Przez 25 dni bezskutecznie szukali ukochanego psa. W stanie krytycznym znaleźli go w górach turyści!

Nie tak dawno pisaliśmy Wam o niesamowitej akcji studentów z Krakowa, którzy pomogli zejść ze szczytu Giewontu samotnemu labradorowi. Zdawać by się mogło, że spotkanie takich zwierząt w górskich rejonach jest niezmiernie rzadkie, ale przed kilkoma dniami znów usłyszeliśmy o zabłąkanym czworonogu, tym razem w Karkonoszach. Jego historia różni się jednak od tej, której bohaterem stał się zdobywca Giewontu. Wycieńczony, odwodniony pies (na zdjęciu) został znaleziony przez turystów w rejonie Śnieżnych Kotłów, między skałami. Zwierzę (również labrador) nie było w stanie samodzielnie się poruszać, więc na pomoc pospieszyli ratownicy GOPR i wolontariusze fundacji dla zwierząt Mondo Cane z Jeleniej Góry. To oni znieśli go na noszach prosto do weterynarza. Zdiagnozował on u niego epilepsję, a jego stan określił jako krytyczny. Zwierzę trafiło jednak nie do schroniska, a do swojego domu, z którego, jak się okazało, uciekło! Właściciele bezskutecznie szukali go przez 25 dni - nie pomogły rozwieszane ogłoszenia ze zdjęciem pupila ani informacje o jego zaginięciu udostępniane w mediach społecznościowych. Z domu Nero (tak wabi się znajda) do miejsca, gdzie go znaleziono jest pięć kilometrów. Wiadomość, że przebywał samotnie przez tak długi czas w górach, była dla właścicieli szokiem. Teraz wszyscy znów cieszą się wspólnie spędzanym czasem! Oby wszystkie historie zaginionych zwierzaków kończyły się tak szczęśliwie!

piesuwięzionywKarkonoszachpomoczwierzęta

Zostały porzucone w parku. Obok nich znaleziono karmę, zabawki i wzruszający list...

Jada i Leyla to urocze jednoroczne psiaki rasy husky, o których mówi dziś cały internet. Zwierzęta zostały porzucone przez swoich właścicieli przy Woodward Dog Park w Fresno (Kalifornia), blisko ruchliwej ulicy. Mona Ahmed, menedżer parku, zaalarmowana telefonem jednego z jego bywalców natychmiast zajęła się czworonogami i zapewniła im opiekę organizacji zajmującej się ich adopcją. Ku jej zdziwieniu (z taką sytuacją spotkała się po raz pierwszy), przy psach znalazła ich ulubione zabawki, karmę, a także list, którego treść chwyta za serce. "Cześć. Nasze imiona to Jada (czarna) i Layla (brązowa). Jesteśmy miłymi jednorocznymi psami. Prosimy, nie rozdzielajcie nas. Layla wpada w panikę bez swojej siostry". Ktokolwiek zostawił obok nich ten krótki liścik, chciał, by Jada i Layla znalazły szczęśliwy, kochający dom razem, a nie w pojedynkę. Mona jednak surowo ocenia zachowanie ich byłych właścicieli. Jej słowa powinny dać do myślenia każdemu, kto na co dzień zajmuje się swoimi pupilami. "Takie sytuacje sprawiają, że czuję złość. To nie jest sposób oddawania psów. Mogli przyjść i poprosić o pomoc. To smutne, że są ludzie, którzy postępują tak z ich bezwarunkową miłością" - mówi. Pamiętajmy - zwierzęta też mają uczucia...

porzuconepsypomoczwierzęta

W skrajnie wychudzonym bezdomnym ze zdjęcia rozpoznał brata. Ta historia udowadnia, jaką moc ma internet!

