Nie żyje najsłynniejszy morderca Stanów Zjednoczonych. Miał 84 lata

Charles Manson był przywódcą sekty odpowiedzialnej za liczne morderstwa w latach 60. w Los Angeles. Oskarżono go m.in. o zabójstwo Sharon Tate, żony Romana Polańskiego będącej w 9. miesiącu ciąży. Młoda aktorka zginęła z rąk jego ludzi 9 sierpnia 1969 roku. W tym czasie sam Charles wziął udział w zamordowaniu małżeństwa Leno i Rosemary LaBianca. Został skazany na karę śmierci, jednak krótko potem urząd stanu Kalifornia zniósł ją całkowicie, a Mansonowi zmieniono wyrok na dożywocie z możliwością wcześniejszego ubiegania się o ułaskawienie. 13 listopada tego roku więzień trafił do szpitala, gdzie zmarł z przyczyn naturalnych w nocy z niedzielę na poniedziałek. Miał 84 lata i większość swojego życia spędził w zakładzie karnym, odizolowany od reszty więźniów.

niezyjemordercaSharonTateprawokontrowersje

Wyrzucono go z lekcji, bo nauczycielom nie spodobała się jego fryzura. "To nie jest do końca w porządku" - mówi

Okazuje się, że nie tylko strój ucznia, ale również jego fryzura może wzbudzić w szkole wiele emocji... 15-letni Jordan Waterfield, o którym rozpisują się zagraniczne serwisy, po przerwie semestralnej przyszedł do RSA Academy w Tipton (Wielka Brytania) w nowym uczesaniu. Postawił na krótko ścięte boki i warkoczyki na czubku głowy związane w kucyk. Myślał, że tylko koledzy zwrócą uwagę na zmianę w jego wyglądzie, a nauczyciele przejdą obok niej obojętnie. Niestety bardzo się pomylił... Jego matka Trisha otrzymała tego dnia telefon ze szkoły z prośbą o odebranie syna z "kozy". Jordan znalazł się w niej z powodu swoich włosów, które "za bardzo rzucały się w oczy"! W regulaminie placówki znajduje się bowiem zapis mówiący o tym, że fryzury uczniów muszą być schludne i bez udziwnień. "Jordan chodzi do tej szkoły od czterech lat i nigdy wcześniej coś podobnego nie wydarzyło się w odniesieniu do jego włosów. Zresztą, jeśli mam być szczera, to jak ma uczesane włosy, nie wpływa na to, jak się uczy i czy jest sumienny. Nosi mundurek, nigdy o nim nie zapomina" - podkreśla Trisha, dodając, że fryzury koleżanek jej syna są o wiele bardziej urozmaicone. "Dziewczyny noszą też warkocze, kucyki i inne wymyślne fryzury, ale nikt im nie zwraca uwagi. To nie jest do końca w porządku" - mówi 15-latek. Coś w tym jest, prawda? Po długiej rozmowie z nauczycielami udało się Trishy przekonać nauczycieli, by przyjęli jej syna z powrotem. Czy nastolatki nie mają prawa wyrażać siebie w ten sposób?

fryzuraniedoszkołyprawoszkoła

22-latek wziął ślub z 80-latką. W ten sposób chciał... uniknąć poboru do wojska!

