W Szczytnie zniszczono dom, który wyremontowała ekipa Dowbor. To pierwsza tego typu sytuacja w programie!

Katarzyna Dowbor wraz z ekipą budowlaną w programie "Nasz nowy dom" spełnia marzenia ubogich, dotkniętych przez los rodzin o bezpiecznych i przytulnych czterech ścianach. Od 29 września 2013 roku, kiedy wyemitowano pierwszy odcinek, już ponad 100 potrzebujących otrzymało nadzieję na lepszą przyszłość w postaci wyremontowanych, całkowicie odmienionych wnętrz i... zwykłej, ludzkiej życzliwości. Zdawać by się mogło, że program niewątpliwie misyjny będzie wywoływał jedynie pozytywne emocje... Dotychczas tak przecież było - mieszkańcy chętnie pomagali ekipie, by "nowy dom" gotowy był na czas, a widzowie zachwycali się zmianami i w ciepłych słowach wypowiadali się o występujących rodzinach. Niestety, ostatnia sytuacja z programu pokazuje, że ludzie potrafią być również niezwykle perfidni, interesowni i zazdrośni! Bohaterką kontrowersyjnego odcinka była pani Lidia ze Szczytna (woj. warmińsko-mazurskie), która sama wychowuje dwie córki: 13-letnią Darię i 18-letnią, niepełnosprawną Małgosię. Ekipa odmieniła ich dom, ale tym razem bez pomocy kogokolwiek z zewnątrz - wszyscy sąsiedzi odmówili. Jednak dopiero to, co wydarzyło się po wyjeździe budowlańców, wprawia w osłupienie. Ktoś oblał świeżo odmalowaną elewację domu pani Lidii niebieską farbą, a nocami straszy rodzinę, pukając w okna i rzucając w kierunku domu kamieniami! "Zniszczenie tego jest dla mnie niepojęte, nie mogę tego zrozumieć. Jeśli ktoś nie chce pomagać, nie ma problemu, bo przecież nie ma takiego obowiązku, ale niszczyć to, co ktoś inny zrobił, to już jest zawiść" - mówiła Dowbor w jednym z wywiadów. W sieci roi się od ostrych komentarzy na temat zachowania mieszkańców Szczytna. Nam też trudno uwierzyć, że ktoś może tak postępować! Więcej na temat tej bulwersującej sprawy znajdziecie w poniższych materiałach.

zniszczonydompolskarzeczywistośćprogramtv

Koniec z "krwawiącymi odbytami setek pracowników i studentów UW". Uczelnia wprowadza zmiany

Uniwersytet Warszawski, jedna z najpopularniejszych uczelni w Polsce, wprowadza innowacyjne zmiany, które mają przełożyć się na poprawę jakości kształcenia. Planowaną reformą jest m.in. wprowadzenie papieru toaletowego "niewywołującego krwawienia z odbytu". Rafał Łojewski, student UW, w ramach nowej inicjatywy studenckiego budżetu partycypacyjnego zamieścił na stronie uczelni swoją propozycję projektu. Jak pisze żak, "ta logistyczna zmiana znacznie poprawi stan polskiego szkolnictwa wyższego". Chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, projekt otrzymał status "zatwierdzony". Oznacza to, że uniwersytet zainwestuje w "zadowalająco miękki" papier toaletowy, kończąc tym samym z problemem "setek pracowników i studentów UW krwawienia w okolicach odbytu". Osoby kształcące się na warszawskiej uczelni chwalą przedsiębiorczość Rafała. Inni wyśmiewają projekt "złożony dla beki", który stał się rzeczywistością. Są też tacy, którzy całą sprawą nazywają "prawdziwym bólem dupy".

toaletowyproblemUWpolskarzeczywistośćedukacja

"Dołącz do drużyny Kulsona!" - tak policja zachęca do wstąpienia w jej szeregi

Na oficjalnym profilu Policja Warszawa na Twitterze pojawił się obrazek, zachęcający do wstąpienia w szeregi stróżów prawa. Akcja reklamowana jest popularnym ostatnio pseudonimem - "Kulson". Napis na zdjęciu brzmi: "Dołącz do drużyny Kulsona. Z nami rozbijesz niejeden gang". Rzecznik stołecznej komendy, Sylwester Marczak, zapytany o to, czy można żartować z takiej sytuacji? "Hasło należy traktować żartobliwie, biorąc pod uwagę samą sytuację z Kulsonem. Mamy do czynienia z sytuacją, która nie była poważna" - wyjaśnia Marczak. "Początkowo tak wyglądała, zaczęła być niezwykle popularna i być traktowana w sposób humorystyczny, szczególnie w internecie. I w to też chcieliśmy się wpisać. Nawet w poważnych instytucjach czasem trzeba się uśmiechnąć" - dodaje rzecznik komendy z Warszawy. A Wy zgadzacie się z podejściem policjantów? Dajcie znać!

