Pracownikom Biedronki założono czujniki. W ten sposób sprawdzano, jak ciężko pracują!

Kasjerzy, zastępcy kierowników i sami kierownicy z 20 sklepów sieci Biedronka z terenu całej Polski na jeden dzień pracy zostali wyposażeni w urządzenia rejestrujące pracę serca. Zadaniem tzw. holterów było zmierzenie wysiłku fizycznego wkładanego w wykonywanie codziennych obowiązków podczas zmiany, a więc sprawdzenie, jak ciężko pracuje załoga w wybranych punktach. Przebieg, dla wielu kontrowersyjnego, badania opisał dokładnie serwis money.pl (link do artykułu znajdziecie w pierwszym poniższym linku), którego redaktorzy przeprowadzili też rozmowy z pracownikami sieci. Z ich ustaleń wynika, że nikt wcześniej nie poinformował zatrudnionych w Biedronce o konieczności zakładania urządzeń podczas planowanej kontroli, a także, że nikt nie pokusił się o wyjaśnienie im, czemu to ma służyć. Od niektórych kobiet zamontowanie holtera wymagało ściągnięcia biustonosza i obandażowania piersi na czas badania (powiadomienie o tym również miało umknąć kierownictwu). Gdy o sposobie potraktowania pracowników zrobiło się głośno, przedstawiciele Biedronki zabrali głos. Twierdzą oni, że takie badanie jest przeprowadzane u nich od lat i to w interesie samych pracowników. "Służy ono dwóm głównym celom: określeniu kosztu energetycznego na poszczególnych stanowiskach, co jest wymagane przez prawo pracy, oraz późniejszej analizie tych wyników i ewentualnemu wprowadzaniu zmian korzystnych dla pracowników, np. w systemie pracy sprzedawców" - podał za oświadczeniem Biedronki money.pl. Co myślicie o tej sprawie?

czujnikirejestrującepracępracaBiedronka

Nagrania z jej udziałem trafiły na strony porno! Wszystko przez kamery w łazience znanej sieciówki!

Niejaka Jane Doe, o której mówią od kilku dni media na całym świecie, jako studentka pracowała w 2011 roku w jednym ze sklepów Forever 21 w Providence, największym mieście amerykańskiego stanu Rhode Island (sieciówka Forever 21 znana jest w wielu krajach, a w Polsce zyskuje na popularności od 2016 roku, kiedy to otworzono pierwszy jej salon w Łodzi). Gdyby nie przypadek, być może do dzisiaj sprzedawałaby w tym miejscu... Pewnego dnia znajomi zaczęli wysyłać jej linki do filmów z jej udziałem, na które natknęli się w sieci. Krępujące nagrania powstały... w pracowniczej łazience! "Ukryte kamery" nagrywały nieświadomą kobietę w intymnych sytuacjach, a następnie ktoś publikował zebrany materiał na stronach pornograficznych. Jak to możliwe? Pomieszczenia dla pracowników sklepu, w którym pracowała Jane, nie były w żaden sposób zabezpieczone, więc każdy mógł do nich wejść czy zamontować w nich cokolwiek (dzisiaj wydaje się to niemal absurdalne!). Tego kobieta nie mogła darować swoim pracodawcom! Postanowiła zawalczyć o swoje prawa w sądzie. Pozwała Forever 21, powołując się na artykuł mówiący o naruszeniu prawa do wizerunku i jego upublicznianiu. Kwotę zadośćuczynienia wspólnie z prawnikami wyznaczyła na 2,6 milionów dolarów. Proces ma ruszyć już wkrótce. Śledczy podejrzewają, że kamerka w łazience nie została zamontowana przez pracownika sklepu. "Intensywnie badamy okoliczności tego incydentu i mamy nadzieję, że znajdziemy winnego tego ohydnego zachowania" - piszą przedstawiciele sieciówki w oficjalnym oświadczeniu .Jak Wy zareagowalibyście na wiadomość, że jesteście nagrywani bez Waszej zgody? Dla nas to niewyobrażalne!

kamerywtoaletachsieciówkiprawopraca

90-letnia Rosjanka uwielbia swoją pracę. Nie zgadniecie, czym się zajmuje!

Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że w wieku 90 lat nie można być aktywnym zawodowo, to nie widzieliście Rosjanki, która mimo swojego zaawansowanego wieku wciąż wykonuje wymarzony zawód. 90-letnia Alla Ilyinichna (na zdjęciu) jest chirurgiem i ani myśli, aby przejść na emeryturę. Kobieta pracuje w szpitalu miejskim niedaleko Moskwy. W zawodzie działa już od 67 lat i chociaż wykonała już ponad 10 000 operacji, nie w głowie jej zacisze własnych czterech ścian. Alla przeprowadza nawet 4 zabiegi w tygodniu! Nie ma męża, ani dzieci, więc szpital jest jej drugim domem. "Bycie lekarzem to nie tylko zawód, ale styl życia" - przekonuje z uśmiechem. I pomyśleć, że nam tak często nie chce się nic robić... Bierzmy z Alli przykład i działajmy!

90letniachirurgkobietapraca

Pracownik Apple'a traci pracę przez nierozwagę swojej córki!

Brooke Amelia Peterson, córka Kena Bauera pracującego w firmie Apple, jest vlogerką. Podczas obiadu w stołówce starej siedziby Apple'a w Cupertino (USA) dziewczyna pożyczyła od swojego ojca nowy telefon. Nieświadoma konsekwencji nakręciła oraz opublikowała film opisujący funkcje najnowszego iPhona X, którego sprzedaż jeszcze się nie rozpoczęła. Film młodej Youtuberki zyskał ogromną popularność w sieci, co spowodowało, że vlog w błyskawicznym tempie trafił do pracodawców Kena. Wywołało to ogromne niezadowolenie u przełożonych. Producent postanowił zwolnić mężczyznę winnego całego zamieszania. Brooke chcąc wyjaśnić zaistniałą sytuację, opublikowała kolejny film. Nastolatka tłumaczy w nim, że niestety nie zdawała sobie sprawy, iż łamie zasady firmy. Młoda dziewczyna nie spodziewała się, że jej vlog może zyskać tak dużą oglądalność.

zwolnionyzazachowaniecórkiYouTubepraca

Klienci Zary znaleźli w ubraniach dramatyczną wiadomość. Tak wygląda zatrudnienie w przemyśle odzieżowym!

Sieć sklepów Zara już kilka razy borykała się z problemami wizerunkowymi. Były oskarżenia o zanieczyszczanie środowiska, "pożyczanie" pomysłów młodych, uzdolnionych projektantów, a także o dawanie przyzwolenia na pracę w warunkach, które pozostawiały wiele do życzenia. Serwis Independent ostatnio dorzucił do tego kolejną, szokującą historię. Firma Bravo Tekstil, która szyła ubrania dla Zary w Stambule, miała bez słowa zamknąć fabrykę i pozostawić wielu pracowników bez wynagrodzeń za kilka miesięcy. Poszkodowani znaleźli jednak sposób na to, by cały świat o tym usłyszał. Na rzeczach, które wyszły spod ich ręki i trafiły do sklepów w stolicy Turcji zostawili wiadomości, w których poinformowali klientów o niewłaściwym traktowaniu pracowników. "Wykonałem przedmiot, który chcesz kupić, ale nie otrzymałem za to wynagrodzenia" - mogli przeczytać. Bravo Tekstil świadczyło też usługi dla Mango i Next. Rzecznik Zary poinformował, że pracuje nad utworzeniem funduszu, którego celem będzie pokrycie kosztów niewypłaconych pensji, niewykorzystanych urlopów, odpraw i odszkodowań. To niestety nie pierwszy raz, kiedy słyszy się o tym, jak wygląda zatrudnienie w przemyśle odzieżowym. Więcej o sprawie i podobnych przypadkach znajdziecie w poniższych linkach.

listywubraniachZarymodapraca

Aresztowano ją, bo wykonywała swoją pracę. Sąd przyznał jej za to ogromne zadośćuczynienie