Obowiązek odbywania zasadniczej służby wojskowej w Polsce został prawnie zawieszony 1 stycznia 2010 roku. Wielu niechętnych poborowi odetchnęło wtedy z ulgą, inni, zwłaszcza mający go już za sobą, do dziś uważają ten krok za ogromny błąd. MON stara się uatrakcyjniać służbę i ostatnio zachęca młodych do zaciągnięcia się do Legii Akademickiej (podobno z niezłym skutkiem), nie wykluczając powrotu w przyszłości do dawnego systemu. U naszych wschodnich sąsiadów, Ukraińców, pobór do wojska działa, jednak mówi się, że więcej mężczyzn unika służby, niż jej się poddaje. Nieprzyjmowanie wezwań, zmienianie miejsca zamieszkania czy wyjazdy za granicę to tylko niektóre ich sposoby na oddalenie od siebie widma służenia w armii. Dziś głośno o pewnym 22-latku, który 25 października dostał wezwanie do ukraińskiego wojska, a zaledwie 6 dni później wziął ślub z 80-latką (!), która ma pierwszą grupę inwalidzką. Ślub był ekspresowy - para wzięła go zaledwie dwie godziny po złożeniu wniosku o rejestrację małżeństwa (w wyjątkowych sytuacjach zezwala na to tamtejsze prawo). Komisję wojskową o sytuacji poinformował ojciec pana młodego. Stwierdził, że jego syn musi zajmować się schorowaną żoną i nie może odpowiedzieć na wezwanie. Wojsko zamierza ten związek podważyć w sądzie. Jeśli okaże się, że mężczyzna ożenił się ze staruszką bez intencji założenia z nią rodziny, małżeństwo może zostać unieważnione, a 22-latek pójdzie do wojska. Więcej na ten temat znajdziecie poniżej, w materiale rmf24.pl.

niepoborowidowojskaprawoślub

"Dołącz do drużyny Kulsona!" - tak policja zachęca do wstąpienia w jej szeregi

Na oficjalnym profilu Policja Warszawa na Twitterze pojawił się obrazek, zachęcający do wstąpienia w szeregi stróżów prawa. Akcja reklamowana jest popularnym ostatnio pseudonimem - "Kulson". Napis na zdjęciu brzmi: "Dołącz do drużyny Kulsona. Z nami rozbijesz niejeden gang". Rzecznik stołecznej komendy, Sylwester Marczak, zapytany o to, czy można żartować z takiej sytuacji? "Hasło należy traktować żartobliwie, biorąc pod uwagę samą sytuację z Kulsonem. Mamy do czynienia z sytuacją, która nie była poważna" - wyjaśnia Marczak. "Początkowo tak wyglądała, zaczęła być niezwykle popularna i być traktowana w sposób humorystyczny, szczególnie w internecie. I w to też chcieliśmy się wpisać. Nawet w poważnych instytucjach czasem trzeba się uśmiechnąć" - dodaje rzecznik komendy z Warszawy. A Wy zgadzacie się z podejściem policjantów? Dajcie znać!

dołączdodrużynyKulsonaprawopolskarzeczywistość

Sześciu turystów trafiło do kazachstańskiego aresztu. Chcieli być jak Borat

Wokół postaci Borata wybuchało sporo skandali. Mieszkańcy Kazachstanu, mimo że dzięki filmowi w reżyserii Larry'ego Charlesa państwo zaczęło odwiedzać wielu turystów, twierdzi, że postać prymitywnego dziennikarza rasisty, szowinisty i antysemity przyniosła ich krajowi złą sławę. Władze zabroniły wyświetlania obrazu w kinach oraz sprzedaży na płytach DVD. W miniony weekend w stolicy Kazachstanu, Astanie, doszło do zatrzymania turystów, którzy postanowili uczcić kontrowersyjnego bohatera. Sześciu Czechów przebranych w skąpe stroje Borata paradowało w centrum miasta, "siejąc publiczne zgorszenie". Zabawa w kusych kostiumach nie spodobała się mieszkańcom. Jeden z nich wezwał policję i turystów aresztowano. Za obsceniczne zachowanie zostali przewiezieni na komisariat, gdzie każdy z Czechów otrzymał karę pieniężną w wysokości 22,500 Tenge, czyli około 250 złotych. Zanim jednak panów zatrzymano, ktoś postanowił zrobić im zdjęcie i opublikować na Instagramie. To prawdopodobnie ich najdroższa pamiątka z wycieczki!

aresztowaniBoraciprawoturystyka

W serialu o mafii pokazano ich prawdziwy numer telefonu. Otrzymali dziesiątki pogróżek i wyzwisk!

