"Jej kości trzaskają". Ukrainiec rzuca 4-miesięcznym dzieckiem tłumacząc, że "tak wygląda trening astronautów" [WIDEO]

Szokujące wideo przedstawiające Ukraińca, który rzuca piszczącym dzieckiem jak lalką, wstrząsnął internetową społecznością. Opublikowany w sieci film przez wielu mógłby być uznany za wyjątkowo oburzający żart, jednak to, co widać na nagraniu, działo się naprawdę... Ojciec 4-miesięcznej dziewczynki trzymając ją za rączki, a później za jedną nóżkę, obraca dziecko wokół własnej głowy. "Jej kości trzaskają" - wyjątkowo spokojnie mówi mężczyzna otoczony drzewami. "Mała czuje się świetnie" - zapewnia na filmie. Wstrząsające zachowanie tłumaczy próbą pokazania, że jego dziecko "jest częścią natury". Niebezpieczne "ćwiczenia" miały być jedynie częścią "gimnastyki z czasów antycznych". "Astronauci wykonują podobne ćwiczenia podczas treningów" - mówi Ukrainiec, kiedy jego córka przeraźliwie piszczy. Szczególnie przeraża moment filmu, podczas którego w kadrze pojawia się starsze dziecko. Chłopiec jedynie przypatruje się "treningowi". Link do trwającego 2 minuty filmu znajdziecie w materiałach poniżej. Ostrzegamy jednak, że nie powinny go oglądać osoby wrażliwe.

okrucieństwowobecdzieciprzemocrodzicielstwo

Chrześcijanie wypisali syna ze szkoły w obawie przed transpłciowym 6-latkiem. "To wy jesteście problemem"

Sally i Nigel Rowe z Isle od Wight postanowili wypisać swoje dziecko ze szkoły po tym, jak dowiedzieli się, że jeden z uczniów jest transseksualny. Dexter, kolega ich syna twierdzi, że "czasem czuje się dziewczynką". Sześciolatek sam miał zwierzać się rodzicom ze zmieszania, jakie wywołuje w nim wyznanie kolegi. Rok temu podobna sytuacja miała miejsce w klasie starszego brata sześciolatka. Siedmioletni wówczas chłopiec został usunięty ze szkoły na życzenie rodziców po tym, jak czuł się niekomfortowo w związku z obecnością ucznia, który przebierał się w sukienki i preferował damskie imię. Małżeństwo utrzymuje, że ich starszy syn jest teraz szczęśliwszy. Bracia rozpoczęli naukę w domu. "Wierzymy, że niewłaściwe jest zachęcanie tak młodych dzieci do okazywania oznak transpłciowości. Chłopcy to chłopcy, a dziewczynki to dziewczynki" - mówią Rowe, podkreślając chrześcijańskie wartości. Szkoła broni zachowania transseksualnych uczniów i zaznacza, że nie jest ono niezgodne z regulaminem. Dyrektor placówki, Jeff Williams oznajmił, że w pełni akceptuje "poszukiwanie własnej płciowości" przez kilkulatków. W brytyjskich mediach wybuchła prawdziwa burza. Poglądy religijne rodziców zostały uznane jako "ekstremistyczne podobnie do wierzeń ISIS". "To wy jesteście problemem" - komentują Brytyjczycy.

dyskryminacjarodzicielstwoLGBTQ

Sprzedał niemowlę, żeby mieć pieniądze na alkohol. W procederze pomógł mu szwagier i przyjaciel

Balaram Mukhi pracujący jako zamiatacz w stanie Odisha na wschodzie Indii jest nałogowym alkoholikiem. Większość zarobionych pieniędzy wydaje na wysokoprocentowe trunki, zaniedbując rodzinę. Gdy jego sytuacja materialna stała się na tyle trudna, że zabrakło mu funduszy na alkohol, postanowił zdobyć pieniądze, sprzedając własnego syna! 11-miesięcznego chłopca "przehandlował" rodzinie, która kilka lat wcześniej straciła jedynego syna (jego matka od tego czasu zmagała się z depresją). W okrutnym procederze Balaramowi pomagał szwagier i przyjaciel z dzieciństwa. Niemowlę wyceniono na 25 tysięcy rupii, co w przeliczeniu na naszą walutę daje około 1400 złotych. Za zarobione pieniądze mężczyzna kupił telefon komórkowy i upragniony alkohol. Jak podają zagraniczne media, obdarował też swoją żonę i córkę (małżonce kupił sari, a 7-letniej córce bransoletkę). Wyrodny ojciec został już schwytany przez policję i usłyszał zarzut handlu dziećmi. Jego żona twierdzi, że dziecko odebrał jej siłą. "Przyszedł pijany do domu, zaczął mnie wyzywać i bić, twierdził, że dziecko nie jest jego i nie będzie go wychowywać - mówiła w rozmowie z policją" - mówiła funkcjonariuszom. Jednak Balaram twierdzi, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co zamierza, i nie protestowała. Na razie nie wiadomo, co stanie się z chłopcem. Prawdopodobnie trafi do rodziny zastępczej