O sprawie pielęgniarki Alex Wubbels ze stanu Utah w mediach było głośno na przełomie lipca i sierpnia tego roku. Kobieta na oczach pracowników szpitala została w brutalny sposób aresztowana za to, że opowiedziała się za prawami pacjenta, a więc wykonywała swoje codzienne obowiązki. Po wypadku, w którym brał udział 43-letni oficer policji z Idaho, Wubbels odmówiła obecnym w placówce funkcjonariuszom badania krwi poszkodowanego, gdyż ten był nieprzytomny. Tłumaczenia, że w tym stanie i bez nakazu sądowego pobieranie krwi jest niezgodne z prawem, nie pomogło. Opinią publiczną wstrząsnęło nagranie, na którym widać jak Jeff Payne, jeden z obecnych w szpitalu policjantów, po słowach pielęgniarki wykręca jej ręce i zaciąga przed wejście na oddział, gdzie przyciska ją do ściany i zakuwa w kajdanki. Po 20 minutach Payne wypuścił zszokowaną pielęgniarkę, gdyż zrozumiał, że jego żądania nie miały sensu... Niesłusznie aresztowanej kobiecie nikt nie pomógł. "Tu nie chodziło o zwykłe pobranie krwi od pacjenta, ale o to, że ten pacjent nie mógł sam za siebie decydować, a ja nie mam prawa, żeby za niego decydować, więc moim wyborem zawsze będzie ochrona pacjentów" - mówiła w wywiadach. Sprawa trafiła do sądu. Kilka dni temu ogłoszono wyrok, z którego wynika, że Wubbels otrzyma zadośćuczynienie w wysokości 500 tysięcy dolarów od władz miasta i szpitala. Policjant, który przekroczył swoje uprawnienia, został zwolniony. Więcej na ten temat znajdziecie w poniższych materiałach.

aresztowanapielęgniarkaprawopraca

Wprowadzili sześć dodatkowych dni urlopu dla niepalących. To rekompensata za pracę bez przerw

Ile zajmuje przerwa na przysłowiowego "dymka"? W firmie, której siedziba znajduje się w mającym kilka pięter budynku, pewnie kilka minut. Ale w przedsiębiorstwie mieszczącym się np. na najwyższym piętrze wieżowca już kilkanaście minut (i tak parę razy dziennie). Dla szefostwa jest to dość problematyczne, dlatego nie dziwi, że poszukuje się rozwiązań tej "palącej" kwestii. Na nietypowy pomysł, który w tej materii może okazać się strzałem w dziesiątkę, wpadły władze Piala Inc., japońskiej firmy marketingowej. Swoim niepalącym pracownikom zaproponowały sześć dodatkowych dni płatnego urlopu. Siedziba ich firmy znajduje się na 29. piętrze wieżowca w Tokio. Jak wyliczyli, palącemu papierosy pracownikowi przerwa na "dymka" zajmuje średnio 15 minut, a przecież na jednym papierosie się nie kończy. Przedstawiciele Piala Inc. propozycję wprowadzenia dodatkowych dni wolnych otrzymali anonimowo od jednego z pracowników. Mają nadzieję, że tym sposobem niepalącym pracownikom zrekompensują brak wielu przerw, a ich palących kolegów zachęcą do rezygnacji ze szkodliwego nałogu. Jak widzielibyście takie rozwiązanie w Polsce?

dodatkowyurlopdlaniepalącychpracapalenie

Pierwszy w Polsce salon profesjonalnego przytulania otwarty. Wynajmij sobie przytulacza!

Kilka miesięcy temu pisaliśmy o zawodzie "przytulacza", który coraz popularniejszy stawał się poza naszymi granicami. Nie czekaliśmy długo, by profesjonalne tulenie dotarło również do Polski. W Warszawie otworzono pierwszy w naszym kraju salon, który świadczy usługi, na które popyt jest szczególnie duży w XXI wieku. Nieważne, czy jesteś singlem, czy osobą żyjącą w stałym związku - Sylwia Kalinowska i Magdalena Fiałkowska kierują swoją ofertę do każdego. Założycielki profesjonalnego salonu do przytulania wierzą, że Polacy również potrzebują dotyku i ciepła, ale bez konotacji seksualnej. "W kodeksie naszych zasad na pierwszym miejscu znajduje się wzajemny szacunek i otwartość na emocje drugiego człowieka. W takich warunkach spotkanie z 'przytulaczem' daje poczucie harmonii, relaksu i uspokojenia" - mówi Magda Fiałkowska. Sesje trwające od 30 minut do kilku godzin mają charakter platoniczny. Osoby biorące w niej udział są w ubraniu, a klient ma od personelu otrzymać poczucie bezpieczeństwa i obniżyć poczucie lęku. U podstaw przedsięwzięcia leżą naukowe dowody - przytulanie ma dobroczynny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Więcej o inicjatywie i o samych "przytulaczach" dowiecie się więcej na stronie www.przytulanie.pl. Zespół szuka również kogoś do pracy!

salonprzytulaniapracaemocje

Mieszkańcy bloku w Warszawie chcieli, by sprzątaczka umyła wszystkie okna. Jej odpowiedź jest bezcenna!

