Pokazał, jak wyglądają plecy przepracowanej fryzjerki. To zdjęcie wprawiło internautów w osłupienie!

Praca w salonie fryzjerskim czy kosmetycznym, jak każde inne zajęcie, wiąże się z wysiłkiem. Hitesh Patel, masażysta z Leicester w Wielkiej Brytanii, postanowił o tym przypomnieć. Na swoim profilu na Facebooku opublikował zdjęcie klientki, która codziennie przez kilka godzin wysila mięśnie przy fryzjerskich fotelach. "Spędza godziny na nogach, w jednej dłoni trzymając szczotkę, w drugiej suszarkę do włosów. W takiej pozycji mięśnie rozwijają się i przestają podtrzymywać kręgosłup w naturalnej dla niego pozycji. Zatem, kiedy wreszcie masz szansę odłożyć swój ekwipunek i starasz się usiąść w neutralnej pozycji, to po prostu nie działa" - pisze mężczyzna. Czerwone pręgi na plecach widoczne na zdjęciu to efekt rozluźniającego mięśnie masażu gua sha, któremu kobieta musi się poddawać, by normalnie funkcjonować. Na czym on polega? Na leczeniu bólu bólem! Gua sha poprawia krążenie krwi i uwalnia napięcie mięśniowe za pomocą skrobania (np. bawolim rogiem) aż do powstania zaczerwień na skórze. Chociaż widok części ciała po tym zabiegu szokuje, to masażysta zapewnia, że pozytywne efekty są szybko odczuwalne. Po nim zaleca się ustawienie kręgosłupa w odpowiedniej pozycji - najczęściej za pomocą jogi. Jego klienci chwalą, że dzięki temu zabiegowi lepiej sypiają, a ciało rzadziej ich zawodzi. "Następnym razem, kiedy spojrzysz na swoją fryzjerkę i pomyślisz, jak łatwe ma życie, pomyśl o tych zdjęciach i zastanów się nad tym, że poświęcają własne zdrowie po to, żeby twoje włosy wyglądały dobrze" - puentuje wyraźnie poruszony Patel. Jego post wprawił w osłupienie tysiące internautów.Do tej pory został udostępniony ponad 24 tysiące razy. Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam pomyśleć tak o pracy fryzjerki?

plecyfryzjerkipracafryzjerstwo

Lekarz z 15-letnim stażem opublikował w sieci wyciąg z konta. Tyle warta jest walka o ludzkie życie!

Powszechnie uważa się, że polscy lekarze są elitą zarobkową kraju - wysoka wypłata, drogie samochody, domy... O ich pensjach krążą różne historie, ale ta, której bohaterem jest pan Arkadiusz Baran, sprawia, że już chyba nigdy nikt nie pomyśli o tym, jak dobrze im się wiedzie. Lekarz ma 15 lat doświadczenia, obecnie pracuje w Klinice Położnictwa i Perinatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zdawać by się mogło, że po tylu latach pracy w zawodzie jego wynagrodzenie jest wysokie, jednak nic bardziej mylnego. Pan Arkadiusz na Facebooku opublikował wyciąg ze swojego konta, na którym widać, ile dokładnie zarobił we wrześniu. 15-letnie doświadczenie w zawodzie, specjalizacje, doktorat, a przede wszystkim walkę o ludzkie życie wyceniono na 3000 złotych! "Codziennie rano wyjeżdżając z domu o godzinie 6.40 aby zdążyć podbić kartę przy wejściu do szpitala przed godziną 8.00, zastanawiam się, czy warto... Czy warto pracować tylko dlatego, że się lubi i chce się pomagać innym? Czy warto pracować bo chce się wykorzystywać zdobytą wiedzę i doświadczenie w publicznej służbie zdrowia? Czy warto brać odpowiedzialność za działania podległego personelu na dyżurze? Czy warto szkolić młodszych kolegów aby i oni za kilka lat zadawali sobie podobne pytania?" - napisał pod zdjęciem, które zszokowało opinię publiczną. Pan Arkadiusz tym samym popiera strajk rezydentów tzw. młodych lekarzy (w wieku od 26 do 38 lat, którzy którzy ukończyli 6-letnie studia i 13-miesięczną praktykę) walczących o zwiększenie nakładów na polską służbę zdrowia i o pracę za godziwe wynagrodzenie. Jeśli rządzący nie wysłuchają ich próśb, prawdopodobnie wyjadą za granicę, a Polska straci wielu dobrych specjalistów...