dołączdodrużynyKulsonaprawopolskarzeczywistość

W Krakowie ruszają warsztaty szycia maseczek antysmogowych. 5 tysięcy miasto rozda za darmo!

Władze Krakowa rozpoczęły już przygotowania do walki ze smogiem. Przed nami najgorsze pod względem zanieczyszczenia powietrza miesiące, dlatego istotnym jest zaopatrzenie się w odpowiednie zabezpieczenie. Pierwszym, jakie przychodzi na myśl, są maseczki antysmogowe. W grudniu mieszkańcy Krakowa cierpiący z powodu problemów z układem oddechowym mogą liczyć na prezent od władz miasta. Przewidziano aż 5 tysięcy maseczek do rozdania dla dzieci i dorosłych. Otrzymają je pacjenci poradni pulmonologicznych w trakcie wizyt lekarskich. Inną propozycją ochrony dróg oddechowych są warsztaty szycia maseczek antysmogowych. Stowarzyszenie Logiczna Alternatywa dla Krakowa już drugi raz organizuje darmowe nauki uszycia własnej maseczki. Zeszłoroczne spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Pierwsze szkolenie zaplanowane jest na 30 listopada, kolejne na 1, 2 i 4 grudnia. Kiedy walka z przyczynami powstawania smogu nie skutkuje, minimalizacja jego skutków jest najrozsądniejszą decyzją...

uszyjsobiemaseczkęantysmogowązdrowiepolskarzeczywistość

Ogromna wpadka TVP na Twitterze! "Choć raz media narodowe napisały prawdę"

11 listopada obchodziliśmy Narodowe Święto Niepodległości. Nie mogło obyć się bez przemówienia Andrzeja Dudy. Prezydent wspomniał o umocnieniu niepodległości i cenie, jaką trzeba nam było za nią zapłacić. Najważniejsze zdanie wypowiedziane przez głowę państwa brzmiało: "Niech żyje wolna, suwerenna Polska u progu 100-lecia odzyskania niepodległości". Na Twitterze TVP Info doszło jednak do ogromnej pomyłki. W cytowanym wyżej fragmencie zapomniano o dwóch ostatnich literach. W efekcie zamiast "Niech żyje..." pojawiło się "Nie żyje...". Przez pół godziny wpis był dostępny na oficjalnym profilu telewizji publicznej. Internauci od razu zareagowali, pisząc m.in.: "Choć raz media narodowe napisały prawdę o obecnej sytuacji w Polsce". Należy pamiętać, że jest to zwykła literówka, więc mamy nadzieję, że nie zostały wyciągnięte poważniejsze konsekwencje wobec osoby zajmującej się Twitterem stacji.

wpadkaTVPtvppolskarzeczywistość

Gigantyczna Pieczarka Piotrek atakuje Warszawę. "Koniec świata na miarę naszych czasów"

Szaleństwo na punkcie Gangu Świeżaków wymknęło się spod kontroli i przerosło wszelkie wyobrażenia. O tym, jak "przerosło", pokazał nam dosłownie autor kanału na YouTubie o nazwie "chaseit"... i zrobił to genialnie! Zaledwie 32-sekundowy film opublikowany wczoraj w sieci ma już ponad 46 tysięcy wyświetleń. Internauci zachwyceni są obrazem świeżaka-giganta, który terroryzuje Warszawę. Wielka Pieczarka Piotrek atakuje stolicę i sieje panikę. Potężną maskotkę spacerującą obok Pałacu Kultury i Nauki pokonać próbują wojskowe myśliwce. Obejrzyjcie wizję "końca świata na miarę naszych czasów", jak napisał jeden z użytkowników YouTube'a, i przekonajcie się, jak niesamowicie zrealizowano tę krótką produkcję!

gigantycznyświeżakpolskarzeczywistośćYouTube

Warszawska kawiarnia wprowadza kobiece mleko do kawy. W sieci zawrzało!