Kiedy Johnny Servantez z Indianapolis postanowił podzielić się na Facebooku pewną refleksją, nie spodziewał się, do czego może to doprowadzić. Jego decyzja o opublikowaniu w sieci zdjęcia, które widzicie, wpłynęła na nie jedno ludzkie życie. "Musiałem dać temu biednemu człowiekowi trochę pieniędzy. Jego żołądek dotykał kręgosłupa, a żebra wystawały. Jeśli będziecie w tych okolicach, dajcie mu przynajmniej dolara albo dwa. Ten mężczyzna nie jest tak potwornie wychudzony z wyboru" - napisał Johnny, który przyznaje, że nigdy wcześniej nie dał pieniędzy żadnemu bezdomnemu. Fotografia wzbudziła empatię internautów, a ci udostępnili post ponad tysiąc razy. I dzięki temu zdarzył się prawdziwy cud! Przeraźliwe zdjęcie skrajnie wychodzonego mężczyzny dotarło do Danny’ego Rhodesa, który w bezdomnym rozpoznał członka swojej rodziny. Bracia widzieli się ostatnio 7 lat temu podczas pogrzebu matki. Johnny szukał rozwiązania swoich problemów w narkotykach i w końcu trafił na ulicę. Odnaleziony po tak długim czasie na początku próbował izolować się od bliskich, którzy pragnęli mu pomóc. Obecnie mieszka z siostrą Lisą, do której wprowadził się na początku października. Jest pod opieką specjalistów, a przede wszystkim rodziny.

odnalezionybratpomocrodzina

To zdjęcie podbija sieć. Stoi za nim niezwykła historia!

Zdjęcie mężczyzny w garniturze obok trójki dzieci podbija sieć. Kiedy poznacie jego historię, zrozumiecie dlaczego... Brittany i Clayton Cook jako młode małżeństwo udali się do jednego z parków w Cambridge (Kanada), gdzie miała odbyć się ich sesja ślubna. Pani młoda w białej sukni, pan młody w garniturze - wszystko miało wyglądać perfekcyjnie. Podczas pozowania w pobliżu parkowego mostu, Brittany zauważyła, że do wody wpadł nieznany im chłopiec. Kilkulatek bawił się nad rzeką w towarzystwie kolegów i jeden z nich musiał pchnąć go w kierunku wody. Reakcja pana młodego była natychmiastowa. Rzucił się w stronę dziecka i po chwili był już obok niego. "Głowę miał już zanurzoną, na powierzchni widać było tylko ręce, którymi desperacko uderzał o taflę wody. Naprawdę walczył. To tylko mały człowiek. I szczerze mówiąc nie było to trudne, ja tylko wypchnąłem go do góry" - mówi Clayton. Bohaterski czyn uwiecznił fotograf Darren Hatt, który opublikował zdjęcie w sieci. Trzeba przyznać, że pamiątkę z sesji ślubnej państwo młodzi mają niezwykle oryginalną!

bohaterskiczynpanamłodegopomocdziecko

Polska stewardessa zrezygnowała z marzeń, by stworzyć dom dla Hinduski. Jej decyzja poruszyła internautów!

Olga Kuczyńska jest stewardessą, autorką bloga "Życie stewardessy", w którym opisuje wszystko to, co spotyka ją nie tylko w przestworzach, ale też na ziemi. Praca była dla niej wszystkim, jednak niedawno wiele się zmieniło... Kurs na pilota, a także posada w arabskich liniach lotniczych poszły w odstawkę dla Hinduski o imieniu Pooja. Olga poznała ją w slumsach w Mumbaju w Indiach. Dziewczynka jest głuchoniema, cierpi na zespół Waardenburga, a na pomoc ze strony rodziców nie ma co liczyć - jej ojciec regularnie ją bije, a matka jest alkoholiczką. Polka ani przez moment nie wahała się, żeby jej pomóc. Organizowała dla niej zbiórki pieniędzy na edukację, jedzenie, leczenie. Z czasem Pooja stała się dla niej jak siostra. Kilka dni temu na Facebooku podzieliła się ze swoimi czytelnikami zaskakującymi planami. "Za miesiąc wracam do Warszawy, wracam, by szykować miejsce dla człowieka, by dać mu nowe, drugie życie, zaczynając przy tym kolejny rozdział. Kładąc wypowiedzenie na biurko przełożonych, łzy lały się litrami, było to trudne.Uwielbiam moją firmę, ale wiem,że robię to w konkretnym celu, gdzie dla mnie nie będzie to stanowiło wielkiej różnicy, bo po prostu mogę później kupić mieszkanie, licencję również mogę ukończyć z opóźnieniem. Dla niej jednak czas ma większą wartość niż dla mnie" - pisze. Olga razem ze swoim narzeczonym postanowiła zaadoptować Pooję i stworzyć jej prawdziwy dom w Polsce! Czytelnicy są jej decyzją poruszeni. "Nie każdego byłoby stać na coś takiego, masz naprawdę wielkie serce", "Oby więcej takich dobrych dusz na tym coraz bardziej podłym i nietolerancyjnym świecie" - piszą. My też jesteśmy pod wrażeniem tak odważnego kroku, a przede wszystkim dobroci serca. Dalsze losy Olgi i Pooji będziemy z uwagą śledzić. Życzymy im wszystkiego najlepszego na ten nowy etap w ich życiu!

stewardessadlaHinduskikobietapomoc

6-letnia Julia toczy nierówną walkę z glejakiem. Mamy czas tylko do niedzieli, by uratować jej życie!