alkoholzamiastniemowlęciaindierodzicielstwo

Popularna mama o kontrowersyjnym zdjęciu z synami: "Będę się z nimi kapać nawet, jak będą nastolatkami"

Stacey Solomon znana dzięki udziałowi w brytyjskim X Factor opublikowała na Instagramie kilka miesięcy temu zdjęcie, które oburzyło internautów. Piosenkarka pochwaliła się fotografią, która przedstawia ją i jej dwóch synów... we wspólnej kąpieli. Starszy chłopiec ma obecnie 9 lat. Stacey przyznaje, że czasem w łazience prosi, by mama "okryła piersi pianą, ponieważ nie chce na nie patrzeć". Nie widzi w tym jednak nic złego. "Dlaczego ciało musi być zawsze postrzegane jako element seksualności? Czemu nie może być po prostu ludzkim ciałem?" - pyta Stacey. W sieci zawrzało, a na profilu popularnej mamy zaczęły pojawiać się pytania o wyznaczanie granic i różnic pomiędzy otwartością wobec dzieci a brakiem wstydu. Stacey broni swojego zachowania, w którym nie widzi nic złego. Ku uciesze internetowych hejterów przyznaje nawet, że z synami będzie się kapać również wówczas, gdy staną się nastolatkami. Kontrowersyjne słowa wypowiedziała w brytyjskim programie telewizyjnym The Loose Women. Odcinek z jej udziałem dotyczył dzielenia wanny rodziców z nastoletnimi dziećmi. 92 proc. publiczności odpowiedziało, że wspólne kąpiele nie powinny mieć miejsca w zdrowej, niedysfunkcyjnej rodzinie.

kąpielznastoletnimdzieckiemrodzicielstwotabu

Jest Jeronimo-Martin, będzie Tesco. "Inni rodzice pójdą tym śladem"

1 marca 2015 roku w życie weszły przepisy, zgodnie z którymi rodzice mogą nadawać dzieciom imiona obce. O tych nieprzeciętnych słyszymy ostatnio coraz częściej... Niedawno informowaliśmy Was o chłopcu z Zawiercia, którego matka zarejestrowała w Urzędzie Stanu Cywilnego jako Jeronimo-Martin. Czy niecodzienne podwójne imię zostało dziecku nadane na cześć założyciela sieci sklepów znanych w Polsce pod nazwą Biedronka? Jerónimo Martins to istotnie imię właściciela popularnej marki. "Inni rodzice pójdą tym śladem, a następnym krokiem będzie Tesco" - przewiduje Mirosław Kańtor z katowickiego Urzędu Stanu Cywilnego. Czemu nie? Przecież o chłopcu z Zawiercia mówiła cała Polska, a o to chyba chodziło. Rodzice coraz rzadziej nazywają swoje pociechy "typowo polskimi" imionami. Młode małżeństwa idą inną drogą - im wymyślniej, tym lepiej. Jessiki, Brajanki i Nicole już nikogo nie dziwią. Co będzie za kilka, kilkanaście lat? Więcej na temat tego niepokojącego trendu nazywania dzieci urodzonych w Polsce przeczytacie w materiale TVN24 (link zamieszczony poniżej).

polskarzeczywistośćdzieckorodzicielstwo

Adoptuje chore dzieci, by otoczyć je miłością w ostatnich dniach ich życia. "Żadne dziecko nie powinno umierać w samotności"