Na pewno zastanawialiście się kiedyś, czy w telewizyjnych bądź filmowych produkcjach mogą zostać użyte dane "zwykłego zjadacza chleba". Nie powinno się to zdarzyć, jednak ostatnia sytuacja prosto z Włoch pokazuje, że niestety może... W niedzielny wieczór widzowie serialu "Rosy Abate", który skupia się na losach młodej kobiety pragnącej spokojnego życia z dala od sycylijskiej mafii, mogli zobaczyć na ekranie prawdziwy numer telefonu komórkowego pewnego małżeństwa z miejscowości Domodossola w Piemoncie. Został on zapisany na kartce czarnym flamastrem, a kamera uchwyciła go w całości, więc trudno było nie zwrócić na niego uwagi. Niektórzy, wierząc, że dodzwonią się do głównej bohaterki, zaczęli wybierać numer z ekranu i nachalnie pod niego telefonować, zaburzając spokój jego prawdziwych właścicieli. Przez całą noc i dzień po emisji para odbierała telefony pełne gróźb i wyzwisk od widzów, którzy pomylili fikcję z rzeczywistością. "Nie oglądaliśmy tego serialu. A tu nagle ludzie zaczęli do nas dzwonić i wyzywać nas of mafiosów. Jeden z dzwoniących powiedział: 'Rosy, zabiję cię' - mówiła właścicielka numeru (od 13 lat tego samego!), która jest w ósmym miesiącu ciąży. Para postanowiła podjąć kroki prawne przeciwko komercyjnej stacji Mediaset, która odpowiada za "Rosy Abate". Za naruszenie prywatności zażądali odszkodowania, a także wyemitowania komunikatu o popełnionym błędzie. Mediaset przyznało się do błędu i obiecało wyciąć scenę z felernego odcinka. Jak podają włoskie media, przedstawiciele stacji apelują, by para wycofała pozew, jednak małżonkowie pozostają na ich prośby niewzruszeni. Nie mogą oni zrozumieć, jak mogło dojść do takiej sytuacji.

prawdziwynumerwserialuomafiiprawotv

Została ukarana za zbyt wolne poruszanie się. Ma 107 lat!

107-letnia Bessie Farnworth (na zdjęciu) jest jedną z najstarszych osób w Wielkiej Brytanii. Od roku kobieta przebywa w domu opieki dla osób starszych w Tyldesley w pobliżu Manchesteru, w którym cieszy się opinią radosnej i niesamowicie aktywnej pensjonariuszki. Samotność jej nie doskwiera, gdyż często odwiedzają ją bliscy. Niedawno do Bessie przyjechał siostrzeniec, Dave Holland. Z tej okazji postanowił sprawić 107-latce przyjemność i zabrać ją na obiad. Swój samochód zaparkował na miejscu przeznaczonym dla inwalidów, które znajdowało się pod jednym ze sklepów znanej na Wyspach sieci Aldi. By nikt nie miał wątpliwości, że ma do tego prawo, oznaczył pojazd specjalną tabliczką. Jakież było jego zdziwienie, gdy po dwóch tygodniach wraz z Bessie otrzymał pismo, w którym właściciel parkingu poinformował ich, że tego dnia przekroczyli limit darmowego parkowania i muszą zapłacić mandat. Za 13 minut "zwłoki" wyliczono im 70 funtów. Skąd taka kara? 107-latka porusza się przy pomocy balkonika. Nie jest w stanie szybko chodzić, dlatego dotarcie do pojazdu, chociaż znajdował się w pobliżu, zajęło jej 20 minut. "Powinna móc tam parkować na tak długo, jak chce. Myślę, że to obrzydliwe, że otrzymaliśmy mandat" - przytacza wypowiedź Dave'a thesun.co.uk (link poniżej). Na szczęście właściciel parkingu okazał się wyrozumiały i anulował karę. Życzymy Bessie zdrowia i mniej podobnych przygód! ;)

mandatdlastaruszkiprawoseniorzy

Muszą pozbyć się psa, bo szczeka. Tak zdecydował sąd!

