieci trafił filmik, na którym ojciec pokazuje nietypową metodę czyszczenia uszu. Materiał ten zyskał dużą popularność w kilka godzin - aż 20 tysięcy udostępnień oraz 14 tysięcy komentarzy. W ostatnim czasie taka praktyka stała się moda wśród wielu rodziców. Dodają oni do sieci filmiki, którymi dzielą się swoimi doświadczeniami. Wielu lekarzy jest przeciwnych takim metodom i je odradzają. Świecowanie uszu, inaczej zwane konchowaniem uszu, polega na umieszczeniu specjalnej świeczki w uchu, a następnie jej podpaleniu. Stosuje się ją w przypadku przeziębień, problemów z zatokami, niedrożności nosa czy bólów głowy. Metoda ta znana była już w starożytnych Indiach czy Egipcie, lecz wywodzi się od m.in. Indian Hopi.

świecowanieuszuzdrowierodzicielstwo

35 lat temu pozwoliła obcej kobiecie wziąć na ręce swoją córeczkę. Nigdy jej nie odnalazła!

Eleanor Williams (na zdjęciu) kilka dni temu zdecydowała się udzielić emocjonalnego wywiadu dziennikarzom "The Washington Post" (link do artykułu poniżej), w którym opowiedziała o najgorszym dniu swojego życia. Miał on miejsce w grudniu w 1983 roku, a więc prawie 35 lat temu. 18-letnia wtedy Eleanor wraz z 3-miesięczną córeczką April czekała na dworcu autobusowym na przedmieściach Waszyngtonu na transport do Kansas. W pewnym momencie przysiadła się do niej nieznajoma kobieta, która przedstawiła się jako Latoya. Od początku była ona zachwycona maleńką April. Eleanor naiwnie, jak sama przyznaje, przystała na jej prośbę, kiedy ta poprosiła o to, by choć na chwilę mogła ją potrzymać. Gdy nieznajoma wzięła April na ręce, stwierdziła, że dziewczynka potrzebuje zmiany pieluszki. Pod pretekstem widocznego zmęczenia u jej matki zaproponowała, że przewinie dziecko w pobliskiej toalecie. Kiedy Latoya długo nie wracała, zaniepokojona Eleanor poszła jej szukać. Niestety bezskutecznie. To był ostatni raz, kiedy widziała ukochaną córkę. Wiele osób podejrzewało, że sama pozbyła się dziecka - w ciążę zaszła jako nastolatka, a równie młody ojciec nie poczuwał się do odpowiedzialności za nią i za dziecko. Jak wyznała w "The Washington Post", wielokrotnie przez myśl przeszło jej samobójstwo. Gdy urodziła dwoje dzieci, odrzuciła od siebie ponure zamiary. Chociaż od porwania małej April minęło prawie 35 lat, kobieta wierzy, że kiedyś obie się odnajdą. Ma im w tym pomóc właśnie nagłośnienie sprawy w mediach, szczególnie w internecie, co nie było możliwe 30 lat temu. "Przeklinam każdą minutę swojego życia" - mówi, przestrzegając matki przed podobnymi "uroczymi nieznajomymi".

35latodporwaniadzieckadzieckorodzicielstwo

Policjant adoptował córeczkę bezdomnej narkomanki. Jej matkę poznał w czasie interwencji!