"Żadne dziecko nie powinno umierać w samotności" - tą dewizą kieruje się w swoim życiu Cori Salchert, matka ośmiorga dzieci. Kobieta adoptuje nieuleczalnie chore maleństwa, by dać im miłość i bezcenny dar posiadania rodziny, zanim odejdą. Pierwsze niemowlę, jakie w 2012 roku przygarnęła pod swój dach, miało dwa tygodnie i tylko jedną półkulę mózgu. Dziewczynka została porzucona przez biologiczną matkę, a lekarze nie dawali jej żadnych szans na przeżycie. Cori wraz z mężem Markiem adoptowali dziecko i ochrzcili imieniem Emmalynn. Przeżyli wspólnie 50 dni. Emmalynn zmarła w ramionach rodziców. "Wiem, że nie cierpiała, nie była sama" - mówi Cori. Dwa lata później do ich domu trafił czteromiesięczny Charlie, który urodził się z poważną wadą mózgu. "Od lat chciałam zajmować się dziećmi, które mają choroby długoterminowe jak Charlie lub krótkoterminowe jak Emmalynn" - opowiada kobieta. "To błogosławieństwo być częścią życia tych dzieci, mieć możliwość ulżyć im w cierpieniu, opiekować się i kochać, mimo że w swoim stanie nie mogą nawet odwdzięczyć się uśmiechem". Swoje powołanie odnalazła po tragicznej śmierci jedenastoletniej wówczas siostry, która wskutek niedopatrzenia pracownika domu opieki utopiła się. Cori wraz z mężem prowadzą Dom Nadziei, w którym otaczają miłością śmiertelnie chore dzieci, opuszczone przez rodziców biologicznych. Robią wszystko, by w ostatnich dniach nie zabrakło im troski.

DomNadzieichorobarodzicielstwo

Ojciec najmłodszej ofiary zamachu w Barcelonie spotkał się z islamskim imamem. Ta scena wzruszyła cały świat! [WIDEO]

17 sierpnia tuż przed godziną 17 biała furgonetka wjechała w tłum ludzi na La Rambla - jedną z najbardziej ruchliwych ulic w centrum Barcelony. Zginęło 15 osób, a 130 zostało rannych. Najmłodszą ofiarą tego straszliwego zamachu był syn Javiera Martineza, zaledwie 3-letni Xavi. Rodzice wraz z chłopcem przyjechali do Hiszpanii, by odwiedzić rodzinę. Na nieszczęście La Rambla stała się jednym z punktów ich wycieczki... Prócz 3-latka zginął także jego wujek, a jego ciocia wciąż przebywa w szpitalu. Ojciec chłopca w trakcie uroczystości upamiętniającej ofiary zamachu, która odbyła się w Rubi (miejscowość w pobliżu Barcelony), postanowił na oczach całego świata spotkać się z islamskim imamem, Drissem Salymem, i dokonać symbolicznego pojednania. Mężczyzna uściskał duchownego, co zostało nagrodzone oklaskami zgromadzonych na uroczystości ludzi. Podczas spotkania obaj nie kryli wzruszenia! O ich niezwykłym geście rozpisują się światowe media. Zobaczcie wideo!

symbolicznepojednanieterroryzmrodzicielstwo

Tuż po narodzinach wtuliła się w swoją mamę, wprawiając wszystkich w osłupienie. To wideo wzrusza!

Mała Agata Ribeiro Coêlho przyszła na świat poprzez cesarskie cięcie 5 kwietnia tego roku w szpitalu w Santa Monica w Brazylii. Zaledwie kilka sekund po narodzinach nazwano ją "niezwykłym dzieckiem". Personel medyczny, a przede wszystkim mama dziewczynki zaniemówili bowiem z wrażenia, kiedy Agata, po przedstawieniu swojej rodzicielce, momentalnie się do niej przytuliła i ją ucałowała! Zgromadzeni na sali lekarze przyznają, że pierwszy raz w życiu widzieli coś takiego! Wideo z tego niezwykłego przywitania, które przed kilkoma dniami trafiło do sieci, robi prawdziwą furorę! Internauci rozczulają się nad maleńką Agatą i podkreślają, że filmik w pełni pokazuje piękną więź matki i dziecka, która będzie się umacniać przez kolejne lata. Dawno nie widzieliśmy czegoś tak poruszającego! Zobaczcie to i Wy!

wtulonynoworodekdzieckorodzicielstwo

Skąpe stroje, sztuczna opalenizna i mocny makijaż. Tak wygląda 7-latka, której matka chce, by została gwiazdą! [GALERIA]