9-letni Parker, owczarek niemiecki, od małego znajduje się pod opieką państwa Ciastek z Granowa (woj.zachodniopomorskie). W przydomowym kojcu nie wadził nikomu, cieszył się sympatią okolicznych mieszkańców, ale wszystko zmieniło się, gdy do wsi wprowadził się pan Dariusz. Zamieszkał on w przyczepie kempingowej, tuż obok domu państwa Ciastek, dlatego niemal codziennie miał styczność z Parkerem. Z czasem jego obecność, a także obecność jego "kompanów" okazała się być dla mężczyzny wyjątkowo uciążliwa. Z powodu głośnego szczekania czworonogów, a zwłaszcza Parkera, miał mieć kłopoty ze snem. By znaleźć wyjście z tej sytuacji, postanowił zwrócić się do Sądu Rejonowego w Choszcznie, twierdząc, że zwierzęta celowo są denerwowane. Ku ogromnemu zdziwieniu właścicieli owczarka, sędziowie przychylili się do wniosku pana Dariusza - nakazali zapłacić mu odszkodowanie w wysokości 2 tysięcy złotych, a co najważniejsze - polecili pozbyć się ich ukochanego psa. "Nie rozumiem tej decyzji. Pies szczeka, bo jest psem. Co ja mam z nim teraz zrobić?" - mówił w rozmowie z TVN24 właściciel Parkera. Termin pozbycia się czworonoga już minął, jednak rodzina nie zastosowała się do prawomocnego wyroku. Parker trzymany jest na razie w zamknięciu, a właściciele zastanawiają się, co z nim począć. Nie dopuszczają do siebie myśli, że mogliby go uśpić. Murem za państwem Ciastek stoją mieszkańcy Granowa. Mówią, że nowy sąsiad grozi im podobnymi pozwami... Dawno wyrok polskiego sądu nie wzbudził takich emocji!

wyroknaszczekającegopsaprawozwierzęta

"Czarna wdowa" skazana na śmierć. 70-latka otruła męża i dwóch kochanków

Chisako Kakehi okrzyknięta przez media "czarną wdową" usłyszała we wtorek najwyższy wymiar kary. Japoński sąd skazał 70-latkę na śmierć. Z powodu długów kobieta otruła męża i dwóch innych partnerów. Liczyła na odziedziczenie ich majątku po podaniu im cyjanku. Zdaniem prokuratury seryjna morderczyni wykorzystywała zamożnych, starszych mężczyzn. Partnerów wyszukiwała w portalu matrymonialnym - interesowali ją panowie zarabiający ponad 10 mln jenów rocznie (ok. 3,2 mln zł.). Trzy zbrodnie popełniła w latach 2007-2013. Jej proces trwał aż do roku 2017. Sędzia Ayako Nakagawa podczas wtorkowej rozprawy odrzucił argumenty obrońców "czarnej wdowy", którzy twierdzili, że oskarżona cierpi na demencję. "Nawet gdybym została stracona jutro, umarłabym uśmiechnięta" - twierdzi Kakehi.

karaśmierciprawoprzemoc

Została zatrzymana na lotnisku w Egipicie, bo miała przy sobie leki przeciwbólowe. Grozi jej za to nawet kara śmierci!