Wczoraj w sieci pojawiła się informacja o wprowadzeniu do menu warszawskiej kawiarni kontrowersyjnego produktu. W ofercie Żony Krawca znaleźć się ma... kobiece mleko. "Od środy, jako jedyni w Warszawie podajemy do kawy mleko kobiece. Jesień, plucha, zimno – zadbajmy o swoją odporność!" - czytamy na Facebooku. Wpis wywołał lawinę komentarzy i skrajne emocje internautów. W Belgii i Niemczech kawa z kobiecym mlekiem na stałe zagościła w menu tamtejszych kawiarni. Polacy zdają się być jednak nieprzygotowanymi na taką nowość. Bardzo prawdopodobne, że informacja warszawskiego lokalu jest jedynie częścią kampanii marketingowej. Przebadane mleko kobiece można uzyskać jedynie ze specjalnych banków mleka. Brak pasteryzacji i niezbędnych badań mogą prowadzić do zapalenia wątroby lub zakażenia wirusem HIV. Więcej o kontrowersyjnym pomyśle Żony Krawca dowiemy się zapewne w środę rano. To wtedy klienci kawiarni będą mieli okazję "spróbować" kawy z kobiecym mlekiem. Ciekawskich na pewno nie zabraknie!

kobiecemlekodokawypolskarzeczywistośćjedzenie

Kupiła kurczaka w promocji. Kiedy wróciła do domu, mięso świeciło w ciemności

Pani Małgorzata, mieszkanka powiatu gorlickiego (woj. małopolskie), w jednym z supermarketów kupiła 1,1 kg podudzi kurczaka. Skusiła ją promocja - 6zł/kg. Kiedy wróciła do domu, mięso przyprawiła, polała oliwą i tak zamarynowane dramstiki odstawiła na kuchenny stół. Po upływie kilku godzin wróciła do kuchni i spostrzegła, że kurczak... świeci w ciemności! "W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś zostawił na stole wyciszony telefon, który teraz dzwoni. Podeszłam do stołu i to, co zobaczyłam, po prostu mnie przeraziło. Mięso świeciło, to było takie światło jak od odpustowych figurek" - relacjonuje pani Małgorzata. Następnego dnia udała się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gorlicach. Jak informuje przedstawicielka stacji, Jadwiga Wójtowicz, na mięsie kupionym przez panią Małgorzatę rzeczywiście "widać było poblask". Pracownicy sanepidu nie zaobserwowali jednak nic niepokojącego w sklepie, gdzie zostało ono kupione. "Partia, z której pochodzi produkt, wyniosła 5 kilogramów" - relacjonuje Jadwiga Wójtowicz. "Zrobiliśmy kontrolę całego stoiska mięsno-wędliniarskiego, wykonaliśmy też próbę w ciemności, by sprawdzić, czy mięso w sklepie także świeci. Okazało się, że nie zaobserwowano efektu fluorescencji" - dodaje. Niepokojące zjawisko spowodowane mogło być m.in. nieodpowiednim przechowywaniem mięsa lub dodatkiem substancji, które mają zwiększyć jego masę. Zagadka pozostaje jednak bez rozwiązania. Nie jest to pierwszy w Polsce przypadek "świecącego w ciemności mięsa".

mięsoświecącewciemnościpolskarzeczywistośćjedzenie

Nie żyje mężczyzna, który podpalił się pod Pałacem Kultury

Nie żyje Piotr S. z Niepołomic, który 19 października podpalił się pod Pałacem Kultury w Warszawie. Lekarze walczyli o jego życie, jednak na skutek rozległych oparzeń mężczyzna zmarł w niedzielę, 29 października w godzinach popołudniowych. Warto przypomnieć, że przed tragedią Piotr S. zostawił pod Pałacem list, w którym wyznał, że dokonał tego z powodów politycznych. Rozrzucił również ulotki z manifestem przeciwko rządom PiS, w których miało być napisane: "Chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach". 54-latek od dawna walczył z depresją. Miał żonę oraz dwójkę dorosłych dzieci. Na co dzień prowadził szkolenia z zakresu pozyskiwania środków unijnych.

niezyjePiotrSpolskarzeczywistośćkontrowersje

Kiełbaska na palniku? Tak w Poznaniu jedzą pracownicy MPK!