Co robią dziewczynki w wieku 7 lat? Bawią się lalkami z koleżankami, jeżdżą na rolkach, chodzą na place zabaw, przebierają się w ubrania znalezione w szafie swoich mam... Można by tak wymieniać w nieskończoność. W tym wieku liczy się ta beztroskość! O wiele łatwiej jest podać czynności, które dla 7-latek są obce. Zaliczyć można do nich chodzenie na solarium, wkładanie wyzywających strojów, paradowanie w butach na wysokim obcasie czy mocny makijaż w stylu drag queen. Niestety te "praktyki" dla pewnej 7-latki z Wielkiej Brytanii są niemal codziennością. Jenny Eastland, 31-letnia matka 7-letniej Layli Belle postawiła sobie za cel uczynienie z córki sławnej celebrytki i gwiazdy telewizji. Kilkulatce rozgłos mają zapewnić skąpe stroje, sztuczna opalenizna, mocny makijaż i wyzywające pozy na zdjęciach publikowanych w mediach społecznościowych! Wielu zarzuca matce seksualizację dziecka jednak ta wszelkie negatywne komentarze dotyczące wyglądu swej pociechy ucina, twierdząc, że ludzie o zdrowych zmysłach nigdy nie potraktowaliby dziecka jako obiektu seksualnego. W przygotowanej przez nas galerii znajdziecie kilkanaście zdjęć 7-latki, które wywołały w sieci. Nas przeraziły!

gwiazdąbyćdzieckorodzicielstwo

Odebrali im dzieci przez niskie IQ. Walczą, by je odzyskać!

31-letnia Amy Fabrinni i 38-letni Eric Ziegler ze stanu Oregon mają dwóch synów: 4-letniego Christophera i 5-miesięcznego Huntera. Niestety nie mogą cieszyć się ich obecnością na co dzień, gdyż pracownicy socjalni zdecydowali, że w rodzinie zastępczej chłopcom będzie żyło się lepiej. W domu Amy i Erica nie było mowy o przemocy domowej czy nadużywaniu alkoholu. Powodem, którym kierowała się opieka społeczna był niski iloraz inteligencji obojga rodziców! Według przeprowadzonych badań mężczyzna ma IQ równe 66, a jego partnerka 72 (średni iloraz inteligencji powinien wynosić od 90 do 110), co może świadczyć o ich lekkiej niepełnosprawności umysłowej. Ograniczone zdolności poznawcze pary, również opinia rodziców Amy, że nie posiada ona instynktu macierzyńskiego, a także argument, że ojciec śpi z dzieckiem na podłodze i może je przygnieść swoim ciałem, wystarczyły, by para nie mogła wychowywać dzieci jak normalna rodzina, a jedynie widywać je pod nadzorem kuratora raz na jakiś czas. Amy i Eric jednak nie poddają się i walczą o synów. Ich sądowa batalia trwa już cztery lata! "Powiedzieli, że rodzina zastępcza jest w stanie zapewnić lepsze warunki finansowe, zapewnić lepszą edukację, rzeczy tego typu. Ale jeśli pójdziemy tym tropem, Bill Gates powinien zabrać moje dzieci. Zawsze będzie ktoś lepszy od nas, więc to bardzo niebezpieczne zachowanie" - mówił Sherren Hagenbach, adwokat pary. Wskazuje on także na fakt, że rodzicom nie dano żadnych wskazówek, jak mogliby odzyskać dzieci. Co ciekawe, obserwujący parę psycholog nie widzi powodu, dla którego Christopher i Hunter nie mogliby przebywać u ich boku. Więcej o tej historii przeczytacie w pierwszym poniższym linku.

zaniskieIQkontrowersjerodzicielstwo

Zepchnęła wózek z dzieckiem, skazując je na śmierć. Po czterech dniach wróciła, by zakopać ciało