wyciągzkontalekarzapolskarzeczywistośćpraca

Po interwencji rodziców swoich uczniów została zwolniona z pracy w przedszkolu. Powodem były jej zdjęcia!

26-letnia Victoria Demeshkina z Jekaterynburga w Rosji do niedawna pracowała jako przedszkolanka. Dziewczyna cieszyła się dobrą opinią wśród grona pedagogicznego, a dzieci ją uwielbiały. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, gdy mama jednego z jej podopiecznych odkryła przypadkiem jej konto na Instagramie. Na zdjęciach, które udostępnia 26-latka, nie brak prowokujących póz, a także wiele odsłaniających ubrań. Zbulwersowana taką odsłoną nauczycielki swojego dziecka kobieta zdecydowała się zainterweniować najpierw u innych rodziców, a następnie, gdy już sprawa zyskała wielu zwolenników, także u władz placówki. Wspólnie zażądali jak najszybszego usunięcia Victorii ze szkoły. Jako przyczynę nagłej interwencji podali, że pozy i miny przedszkolanki są "nacechowane seksem", a osoba pracująca na co dzień z dziećmi nie powinna takowymi się chwalić. Suchej nitki nie zostawili także na jej stylizacjach, które "mogą sprowadzić dzieci na złą drogę". Dyrekcja placówki postawiła nauczycielce ultimatum: albo usunie zdjęcia i przestanie podobne upubliczniać, albo straci posadę. 26-latka odmówiła, tym samym tracąc wymarzoną pracę. Według niej zdjęcia nie miały seksualnego charakteru, a jedynie pokazywały urywki z jej życia, którymi chwali się dzisiaj w sieci każdy.

zwolnionaprzedszkolankakobietapraca

Maszynista zatrzymał pociąg i wysiadł. Zostawił pasażerów, bo skończył mu się czas pracy

"Maszynista jadącego do Suwałk pociągu PKP Intercity zostawił pasażerów na stacji Tłuszcz i wysiadł ze składu, bo skończył mu się czas pracy. PKP Intercity wyjaśnia sprawę" - powiedziała rzecznika Polskich Kolei Państwowych Agnieszka Serbeńska. Zazwyczaj maszyniści po upływie czasu ich pracy (w tym przypadku było to 12 godzin) zmieniają się i nie jest to zauważalne dla pasażerów. Zmiennik pociągu "Podlasiak", mieszczącego ok. 250 osób, zjawił się dopiero po upływie dwóch godzin. Kuriozalna sytuacja wydarzyła się prawdopodobnie ze względu na wcześniejsze opóźnienia pociągów. "Podlasiak" miał przyjechać do Warszawy spóźniony 100 minut z powodu awarii maszyny. Pasażerowie nie kryją oburzenia. PKP krytykują nie za sam fakt pozostawienia pociągu przez maszynistę, ale za niepoinformowanie o powodach zaistniałej sytuacji oraz czasu, jaki będą musieli spędzić na stacji Tłuszcz, zanim pociąg ponownie ruszy. Za trudy w podróży pasażerom obiecano ciepły posiłek. Większość z nich dostała jedynie skromny poczęstunek. Podróżujący zapowiadają reklamacje i ubieganie się o rekompensatę.

polskarzeczywistośćtransportpraca

W tej firmie można wziąć dzień wolnego z powodu kaca. Wystarczy wysłać jedną emotkę!