Julia ma zaledwie 6 lat, ale zamiast biegać po podwórku i bawić się jak inne dzieci leży w szpitalu i toczy trudną walkę z okropną chorobą. W marcu tego roku zdiagnozowano u niej guza mózgu. A zaczęło się od zwyczajnego bólu głowy... Diagnoza lekarzy nie pozostawiła jednak rodzinie złudzeń. Już ostatniego dnia marca Julcia przeszła pierwszą operację usunięcia guza. Udało się usunąć jednak jedynie jego część. Chemioterapia i radioterapia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. We wrześniu okazało się, że 6-latka cierpi na jedną z najgorszych mutacji - najbardziej zabójczą odmianę glejaka wielopostyaciowego, a przebieg choroby jest wyjątkowo agresywny. Wszelkie metody leczenia tej postaci nowotworu w Polsce wyczerpano, więc bliscy 6-latki zaczęli poszukiwać rozwiązań za granicami kraju. Znaleziono Harley Street Clinic w Londynie. Kilka dni temu zadzwonił telefon - Julcia zakwalifikowała się tam do operacji. Może się ona odbyć już w niedzielę 1 października, ale do tego czasu rodzina musi zebrać aż milion złotych. "To nasza ostatnia i jedyna szansa, na ratunek dla naszego dziecka, dlatego prosimy o pomoc. Jeśli nie zdążymy zdobyć środków i przystąpić do leczenia, drugiej szansy może już nigdy nie być. Prosimy o Waszą pomoc w walce o życie naszego dziecka" - apelują rodzince. Liczy się czas, który niestety ucieka jak przez palce... Nie zastanawiajmy się ani chwili! Pomóżmy Julci wygrać z chorobą! Na stronie https://www.siepomaga.pl/juliapotocka trwa zbiórka. Z każdą minutą dołącza do niej coraz więcej osób. Dołączcie i Wy! By Julce nie zabrakło czasu...

walkaJuliizglejakiempomocdziecko

Ten kot zabiera bogatym i daje biednym. Koci Robin Hood pomaga bezdomnym!

W amerykańskim stanie Oklahoma żyje kot, którego niektórzy nazywają prawdziwym Robin Hoodem. Zwierzak dosłownie zabiera bogatym i daje biednym! Sir Whines-A-Lot, znany również jako CASHnip Kitty, został adoptowany przez Stuarta McDaniela, który jest właścicielem agencji marketingowej GuRuStu. Kiedy jego właściciel pracuje, czworonóg lubi zwracać na siebie uwagę przypadkowych osób. Wdzięczy się do przechodniów zza szklanych drzwi, a zainteresowane kotem osoby zachęcają zwierzaka do zabawy... banknotami! Wsuwają je w szparę, wzbudzając ciekawość futrzaka, a kiedy Sir Whines-A-Lot wykazuje się swoją kocią zręcznością, banknoty w oka mgnieniu znajdują się po jego stronie szyby. Pewnego dnia zauważył to jego właściciel, który postanowił wykorzystać "talent" pupila. Udostępnił w sieci filmy z udziałem psocącego kota, a na szklanych drzwiach w jego firmie zawiesił kartkę z informacją o nietypowej zbiórce. Teraz wszystkie banknoty przechwycone przez szukającego zabawy kota przekazywane są na pomoc bezdomnym. Sir Whines-A-Lot co tydzień wspomaga lokalną społeczność kwotą w wysokości 40 dolarów.

kociRobinHoodpomoczwierzęta

Syn byłego wokalisty Linkin Park do osób z myślami samobójczymi: "Pomóż sobie, a nie rób sobie krzywdy" [WIDEO]