W kolejne akty przemocy wobec dzieci, o jakich donoszą zagraniczne media, często trudno jest uwierzyć... Szczególnie przerażające są historie kobiet, które podejmują okrutne próby "pozbycia się" własnego dziecka. Niekiedy próby udane... 23-letnia Ashley Denise Attson z Arizony zostawiła we wrześniu 2016 roku swoją 17-miesięczną córeczkę na pustyni, by zmarła. Dziewczynka zepchnięta w wózku w kierunku Doliny Pomników, największego amerykańskiego rezerwatu Indian, pozostawiona na 4 dni i 4 noce, została skazana na pewną śmierć. Kiedy kobieta miała pewność, że dziecko nie żyje, wróciła na miejsce zbrodni, by zakopać ciałko w norze, którą wcześniej prawdopodobnie zamieszkiwało jakieś zwierzę. Po ukryciu zwłok wróciła do domu i zachowywała się nadzwyczaj normalnie - spotykała się ze znajomymi i publikowała selfie na Facebooku. 1 sierpnia odbył się proces przeciwko morderczyni. 23-latka została skazana na 20 lat więzienia za popełnienie zabójstwa drugiego stopnia. Sędzia David Campbell opisał jej zbrodnię jako "umyślne, chłodne i przerażające zabicie niewinnego dziecka". Kobieta przez długi czas regularnie i stale zażywała metaamfetaminę. Pod wpływem narkotyku urodziła się także jej córka. Dziewczynką przez większość jej życia zajmowała się opieka społeczna. Attson piekę nad dzieckiem odzyskała zaledwie dwa miesiące przed jego śmiercią.

okrucieństwowobecdziecinarkotykirodzicielstwo

4-letni chłopiec chce być księżniczką. Mama jest z niego dumna

Dzieci na całym świecie pokochały animację Disneya "Kraina Lodu". "Mam tę moc" śpiewają również dorośli, a niemal każda sieć sklepów z artykułami dla najmłodszych oferuje gadżety związane z popularnymi siostrami. Dziewczynki odnalazły w Annie oraz Elsie swoje autorytety i chętnie noszą ich kostiumy. Lodowa księżniczka i jej młodsza siostra zawładnęły także sercem niejednego chłopca. Jak rodzice i rówieśnicy reagują na takie upodobania kilkulatków? Jennie Sager, mama chłopca o imieniu Noah mieszkająca w Sydney, uważa, że różnice w ubieraniu dzieci zależnie od ich płci wynikają jedynie z "norm" narzuconych przez społeczeństwo. Kiedy 4-letni Noah oświadczył w przedszkolu, że będzie reagował jedynie na imię Elsa, jego rodzice w pełni zaakceptowali zachowanie synka. Chłopiec lubi przebierać się w niebieską sukienkę z wszystkimi pasującymi dodatkami - różdżką, koroną i pantofelkami. Elsa jest dla niego przykładem i inspiracją od dwóch lat. "Chcemy, by był wolny w wyrażaniu siebie" - tłumaczy Jennie. "Niektórzy członkowie rodziny pytają, czy zastanawiałam się nad tym, że Noah wyrośnie na geja. Inni dociekają, dlaczego pozwalam mu chodzić w sukience" - dodaje. Mimo uwag społeczeństwa kierowanych w stronę jej rodziny, mama trójki dzieci zapewnia, że swoje pociechy wychowuje na pewne siebie, kochające i dobre osoby. Ze wszystkich synów jest bardzo dumna.

równouprawnienieDisneyrodzicielstwo

Powstanie pierwsza w Polsce porodówka dla matek, których dzieci umrą niedługo po porodzie. Już wzbudza kontrowersje!

Dla większości kobiet wiadomość o ciąży wiąże się z niewyobrażalną radością. Od tego momentu razem z najbliższymi oczekują przyjścia na świat maleństwa, które odmieni ich życie. Niestety zdarza się też tak, że z ust ginekologa kobiety słyszą z czasem wstrząsające słowa: "Pani dziecko urodzi się ciężko chore. Najprawdopodobniej umrze w kilka godzin po porodzie". Jak można się z tym pogodzić? By rodzice, dziadkowie i bliscy mogli w spokoju, z dala od szczęśliwych rodzin ze zdrowymi noworodkami pożegnać się z chorymi maluszkami, Uniwersytecki Szpital Kliniczny przy ulicy Borowskiej we Wrocławiu otworzy pierwszą w Polsce hospicyjną porodówkę, w której będą przyjmowane porody dzieci z wadami letalnymi (takimi, które powodują śmierć dziecka w kilka lub kilkanaście godzin po narodzinach). Stworzenie tego miejsca była pomysłem szpitalnych położnych, które zauważyły, że coraz więcej kobiet decyduje się urodzić nieuleczalnie chore dziecko, które wkrótce umrze. "Nikt nie planuje chorego dziecka. To nagła sytuacja, w której nikt nie potrafi się odnaleźć" - zaznacza jedna z położnych. Przebywające tam ciężarne będą mogły liczyć na wsparcie psychologa. Powstanie hospicyjnej porodówki budzi jednak kontrowersje. Dla przeważającej części komentujących jest to piękna inicjatywa, która umożliwia rodzinom intymne pożegnanie. Inni widzą w tym miejscu... "klinikę post-aborcyjną". "Nikomu nie bronię rodzić, ale 'letalne porodówki', fabryki aniołków (koniecznie ochrzczonych) to wstęp do całkowitego zakazu aborcji. Jeśli jesteś wierzący, to się przestań leczyć i brać witaminy. Niech będzie ze wszystkim 'buktakchciał'" - można przeczytać w jednym z komentarzy. Według nas takich miejsc powinno być więcej!