Kiedy głód złapie Cię w pracy, a pracujesz podczas remontu torowiska... podgrzej kiełbaskę za pomocą butli gazowej! Jeden z pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Poznaniu postanowił przyrządzić sobie ciepłe śniadanie, remontując ul. Dąbrowskiego. Zdjęcie "śniadania mistrzów" zostało w czwartek opublikowane na Facebooku przez profil Spotted: MPK Poznań i stało się hitem sieci. Anonimowy mężczyzna brak grilla postanowił zrekompensować sobie tym, co miał pod ręką i nabite na szpikulec kiełbaski podgrzał dzięki palnikowi, który służy do przecinania metalowych elementów. Trzeba przyznać poznańskiemu MPK - jego pracownicy na pewno wiedzą, co to znaczy terminowość!

kiełbaskanapalnikuMPKpolskarzeczywistośćjedzenie

Lekarz z 15-letnim stażem opublikował w sieci wyciąg z konta. Tyle warta jest walka o ludzkie życie!

Powszechnie uważa się, że polscy lekarze są elitą zarobkową kraju - wysoka wypłata, drogie samochody, domy... O ich pensjach krążą różne historie, ale ta, której bohaterem jest pan Arkadiusz Baran, sprawia, że już chyba nigdy nikt nie pomyśli o tym, jak dobrze im się wiedzie. Lekarz ma 15 lat doświadczenia, obecnie pracuje w Klinice Położnictwa i Perinatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zdawać by się mogło, że po tylu latach pracy w zawodzie jego wynagrodzenie jest wysokie, jednak nic bardziej mylnego. Pan Arkadiusz na Facebooku opublikował wyciąg ze swojego konta, na którym widać, ile dokładnie zarobił we wrześniu. 15-letnie doświadczenie w zawodzie, specjalizacje, doktorat, a przede wszystkim walkę o ludzkie życie wyceniono na 3000 złotych! "Codziennie rano wyjeżdżając z domu o godzinie 6.40 aby zdążyć podbić kartę przy wejściu do szpitala przed godziną 8.00, zastanawiam się, czy warto... Czy warto pracować tylko dlatego, że się lubi i chce się pomagać innym? Czy warto pracować bo chce się wykorzystywać zdobytą wiedzę i doświadczenie w publicznej służbie zdrowia? Czy warto brać odpowiedzialność za działania podległego personelu na dyżurze? Czy warto szkolić młodszych kolegów aby i oni za kilka lat zadawali sobie podobne pytania?" - napisał pod zdjęciem, które zszokowało opinię publiczną. Pan Arkadiusz tym samym popiera strajk rezydentów tzw. młodych lekarzy (w wieku od 26 do 38 lat, którzy którzy ukończyli 6-letnie studia i 13-miesięczną praktykę) walczących o zwiększenie nakładów na polską służbę zdrowia i o pracę za godziwe wynagrodzenie. Jeśli rządzący nie wysłuchają ich próśb, prawdopodobnie wyjadą za granicę, a Polska straci wielu dobrych specjalistów...

wyciągzkontalekarzapolskarzeczywistośćpraca

Polskie sklepy wprowadzają zabezpieczenia antykradzieżowe na maśle. Mamy nowy "produkt luksusowy"

Cena jednego z najbardziej powszednich produktów spożywczych w Polsce drastycznie wzrosła w ciągu ostatnich tygodni. W porównaniu do początku lipca 2016 roku cena masła jest wyższa aż o 71 proc. Jak się okazuje, produkt ten staje się łakomym kąskiem dla złodziei, a sklepikarze wprowadzają na nim specjalne zabezpieczenie. Dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda opublikował na Twitterze zdjęcie z hipermarketu Auchan na warszawskim Ursynowie, gdzie 300 g. masła kosztuje ok. 10 zł. Fotografia przedstawia kostkę tłuszczu z zamontowanym na opakowaniu zabezpieczeniem antykradzieżowym. Nie, to nie jest żart.. "W kraju, w którym masło ma zabezpieczenia antykradzieżowe, coś musiało pójść nie tak" - pisze dziennikarz. "Niedługo gablotki będą zamykane na klucz" - komentuje jeden z użytkowników Twittera. My zastanawiamy się, co okaże się kolejnym polskim "produktem luksusowym"...