Nie ma chyba nic gorszego niż praca na kacu. Mimo hektolitrów wody, solidnej dawki kofeiny czy tabletek przeciwbólowych po szalonej procentowej imprezie spędzenie ośmiu godzin w miejscu innym niż łóżko jest koszmarem. Być może jednak wkrótce dzień wolnego na wyleczenie "syndromu dnia wczorajszego" stanie się rzeczywistością! Jak to możliwe? Londyńska firma DICE zajmująca się dystrybucją biletów koncertowych jako pierwsza puściła oko w stronę imprezujących pracowników, wprowadzając tzw. "Hangover Days" czyli "Kac-Dniówki". Zatrudnione w tym przedsiębiorstwie "hulaki" mogą powołać się na kaca cztery razy do roku! Wystarczy wysłać do swojego przełożonego emotkę imitującą piwo, muzykę czy chorobę. Kruczek jest tylko jeden: "Hangover Day" musi być efektem spotkania w celach roboczych, kiedy załatwia się interesy. "Cały nasz zespół żyje dla muzyki. Dodatkowo wiele najlepszych utargów dla firmy udaje się zdobyć na imprezach mocno zakrapianych alkoholem. Ufamy sobie nawzajem i chcemy, by nasi pracownicy czuli się komfortowo, doświadczając muzyki na żywo w późnych godzinach nocnych. U nas nie ma potrzeby wymyślania nieistniejących wirusów i gryp żołądkowych" - mówił w wywiadzie dla magazynu "Grazia" założyciel DICE Phil Hutcheon. Jego pracownicy są mu bardzo wdzięczni za taką możliwość! Kiedy inni pójdą tym śladem? Z nieskrywaną nadzieją wyczekujemy dnia, w którym "Kac-Dniówki" ogłosi jakaś polska firma! Wy też? ;)

kacurlopypracaalkohol

5-latka została ukarana grzywną za sprzedawanie lemoniady na ulicy. Teraz może przebierać w ofertach pracy!

W wakacje dzieci bardzo często starają się dorobić do kieszonkowego. Najczęściej włączają się w wiele prac domowych, których nie są w stanie wykonywać w czasie roku szkolnego, albo próbują swoich sił w prowadzeniu małych, lokalnych "biznesów" (dominują stoiska z różnorakimi napojami i słodyczami, a także wyprowadzanie psów sąsiadów czy pomaganie w pielęgnowaniu ogródków). Andre Spicer z Londynu, trener biznesu, idąc śladem innych rodziców, postanowił pozwolić swojej 5-letniej córce na założenie stoiska z lemoniadą. Dziewczynka samodzielnie przyrządzała napój w domu, a następnie wychodziła na ulicę, gdzie przy małym stoliku serwowała ją przechodniom. Nie wszystkim jednak przedsięwzięcie 5-latki okazało się być w smak. Za to, że dziewczynka nie posiadała specjalnego pozwolenia na tego typu działalność, lokalni urzędnicy wypisali jej mandat na 150 funtów (ponad 700 zł)! Nie obyło się bez łez... Po interwencji oburzonego ojca i internautów, którzy skrytykowali urzędników za brak serca i ślepe podążanie za przepisami, karę wycofano. Teraz 5-latka może przebierać w ofertach wakacyjnych zajęć, gdyż poruszeni jej historią mieszkańcy proponują jej ustawianie swojego stoiska pod ich domami. Ojciec dziewczynki zdradził również, że otrzymała ona także propozycje sprzedawania lemoniady na dziesiątkach festiwali! Ciekawe, czy któraś z tych ofert zainteresuje małą bizneswoman! ;)

grzywnazalemoniadędzieckopraca

Odważna kobieta wzięła urlop, by odpocząć psychicznie. Takiej odpowiedzi szefa się nie spodziewała!