hospicyjnaporodówkadzieckorodzicielstwo

Transseksualny mężczyzna urodził syna. Gratulacje płyną z całego świata!

34-letni Trystan Reese urodził się jako kobieta, ale ponieważ nie czuł się dobrze w swojej skórze już jako dziecko zapragnął zmienić płeć. By stać się mężczyzną, poddał się terapii hormonalnej, jednak nie zrezygnował z żeńskich narządów płciowych, które miały kiedyś pozwolić urodzić mu dziecko. Swoje marzenia o posiadaniu rodziny zaczął spełniać w 2011 roku, kiedy razem z partnerem, 31-letnim Biffem Chaplowem (obecnie już mężem), zaadoptowali dwójkę pociech - chłopca i dziewczynkę. Kilka miesięcy temu para z Portland zdecydowała się na kolejne dziecko, tym razem biologiczne. By Trystan mógł urodzić, musiał wcześniej przygotować swój organizm na niezwykły stan, jakim jest ciąża. Po spotkaniach z wieloma specjalistami i odpowiedniej kuracji mógł cieszyć się z dwóch kresek na teście ciążowym. "Jest mi dobrze z tym, że mam żeńskie narządy rozrodcze. Czuję się prawdziwym facetem. Po prostu tak się stało, że jako mężczyzna mogę przynieść dziecko na świat" -mówił w wywiadzie dla CNN. Wczoraj para na Facebooku pochwaliła się narodzinami syna, któremu nadali imię Leo. To kolejny taki przypadek na świecie! Pod filmikiem, w którym panowie dzielą się ze światem swoim szczęściem (wyświetlono go ponad 90 tysięcy razy) pojawiło się mnóstwo pozytywnych komentarzy i gratulacji od internautów z całego świata. Przyłączamy się do nich i my! Gratulujemy!

meżczyznamamąciążarodzicielstwo

YouTuberka chwali się zmianą 4-letniej córki w... drag queen [WIDEO]

Żadnego rodzica nie trzeba przekonywać o tym, jak szybko rosną dzieci. Czy jednak przyspieszanie procesu ich wkraczania w dorosłość to dobry pomysł? Coraz częściej rodzice chwalą się w sieci zmianami, jakie dokonują względem swoich dzieci. Nie tak dawno temu prawdziwą burzę wywołała blogerka, która zafarbowała 2-letniej (!) córce włosy na różowo (więcej na ten temat znajdziecie w artykule załączonym poniżej). Od wczoraj uwagę internautów skupia YouTuberka prowadząca kanał "itslikelymakeup", matka dwójki dzieci - 6-letniego chłopca i 2 lata młodszej dziewczynki. Specjalizująca się w tematyce makijażowej kobieta opublikowała film, na którym wykonuje make-up inspirowany tutorialem drag queen Kim Chi na... 4-letniej córce. Mimo że dziewczynka sprawia wrażenie radosnego dziecka, takie zachowania nie pozostają bez komentarza. Kiedy kończy się dobra zabawa, a zaczyna wykorzystywanie dzieci do zdobywania popularności w internecie? Czy wykonywanie makijażu na kilkulatce nie ma negatywnego wpływu na jej rozwój i postrzeganie siebie? Czy 2-letnie dziecko wie, kim jest drag queen?