Rodzina byłego wokalisty Linkin Park, Chestera Benningtona poinformowała o planach założenia organizacji, której celem będzie pomoc osobom zmagającym się z myślami samobójczymi. Popularny wokalista był idolem tysięcy młodych ludzi na całym świecie. Jego bliscy chcą uniknąć sytuacji podobnych do historii 15-latka z Argentyny, który odebrał sobie życie w ten sam sposób co Bennington. Syn lidera Linkin Park w ramach kampanii National Suicide Prevention Week nagrał wideo, kierując krótkie przesłanie do wszystkich osób walczących z myślami samobójczymi: "Cześć, nazywam się Draven Bennington i uczestniczę w National Suicide Prevention Week. Chcę się zobowiązać, że porozmawiam z kimś przed tym, jak zrobię sobie krzywdę, gdy czuję się przygnębiony, smutny, czy mam trudny tydzień, miesiąc, rok. Chcę rzucić tobie takie samo wyzwanie - pomóż sobie, a nie rób sobie krzywdy". Obejrzyjcie nagranie 15-latka, które jest szczególnie istotne przez wzgląd na okoliczności śmierci jego ojca. Chester Bennington powiesił się w swojej prywatnej rezydencji w Los Angeles 20 lipca 2017 roku. Artysta przez wiele lat zmagał się z depresją. Miał 41 lat.

LinkinParkpomocproblemypsychiczne

Siostra zakonna z piłą mechaniczną w rękach stała się bohaterką! O jej wyczynie mówią wszyscy!

Do pomocy w naprawianiu szkód, jakie wyrządził huragan Irma, włączają się nie tylko służby, gwiazdy, ale też zwykli obywatele. Nie próżnują też osoby duchowne, wśród których prym wiedzie siostra Margaret Ann, która żadnej pracy się nie boi. Zakonnica w habicie z ciężką piłą mechaniczną w rękach pracuje w pocie czoła, by mieszkańcy Miami mogli jak najszybciej uporać się ze skutkami straszliwego żywiołu i jak najszybciej o nim zapomnieć. Tamtejsi funkcjonariusze wzruszeni postępowaniem kobiety postanowili podzielić się jej niezwykłą postawą z całym światem. W tym celu nagrali zakonnicę "w akcji", zrobili jej kilka zdjęć, a następnie wrzucili do sieci. Tym sposobem siostra Margaret Ann stała się niezwykle popularna, a fanów przybywa jej z każdą sekundą. "Takie akty życzliwości przypominają nam, że wszyscy jesteśmy jednym społeczeństwem" - twierdzą zgodnie policjanci. Mundurowi nie byli w stanie odgonić jej od pracy. W rozmowie z dziennikarzami siostra wyznała, że jak tylko dowiedziała się, że może pomóc, bez zastanowienia ruszyła działać. Swoich uczniów również uczy takiego zachowania. Wideo przybliżające jej historię i przedstawiające ją ścinającą drzewo znajdziecie w pierwszym poniższym linku! Prawda, że jest niesamowita?

zakonnicazpiłąmechanicznąpomochuraganIrma

Właściciel chorej rybki zrobił dla niej "wózek inwalidzki". Ten uroczy film wyświetlono 15 mln razy!

Poświęcenie, z jakim oddajemy się opiece nad naszymi pupilami, często jest niewyobrażalne dla tych, którzy nie mają żadnych zwierząt domowych. Rzadko kiedy zdarza się jednak, by tak duże przywiązanie i empatię, jakimi darzymy psy czy koty, czuć wobec złotej rybki. Kiedy akwariowe zwierzątka chorują, ich właściciele najczęściej załamuje ręce. W momencie gdy rybka 20-letniego Dereka Burnetta zaczęła mieć problemy z pęcherzem pławnym, prawie w ogóle nie mogła się poruszać. Rezolutny mężczyzna nie poddał się jednak i skonstruował dla welonki przyrząd, który utrzymuje ją w równowadze i pozwala na poruszanie się w podwodnym świecie. Przyjaciółka Dereka, Taylor Nicole Dean, która opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie znowu szczęśliwej rybki, konstrukcję nazwała "wózkiem inwalidzkim". Nie ma się co dziwić, spełniają podobne funkcje, a nawet podobnie wyglądają! Złota rybka stała się ulubieńcem internautów, a urocze filmy z jej udziałem wyświetlane są przez miliony osób na całym świecie! Jej historia inspiruje innych hodowców welonek do pomagania bezbronnym zwierzętom. W sieci rekordy popularności bije od wczoraj film o kolejnej uratowanej rybce. Jej właściciel - anonimowy mężczyzna ze Szwecji - stworzył podobny mechanizm pozwalający rybce na swobodne pływanie. W ciągu zaledwie doby od udostępnienia go na Facebooku, wyświetlony został 15 milionów razy! (Link znajdziecie w materiale Business Insider zamieszczonym poniżej).