Każdy z nas słyszy czasem, że powinien odpocząć i "zrobić coś dla siebie". Programistka z Ameryki Madalyn Parker postanowiła w pełni wykorzystać Dzień Zdrowia Psychicznego i wysłała do szefa oraz współpracowników odważną wiadomość. Kobieta od dawna zmaga się z bezsennością i stanami depresyjnymi. W swoim mailu zaznaczyła, że prosi o dwa dni wolnego od pracy, ponieważ chce się skupić na swoim zdrowiu psychicznym. Odpowiedź, jaką uzyskała, poruszyła internetów. Wymianę korespondencji między Madalyn a jej szefem udostępniono na Twitterze. "Chciałbym osobiście podziękować ci, że wysłałaś taki mail. Przypomniał mi, jak ważne jest wykorzystywanie dni wolnych, by dbać o zdrowie psychiczne – nie mogę uwierzyć, że nie jest to standardową praktyką. Dałaś nam wszystkim przykład, by odważyć się zdjąć z tego piętno, tak byśmy wszyscy byli zdrowsi w pracy" - odpisał Ben Congleton. Internauci gratulują Madalyn odwagi i wyrozumiałego przełożonego. Screeny maili wielu uświadomiły, że podobne prośby wcale nie są oznaką słabości i nie muszą być piętnowane. Zdrowie jest najważniejsze!

zdrowiepsychiczneapracazdrowiepraca

Walczyły o staż w bikini! Absurdalna rekrutacja wywołała falę krytyki!

Gdy staramy się o wymarzoną posadę, liczymy na to, że otrzymamy ją ze względu na posiadane umiejętności i doświadczenie, a nie wygląd. Okazuje się jednak, że czasem ważniejsze od tego, co potrafimy, będzie liczyło się to, jak wyglądamy pod ubraniem! Czeska elektrownia jądrowa Temelin, wchodząca w skład spółki CEZ, postanowiła wybrać stażystkę na podstawie liczby lajków pod zdjęciem w bikini! W tym celu centrum informacyjne elektrowni opublikowało na Facebooku zdjęcia dziesięciu dziewczyn pozujących w strojach kąpielowych, które przeszły do finału konkursu "Maturantka Roku". "Zostawcie lajka i pomóżcie jednej ze ślicznotek dostać się na staż" - prosili w poście. Zwyciężczyni miała otrzymać tytuł "Miss Energii" i spędzić w elektrowni dwa tygodnie. Pomysł na rekrutację, która miała prawdopodobnie nawiązywać do pochodzenia nazwy "bikini" (wywodzi się ona od atolu Bikini na Pacyfiku, gdzie w 1946 roku Amerykanie testowali broń jądrową) spotkał się z ogromną falą krytyki. "Konkurs jest absolutnie poza granicami etyki. Uważam, że to niedopuszczalne, że w 2017 roku ktoś otrzymuje zawodową propozycję, bo wygląda dobrze, a co więcej - bo jego wygląd został doceniony przez innych" - powiedziała w rozmowie z portalem aktualne.cz Petra Havlikova, ekspert w dziedzinie praw kobiet. Zarzuty o seksizm i przedmiotowe traktowanie kobiet spowodowały, że czeskie przedsiębiorstwo postanowiło odwołać konkurs i zaprosić do udziału w stażu wszystkie jego uczestniczki. "Nie chcieliśmy nikogo obrazić tym konkursem. Naszym celem była popularyzacja wykształcenia technicznego. Jeśli nasze metody wzbudziły niezadowolenie, wyrażamy żal i przepraszamy" - napisała firma w oficjalnym komunikacie. Jej przedstawiciele dodali także, że nie byli organizatorami konkursu, a zawody były jedynie elementem corocznych wyborów miss. Internet jednak niczego nie zapomina...

rekrutacjawbikinikobietapraca

"Tulący" biznes rozwija się za naszymi granicami. Czy profesjonalni przytulacze są potrzebni?