Od kilku dni media na całym świecie żyją sprawą 33-letniej Laury Plummer, sprzedawczyni z Hull w Wielkiej Brytanii, która została zatrzymana na lotnisku w Hurghadzie w Egipcie za posiadanie znacznej ilości leków - Tramadolu (silnego leku przeciwbólowego z grupy opioidów) i Naproxenu (niesteroidowego leku przeciwzapalnego). W Anglii, podobnie jak w większości krajów europejskich, Tramadol można dostać jedynie na receptę, ale w Egipcie jest on nielegalny, uznaje się go za substytut heroiny i jeden z najczęściej zażywanych leków przez osoby uzależnione od narkotyków. Kobieta nie miała jednak o tym pojęcia. W jej bagażu celnicy znaleźli aż 290 tabletek zakazanego leku. Plummer tłumaczyła, że wiozła je dla swojego egipskiego partnera Omara, animatora sportowego, który jakiś czas temu uległ wypadkowi i skarży się na bóle kręgosłupa. Brytyjskie serwisy informacyjne podają, że po zatrzymaniu 33-latka podpisała 38-stronicowe oświadczenia w języku arabskim, gdyż myślała, że dzięki temu zostanie zwolniona. Tak się jednak nie stało. Trafiła do celi, w której przebywa 25 oskarżonych o różne przestępstwa kobiet. 9 listopada minie miesiąc od jej aresztowania. Rodzina 33-latki jest załamana, gdyż za wwiezienie do Egiptu nielegalnych leków grozi jej 25 lat więzienia lub nawet kara śmierci. "To jakiś horror. Sama kiedyś brałam te tabletki, gdy miałam migrenę. Nie mogę uwierzyć, że w Egipcie traktowane są na równi z heroiną" - mówiła w jednym z wywiadów jej siostra Rachel. "Nie miała pojęcia, że robi coś złego, te tabletki leżały na samym wierzchu walizki, nawet nie próbowała ich ukrywać" - przekonywała matka Laury w rozmowie z "The Guardian". Brytyjskie MSZ zapewnia, że wspiera oskarżoną i jej rodzinę, a także robi wszystko, by kobieta odzyskała wolność. Egipskie władze podobno pozostają jednak niewzruszone. Według nich Plummer miała z premedytacją wwieźć do kraju leki, by móc je rozprowadzać jako narkotyki. W czwartek stanie przed sądem po raz trzeci.

karaśmiercizalekiprawokobieta

Piłkarz czołowego klubu zatrzymany za fałszywe dokumenty!

Naby Keita, pomocnik RB Lipsk, został oskarżony przez prokuraturę o posługiwanie się fałszywym prawem jazdy. Rzecznik prasowy klubu jest przekonany, że doszło do pomyłki, a sprawa szybko zostanie zamknięta. 22-letni piłkarz miał pod koniec 2016 roku przedstawić w urzędzie w Lipsku prawo jazdy z Gwinei, na podstawie którego dostał pozwolenie na prowadzenie pojazdów w Niemczech. Keita zatrudnił adwokata, bo według rzecznika sądu oba dokumenty są fałszerstwami, a cała sprawa może zakończyć się nawet sześciocyfrową karą finansową. Oby sprawa skończyła się dla młodego zawodnika jak najszybciej, ponieważ po obecnym sezonie ma on przenieść się do Liverpoolu za kwotę 70 mln euro.

fałszywedokumentypiłkarzaprawosport

Aresztowano ją, bo wykonywała swoją pracę. Sąd przyznał jej za to ogromne zadośćuczynienie

O sprawie pielęgniarki Alex Wubbels ze stanu Utah w mediach było głośno na przełomie lipca i sierpnia tego roku. Kobieta na oczach pracowników szpitala została w brutalny sposób aresztowana za to, że opowiedziała się za prawami pacjenta, a więc wykonywała swoje codzienne obowiązki. Po wypadku, w którym brał udział 43-letni oficer policji z Idaho, Wubbels odmówiła obecnym w placówce funkcjonariuszom badania krwi poszkodowanego, gdyż ten był nieprzytomny. Tłumaczenia, że w tym stanie i bez nakazu sądowego pobieranie krwi jest niezgodne z prawem, nie pomogło. Opinią publiczną wstrząsnęło nagranie, na którym widać jak Jeff Payne, jeden z obecnych w szpitalu policjantów, po słowach pielęgniarki wykręca jej ręce i zaciąga przed wejście na oddział, gdzie przyciska ją do ściany i zakuwa w kajdanki. Po 20 minutach Payne wypuścił zszokowaną pielęgniarkę, gdyż zrozumiał, że jego żądania nie miały sensu... Niesłusznie aresztowanej kobiecie nikt nie pomógł. "Tu nie chodziło o zwykłe pobranie krwi od pacjenta, ale o to, że ten pacjent nie mógł sam za siebie decydować, a ja nie mam prawa, żeby za niego decydować, więc moim wyborem zawsze będzie ochrona pacjentów" - mówiła w wywiadach. Sprawa trafiła do sądu. Kilka dni temu ogłoszono wyrok, z którego wynika, że Wubbels otrzyma zadośćuczynienie w wysokości 500 tysięcy dolarów od władz miasta i szpitala. Policjant, który przekroczył swoje uprawnienia, został zwolniony. Więcej na ten temat znajdziecie w poniższych materiałach.