wózekinwalidzkidlarybkipomoczwierzęta

Młody mężczyzna ryzykował własne życie, by pomóc samobójczyni. Był jednym z przypadkowych przechodniów

W sobotnie popołudnie podróżujący metrem na Manhattanie byli świadkami zdarzenia, o którym dzisiaj mówi cały świat. Młody mężczyzna ryzykując własne życie, wszedł na belkę znajdującą się 6 metrów ponad torami, by pomóc niedoszłej samobójczyni. Kobieta zamierzała odebrać sobie życie, skacząc z wysokości pod rozpędzone metro. Kiedy zupełnie nieznajomi sobie ludzie rozmawiali, ktoś ze zgromadzonego tłumu zadzwonił po policję i pogotowie, a 38-letnia Michal Klein z New Jersey zrobiła zdjęcie. Fotografia udostępniona przez nią na Facebooku obiegła siec. Jej pierwszą reakcją na niecodzienny widok była myśl, że młode osoby po prostu się wygłupiają. "Nie byłam do końca pewna, czy się śmieją, czy jedna z tych osób płacze" - mówi Michal. "Nie wiem, co ja bym zrobiła. Chyba nie weszłabym tam. Ten mężczyzna, kimkolwiek jest, wystarczająco się przejął. Wielu ludzi zdawało się myśleć jedynie 'Oh, to przecież Nowy Jork' i szło dalej" - dodaje. Nikt nie wie, co tak naprawdę podczas tamtej intymnej rozmowy usłyszała młoda, zrozpaczona kobieta nad torami. Teraz jest bezpieczna.

pomocodnieznajomegopomocproblemypsychiczne

Strażacy uratowali z pożaru prosięta. Pół roku później je zjedli i pochwalili się tym na Facebooku

W lutym bieżącego roku strażacy z Pewsey (Wielka Brytania) uratowali z płonącej stodoły 2 lochy i 18 prosiąt. Przyczyną pożaru, który zniszczył 60 ton siana, była wadliwa instalacja elektryczna. Kiedy świnie podrosły, Rachel Rivers, właściciel ocalałej farmy postanowił odwdzięczyć się funkcjonariuszom. Jak informują zagraniczne media (m.in. The Guardian, link do artykułu znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej), rolnik ofiarował strażakom kiełbaski, które później trafiły na grilla. Mężczyznom tak smakowało przyrządzone przez żonę Rachela mięso, że postanowili podzielić się tym na Facebooku. Kiedy jednak na jaw wyszło, że zjedli uratowane pół roku wcześniej zwierzęta, wylała się na nich fala oburzenia, a post usunięto. Miejscowy rzeźnik tłumaczy, że życie na wsi rządzi się swoimi prawami, a zwierzęta hodowane są po to, by później je ubić. Sprawą zainteresowała się organizacja broniąca praw zwierząt PETA. Jej dyrektor Mimi Bekhechi zapowiedział, że strażakom z Pewsey wyśle wegańskie kiełbaski. W ten sposób ma im pokazać, jak łatwo zostać "prawdziwymi bohaterami".

okrucieństwowobeczwierzątpomoczwierzęta

Marzeniem 88-letniej pani Wandzi było znów usiąść na motocyklu. Filipowi Chajzerowi nie trzeba było dwa razy powtarzać!