4letniadragqueenYouTuberodzicielstwo

Pokazała przekłuty policzek półrocznej córeczki i wywołała burzę. Okazało się, że jej akcja była sprytnie zaplanowana

Kilka dni temu przybliżyliśmy Wam historię jednej z popularniejszych w sieci matek, 28-letniej Charity Grace LeBlanc, która zbulwersowała internautów zmianą koloru włosów swojej dwuletniej córki, a w sieci już kolejna matka wywołała poważną dyskusję. Niejaka Enedina Vance opublikowała na swoim profilu na Facebooku zdjęcie zaledwie 6-miesięcznej córeczki z błyszczącym kolczykiem w policzku i dosadnym opisem, w którym podkreśliła, że jako rodzic ma prawo robić ze swoim dzieckiem, co chce. "Przekułam mojej córeczce policzek! Wygląda słodko, prawda? Wiem, że go pokocha! Podziękuje mi, gdy będzie starsza, a jak nie będzie go chciała, to po prostu go wyjmie, wielka mi rzecz. Ja jestem rodzicem, jest MOIM DZIECKIEM, mogę robić, co chcę! To ja podejmuję jej decyzje, dopóki nie skończy 18. roku życia, to ja ją stworzyłam i należy do mnie! Nie potrzebuję pozwolenia od nikogo i uważam, że z kolczykiem w policzku wygląda lepiej i bardziej uroczo" - rozpoczęła swój post Enedina. Fotografia dziewczynki z miejsca obiegła sieć (udostępniono ją już prawie 14 tysięcy razy), a internauci w komentarzach dali wyraz swemu oburzeniu. Jednak w przeciwieństwie do postępowania matki, która zafarbowała włosy dwulatki na różowo, akcja Enediny była sprytnie zaplanowaną prowokacją, a zdjęcie fotomontażem! Jej celem było zwrócenie uwagi na kwestię prawa dzieci do nietykalności cielesnej. Kobieta jest m.in. przeciwniczką piercingu i obrzezania. Według niej rodzice nie mogą ze swych pociech czynić modnego "dodatku" zgodnie z własnym upodobaniem. "Mój post miał zszokować rodziców i ukazać ich dzieci jako ludzi, których powinni szanować. Zmiany ciała dziecka tylko ze względów estetycznych są złe" - napisała.

przekłutypoliczekdzieckorodzicielstwo

Popularna Instamatka zafarbowała włosy 2-letniej córce! "Czy ty oszalałaś?" - pytają internauci

28-letnia Charity Grace LeBlanc z Clearwater na Florydzie, matka dwójki dzieci, z 260 tysiącami obserwatorów może poszczycić się tytułem "gwiazdy Instagrama". Na jej profilu co rusz pojawiają się zdjęcia w seksownych pozach, z treningów czy sesji zdjęciowych, które są szeroko komentowane przez internautów. Jak na prawdziwą instamatkę przystało, bohaterami większość zdjęć i filmików jest dwoje jej dzieci, zwłaszcza 2-letnia Felicity, która mimo swojego wieku powoli staje się kopią mamy. Blogerka dba o to, by córka nie tylko strojem, ale również fryzurą świetnie wpasowywała się w jej styl, panujące trendy i stanowiła świetne uzupełnienie zdjęcia. Jeden z ostatnich filmików właśnie z jej udziałem wywołał spore oburzenie wśród internetowej społeczności, zwłaszcza wśród rodziców. Charity sfilmowała bowiem moment, w którym farbuje włosy zaledwie dwuletniej córeczki na różowo! Kobieta, która sama chwali się niebieskimi włosami zastrzegła, że użyta farba jest całkowicie bezpieczna dla dzieci i kolor utrzymuje się na ich włosach zaledwie kilka dni. "Błagała mnie o to od dłuższego czasu, więc wreszcie postanowiłam spełnić jej życzenie. Co myślicie o efekcie? Czy pozwolilibyście to zrobić swoim dzieciom?" - pyta w wideo. Internauci niemal natychmiast pospieszyli z odpowiedzią. "Czy ty oszalałaś? Zrobiłaś to dla lajków", "To jest takie nieodpowiedzialne. Ona chciała tego, bo jest tylko dzieckiem. Będzie łysa w wieku 20 lat" - pisali. Chociaż znaleźli się też tacy, którzy pochwalili odważny krok matki, to jednak większość twierdzi, że Charity odbiera jej tym sposobem beztroskie dzieciństwo... Co sądzicie o jej postępowaniu?

farbowaniedwulatkikobietarodzicielstwo

Wykopał grób dla dwuletniej córeczki. Kładzie się w nim razem z nią, by "pomóc" jej oswoić się ze śmiercią!