Zarząd jednego z bloków na warszawskim Mokotowie postanowił poinformować panią sprzątającą o prośbie mieszkańców dotyczącej umycia wszystkich okien w budynku. W tym celu wywieszono kartkę, na której znalazł się następujący tekst: "DO PANI SPRZĄTAJĄCEJ! MIESZKAŃCY UPRZEJMIE PROSZĄ O UMYCIE WSZYSTKICH OKIEN W BLOKU. DZIĘKUJEMY!". Nikt nie spodziewał się jednak takiej odpowiedzi! Na nadrukowanej kartce znalazła się dopisana długopisem riposta sprzątaczki o następującej treści: "Ja jestem osobą, która rozumie, więc do mnie się mówi, a nie pisze po ścianach jak menele. Z poważaniem, gospodyni. Za 600 zł miesięcznie robię budynek i czynem społecznym teren, więc okna niech umyje zarząd - społecznie". Zdjęcie tej niecodziennej sytuacji umieściła na Twitterze Alicja Czubek. Spotkało się ono z ogromną liczbą odpowiedzi od internautów. "Mistrzyni ciętej riposty!", "Jesteśmy z Panią!" - komentują użytkownicy. A Wy co myślicie o całej sytuacji? Dajcie znać!

twardasprzątaczkapracapieniądze

Pokazał, jak wyglądają plecy przepracowanej fryzjerki. To zdjęcie wprawiło internautów w osłupienie!

Praca w salonie fryzjerskim czy kosmetycznym, jak każde inne zajęcie, wiąże się z wysiłkiem. Hitesh Patel, masażysta z Leicester w Wielkiej Brytanii, postanowił o tym przypomnieć. Na swoim profilu na Facebooku opublikował zdjęcie klientki, która codziennie przez kilka godzin wysila mięśnie przy fryzjerskich fotelach. "Spędza godziny na nogach, w jednej dłoni trzymając szczotkę, w drugiej suszarkę do włosów. W takiej pozycji mięśnie rozwijają się i przestają podtrzymywać kręgosłup w naturalnej dla niego pozycji. Zatem, kiedy wreszcie masz szansę odłożyć swój ekwipunek i starasz się usiąść w neutralnej pozycji, to po prostu nie działa" - pisze mężczyzna. Czerwone pręgi na plecach widoczne na zdjęciu to efekt rozluźniającego mięśnie masażu gua sha, któremu kobieta musi się poddawać, by normalnie funkcjonować. Na czym on polega? Na leczeniu bólu bólem! Gua sha poprawia krążenie krwi i uwalnia napięcie mięśniowe za pomocą skrobania (np. bawolim rogiem) aż do powstania zaczerwień na skórze. Chociaż widok części ciała po tym zabiegu szokuje, to masażysta zapewnia, że pozytywne efekty są szybko odczuwalne. Po nim zaleca się ustawienie kręgosłupa w odpowiedniej pozycji - najczęściej za pomocą jogi. Jego klienci chwalą, że dzięki temu zabiegowi lepiej sypiają, a ciało rzadziej ich zawodzi. "Następnym razem, kiedy spojrzysz na swoją fryzjerkę i pomyślisz, jak łatwe ma życie, pomyśl o tych zdjęciach i zastanów się nad tym, że poświęcają własne zdrowie po to, żeby twoje włosy wyglądały dobrze" - puentuje wyraźnie poruszony Patel. Jego post wprawił w osłupienie tysiące internautów.Do tej pory został udostępniony ponad 24 tysiące razy. Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam pomyśleć tak o pracy fryzjerki?

plecyfryzjerkipracafryzjerstwo

Lekarz z 15-letnim stażem opublikował w sieci wyciąg z konta. Tyle warta jest walka o ludzkie życie!