O dobrym sercu Filipa Chajzera wiemy nie od dziś. Ostatnio prezenter wzruszył tysiące internautów, spłacając dług komorniczy 93-letniego powstańca, a teraz internet żyje kolejną jego niesamowitą akcją. Jej główną bohaterką została 88-letnia pani Wandzia, której ogromną pasją są motocykle. "Pani Wandzia całe życie jeździła na motocyklach. Do dzisiaj na widok przejeżdżającego moto jej serce bije mocniej. Głowa by chciała jeszcze raz, ten ostatni w życiu. Wiek niestety robi swoje, do tego mąż po wylewie, którym się opiekuje... Mimo wszystko energii ma podobno tyle co elektrownia atomowa. Dlatego uważam, że ten ostatni raz jest w zasięgu ręki. Jutro spełniam największe marzenie Pani Wandzi. Zabieram ją na cruising" - napisał Chajzer na swoim profilu. O 88-latce prezenter dowiedział się od jej kosmetyczki. To właśnie dzięki niej mógł spełnić największe marzenie jej klientki! Pani Wandzia we wtorek w Nieporęcie znów usiadła na motocyklu i to nie tylko na miejscu pasażera! Jej jazda była wielkim wydarzeniem! Chajzer zaprosił bowiem wszystkich chętnych, by towarzyszyli kobiecie w tym wyjątkowym dla niej dniu. "Setki motocykli, STO LAT na pół Zegrza, Pani Wandzia nie tylko na miejscu pasażera, ale i za kierownicą Indiana, a wszystko po to, żeby na końcu usłyszeć... 'Znowu chce mi się żyć'. D Z I Ę K U J Ę za wasze wsparcie!!!" - napisał Chajzer po zakończonej akcji. Zdjęciem z panią Wandzią podzielił się w sieci (na profilu prezentera znajdziecie także nagrania). Jej uśmiech mówi wszystko! Wystarczy tak niewiele, by sprawić komuś radość!

marzeniepaniWandziFilipChajzerpomoc

Zawodnik mdlał tuż przy mecie. Pomógł mu rywal

Podczas odbywającego się w Maine w USA biegu na 10 km, doszło do wyjątkowej sytuacji. Zawodnik Jesse Orach, który był już od dłuższego czasu liderem, tuż przed metą zaczął z wyczerpania tracić przytomność. Wtedy podbiegł do niego inny startujący w wyścigu mężczyzna - Rob Gomez- i łapiąc lidera za rękę pomógł mu utrzymać równowagę i dotrzeć do mety. Gomez miał powiedzieć późniejszemu zwycięzcy: "Ukończysz ten bieg". Mężczyźni wbiegli na metę niemal równocześnie, jednak Orach został popchnięty na mecie przez kolegę do przody tak, że to właśnie on wygrał. Po opadnięciu emocji zwycięzca podszedł podziękować Gomezowi mówiąc, że naprawdę brak mu słów. Ten odparł tylko, że nie musi mu nic mówić. W tych zawodach zwyciężyła ludzka empatia i dobroć, która była silniejsza niż chęć rywalizacji.

biegipomoc

Filip Chajzer spłacił dług 93-letniego powstańca. "Chwała bohaterom"!

Prezenter radiowy i telewizyjny Filip Chajzer znany jest z akcji, którymi wspiera osoby w trudnych sytuacjach. W zeszłym roku dzięki jego inicjatywie udało się zebrac 300 tys. zł. na pomoc weteranom wojennym, szczególnie powstańcom. Niezwykłe wsparcie oraz patriotyzm wykazał również tego lata. Chajzer otrzymał niedawno wiadomość z kancelarii komorniczej zajmującej się długiem 93-letniego mężczyzny walczącego w Powstaniu Warszawskim. Ponieważ emerytura weterana nie wystarczała na spłatę należności, urzędnicy poprosili o pomoc. "Ośmielam się do Pana napisać, ponieważ Pana szanuję i wiem, że nie jest Pan obojętny na ludzką krzywdę, a los Powstańców Warszawskich, zwłaszcza w tej porze roku, jest Panu bliski. Pracuję w kancelarii komorniczej w Warszawie jako asesor komorniczy, dziś przyszedł do nas Pan Zdzisław (ps. Ryś), rocznik '24, Powstaniec Warszawski, jeden z ostatnich żyjących, jeśli nie ostatni weteran walk na Ochocie, który ma nieszczęście bycia dłużnikiem jednego z operatorów komórkowych" - napisał w liście pracownik kancelarii. Reakcja Chajzera po raz kolejny wzruszyła setki internautów. "Ślicznie dziękuję za wrażliwość i wiadomość. Jeszcze dziś sprawa będzie załatwiona. Chwała bohaterom" - odpisał. Po kilkunastu godzinach od otrzymania niecodziennej prośby prezenter spłacił dług 93-letniego mężczyzny, a na Facebooku opublikował informację o przesłaniu ponad tysiąca złotych na odpowiednie konto.