zabezpieczenianamaślepolskarzeczywistośćjedzenie

Atak na akcję "Różaniec do granic". Idea wspólnej modlitwy "ma łączyć, nie dzielić"

W sobotę 7 października przypada święto Matki Bożej Różańcowej, a wzdłuż granic naszego kraju Polacy będą modlić się o nawrócenie i pokój na świecie. Organizatorzy przewidują, że w wydarzeniu weźmie nawet milion osób. Do akcji "Różaniec do granic" świeckiej FundacjiSolo Dios Basta, po oficjalnym poparciu Konferencji Episkopatu Polski, przyłączyły się 22 graniczne diecezje, 3 porty lotnicze: Lotnisko Chopina w Warszawie, Port Lotniczy Poznań-Ławica i Międzynarodowy Port Lotniczy Katowice w Pyrzowicach oraz znani artyści. Jej ambasadorami zostali: Cezary Pazura, Jerzy Zelnik, Dominika Figurska, Ewa Ziętek, Dariusz Kowalski i Marcin Mroczek, Przemysław Babiarz, Katarzyna Olubińska, Krzysztof Ziemiec, Antek Smykiewicz, Wojciech Modest Amaro i o. Benedykt Pączka. Nie wszystkim jednak idea wspólnej modlitwy się podoba. "Akcja Różaniec Do Granic to dowód na to, że żyjemy na pograniczu dwu światów. W jednym jest miejsce na codzienną, skromną duchowość, w drugim mamy religijny show reklamowany przez celebrytów. W jednym są mądre słowa księży, które nie wychodzą poza kościoły, w drugim pseudofilozoficzny bełkot którym żywi się internet" - czytamy na Newsweek.pl. Wyborcza.pl napisała natomiast, że różaniec w porcie lotniczym ma chronić nas przed islamizacją. "To działanie ma łączyć, a nie dzielić" - mówi w rozmowie z Onetem Lech Dokowicz, współorganizator wydarzenia. Linki do artykułów znajdziecie poniżej.

RóżaniecDoGranicreligiapolskarzeczywistość

Kraków: Włamała się do mieszkania, żeby przenocować. Odwdzięczyła się, sprzątając!

Krakowscy policjanci zatrzymali 55-letnią kobietę, która w ubiegłym tygodniu włamała się do przypadkowego mieszkania, gdzie spędziła noc. Bezdomna chodziła od bloku do bloku po dzielnicy Krowodrza, sprawdzając skrzynki pocztowe. W końcu w jednej z nich kobiecie udało się znaleźć to, czego szukała - pozostawione przez właścicieli klucze od drzwi. Łup wyciągnęła za pomocą szydełka. Włamała się do mieszkania, które okazało się być puste. Rzecznik prasowy małopolskiej komendy policji Sebastian Gleń poinformował, że 55-latka wykąpała się, przespała, a rano zrobiła sobie śniadanie. W ramach rekompensaty za skorzystanie z cudzego mieszkania, postanowiła... posprzątać. Właścicielom lokum odwdzięczyła się, sprzątając łazienkę i kuchnię oraz myjąc naczynia i okna. Po zakończonych porządkach włożyła znalezioną w szafie sukienkę. Wykąpana, wyspana, najedzona i ubrana bezdomna 55-latka została przyłapana przez właściciela mieszkania. Mężczyzna spotkał włamywaczkę na klatce schodowej, kiedy zamykała drzwi od lokalu. Natychmiast wezwał policję. Po przewiezieniu na komisariat i przesłuchaniu kobieta usłyszała zarzut włamania i kradzieży. Grozi jej 10 lat pozbawienia wolności.

porządnickawłamywaczkaprawopolskarzeczywistość

14-letni Kacper popełnił samobójstwo. "Miał tego pecha, że urodził się gejem w Polsce"

