Każdego dnia je obiad ze swoją zmarłą ukochaną. "Prawdziwa miłość nigdy się nie kończy" - mówi.

Clarence i Carolyn pobrali się w 1948 roku. Przez 63 lata byli zgodnym, szczęśliwym małżeństwem, które razem, nigdy osobno, radziło sobie z każdą przeciwnością. Niestety, w 2013 roku Clarence został sam - Carolyn w wieku 85 lat zmarła. Pogrążony w smutku mężczyzna długo nie mógł uporać się ze stratą miłości swojego życia... Chociaż od śmierci żony minęły już 4 lata, on wciąż kultywuje ich codzienne zwyczaje, dbając o pamięć o ukochanej jak nikt inny. Przez ostatnich 13 wspólnych lat para stołowała się w swoim ulubionym barze mlecznym w rodzinnym mieście Reidsville w Georgii. Gdy Carolyn odeszła, Clarence nie zaprzestał tam jadać. Zmieniło się tylko jedno - obok niego miejsce zajmuje fotografia żony, a posiłki nadal zamawia dwa. "Była i wciąż jest ze mną" - mówi mężczyzna, podkreślając, że tak jak oni, nie kochał nikt na świecie. Kilka razy w ciągu dnia odwiedza też jej grób. "Chciałbym żebyś wróciła ze mną do domu. Chodźmy. Nie możesz czy może nie chcesz?" - pyta, patrząc na jej nagrobek. W jednym z poniższych linków znajdziecie wideo, które przybliży Wam tę niezwykłą historię. Dzisiaj trudno o taką miłość. Ale wbrew pozorom jest ona możliwa. Ta prawdziwa, jak mówi Clarence, nigdy się nie kończy.