Wyobraźcie sobie, że obca kobieta bądź mężczyzna przyjeżdża do Waszego mieszkania i głaszcze Was po głowie, rękach, przytula, bez seksualnych podtekstów leży z Wami w łóżku, po prostu jest. To certyfikowani przytulacze, z których usług można już korzystać w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Wystarczy wykonać jeden telefon, a przyjadą oni w dowolne miejsce. Sesje trwają od pół godziny do godziny, a ich ceny wahają się przeważnie od 35 dolarów (ok 130 zł) do ponad 100 dolarów. O wizycie profesjonalnej przytulaczki, Dieniz Costy, opowiedziała jedna z redaktorek "Business Insidera". Dziennikarka kładła Dieniz głowę na kolanach, przytulała "na łyżeczkę" w łóżku i obejmowała ją nogami. Po godzinnej sesji kobieta nie kryła, że dzięki takiemu sposobowi przytulania zrelaksowała się, a jej głos stał się spokojniejszy. W Polsce na razie cicho o usługach profesjonalnych przytulaczy, ale bardzo możliwe, że moda na takie usługi pojawi się także u nas. Kto będzie z nich korzystał? Dla tych, którzy szukają takiej formy dotyku zainteresuje "Cuddle party" - impreza organizowana przez Instytut Pozytywnej Seksualności. Na facebookowym fanapage'u Instytutu możemy przeczytać: "Wydarzenie na którym dorośli (18+) eksplorują własne umiejętności komunikacji, uczą się stawiania granic ale przede wszystkim doświadczają dotyku w bezpieczny, nie-seksualny sposób. Na spotkaniach odbywających się od 12 lat na świecie w lekki i przyjemny sposób osoby dorosłe odkrywają swoje potrzeby dotyku i uczą się jak je komunikować, ale też jak mówić NIE. Efektem ubocznym uczestnictwa jest zalanie falą oksytocyny, dobrego samopoczucia i doskonałego humoru". "Cuddle party" już 11 czerwca w Warszawie!

przytulaczdowynajęcialudziepraca

Ta firma zapłaci Ci 10 500 zł miesięcznie za wyruszenie w podróż dookoła świata!

Organizacja World Life Experience poszukuje 6 kobiet i 6 mężczyzn w wieku 20-35 lat, którzy zgodziliby się na podróż dookoła świata - 40 państw, 5 kontynentów w jeden rok. Wszystkie koszty podróży oraz utrzymania pokrywa firma. Mało tego, oferuje także 10 500 zł miesięcznie dla każdego podróżnika! Aby rozpocząć pracę marzeń wystarczy spełnić dwa warunki. Po pierwsze - formalność: uzupełnienie formularza na stronie www.worldlifeexperience.com. Po drugie - umiejętność prowadzenia bloga i łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Akcja ma celu zwiększenie świadomości o różnicach kulturowych, wspieranie organizacji pozarządowych oraz dzielenie się z innymi przygodą życia! Chętni, którzy swoją podróż rozpoczną 15 września w Lizbonie, będą zobowiązani do krótkiego relacjonowania wycieczki. Ich posty w mediach społecznościowych powinny informować o kulturze, rozrywce oraz odpowiedzialności społecznej.

pracamarzeńpodróżepraca

Lubisz podróżować i kochasz zwierzęta? Dzięki tej stronie wyjedziesz na darmowe wakacje!

Marzysz o wakacjach w odległym zakątku świata? Chciałbyś poznać inne kultury, obce państwa, mieszkając w imponującej posiadłości, nie płacąc prawie nic? Lubisz zwierzęta? Portal Trusted Housesitters może Ci to zapewnić! Strona zrzesza właścicieli psów i kotów (a także innych zwierząt), którzy chcą wyjechać na wakacje, ale nie mają z kim zostawić swoich pupili oraz osoby zgłaszające chęć zaopiekowania się nimi. Koncepcja funkcjonowania oferty jest bardzo prosta i korzystna dla obu stron. Właściciele czworonożnych przyjaciół często nie chcą zostawiać zwierzaków u znajomych lub w tzw. "psich hotelach", więc "zatrudniają" opiekuna, który jednocześnie zajmie się ich dobytkiem. To niezwykła szansa na przeżycie wakacji życia dla tych, którzy kochają zwierzęta. Zanim jednak wyruszą w podróż do Francji, Australii czy Miami, chętni muszą przejść trzystopniowy proces weryfikacyjny. Kandydat powinien wykazać się wiarygodnością, doświadczeniem oraz dobrą reputacją. Po spełnieniu określonych warunków nie zostaje nic innego, jak wyjazd za granicę i spędzenie wakacji w luksusowej posiadłości z sympatycznym psiakiem lub opieka nad kurami w Walii :)

podróżepracazwierzęta

Polscy emigranci. Kim są i dokąd chcą wyjechać?