Niedługo po rozpoczęciu kolejnego roku szkolnego 14-letni Kacper z Gorczyna (woj. łódzkie) popełnił samobójstwo. Chłopiec był gnębiony przez rówieśników, którzy mówili, że "ma inną orientację, inaczej się ubiera". Sprawę śmierci nastolatka nagłośnił reportaż Nowa TV. O tragedii publicznie wypowiedział się ksiądz Grzegorz Kramer oraz pierwszy prezydent w Polsce, który nie ukrywa, że jest gejem, Robert Biedroń. O drwinach i obelgach ze strony kolegów wiedziała matka Kacpra. Ze względu na prześladowanie jej syna przeniosła chłopca do innego gimnazjum. Zmiana szkoły nie pomogła. Zaledwie trzy dni po rozpoczęciu roku szkolnego 14-latek powiesił się w swoim domu. O groźbach i wyzwiskach wiedzieli nauczyciele. Dyrekcja placówki nie chce komentować sprawy. "Miał tego pecha, że urodził się gejem w Polsce" - podsumował na Facebooku pisarz Jacek Dehnel.

polskarzeczywistośćdyskryminacjaLGBTQ

"Eko-rodzice" porwali noworodka po tym, jak ograniczono im prawa rodzicielskie. Szuka ich policja

14 września w Białogardzie (woj. zachodniopomorskie) na świat przyszło dziecko, o sprawie którego mówi obecnie cała Polska. W wyniki dramatycznych wydarzeń, jakie tego dnia miały miejsce w szpitalu, rodzice poszukiwani są przez policję, a życie noworodka może być zagrożone. Dziewczynka urodziła się przed ukończeniem 37. tygodnia ciąży, co kwalifikuje ją do bycia wcześniakiem. Ani matka, ani ojciec dziecka nie zgodzili się jednak na standardowe zabiegi, jakich dokonuje się po urodzeniu, m.in. szczepienia, podanie witaminy K, umycie noworodka czy tzw. zabieg Credego (matka zamiast podania specjalistycznych kropli, chciała zakropić dziecku oczy własnym mlekiem). Pediatra z białogardzkiego szpitala, kierując się troską o małego pacjenta, w ciągu kilku godzin o niepokojących planach "eko-rodziców" powiadomił sąd rodzinny. Po trwającej 4 godziny rozprawie zorganizowanej w samym szpitalu małżeństwu ograniczono prawa rodzicielskie. Zgodę na przeprowadzenie zabiegów medycznych wydał prokurator. Rodzice przekonani o swoich racjach wraz z dziewczynką uciekli ze szpitala. Teraz szuka ich policja. Szczególnie głośnym echem odbiło się w internecie zachowanie lekarza. W obronie "eko-rodziców" stanęli antyszczepionkowcy, którzy całą sytuację nazywają "praktykami totalitarnymi" oraz "bezprawiem". Więcej na ten temat znajdziecie w materiałach zamieszczonym poniżej.

polskarzeczywistośćzdrowiedziecko

Grupa nastolatków z Częstochowy znęcała się nad pijanym kolegą. Śledczy opublikowali szokujące nagranie!

Coraz częściej przecieramy oczy ze zdumienia, czytając o zatrważających pomysłach nastolatków, niebezpiecznych dla ich zdrowia i życia. Ostatnie zdarzenia z Częstochowy są dowodem na to, że rodzice i opiekunowie niesfornej młodzieży powinni mieć oczy dookoła głowy, by uniknąć tragedii. Przed kilkoma dniami grupa nastolatków spotkała się w jednej z tamtejszych dzielnic, by upić kolegę mieszanką różnych alkoholi. Gdy chłopak był już na tyle odurzony trunkami, że nie mógł odpowiednio reagować, jeden z nastolatków zrzucił go z betonowego murka. Wszystko zostało nagrane telefonem komórkowym. Poszkodowany stracił przytomność, jednak nie powstrzymało to zgromadzonych przed dalszym znęcaniem się nad nim. Zamiast wezwać pomoc, dla żartu ogolili mu głowę, a następnie pomalowali ją mazakiem. Pogotowie i policja na szczęście w porę zostali powiadomieni, dzięki czemu chłopak przeżył. W związku ze zdarzeniem policja zatrzymała cztery osoby: dwóch 18-latków i dwóch 16-latków. O losie młodszych zdecyduje sąd rodzinny, natomiast ich starsi koledzy usłyszeli już zarzuty narażenia życia i zdrowia, uszkodzenia ciała oraz naruszenia nietykalności. Częstochowscy śledczy ku przestrodze opublikowali nagranie z szokującej zabawy nastolatków (zobaczycie je w pierwszym poniższym linku). Proszą oni, by rodzice i najbliżsi stale zwracali uwagę na zachowanie dzieci. Zdarzenie z udziałem grupy mogło przecież skończyć się tragicznie...