Powszechnie uważa się, że polscy lekarze są elitą zarobkową kraju - wysoka wypłata, drogie samochody, domy... O ich pensjach krążą różne historie, ale ta, której bohaterem jest pan Arkadiusz Baran, sprawia, że już chyba nigdy nikt nie pomyśli o tym, jak dobrze im się wiedzie. Lekarz ma 15 lat doświadczenia, obecnie pracuje w Klinice Położnictwa i Perinatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zdawać by się mogło, że po tylu latach pracy w zawodzie jego wynagrodzenie jest wysokie, jednak nic bardziej mylnego. Pan Arkadiusz na Facebooku opublikował wyciąg ze swojego konta, na którym widać, ile dokładnie zarobił we wrześniu. 15-letnie doświadczenie w zawodzie, specjalizacje, doktorat, a przede wszystkim walkę o ludzkie życie wyceniono na 3000 złotych! "Codziennie rano wyjeżdżając z domu o godzinie 6.40 aby zdążyć podbić kartę przy wejściu do szpitala przed godziną 8.00, zastanawiam się, czy warto... Czy warto pracować tylko dlatego, że się lubi i chce się pomagać innym? Czy warto pracować bo chce się wykorzystywać zdobytą wiedzę i doświadczenie w publicznej służbie zdrowia? Czy warto brać odpowiedzialność za działania podległego personelu na dyżurze? Czy warto szkolić młodszych kolegów aby i oni za kilka lat zadawali sobie podobne pytania?" - napisał pod zdjęciem, które zszokowało opinię publiczną. Pan Arkadiusz tym samym popiera strajk rezydentów tzw. młodych lekarzy (w wieku od 26 do 38 lat, którzy którzy ukończyli 6-letnie studia i 13-miesięczną praktykę) walczących o zwiększenie nakładów na polską służbę zdrowia i o pracę za godziwe wynagrodzenie. Jeśli rządzący nie wysłuchają ich próśb, prawdopodobnie wyjadą za granicę, a Polska straci wielu dobrych specjalistów...

wyciągzkontalekarzapolskarzeczywistośćpraca

Po interwencji rodziców swoich uczniów została zwolniona z pracy w przedszkolu. Powodem były jej zdjęcia!

26-letnia Victoria Demeshkina z Jekaterynburga w Rosji do niedawna pracowała jako przedszkolanka. Dziewczyna cieszyła się dobrą opinią wśród grona pedagogicznego, a dzieci ją uwielbiały. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, gdy mama jednego z jej podopiecznych odkryła przypadkiem jej konto na Instagramie. Na zdjęciach, które udostępnia 26-latka, nie brak prowokujących póz, a także wiele odsłaniających ubrań. Zbulwersowana taką odsłoną nauczycielki swojego dziecka kobieta zdecydowała się zainterweniować najpierw u innych rodziców, a następnie, gdy już sprawa zyskała wielu zwolenników, także u władz placówki. Wspólnie zażądali jak najszybszego usunięcia Victorii ze szkoły. Jako przyczynę nagłej interwencji podali, że pozy i miny przedszkolanki są "nacechowane seksem", a osoba pracująca na co dzień z dziećmi nie powinna takowymi się chwalić. Suchej nitki nie zostawili także na jej stylizacjach, które "mogą sprowadzić dzieci na złą drogę". Dyrekcja placówki postawiła nauczycielce ultimatum: albo usunie zdjęcia i przestanie podobne upubliczniać, albo straci posadę. 26-latka odmówiła, tym samym tracąc wymarzoną pracę. Według niej zdjęcia nie miały seksualnego charakteru, a jedynie pokazywały urywki z jej życia, którymi chwali się dzisiaj w sieci każdy.

zwolnionaprzedszkolankakobietapraca

Maszynista zatrzymał pociąg i wysiadł. Zostawił pasażerów, bo skończył mu się czas pracy

"Maszynista jadącego do Suwałk pociągu PKP Intercity zostawił pasażerów na stacji Tłuszcz i wysiadł ze składu, bo skończył mu się czas pracy. PKP Intercity wyjaśnia sprawę" - powiedziała rzecznika Polskich Kolei Państwowych Agnieszka Serbeńska. Zazwyczaj maszyniści po upływie czasu ich pracy (w tym przypadku było to 12 godzin) zmieniają się i nie jest to zauważalne dla pasażerów. Zmiennik pociągu "Podlasiak", mieszczącego ok. 250 osób, zjawił się dopiero po upływie dwóch godzin. Kuriozalna sytuacja wydarzyła się prawdopodobnie ze względu na wcześniejsze opóźnienia pociągów. "Podlasiak" miał przyjechać do Warszawy spóźniony 100 minut z powodu awarii maszyny. Pasażerowie nie kryją oburzenia. PKP krytykują nie za sam fakt pozostawienia pociągu przez maszynistę, ale za niepoinformowanie o powodach zaistniałej sytuacji oraz czasu, jaki będą musieli spędzić na stacji Tłuszcz, zanim pociąg ponownie ruszy. Za trudy w podróży pasażerom obiecano ciepły posiłek. Większość z nich dostała jedynie skromny poczęstunek. Podróżujący zapowiadają reklamacje i ubieganie się o rekompensatę.

polskarzeczywistośćtransportpraca

W tej firmie można wziąć dzień wolnego z powodu kaca. Wystarczy wysłać jedną emotkę!