aresztowanapielęgniarkaprawopraca

Nauczycielka została oskarżona o seks z 14-letnim uczniem. Wpadła przez Snapchata

32-letnia Samantha Ciotta, nauczycielka języka angielskiego z Kalifornii, została oskarżona o utrzymywanie stosunków seksualnych z nieletnim uczniem. Sprawa wyszła na jaw po opublikowaniu w sieci filmiku z udziałem kobiety w niedwuznacznej sytuacji. Mężatka i matka dwójki dzieci przez kilka miesięcy miała uprawiać seks z 14-latkiem. Chłopiec udostępnił przez aplikację Snapchat krótki materiał wideo z pijącą alkohol nauczycielką ubraną jedynie w koszulkę i majtki. Jeden z jego kolegów poinformował rodziców o niepokojących odczuciach po obejrzeniu "snapa". Film przedstawiał nauczycielkę w towarzystwie innych chłopców. Nieletni zeznali, że kobieta organizowała w swoim domu "trójkąty" - seks grupowy. We wrześniu, po wpłaceniu 150 tysięcy dolarów kaucji, Ciotta została zwolniona z aresztu. Jej rozprawa odbyć się ma 26 października.

seksz14latkiemprawoonline

Nie ma biletu u kierowcy, nie ma mandatu dla pasażera. Tak zadecydował sąd

Każdemu z nas zdarzyło się wsiąść do autobusu czy tramwaju bez biletu. Jeśli pojazd nie jest wyposażony w biletomat, sprzedaż prowadzi kierowca - to u niego w ostateczności można zaopatrzyć się w obowiązkowy bilet. Co w przypadku, gdy motorniczy również nie posiada biletów? Pewna Łodzianka przekonała się, że wbrew temu, co powiedział jej kontroler, nie powinna ponosić negatywnych konsekwencji z zaistniałej sytuacji. "W ocenie MPK pozwana nie dołożyła należytej staranności, zakładając przy wejściu do pojazdu, że będzie mogła nabyć bilet u kierującego tramwajem" - brzmiała treść wystawionego kobiecie mandatu. Mieszkanka Łodzi postanowiła jednak udowodnić przed sądem, że ukaranie jej było bezpodstawne. "Pozwana nie powinna ponosić negatywnych konsekwencji w postaci obowiązku uiszczenia opłaty dodatkowej, w przypadku braku biletów u kierującego pojazdem" - zawyrokował Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa, zaznaczając, że Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne zamieszcza w autobusach i tramwajach informacje o sprzedaży biletów prowadzonej przez motorniczego. Sprawa została jednak rozpatrzona indywidualnie. Zasada ta niestety nie jest na razie regułą.

brakkaryzabrakbiletuprawotransport

Moda na ślubne zdjęcia z seksem oralnym nie spodobała się Kościołowi. Setki ślubów odwołano!