Według danych zawartych w najnowszym Raporcie Migracyjnym Workservice najczęstszym kierunkiem emigracji jest dziś Wielka Brytania. Aż 19 procent Polaków ma zamiar wyjechać do tego właśnie kraju. Jest to skok 5 punktów procentowych w porównaniu do roku 2016. Na drugim miejscu znalazły sie Niemcy 15 proc. oraz Holandia 12 proc. Jako główny powód większość badanych podaje możliwość większych zarobków oraz wyższy standard życia. Wiele osób jest skłonnych do wyjazdu ponieważ dzięki temu widzą możliwość podróżowania oraz rozwoju zawodowego. Kim są statystyczni emigranci? Większość ludzi to osoby w wieku od 18 do 24 lat. Najczęściej wyjeżdżają zaraz po skończeniu szkoły średniej lub zawodowej, nie posiadają też wyższego wykształcenia. Co ciekawe, aż 59 proc. posiada praca w Polsce. Jednak nie zarabia wystarczającej i satysfakcjonującej kwoty pieniędzy (zazwyczaj poniżej 2000 zł brutto). Eksperci uważają, że wzrost zainteresowania wyjazdem do pracy zarobkowej do Wielkiej Brytanii jest także efektem Brexitu. Ponad połowa badanych ma zamiar wykorzystać sytuację przed wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europjskiej i zdążyć nabyć dotychczasowe prawa obowiązujące imigrantów z innych państw zanim wejśie na brytyjski rynek pracy zostanie całkowicie utrudnione.

pracaBrexit

Ta urocza 12-latka codziennie obcuje ze śmiercią. Jest... stażystką w domu pogrzebowym!

12-letnia dziś Olivia Jessop już w wieku 8 lat zaczęła pomagać swojej babci Irene w prowadzeniu firmy - dobrze prosperującego zakładu pogrzebowego. Zadaniem dziewczynki było wtedy układanie kwiatów, zapalanie świec przy trumnie zmarłego, dbanie o porządek czy uczestnictwo w pogrzebach zwierząt. Gdy Olivia podrosła, zadania, które zaczęła powierzać jej babcia, stały się o wiele bardziej odpowiedzialne, a dziewczynka "awansowała" na stażystkę na stanowisko dyrektora zakładu. 12-latka dzisiaj zajmuje się już nie pogrzebami zwierząt, a ludzi! W trakcie spotkań z klientami omawia z nimi szczegóły pogrzebu, a także pomaga wybrać odpowiednią trumnę czy urnę, na co dzień więc obcuje ze śmiercią i ludzkim żalem po stracie bliskich. Mała stażystka bez skrępowania mówi także o tym, że była odpowiedzialna również za ostatnią drogę swojego ukochanego dziadka! Historia Olivii wywołuje skrajne emocje. Bo czy powierzanie dziecku (!) obowiązków, które tyczą się bezpośrednio śmierci nie oddziałują szkodliwie na jej psychikę?