Zagraniczne serwisy okrzyknęły Ryana Holetsa, policjanta z miasteczka Albuquerque w Nowym Meksyku (USA), "prawdziwym aniołem stróżem". Trudno się dziwić temu określeniu. Mężczyzna dał bowiem szansę na szczęśliwe, bezpieczne i zdrowe życie maleńkiej dziewczynce, którą urodziła 35-letnia bezdomna, bo mieszkająca w namiocie przy autostradzie, narkomanka Crystal Champ. Ale gdyby nie jedna interwencja, pewnie nigdy nie doszłoby do ich spotkania... Ryan pewnego dnia odebrał zgłoszenie, w którym poinformowano go o możliwości dopuszczenia się kradzieży w jednym z okolicznych sklepów spożywczych. Po dotarciu na miejsce zastał Crystal w zaawansowanej ciąży i jej partnera chcących wstrzyknąć sobie heroinę. Obok tego nie mógł przejść obojętnie. Kobieta po kilku dosadnych uwagach policjanta opowiedziała mu o swoim życiu, m.in. o braku środków do życia, bezdomności i zmaganiu się z uzależnieniem od narkotyków, z którym nie mogła się uporać, nawet będąc w ciąży. Zdradziła także, że marzy o tym, by ktoś kiedyś adoptował jej dziecko. Funkcjonariusz, który wraz z żoną myślał już wcześniej o adopcji, nie wahał się ani chwili i zaproponował, że to on ze swoją rodziną zapewni dom jej córeczce. Dziewczynka przyszła na świat z noworodkowym zespołem abstynencyjnym kilka tygodni po tym wydarzeniu. 35-latka pożegnała się z nią, a potem oddała ją w ręce Ryana i jego żony. Otrzymała na imię Hope (Nadzieja), gdyż nowi rodzice liczą na to, że Crystal upora się z nałogiem.

adoptowanaprzezpolicjantadzieckorodzicielstwo

Czytał dziecku "Dzieci z Bullerbyn" w miejskim autobusie. Podbił tym serca tysięcy internautów!

Po co sięgacie w komunikacji miejskiej, gdy wracacie do domu z pracy, uczelni czy szkoły? Pewnie najczęściej padającą odpowiedzią na to pytanie będzie Wasz ukochany smartfon (przecież Facebook sam się nie sprawdzi ;)). Ale czy tego samego chcielibyście w przyszłości od swoich dzieci? Już teraz widok 6-latka z komórką w ręku dziwi przecież tak niewielu... Zdecydowanie bardziej nietypowym widokiem w autobusie czy tramwaju jest maluch z książką rozłożoną na kolanach albo czytający mu rodzic. Jednak, jak udowadnia zrobiona we wrocławskim autobusie fotografia, wciąż są tacy, którzy słowo pisane traktują jak największy skarb i chcą dzielić się nim ze swoimi pociechami. "Wsiadam do autobusu a tu ojciec czyta synkowi na głos 'Dzieci z Bullerbyn'" - napisał na Twitterze użytkownik o nicku Jarzab, dodając, że to jego ulubiona książka z dzieciństwa. Internauci podzielili jego zachwyt. Fotografia z miejsca stała się jedną z najpopularniejszych w sieci, zdobywając tysiące reakcji w postaci serduszek i przychylnych komentarzy. "Wow, tata na medal, zdecydowanie! A 'Dzieci z Bullerbyn' to moja jedna z najbardziej ulubionych", "Aż miło popatrzeć! Dzieciaku masz wspaniałego ojca" - pisali. Chociaż pojawiły się też komentarze od osób, które zgryźliwie zaznaczały, że chłopiec pewnie nie zdążył przeczytać książki na lekcję polskiego, to znikają one w "gąszczu" pozytywnych słów. Tak właśnie można promować czytelnictwo! Brawo!

czytaniewautobusieczytelnictworodzicielstwo

Niepełnosprawna dziewczynka musiała leżeć na sklepowej podłodze. Dla niej i jej mamy nie było innego miejsca!