Nie ma chyba nic gorszego niż praca na kacu. Mimo hektolitrów wody, solidnej dawki kofeiny czy tabletek przeciwbólowych po szalonej procentowej imprezie spędzenie ośmiu godzin w miejscu innym niż łóżko jest koszmarem. Być może jednak wkrótce dzień wolnego na wyleczenie "syndromu dnia wczorajszego" stanie się rzeczywistością! Jak to możliwe? Londyńska firma DICE zajmująca się dystrybucją biletów koncertowych jako pierwsza puściła oko w stronę imprezujących pracowników, wprowadzając tzw. "Hangover Days" czyli "Kac-Dniówki". Zatrudnione w tym przedsiębiorstwie "hulaki" mogą powołać się na kaca cztery razy do roku! Wystarczy wysłać do swojego przełożonego emotkę imitującą piwo, muzykę czy chorobę. Kruczek jest tylko jeden: "Hangover Day" musi być efektem spotkania w celach roboczych, kiedy załatwia się interesy. "Cały nasz zespół żyje dla muzyki. Dodatkowo wiele najlepszych utargów dla firmy udaje się zdobyć na imprezach mocno zakrapianych alkoholem. Ufamy sobie nawzajem i chcemy, by nasi pracownicy czuli się komfortowo, doświadczając muzyki na żywo w późnych godzinach nocnych. U nas nie ma potrzeby wymyślania nieistniejących wirusów i gryp żołądkowych" - mówił w wywiadzie dla magazynu "Grazia" założyciel DICE Phil Hutcheon. Jego pracownicy są mu bardzo wdzięczni za taką możliwość! Kiedy inni pójdą tym śladem? Z nieskrywaną nadzieją wyczekujemy dnia, w którym "Kac-Dniówki" ogłosi jakaś polska firma! Wy też? ;)

kacurlopypracaalkohol

5-latka została ukarana grzywną za sprzedawanie lemoniady na ulicy. Teraz może przebierać w ofertach pracy!

W wakacje dzieci bardzo często starają się dorobić do kieszonkowego. Najczęściej włączają się w wiele prac domowych, których nie są w stanie wykonywać w czasie roku szkolnego, albo próbują swoich sił w prowadzeniu małych, lokalnych "biznesów" (dominują stoiska z różnorakimi napojami i słodyczami, a także wyprowadzanie psów sąsiadów czy pomaganie w pielęgnowaniu ogródków). Andre Spicer z Londynu, trener biznesu, idąc śladem innych rodziców, postanowił pozwolić swojej 5-letniej córce na założenie stoiska z lemoniadą. Dziewczynka samodzielnie przyrządzała napój w domu, a następnie wychodziła na ulicę, gdzie przy małym stoliku serwowała ją przechodniom. Nie wszystkim jednak przedsięwzięcie 5-latki okazało się być w smak. Za to, że dziewczynka nie posiadała specjalnego pozwolenia na tego typu działalność, lokalni urzędnicy wypisali jej mandat na 150 funtów (ponad 700 zł)! Nie obyło się bez łez... Po interwencji oburzonego ojca i internautów, którzy skrytykowali urzędników za brak serca i ślepe podążanie za przepisami, karę wycofano. Teraz 5-latka może przebierać w ofertach wakacyjnych zajęć, gdyż poruszeni jej historią mieszkańcy proponują jej ustawianie swojego stoiska pod ich domami. Ojciec dziewczynki zdradził również, że otrzymała ona także propozycje sprzedawania lemoniady na dziesiątkach festiwali! Ciekawe, czy któraś z tych ofert zainteresuje małą bizneswoman! ;)

grzywnazalemoniadędzieckopraca

Odważna kobieta wzięła urlop, by odpocząć psychicznie. Takiej odpowiedzi szefa się nie spodziewała!