wdomupogrzebowymdzieckopraca

Pucybut poszukiwany! W Palermo otwierają spółdzielnię

We Włoszech jeszcze w kilku miastach, w tym w Rzymie, Neapolu i teraz również w Palermo działają pucybuci. Są to osoby, które na ulicy zajmują się czyszczeniem butów. Dawniej zawód skierowany był do ludzi ubogich. W Palermo otworzono specjalną spółdzielnię zrzeszającą osoby, które w około dziesięciu miejscach miasta miałyby wykonywać ten zawód. Ostatni pucybut w tym mieście, opuścił plac w centrum pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. W dzisiejszych czasach robotę czyszczenia obuwia wykonują szewcy. Oni też mieliby szkolić przyszłych pucybutów z zakresu czyszczenia, polerowania i pastowania butów. Pucybut może zarobić od 3 do 5 euro za usługę. Ma być to też szansa dla ludzi, którzy są bezrobotni; na Sycylii wskaźnik bezroboci wśród młodych to około 50 procent.

pucybutpraca

Przez dwa tygodnie podpisywała się w pracy męskim nazwiskiem. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam"

Martin Schneider, redaktor portalu Front Row Central, doświadczył w pracy systemowego błędu, który zainspirował go do przeprowadzenia pewnego eksperymentu. Po tym, jak przez przypadek jego korespondencja mailowa trafiła do klienta podpisana nazwiskiem koleżanki z pracy, Martin otrzymał wrogą i pretensjonalną wiadomość zwrotną. Gdy wytłumaczył, że nie ma na imię Nicole, jego rozmówca zmienił znacząco ton wypowiedzi i dziękował za trafne uwagi. Po tym doświadczeniu Martin postanowił na dwa tygodnie zamienić się z Nicole Hallberg tożsamością - świadczyły o tym podpisy ich biznesowych maili. Minieksperyment pozwolił zrozumieć mężczyźnie, dlaczego jedyna (!) zatrudniana przez niego kobieta pracuje wolniej. Nie jest mniej wydajna, jak mu się na początku wydawało, ale zależność faktycznie dotyczy jej płci. Klienci, będąc przym tym aroganccy i niemili, wymagali od niej ciągłego udowadniania, że jest kompetentna i zna się na tym, co robi. Nicole miała przez to dużo więcej pracy niż jej koledzy. "Praca jako 'Nicole' była piekłem. Nie dostawałem odpowiedzi na podstawowe pytania, wszystko, co sugerowałem, było kwestionowane. Klienci, z którymi wcześniej radziłem sobie bez najmniejszych trudności, nagle stali się powodem nieustannej frustracji" – pisał Martin na Twitterze. Jak przez te dwa tygodnie czuła się Nicole? To był dla niej najbardziej produktywny czas w karierze zawodowej, wolny od bezustannych pytań o to, czy jest singielką. "Na chwilę zyskałam przywilej, z którym się nie urodziłam" - tłumaczy.

seksizmdyskryminacjapraca

Ubrania kołdry - hit sezonu?

Chyba większość z nas z niechęcią wstaje rano z ciepłego łóżka. Ponoć kołdra zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Dlatego pracownicy sieci jednego z popularnych hoteli stworzyli The Suviet. Jest to specjalne ubranie, które powstało z kołdry. Osoby pracujące nie musiałyby wcale po nocnym spaniu ubierać się, wystarczy tylko wstać z łóżka, wciąż znajdując się w kołdrze. Strój posiada dwie wersje: damską i męską. Kołdrę można zdjąć znajdując się już w biurze i założyć ponownie np. podczas wykonywania biurowej drzemki. Twórcy The Suviet twierdzą, że sami są pracoholikami i nie znoszą opuszczać swoich łóżek. Dlatego też powstał ten projekt. Czy kupilibyście takie strój?

modapracasen

Urlop menstruacyjny - kobiety dostaną 3 dni wolnego każdego miesiąca?