Nieco ponad tydzień temu pisaliśmy o parze Holendrów, którzy, podobno za namową matki jednego z nich, zdecydowali się na sesję ślubną w nieco odważniejszej wersji... Obok fotografii przedstawiającej parę podczas seksu oralnego w lesie nie sposób było przejść obojętnie. Zaledwie 10 dni później świat usłyszał o innym świeżo upieczonych małżeństwie, które poszło w ślady odważnych Holendrów. Historia Brytyjczyków ma jednak przykry finał. Carly i Matthew Lunn z Birmingham do kontrowersyjnego zdjęcia zapozowali na greckiej wyspie Rodos. Podobnie do zdjęcia pionierów tego dziwnego trendu, fotografia Lunnów ukazuje pannę młodą jeszcze w białej sukni i welonie, klęczącą przed poślubionym przed chwilą mężczyzną z opuszczonymi spodniami i bielizną. Nie wszystkim taki "obraz miłości" się spodobał. "Wstydźcie się. Nie pozwolimy na takie obrzydlistwo. Czy w swojej ojczyźnie, przed swoją kaplicą zrobilibyście to samo?" - komentują Grecy. Ich oburzenie szybko dotarło do tamtejszych władz kościelnych. Jak podają zagraniczne media, biskup z Grecji ostro i bezlitośnie zareagował na zachowanie Brytyjczyków. Przez ich nieodpowiednie zachowanie wszystkie zaplanowane przez obcokrajowców śluby na Rodos zostały odwołane. Rozporządzenie biskupa może dotyczyć nawet kilkuset par...

pikantnasesjaślubnaprawofotografia

Dostała płatny urlop, by zająć się chorym psem. To przełomowy moment!

Żadnego właściciela psa czy kota nie trzeba przekonywać o tym, że zwierzęta domowe powinny być traktowane jak członkowie rodziny. Pewnej Włoszce udało się jednak uświadomić to swojemu pracodawcy! Kobieta otrzymała dwudniowy refundowany urlop opiekuńczy, by zająć się chorym psem. Wniosek o przyznanie podobnego urlopu składają zazwyczaj osoby będące w trudnej sytuacji rodzinnej - np. ze względu na chorobę współmałżonka. Pracownica administracji rzymskiego uniwersytetu La Sapienza jest jedyną opiekunką 12-letniego setera, który po przejściu operacji z powodu paraliżu krtani wymagał opieki. Swoją prośbę dotyczącą przyznania urlopu opiekuńczego umotywowała przepisem prawnym o obowiązku troski o zwierzę. Jego nieprzestrzeganie grozi karą. Aktywiści zaznaczają, że pozytywna odpowiedź szefa Włoszki może być przełomowa w kwestii uznania pupili za członków rodziny - również w świetle obowiązującego prawa. Działacze organizacji prozwierzęcych od 2008 roku walczą o taki zapis w kodeksie prawa cywilnego.

urlopdoopiekinadpsemprawozwierzęta

Kręciła filmy pornograficzne z udziałem własnych dzieci i wysyłała je do męża. "To go podniecało"

27-letnia Anngela Boyle z Detroit w stanie Michigan została skazana na 30 lat pozbawienia wolności po tym, jak nakręciła filmy pornograficzne z udziałem własnych dzieci. Zdjęcia oraz widea przedstawiające czwórkę dzieci w wieku od roku do dziewięciu lat wysłała mężowi. "To najgorszy przypadek przestępstwa, jaki widziałam od dziesięcioleci" - powiedziała sędzia podczas rozprawy. 27-latka zeznała, że oglądanie pornografii dziecięcej podniecało jej ukochanego. Przynajmniej czterokrotnie wykorzystała swoje dzieci, aby sprawić przyjemność mężczyźnie. Podczas procesu nie okazała skruchy. Colin Boyle, mąż skazanej za ten potworny czyn kobiety, przebywa obecnie w więzieniu. Wyrok 60 lat pozbawienia wolności usłyszał m.in. za kradzieże i rozboje. Wstrząsające materiały znaleźli przy nim strażnicy, którzy o sprawie powiadomili policję.

okrucieństwowobecdzieciprawoprzemoc

Przez 4 lata mieszkała ze zwłokami. Leżały w pokoju pod kocem!