Każdy z nas słyszy czasem, że powinien odpocząć i "zrobić coś dla siebie". Programistka z Ameryki Madalyn Parker postanowiła w pełni wykorzystać Dzień Zdrowia Psychicznego i wysłała do szefa oraz współpracowników odważną wiadomość. Kobieta od dawna zmaga się z bezsennością i stanami depresyjnymi. W swoim mailu zaznaczyła, że prosi o dwa dni wolnego od pracy, ponieważ chce się skupić na swoim zdrowiu psychicznym. Odpowiedź, jaką uzyskała, poruszyła internetów. Wymianę korespondencji między Madalyn a jej szefem udostępniono na Twitterze. "Chciałbym osobiście podziękować ci, że wysłałaś taki mail. Przypomniał mi, jak ważne jest wykorzystywanie dni wolnych, by dbać o zdrowie psychiczne – nie mogę uwierzyć, że nie jest to standardową praktyką. Dałaś nam wszystkim przykład, by odważyć się zdjąć z tego piętno, tak byśmy wszyscy byli zdrowsi w pracy" - odpisał Ben Congleton. Internauci gratulują Madalyn odwagi i wyrozumiałego przełożonego. Screeny maili wielu uświadomiły, że podobne prośby wcale nie są oznaką słabości i nie muszą być piętnowane. Zdrowie jest najważniejsze!

zdrowiepsychiczneapracazdrowiepraca

Walczyły o staż w bikini! Absurdalna rekrutacja wywołała falę krytyki!

Gdy staramy się o wymarzoną posadę, liczymy na to, że otrzymamy ją ze względu na posiadane umiejętności i doświadczenie, a nie wygląd. Okazuje się jednak, że czasem ważniejsze od tego, co potrafimy, będzie liczyło się to, jak wyglądamy pod ubraniem! Czeska elektrownia jądrowa Temelin, wchodząca w skład spółki CEZ, postanowiła wybrać stażystkę na podstawie liczby lajków pod zdjęciem w bikini! W tym celu centrum informacyjne elektrowni opublikowało na Facebooku zdjęcia dziesięciu dziewczyn pozujących w strojach kąpielowych, które przeszły do finału konkursu "Maturantka Roku". "Zostawcie lajka i pomóżcie jednej ze ślicznotek dostać się na staż" - prosili w poście. Zwyciężczyni miała otrzymać tytuł "Miss Energii" i spędzić w elektrowni dwa tygodnie. Pomysł na rekrutację, która miała prawdopodobnie nawiązywać do pochodzenia nazwy "bikini" (wywodzi się ona od atolu Bikini na Pacyfiku, gdzie w 1946 roku Amerykanie testowali broń jądrową) spotkał się z ogromną falą krytyki. "Konkurs jest absolutnie poza granicami etyki. Uważam, że to niedopuszczalne, że w 2017 roku ktoś otrzymuje zawodową propozycję, bo wygląda dobrze, a co więcej - bo jego wygląd został doceniony przez innych" - powiedziała w rozmowie z portalem aktualne.cz Petra Havlikova, ekspert w dziedzinie praw kobiet. Zarzuty o seksizm i przedmiotowe traktowanie kobiet spowodowały, że czeskie przedsiębiorstwo postanowiło odwołać konkurs i zaprosić do udziału w stażu wszystkie jego uczestniczki. "Nie chcieliśmy nikogo obrazić tym konkursem. Naszym celem była popularyzacja wykształcenia technicznego. Jeśli nasze metody wzbudziły niezadowolenie, wyrażamy żal i przepraszamy" - napisała firma w oficjalnym komunikacie. Jej przedstawiciele dodali także, że nie byli organizatorami konkursu, a zawody były jedynie elementem corocznych wyborów miss. Internet jednak niczego nie zapomina...

rekrutacjawbikinikobietapraca

"Tulący" biznes rozwija się za naszymi granicami. Czy profesjonalni przytulacze są potrzebni?