Inicjatywa płatnych dni wolnych w przypadku silnych bóli menstruacyjnych to nie nowość. Nike od dekady daje swoim pracownicom taką możliwość. Podobnie jest w Japonii i Korei, gdzie kobiety za niewykorzystanie przysługującego im raz w miesiącu urlopu dostają dodatek do pensji. "Urlop menstruacyjny" ma zamiar wprowadzić także firma Co-Exist z Wielkiej Brytanii. "Ważne jest umożliwienie pracy zgodnie ze swoim naturalnym rytmem, co przeniesie się na bardziej efektywne i twórcze wykonywanie zadań" - mówi właścicielka przedsiębiorstwa Bex Bexter. O krok dalej w stronę realizacji kobiecych potrzeb idą włoscy parlamentarzyści. Obecnie prowadzona jest dyskusja nad płatnym, 3-dniowym (!), comiesięcznym urlopem dla pań w wieku reprodukcyjnym. By skorzystać z takiego prawa, kobieta będzie musiała co roku przedstawić pracodawcy zaświadczenie od lekarza. Czy to jednak dobry pomysł? Wprowadzenie nowego rozporządzenia na pewno nie pomoże kobietom na rynku pracy...

urlopmenstruacyjnykobietapraca

Wakacyjny piwosz. Ogłoszenie o pracę marzeń?

World of Beer, browar z Florydy, do 26 marca przyjmuje aplikacje od osób, które chciałyby pracować na stanowisku wakacyjnego piwosza! Obowiązki można zaliczyć do kategorii "same przyjemności" - testowanie najprzeróżniejszych piw, odwiedzanie browarów na terenie Stanów Zjednoczonych, a także poza nimi, oraz relacjonowanie wszystkiego w social mediach! Czyż nie brzmi to jak przygoda życia? Taka przyjemność będzie sowicie wynagradzana. Wakacyjny piwosz może liczyć na 12 tysięcy dolarów pensji, czyli w przeliczeniu na złotówki będzie to prawie 50 tysięcy! Koszty pobytu zostaną pokryte przez pracodawcę! Chętni muszą wypełnić specjalny formularz, który znajduje się na: https://worldofbeer.com/DrinkItInternApplication, a także nakręcić krótki filmik, który przekona rekrutujących o uwielbieniu dla złocistego trunku. Będziecie starać się o tę posadę? ;)

wakacyjnypiwoszpiwopraca

Dziewczynka zapytała Google'a o pracę. Dostała odpowiedź!

Mała Chloe, mieszkanka Anglii, napisała do firmy Google dość nietypowy list. W jego wysłaniu dziecku pomógł ojciec. Marzeniem dziewczynki jest w przyszłości praca w Google, ponieważ, jak napisała, fascynują ją komputery i gry, szczególnie te z robotami, które ma zainstalowane na swoim tablecie. Chloe zafascynowała się firmą, kiedy obejrzała jedną z prezentacji, pokazującą w jakich warunkach przebywają pracownicy firmy. Dziewczynka pisze również, że mogłaby pracować w fabryce czekolady lub zostać olimpijską pływaczką. Dodała przy tym, że ojciec mówił jej, że jeśli będzie pilną uczennicą to ma szansę na dostanie posady w wielkiej firmie Googla. Niespodzianką okazał się list zwrotny od samego Sundar Pichai - dyrektora generalnego CEO Google'a. Odpisał w nim dziewczynce, że bardzo cieszy go jej zainteresowanie komputerami i robotami, a także ma nadzieję, że w dalszym ciągu będzie ona pogłębiać swoją wiedzę na tematy nowych technologii. Dodał też, że będzie czekał na jej zgłoszenie po ukończeniu przez nią szkoły.

googledziecipraca

225 zł na godzinę za sprzątanie nago - oferta pracy nie dotyczy mężczyzn!

Firma, która umieściła w internecie takie ogłoszenie, oferuje usługi dla naturystów w Manchesterze. "Wierzymy w nieskrepowaną wolność człowieka i nieskazitelną atmosferę pięknie posprzątanego mieszkania" - zapewnia rzecznik. Firma daje możliwość sprzątania w ubraniu, jednak stawka jest wtedy niższa o połowę i trzeba pamiętać o tym, że właściciele mieszkania mogą być nadzy. Mimo że oferta nie ma związku z pełnieniem usług erotycznych, przynajmniej według pomysłodawców, skierowana jest tylko do kobiet.

dladorosłychdyskryminacjapraca