Zdawać by się mogło, że toalety dla osób niepełnosprawnych czy przewijaki dla niemowląt to norma we wszystkich większych obiektach, zwłaszcza w centrach handlowych, które codziennie odwiedzają tysiące osób. Niestety, jak się okazuje, w XXI wieku niektórzy wciąż zapominają lub bagatelizują potrzeby tych, którzy często sami nie są w stanie zabrać głosu w swojej sprawie... Kilka dni temu na Twitterze Laury Moore, która walczy o prawa osób niepełnosprawnych, pojawiło się zdjęcie, które okrzyknięto "absolutnie szokującym". Widzimy na nim niepełnosprawną dziewczynkę leżącą na podłodze w toalecie jednego ze sklepów brytyjskiej sieci domów towarowych John Lewis w Horsham. Mama musiała ułożyć ją w ten sposób, gdyż nie było tam żadnego miejsca, które mogłoby ułatwić jej przebranie dotkniętego kalectwem dziecka. To właśnie za zgodą rodziców niepełnosprawnej, którzy pragną pozostać anonimowi, Laura opublikowała wstrząsającą fotografię w mediach społecznościowych. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na problemy i potrzeby takich rodzin. W swym wpisie kobieta gorzko zwraca uwagę, że sieć potrafiła przeznaczyć ogromne pieniądze na kampanię bożonarodzeniową (szacuje się, że kilka milionów funtów), a nie może zająć się przystosowaniem swoich sklepów do potrzeb inwalidów. Rzecznik John Lewis powiedział, że firma przygląda się sprawie. Przyznał też, że ze względu na ograniczoną przestrzeń w niektórych obiektach nie są w stanie wprowadzić pożądanych zmian. Być może post Laury, która sama jest mamą niepełnosprawnego 8-latka, przypomni innym o tym, co jest naprawdę ważne...

dzieckoskazanenapodłogęrodzicielstwozakupy

Podzieliła się intymnymi zdjęciami z sali porodowej. Che dodać pewności siebie takim jak ona!

27-letnia Maria Crider z Florydy jest szczęśliwą matką trójki dzieci. Dwie pierwsze ciąże przebiegły bez żadnych komplikacji, ale ostatnia była dla kobiety "emocjonalnym rollercoasterem". W 11. tygodniu zdiagnozowano u niej raka piersi. Konieczna była chemioterapia i radioterapia, a także mastektomia i chirurgiczne usunięcie jajowodu. Na kilka tygodni przed porodem Maria zaprzestała leczenia. Przez cały czas była silna i pewna, że wszystko dobrze się skończy. Nie myliła się. 13 kwietnia, w wyniku cesarskiego cięcia, na świecie pojawił się jej trzeci, zdrowy syn o imieniu Logan. Oprócz męża na sali porodowej była obecna również fotografka Bonnie Hussey, która na prośbę rodziców uwieczniała najpiękniejsze momenty. Intymna sesja zdjęciowa odbyła się nie tylko po to, by jej efekty trafiły do rodzinnego albumu, ale by usłyszał o nich cały świat. Dlaczego? Maria chce tymi zdjęciami dodać otuchy innym kobietom, które w ciąży zmagają się z ciężką chorobą. "Chciałam dodać pewności siebie kobietom, pokazać, że także w czasie ciąży można się leczyć. Mój syn jest na to dowodem, jest jednym z tysięcy dzieci urodzonych po chemioterapii" - mówi. Najbardziej wzruszającą fotografią dla internautów jest ta, na której Logan leży tuż obok jej blizny po mastektomii (więcej zdjęć z tej niezwykłej sesji znajdziecie na Facebooku Bonnie Hussey). Po porodzie Maria dokończyła radioterapię. Teraz szczęśliwa opiekuje się swoimi chłopcami w domu. Za wszystkie przyszłe i obecne mamy, które zmagają się z chorobą, trzymamy mocno kciuki!

poródpomastektomiikobietarodzicielstwo

To najpopularniejsze imię dla dziewczynki na świecie. W Polsce znalazło się na 4. miejscu!