Wyobraźcie sobie, że obca kobieta bądź mężczyzna przyjeżdża do Waszego mieszkania i głaszcze Was po głowie, rękach, przytula, bez seksualnych podtekstów leży z Wami w łóżku, po prostu jest. To certyfikowani przytulacze, z których usług można już korzystać w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Wystarczy wykonać jeden telefon, a przyjadą oni w dowolne miejsce. Sesje trwają od pół godziny do godziny, a ich ceny wahają się przeważnie od 35 dolarów (ok 130 zł) do ponad 100 dolarów. O wizycie profesjonalnej przytulaczki, Dieniz Costy, opowiedziała jedna z redaktorek "Business Insidera". Dziennikarka kładła Dieniz głowę na kolanach, przytulała "na łyżeczkę" w łóżku i obejmowała ją nogami. Po godzinnej sesji kobieta nie kryła, że dzięki takiemu sposobowi przytulania zrelaksowała się, a jej głos stał się spokojniejszy. W Polsce na razie cicho o usługach profesjonalnych przytulaczy, ale bardzo możliwe, że moda na takie usługi pojawi się także u nas. Kto będzie z nich korzystał? Dla tych, którzy szukają takiej formy dotyku zainteresuje "Cuddle party" - impreza organizowana przez Instytut Pozytywnej Seksualności. Na facebookowym fanapage'u Instytutu możemy przeczytać: "Wydarzenie na którym dorośli (18+) eksplorują własne umiejętności komunikacji, uczą się stawiania granic ale przede wszystkim doświadczają dotyku w bezpieczny, nie-seksualny sposób. Na spotkaniach odbywających się od 12 lat na świecie w lekki i przyjemny sposób osoby dorosłe odkrywają swoje potrzeby dotyku i uczą się jak je komunikować, ale też jak mówić NIE. Efektem ubocznym uczestnictwa jest zalanie falą oksytocyny, dobrego samopoczucia i doskonałego humoru". "Cuddle party" już 11 czerwca w Warszawie!

przytulaczdowynajęcialudziepraca

Ta firma zapłaci Ci 10 500 zł miesięcznie za wyruszenie w podróż dookoła świata!

Organizacja World Life Experience poszukuje 6 kobiet i 6 mężczyzn w wieku 20-35 lat, którzy zgodziliby się na podróż dookoła świata - 40 państw, 5 kontynentów w jeden rok. Wszystkie koszty podróży oraz utrzymania pokrywa firma. Mało tego, oferuje także 10 500 zł miesięcznie dla każdego podróżnika! Aby rozpocząć pracę marzeń wystarczy spełnić dwa warunki. Po pierwsze - formalność: uzupełnienie formularza na stronie www.worldlifeexperience.com. Po drugie - umiejętność prowadzenia bloga i łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Akcja ma celu zwiększenie świadomości o różnicach kulturowych, wspieranie organizacji pozarządowych oraz dzielenie się z innymi przygodą życia! Chętni, którzy swoją podróż rozpoczną 15 września w Lizbonie, będą zobowiązani do krótkiego relacjonowania wycieczki. Ich posty w mediach społecznościowych powinny informować o kulturze, rozrywce oraz odpowiedzialności społecznej.

pracamarzeńpodróżepraca

Lubisz podróżować i kochasz zwierzęta? Dzięki tej stronie wyjedziesz na darmowe wakacje!

Marzysz o wakacjach w odległym zakątku świata? Chciałbyś poznać inne kultury, obce państwa, mieszkając w imponującej posiadłości, nie płacąc prawie nic? Lubisz zwierzęta? Portal Trusted Housesitters może Ci to zapewnić! Strona zrzesza właścicieli psów i kotów (a także innych zwierząt), którzy chcą wyjechać na wakacje, ale nie mają z kim zostawić swoich pupili oraz osoby zgłaszające chęć zaopiekowania się nimi. Koncepcja funkcjonowania oferty jest bardzo prosta i korzystna dla obu stron. Właściciele czworonożnych przyjaciół często nie chcą zostawiać zwierzaków u znajomych lub w tzw. "psich hotelach", więc "zatrudniają" opiekuna, który jednocześnie zajmie się ich dobytkiem. To niezwykła szansa na przeżycie wakacji życia dla tych, którzy kochają zwierzęta. Zanim jednak wyruszą w podróż do Francji, Australii czy Miami, chętni muszą przejść trzystopniowy proces weryfikacyjny. Kandydat powinien wykazać się wiarygodnością, doświadczeniem oraz dobrą reputacją. Po spełnieniu określonych warunków nie zostaje nic innego, jak wyjazd za granicę i spędzenie wakacji w luksusowej posiadłości z sympatycznym psiakiem lub opieka nad kurami w Walii :)

podróżepracazwierzęta