Zhang Xinlei, dwuletnia córka państwa Liyong z chińskiej wsi położonej w prowincji Syczuan w środkowo zachodnich Chinach, choruje na talasemię - poważną chorobę układu krwionośnego, która objawia się niską obecnością hemoglobiny we krwi (białka, które przenosi tlen i umożliwia właściwe funkcjonowanie komórek). Rodzice dziewczynki desperacko walczą o każdy jej dzień, niestety z powodu braku środków finansowych prawdopodobnie będą zmuszeni pożegnać się z córką na zawsze. Para zdecydowała się na kolejne dziecko z myślą, że przeszczep krwi pępowinowej będzie w stanie pomóc dziewczynce w powrocie do zdrowia, jednak do tego czasu, jak mówią, nie będzie ich na to stać. Na ocalenie Zhang Xinlei wydali wszystkie oszczędności, a z powodu zaciągniętych pożyczek nikt nie chce dać im ani grosza na kosztowny zabieg. Rodzice więc przygotowują siebie i córkę na najgorsze. Ojciec dziewczynki, Zhang Liyong, wykopał nieopodal domu głęboki dół, w którym kładzie się wraz z nią, by oswoić ukochane dziecko z miejscem, w którym spocznie po śmierci. Miejsce wyznaczone na pochówek odwiedzają codziennie, a dwulatka bawi się w jego pobliżu. Niektórzy piszą, że w ten sposób krzywdzi córkę i powinien leczyć się psychiatrycznie. A Wy co myślicie o takim sposobie na oswojenie śmierci?

gróbdladzieckakontrowersjerodzicielstwo

Pod porodówką w Tczewie na matkę i noworodka czekała złota karoca i tłum z orkiestrą. Tak świętowano narodziny dziecka!

Okazała, zaprzężona w dwa konie złota karoca rodem z Disneya, orkiestra, a także rozradowany, tańczący i śpiewający tłum pod Oddziałem Ginekologiczno-Położniczym Szpitali Tczewskich wprawił w poniedziałek w osłupienie cały personel medyczny, świeżo upieczone mamy i ich bliskich. Przypominające wesele wydarzenie zorganizowano z myślą o noworodku i jego mamie narodowości bułgarskiej, którzy opuszczali szpital. Witający ich Bułgarzy ubrani byli w stroje ludowe, a orkiestra grała skoczne, ludowe pieśni. Po wyjściu ze szpitala, zgodnie z tradycją, do akcji wkroczyli także dziadkowie, którzy udzielili maleńkiemu wnukowi błogosławieństwa. Gapiów nie brakowało! W Bułgarii, zwłaszcza w mniejszych społecznościach, równie hucznie obchodzi się wesela czy chrzciny. Zjawisko to jest typowe m.in. dla bułgarskich Romów. Już niedługo młodych rodziców czeka kolejne przyjęcie z pompą. Szkoda, że malec nic z nich nie zapamięta! ;)

karocapodporodówkąkobietarodzicielstwo

Tata wyprowadza córkę na smyczy. "To dzikie dziecko" - tłumaczy

Clint Edward, tata trójki dzieci, prowadzi bloga o tematyce parentingowej. Do swojej internetowej działalności podchodzi z dużą dozą poczucia humoru i dystansu. Dla swoich pociech jednak zawsze chce wszystkiego co najlepsze. Mężczyzna niedawno udostępnił w sieci zdjęcie przedstawiające jego trzyletnią córkę Aspen zapiętą na smycz, "wyprowadzaną jak psa" - komentują internauci. Fotografia rozpętała prawdziwą burzę i lawinę komentarzy dotyczącą nieludzkiego traktowania dziecka oraz traum, z jakimi w przyszłości będzie się zmagało. Ojciec nie pozostaje dłuższy hejterom i odpowiada: "Byliśmy na targu. Nie wstydziłem się. Zapiąłem dziecko na smycz. Jest dzikim maluchem, a to trzyma ją z dala od ulicy, wsadzania rąk w maszynę do lodów, a także utrzymuje mnie przy zdrowiu. Prawdziwą trudnością przy posiadaniu dzikiego dziecka jest to, że będziesz przeklęty, jeśli to zrobisz i nieodpowiedzialny, jeśli tego nie zrobisz. (...) Zapewniam temu dziecku bezpieczeństwo, zachowując spokój umysłu, to w 100% tego warte. Bo w rzeczywistości dzięki temu jest spokojna. Zrozumie kiedyś dlaczego to robię, jak wszystkie inne dzieciaki. Ale dopóki ten dzień nie nastąpi, zrobię wszystko, aby uchronić ją przed niebezpieczeństwem, nawet jeśli to oznacza smycz" - dodaje.

dzieckonasmyczyhejtrodzicielstwo