Wybór imienia dla dziecka to dla rodziców nie lada zagwozdka. Ma być wyjątkowe, ma podobać się rodzinie i dobrze brzmieć z nazwiskiem... Propozycji jest naprawdę wiele. Niektórzy jak ognia unikają rankingów najpopularniejszych imion, inni wręcz przeciwnie - chętnie do nich zaglądają, by poszukać inspiracji. Okazuje się, że wśród tysiąca imion dla dziewczynek jest jedno, które w zestawieniach na całym świecie zajmuje topowe miejsca. Laura Wattenberg z serwisu BabyNameWizard.com zdradziła, że w 9 krajach świata (!) w czołówce znalazła się Sophia i wszystkie jej warianty np. Sofia. Imię to zajęło pierwsze miejsce m.in. we Włoszech, w Rosji czy w Meksyku, a w dwudziestu innych regionach świata 3. pozycję. W Polsce imię Sophia tłumaczy się jako Zosia. W zestawieniu najpopularniejszych imion w naszym kraju uplasowało się ono na czwartym miejscu tych najchętniej nadawanych dziewczynkom, przegrywając z Julią, Zuzanną i Mają. Wattenberg przypuszcza, że popularność Sophii wynika z tego, że imię to da się przetłumaczyć na wiele języków. Poza tym oznacza ono "mądrość", a wielu rodziców przy wyborze kieruje się także znaczeniem. Mieliście inne typy?

imiędladziewczynkidzieckorodzicielstwo

Filmował córkę od pierwszych dni życia. Z okazji jej 18. urodzin podzielił się tym wideo!

Czas płynie nieubłaganie. Zdajemy sobie z tego sprawę, zwłaszcza gdy spoglądamy na dzieci. Kiedyś małe, zależne od rodziców, dziś samodzielne, uczące się lub mające już własne rodziny... Trudno za nimi nadążyć! Nie dziwi więc, że rodzice starają się utrwalać na zdjęciach i filmach wszystkie najważniejsze momenty z ich życia, by móc wracać do nich w każdym momencie i wspominać. Frans Hofmeester, artysta filmowy z Holandii, postanowił, że z kamerą będzie towarzyszył swojej córce Lotte już od jej pierwszych chwil na świecie. Odkąd przyszła na świat, co tydzień uwieczniał na taśmie filmowej to, jak dorasta. Nieprzerwanie filmował ją do jej 18. urodzin i z okazji tak ważnego dla niej dnia zmontował nagranie, którym pochwalił się w sieci. Dokładnie pokazuje ono, jak wielką przemianę przeszła Lotte. Internauci są zachwyceni wzruszającym filmem ojca. My też! Zobaczcie go i wy!

urodzinowyfilmdlacórkidzieckorodzicielstwo

98-latka opiekuje się 80-letnim synem w domu opieki. Ich historia wzruszyła już miliony!

98-letnia Ada Keating i jej 80-letni syn Tom to niezwykła rodzina. Całe życie razem stawiają czoła przeciwnościom, opiekują się sobą nawzajem i spędzają wspólnie tyle czasu, ile tylko mogą. Nie mogło się to zmienić, gdy Tom ze względu na swój stan zdrowia musiał w 2016 roku wyprowadzić się z rodzinnego domu do domu opieki Moss View w Huyton w Liverpoolu. Ada mimo swojego zaawansowanego wieku nie zastanawiała się długo i wkrótce dołączyła do najstarszego syna, by pomóc pracownikom ośrodka w opiece nad nim. Kobieta codziennie dba o to, by Tomowi nic nie brakowało. Razem świetnie się bawią - oglądają seriale, grają w karty, spacerują... "To bardzo wzruszające móc obserwować ich niezwykle bliskie relacje. Jesteśmy też zadowoleni, że czują się tutaj dobrze i udało nam się zaspokoić ich potrzeby. To bardzo rzadki widok, żeby w tym samym domu opieki byli rodzice i ich dzieci. Staramy się, aby czas, jaki spędzają razem, uczynić wyjątkowym na tyle, ile możemy. Ada i Tom są wręcz nierozłączni" - mówi Philip Daniels, kierownik domu opieki. Ich niezwykła historia wzruszyła już miliony ludzi na całym świecie. "Nigdy nie przestajesz być mamą" - podkreśla z uśmiechem 98-latka, dając piękny przykład wszystkim matkom.