PowstanieWarszawskieFilipChajzerpomoc

Była więźniarka Auschwitz straciła nogę podczas wojny. NFZ odmawia sfinansowania protezy

93-letnia pani Anna w trakcie II wojny światowej straciła nogę. Kiedy miała 13 lat, pociąg, którym jechała wraz z rodziną, został ostrzelany przez hitlerowców. Wskutek gangreny wdanej w postrzeloną nogę, nastoletnia Anna przeszła amputację kończyny. Przeżyła obóz koncentracyjny w Auschwitz. O jej historii i trudach zmagania się z polskimi przepisami informuje TVN24 (link do całego materiału znajdziecie poniżej). Teraz, jako świadek wydarzeń wojennych, pani Anna mieszka w niewielkim mieszkaniu na trzecim piętrze bloku, który nie ma windy. W codziennych czynnościach pomagają jej uczniowie liceum. Jak podaje TVN24, Karol i Konrad "dosłownie noszą ją na rękach". Problemy pani Anny związane są przede wszystkim z brakiem odpowiedniej protezy. Ta, którą ostatnio została zrefundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, powinna być wymieniona 10 lat temu - obecnie robi więcej szkody niż pożytku. Koszt nowej protezy dla pani Anny wynosi "zaledwie" 9 tys. zł. Dla 93-latki jest to jednak kwota znacznie przewyższająca jej możliwości finansowe. NFZ oferuje pomoc - 3,5 tys. zł... "Ja nic nie wiedziałam, że ja mam coś płacić za to. No, przecież ja nie byłam inwalidą z wypadku, tylko z wojny" - mówi pani Anna w rozmowie z TVN.

polskarzeczywistośćzdrowiepomoc

Odwołała ślub, ale nie wesele. Na wystawną kolację zaprosiła bezdomnych

Sarah Cummins, mieszkanka stanu Indiana w USA, wraz z narzeczonym odwołali swój ślub. Powód zerwania zaręczyn zachowali tylko dla siebie. Mimo że planowana od dawna ceremonia nie odbyła się, para nie mogła liczyć na zwrot kosztów poniesionych w związku z weselem. Organizacja kolacji dla 170 osób kosztowała 25 tysięcy euro. "Z płaczem obdzwoniłam wszystkich gości. Powiadomiłam ich o tym, że ślubu nie będzie, a potem zaczęłam czuć się winna, kiedy pomyślałam o jedzeniu, które się zmarnuje" - powiedziała niedoszła panna młoda. To, co zrobiła później, poruszyło nie tylko lokalną społeczność, ale także tysiące serc. O jej geście piszą serwisy z całego świata. Po ogłoszeniu nieoczekiwanie podjętej decyzji Sarah postanowiła zamienić swoje niedoszłe wesele w elegancką kolację dla bezdomnych. Skontaktowała się z okolicznymi schroniskami, zorganizowała transport i pomoc od firm odzieżowych. Ubrani w ofiarowaną odzież bezdomni zasiedli do wystawnego posiłku. Mimo osobistej tragedii Sarah sprawiła, że 150 osób zapamięta ten dzień do końca życia. Z podróży poślubnej też nie zrezygnowała. "Miesiąc miodowy" spędziła z matką.

weseledlabezdomnychpomocbezdomni

Ekipa ratunkowa przyjechała po martwe zwierzę. Nagle ich oczom ukazała się maleńka łapka

Macedon Ranges Wildlife Network to australijska grupa wolontariuszy, którzy od 2007 roku wspólnie działają na rzecz praw zwierząt. Często zdarza się, że są ostatnim ratunkiem dla tych, które natychmiastowo potrzebują pomocy. Niekiedy jednak nic już nie mogą zrobić... Tak było w przypadku potrąconej na drodze kangurzycy. Kiedy ekipa przyjechała na wskazane miejsce, zwierzę już nie żyło. Pozbawieni nadziei wolontariusze postanowili jeszcze sprawdzić brzuch kangurzycy - czy aby na pewno jej torba jest pusta. Wtedy oczom ekipy ukazała się mała różowa łapka wyciągnięta wysoko ku niebu, jakby jej właściciel próbował powiedzieć: "Pomóżcie mi, jestem tutaj. Chcę żyć!". Osobą, która jako pierwsza zauważyła kangurzątko, była Melanie Fraser. "Gdyby mały został tam nieco dłużej, mrówki lub inne insekty na pewno by go zabiły" - mówi kobieta. Miesięcznego malucha zawiozła w odpowiednie miejsce, gdzie udzielono mu pomocy. Zwierzę otrzymało imię Dawon. "Teraz ja jestem jego mamą" - Melanie przyznaje z dumą i świadomością odpowiedzialności, jaka na niej spoczęła. Dawon zaprzyjaźnił się z innym osieroconym kangurzątkiem Nelsonem. Ich opiekunowie cieszą się, że malcy mogą wspólnie dorastać.

ocalonekangurzątkopomoczwierzęta

Zbiórka na leczenie 2,5-letniego Antosia to oszustwo? Lewandowscy wpłacili na jego konto aż 100 tysięcy złotych!