75-letnia mieszkanka Piekar Śląskich (woj. śląskie) przez cztery lata mieszkała ze zwłokami swojego partnera. Kobieta przerażona formalnościami pogrzebowymi i brakiem funduszy na zorganizowanie godnego pochówku, postanowiła nie powiadamiać nikogo o jego śmierci. Szczelnie przykryła zwłoki kocem i pozostawiła je w pokoju na wersalce. Po upływie 4 lat (mężczyzna zmarł w listopadzie 2013 roku) zmarłego znaleziono przez przypadek... Szokującego odkrycia dokonała pasierbica 75-latki podczas sprzątania. To ona zawiadomiła funkcjonariuszy. Ciało denata było w daleko posuniętym stanie rozkładu. Został z niego praktycznie sam szkielet... Mimo upływu lat, kobieta nie czuła nieprzyjemnego zapachu. Policja i prokuratura wszczęły dochodzenia w tej sprawie. Celem jest ustalenie przyczyny śmierci mężczyzny (planowana jest sekcja zwłok). To nie pierwszy taki przypadek w naszym kraju.

4latazezwłokamiprawoseniorzy

W Niemczech odbył się pierwszy ślub homoseksualnej pary. To było wielkie wydarzenie!

W minioną niedzielę w urzędzie stanu cywilnego w ratuszu Schoeneberg w Berlinie po kilkunastu latach związku Karl Kreile i Bodo Mende wzięli ślub. Mężczyźni jako pierwsi w Niemczech skorzystali z nowego prawa, które od 30 czerwca tego roku umożliwia parom jednopłciowym zawierać związki małżeńskie. Bundestag, zrównując związki gejów i lesbijek ze związkami heteroseksualnymi, zdecydował również o przyznaniu tym parom prawa do adopcji dzieci. Uroczystość Karla i Bodo była wydarzeniem na ogromną skalę. Utorowali oni drogę innym parom homoseksualnym, trwale zapisując się na kartach niemieckiej historii. Nie obyło się bez wzruszeń, ale na zdjęciach, które obiegły sieć, przede wszystkim widać ogromną radość z wyczekiwanej latami możliwości sformalizowania związku. W przyjęciu ślubnym Karla i Bodo uczestniczyło ponad 100 gości! Życzymy im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

ślubhomoseksualistówwNiemczechprawoNiemcy

16-latek zabił bezbronnego mężczyznę, ponieważ chciał zaimponować kolegom. Został skazany na trzy lata [WIDEO]

20 maja bieżącego roku 16-letni Connor Stewart uderzył 47-letniego mężczyznę, który wskutek zadanego przez nastolatka ciosu zmarł w szpitalu miesiąc później. Szokujący moment zarejestrowali znajomi chłopca. Nastolatek chciał zaimponować grupie przyjaciół i zaatakował bezbronnego mężczyznę. 47-letni Michael Rhodes w chwili zdarzenia był pod wpływem alkoholu. Na wideo widać, że nie prowokował walki i próbował wycofać się przed natarciem agresywnego 16-latka. Kiedy powalony ciosem upada, uderza głową o chodnik, a jeden z kolegów 16-latka zaczyna krzyczeć: "On krwawi!". Steward początkowo zeznał, że działał w obronie własnej. Przed sądem przyznał jednak, że mężczyzna nie zagrażał mu. Przestraszony wrócił na miejsce zdarzenia i widząc nieprzytomnego mężczyznę, prosił go, by "się obudził". Kiedy zdał sobie sprawę, że jego ofiara nie porusza się, ponownie uciekł. Wczoraj niepełnoletni morderca został skazany na trzy lata w ośrodku dla młodocianych przestępców. "Mieliśmy nadzieję, że usłyszy bardziej surowy wyrok, chociaż sami w to nie wierzyliśmy" - mówi w imieniu całej rodziny Rhodesa jego siostra, Jane Parkinson.

3latazazabójstwoprawoprzemoc