98letniamamaijej80letnisynrodzicielstwoseniorzy

"Guzik na przytulanie" - genialny pomysł tej mamy inspiruje również innych rodziców

Pierwszy dzień szkoły to stresujące przeżycie dla każdego kilkulatka. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę Louise Mallet, mama wyjątkowo wrażliwego chłopca. Brytyjka wpadła jednak na genialny pomysł, dzięki któremu ułatwiła synowi to stresujące doświadczenie, a także przyczyniła się do rozwiązania problemów wychowawczych innych rodziców. Dziś o jej prostym triku mówią wszyscy! W dniu, kiedy syn Louise miał oficjalnie zostać uczniem, górę nad chłopcem wzięły uczucia. Kilkulatek bardzo się denerwował, więc matka postanowiła temu zaradzić. Narysowała na wewnętrznej stronie dłoni dziecka oraz swojej małe serduszko. Powiedziała, że to specjalny "guzik a przytulanie". "Kiedy będzie ci źle, naciśnij go. Poczujesz, jak cię przytulam i wszystko będzie dobrze" - wyjaśniła. Kiedy odebrała chłopca ze szkoły, przekonała się, że jej metoda w istocie pomogła! "Przyciskałem go długo, mamusiu, ale nie płakałem"! - usłyszała Louise od chłopca. Swoją historią podzieliła się na Facebooku. Genialny w swej prostocie pomysł oczarował innych rodziców, którzy przekonują, że z "guziczka na przytulanie" będą korzystać, gdy nadejdzie taka potrzeba!

guziknaprzytulanierodzicielstwoemocje

Poroniła 18 razy. Po latach cierpień stał się cud!

Największym marzeniem Louise i Marka Warneford z Wielkiej Brytanii było zostanie rodzicami. Niestety zanim się ono spełniło, małżeństwo musiało wiele wycierpieć. O potomstwo zaczęli starać się, gdy Louise miała 32 lata. Od samego początku korzystali z pomocy specjalistów, gdyż była partnerka Marka namówiła go na wazektomię (jedna z metod antykoncepcyjnych, zabieg polegający na przecięciu i podwiązaniu nasieniowodu lub nasieniowodów). Zabiegi sztucznej inseminacji (ułatwiających zapłodnienie) nie odnosiły oczekiwanego rezultatu. "Za każdym razem miałam nadzieję i myślałam, że się udało, że będę mieć idealną rodzinę, której zawsze pragnęłam. Gdy traciłam dziecko nie przestawałam płakać. Lekarze nie słyszeli już bicia jego serduszka" - mówiła Louise w wywiadach. Para nie poddawała się, jednak in vitro również okazało się zawodne. Kobieta traciła dziecko aż 18 razy około 14. tygodnia ciąży! Wszystkie procedury związanie z leczeniem kosztowały parę 80 tysięcy funtów. Gdy wydawało się, że nie ma już dla nich nadziei, stał się cud! Louise przed pięćdziesiątymi urodzinami dowiedziała się, że wszystkie poronienia spowodowane były przez komórki jej własnego układu odpornościowego, który atakował rozwijające się embriony. Po diagnozie małżeństwo zdecydowało się na jeszcze jedną próbę. Zabieg sztucznego zapłodnienia przeprowadzony w jednym z praskich szpitali okazał się tym skutecznym. Po 37. tygodniach Louise została szczęśliwą mamą chłopca! Swoją historią dzieli się po to, by dać nadzieję wszystkim kobietom zmagającym się z problemem niepłodności i cierpieniem po stracie dziecka. Mówi, że nigdy nie można się poddawać!

poroniła18razydzieckorodzicielstwo

Pierwszy raz w życiu usłyszała mamę. Na jej twarzy widać każdą emocję! [WIDEO]

Problemy ze słuchem występują nie tylko u osób w podeszłym wieku. Badania wykazują, że z każdym rokiem przybywa niedosłyszących kilkulatków. Zdarza się też niestety, że dzieci już od chwili narodzin nie są w stanie usłyszeć głosu rodziców... Tak było w przypadku małej Charly. Kiedy lekarze przekazali rodzicom tę smutną wiadomość, ci natychmiast rozpoczęli walkę o jej słuch. Gdy dziewczynka trochę podrosła, kupili jej aparat słuchowy, by mogła ich słyszeć i zacząć oswajać się z dochodzącymi zewsząd dźwiękami. Dla rozwoju Charly miało to ogromne znaczenie, gdyż bez tej możliwości nie mogłaby nauczyć się mówić. Pierwsze chwile z urządzeniem na uszach udostępnili w sieci jej rodzice. Chcieli całemu światu pokazać minę córeczki, kiedy usłyszała głos mamy. Reakcja dziewczynki jest niesamowita! Na jej twarzy widać każdą emocję! My nie możemy się napatrzeć!