Popularne portale, serwisy i gwiazdy (m.in. Ania i Robert Lewandowscy, Katarzyna Zielińska, Cezary Żak, Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan) włączyli się w akcję pod hasłem "Boję się ciemności", której celem była zbiórka pieniędzy na leczenie chorego na nowotwór oczu 2,5-letniego Antosia Rudzkiego. Nadzieją dla chłopca, któremu groziła ślepota, miała być kosztowna operacja w Stanach Zjednoczonych (jej koszt miał wynosić aż 1,5 miliona złotych!). Poinformowano, że jego rodzicom udało się zebrać milion złotych, a pozostała część miała zostać zgromadzona za pomocą internetowej zbiórki. I udało się! Dzięki zaangażowaniu wielu osób (m.in. właśnie Ani i Roberta Lewandowskich, którzy wpłacili na konto chłopca 100 tysięcy złotych) za pośrednictwem serwisu Zrzutka.pl i strony Pomagam.pl zebrano potrzebną sumę. W sobotę pojawiły się jednak doniesienia, że prawdopodobnie cała akcja była mistyfikacją, a Antoś Rudzki nie istnieje! Jako pierwsza poinformowała o tym na Facebooku organizacja "Się Pomaga", która podała w poście, że zgłoszenie zbiórki dla 2,5-letniego chłopca zostało odrzucone, a mimo to pojawiało się na innych serwisach. Później w podobnym tonie o akcji wypowiedzieli się administratorzy serwisu Pomagam.pl. Obie strony zaznaczyły, że wszystkim poszkodowanym osobom pieniądze zostaną zwrócone. Jeśli nie pojawią się żadne nowe okoliczności w sprawie, administratorzy serwisu Zrzutka.pl zapowiedzieli, że w poniedziałek zgłoszą w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

fałszywazbiórkapomocdziecko

Pomagają, choć sami powinni pomocy się spodziewać... Tym postem o bezdomnych Szymon Hołownia chwycił za serca!

Coraz częściej potrafimy obojętnie przejść obok osób potrzebujących pomocy. Widzimy ich na ulicy, ale spieszymy się akurat do pracy, do domu, do rodziny, zapominając, że oni nie mają gdzie się podziać, nie mają do kogo się odezwać. Nie dlatego, że sami tego chcieli, ale dlatego, że życie nagle im się złamało... Może bierzemy ich za nieudaczników, może nawet za pijaków, ludzi bez serc, ale za każdym jednym przypadkiem kryje się osobna historia i... (tak, musimy to sobie uzmysłowić!) serce! O ludziach po różnych przejściach, bez dachu nad głową postanowił przypomnieć Szymon Hołownia. Na swoim profilu na Facebooku opublikował przed kilkoma dniami długi post, w którym opisał niezwykłą inicjatywę kilkunastu bezdomnych mężczyzn. W Posadówku, w powiecie nowotomyskim, około 60 kilometrów od Poznania, jak pisze Hołownia, "grupa (mniej lub bardziej) bezdomnych facetów prowadzi (przy wsparciu bohaterskiej pani Asi)... schronisko dla bezdomnych zwierząt". Jest tam ponad 90 psów, które dzięki grupie bezdomnych mają tam bardzo dobre warunki do życia. Niestety schronisku brakuje pieniędzy. Woda ze studni jest tak zanieczyszczona, że nie nadaje się do picia i konieczne jest doprowadzenie wodociągu. Hołownia postanowił więc w swym poście zaapelować o pomoc dla schroniska i prowadzących go mężczyzn. To miejsce, jak zaznacza, jest dla nich przystankiem, przestrzenią do startu w nowe życie, dlatego warto im pomóc! Koniecznie przeczytajcie (w całości!) post Hołowni, który wywołał w sieci ogromne poruszenie. Dzięki internautom zebrano już pieniądze na 1/4 wodociągu, którego całkowity koszt to 120 tysięcy. Akcja wciąż trwa! Przyłączycie się?

postHołownipomocbezdomni