głosmamyporazpierwszydzieckorodzicielstwo

Tata żołnierz podarował córce wyjątkowy prezent. Internauci zachwycają się reakcją dziewczynki!

David Villegas z San Antonio w Teksasie jest żołnierzem. Z powodu swojej pracy często nie może być ze swoimi bliskimi w najważniejszych momentach ich życia... Ostatnio jego córeczka Ellianna świętowała swoje piąte urodziny. W tym ważnym dla niej dniu Davida zabrakło. Mężczyzna, którego od rodziny dzieli ogromna odległość, znalazł jednak sposób na to, by córka poczuła się tak, jakby był tuż obok niej (i to nie tylko w urodziny, ale i w każdym kolejnym dniu). David skorzystał z usług firmy, która tworzy maskotki na zamówienie i poprosił o wyjątkową przytulankę. Miś w wojskowych barwach i takim też mundurze trafił do rąk szczęśliwej 5-latki i okazał się strzałem w dziesiątkę. Szczęśliwy tata zadbał bowiem o bardzo ważny szczegół. Zabawka Ellianny różni się od innych nie tylko strojem, ale też tym, że mówi głosem jej ojca! "Hej, mała. Tato cię kocha i bardzo tęskni! Nie mogę się doczekać, aż znów będę trzymał cię w ramionach. Kocham cię!" - te słowa dziewczynka będzie mogła słyszeć, kiedy tylko zapragnie. Moment, w którym otrzymuje ona zabawkę, trafił do sieci. Wideo od razu zaskarbiło sobie tysiące serc. "O Boże, to tatuś!" - piszczy szczęśliwa 5-latka. Wideo znajdziecie w pierwszym poniższym linku! Wzruszenie gwarantowane!

miśodtatyżołnierzawojskorodzicielstwo

Nazwali ją "złą matką". Wszystko przez to niewinne z pozoru zdjęcie

33-letnia matka czwórki dzieci i popularna za granicą blogerka Constance Hall podzieliła się z internetową społecznością zdjęciem z rodzinnych zakupów. Chwilę później przeczytała m.in., że jest "złą matką". Ten i wiele innych krzywdzących słów pod jej adresem napisanych zostało w związku z... zawartością wózka, w którym siedzi córka Constance. Internautki poddały szczegółowej analizie wybrane przez blogerkę produkty spożywcze. "Jak można truć dzieci chlebem tostowym?!", "Produkty z cukrem dla dziecka?!" - to niektóre z komentarzy "opiekuńczych" matek. Obraźliwe wpisy wzbudziły reakcję 33-latki. Kobieta bardzo osobiście przyjęła falę krytyki i usunęła większość negatywnych opinii. Constance zaznacza, że oprócz makaronów, jogurtów, chleba tostowego, jajek i masła, w wózku znalazły się też warzywa i owoce. Fotografia po prostu nie ujęła wszystkich produktów. Głośno wypowiadająca się na tematy macierzyństwa blogerka tłumaczy także, że jej teściowa dostarcza całej rodzinie świeże owoce zerwane prosto z jej drzew.

zakupyzłejmatkihejtrodzicielstwo

W Szczecinku 24-latka urodziła w łazience i wyrzuciła niemowlę przez okno. Grozi jej dożywocie

We wtorek na osiedlu przy ulicy Armii Krajowej w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie) znaleziono niemowlę. Dziecko leżało nagie, ze śladami krwi poporodowej na piaszczystej drodze tuż przy śmietniku. Jego płacz usłyszała jedna z mieszkanek Szczecinka - pani Danuta Borek, pielęgniarka, która wraz z mężem okryła wyziębionego malca kocem i natychmiast powiadomiła o znalezisku odpowiednie służby. Gdy w pewnym momencie noworodek zaczął tracić oddech, kobieta podjęła się jego reanimacji. Dziecko trafiło najpierw do miejscowego szpitala, gdzie spędziło kilka godzin w inkubatorze, a następnie przetransportowano je do Kalisza. Jak podają lekarze, jego stan jest ciężki, ale stabilny. Policjanci na parapecie i oknie na parterze, a także na pierwszym piętrze pobliskiego bloku znaleźli ślady krwi, co doprowadziło do 24-letniej matki niemowlęcia. Dziecko miało urodzić się w łazience, a następnie zostać wyrzucone przez okno. Kobieta trafiła na oddział ginekologiczny. Przyznała się do winy. Prokuratura Rejonowa w Szczecinku postawiła jej już zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi jej dożywocie. Zarzuty usłyszał także jej 29-letni partner - w mieszkaniu znaleziono bowiem znaczną ilość narkotyków.

noworodekwyrzuconyprzezoknodzieckorodzicielstwo

"Dziecko przeszkadzałoby mi tylko w karierze" - Krychowiak skrytykowany za szczerą wypowiedź o ojcostwie

Pomocnik reprezentacji Polski Grzegorz Krychowiak wypowiedział się publicznie na temat planów o powiększeniu rodziny. Jego słowa nie spodobały się jednak większości fanom. Piłkarz w wywiadzie z serwisem Łączy nas piłka zdradził, że obecnie w ogóle nie myśli o dziecku. "Na razie skupiam się na karierze, jest mi to niepotrzebne. Uważam, że teraz dziecko by mi tylko przeszkadzało w karierze" - powiedział Krychowiak. "Ale w przyszłości oczywiście będę się starał, żeby strzelić tego złotego gola" - dodał. 27-latek jest w związku z dwa lata młodszą od siebie francuską modelką Célii Jaunat. Kobieta jest jego "motorem napędowym do rozwijania kariery". Przyznanie się Krychowiaka do wykluczenia planów o ojcostwie postawiło sportowca w niezbyt korzystnym świetle - tak przynajmniej uważa większość aktywnych w sieci internautów. Komentarze dotyczącego jego szczerej wypowiedzi nie są zbyt pochlebne. Społeczność internetowa krytykuje piłkarza za egoizm. Przypomina, że przykładem łączenia obowiązków rodzicielstwa z karierą zawodową jest chociażby uwielbiany przez tysiące Polaków Robert Lewandowski.

Krzychowiakodzieckusportrodzicielstwo

Katecheta napisał uwagę w zeszycie jej syna. Cięta riposta matki wprawia w osłupienie

Ksiądz katecheta uczący w jednej ze szkół w Białej Podlaskiej zanotował w zeszycie ucznia uwagę, którą powinien, zgodnie z regulaminem placówki, podpisać rodzic dziecka. Podpis prawnego opiekuna jest potwierdzeniem zapoznania się z treścią pouczenia oraz wyciągnięcia stosownych konsekwencji wobec małoletniego. Matka niegrzecznego ucznia wysiliła się na odpowiedź i wzbudziła ogromne zainteresowanie internetowej społeczności. Opublikowane w sieci zdjęcie zeszytu chłopca ma ponad tysiąc lajków. "Aleksander nie reaguje na wskazówki nauczyciela. Ks. katecheta" - brzmi uwaga księdza. "Ja nie mam takiego problemu, proszę sobie radzić we własnym zakresie. Mama" - po mistrzowsku odpowiedziała kobieta. Internauci gratulują jej ciętej riposty i odwagi, ale są też tacy, którym nie spodobała się wypowiedź matki Aleksandra. Wielu zarzuca kobiecie niewłaściwe wychowanie i przewiduje poważne problemy wychowawcze w przyszłości.

ripostakatechecieedukacjarodzicielstwo