szokującazabawanastolatkówpolskarzeczywistośćprzemoc

Jest Jeronimo-Martin, będzie Tesco. "Inni rodzice pójdą tym śladem"

1 marca 2015 roku w życie weszły przepisy, zgodnie z którymi rodzice mogą nadawać dzieciom imiona obce. O tych nieprzeciętnych słyszymy ostatnio coraz częściej... Niedawno informowaliśmy Was o chłopcu z Zawiercia, którego matka zarejestrowała w Urzędzie Stanu Cywilnego jako Jeronimo-Martin. Czy niecodzienne podwójne imię zostało dziecku nadane na cześć założyciela sieci sklepów znanych w Polsce pod nazwą Biedronka? Jerónimo Martins to istotnie imię właściciela popularnej marki. "Inni rodzice pójdą tym śladem, a następnym krokiem będzie Tesco" - przewiduje Mirosław Kańtor z katowickiego Urzędu Stanu Cywilnego. Czemu nie? Przecież o chłopcu z Zawiercia mówiła cała Polska, a o to chyba chodziło. Rodzice coraz rzadziej nazywają swoje pociechy "typowo polskimi" imionami. Młode małżeństwa idą inną drogą - im wymyślniej, tym lepiej. Jessiki, Brajanki i Nicole już nikogo nie dziwią. Co będzie za kilka, kilkanaście lat? Więcej na temat tego niepokojącego trendu nazywania dzieci urodzonych w Polsce przeczytacie w materiale TVN24 (link zamieszczony poniżej).

polskarzeczywistośćdzieckorodzicielstwo

Jurek Owsiak stanie przed sądem. "To zamach na wolność słowa"

Jurek Owsiak, organizator Przystanku Woodstock, opublikował na Facebooku wideo, którym tłumaczy, dlaczego jego działalność po raz kolejny wzbudziła kontrowersje. Owsiak otrzymał pismo z wezwaniem do sądu, gdzie usłyszy zarzuty z art. 141 kodeksu wykroczeń. Zarzuca się mu użycie nieprzyzwoitych słów w miejscu publicznym. Wykroczenie z pozoru niewielkie, ale grozi za nie kara grzywny lub nawet pozbawienie wolności. Szef Fundacji WOŚP złożył już zeznania na policji. "Przyjechała do nas policja, aby zabrać ze sobą wszystkie taśmy z monitoringu ustawionego na Przystanku. Wynikał on z przepisów o podwyższonym ryzyku imprezy. Postawiliśmy tych kamer dosyć sporo. Dzięki temu nasze służby porządkowe mogły wyłapać wszystkich dilerów" - tłumaczy Owsiak. "Mam poczucie, że służyły one również do inwigilacji naszego festiwalu" - dodaje. Według niego użyte podczas zakończenia festiwalu słowa nie były personalnym atakiem wobec nikogo, a jedynie formą artystycznej ekspresji. "Ta kara mnie spotka, ale to zamach na wolność słowa" - mówi. Wulgaryzmy, które obciążają Owsiaka, zostały przez niego wypowiedziane w kierunku setek tysięcy osób: "Pier**lić polityków, fałszywy kraj, fałszywa rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest oderwana od nas, od naszego bytu. Chcę zapytać ich o jedno, czy macie ku**a serce do ludzi". Więcej o ten sprawie znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej.

Woodstockprawopolskarzeczywistość

Zniszczyli mu samochód, bo był tańszy? "Nie dam się zastraszyć taksówkarskiej mafii"

Szymon Wrzesień tydzień temu rozpoczął swoją działalność. Założył jednoosobową firmę - chciał legalnie i tanio przewozić klientów. Jego "TAXI Złotówa" okazała się jednak zbyt tania... Samochód taksówkarza ze Szczecina w niedzielę w nocy został niemal całkowicie zdewastowany. Ktoś zniszczył jego narzędzie pracy, przebijając cztery opony. Karoseria taryfy została wymalowana czerwoną farbą. Ze względu na wulgarne napisy i obrazki oraz pozostałe zniszczenia kierowca musiał zawiesić swoją działalność. Na Facebooku napisał jednak, że "nie da się zastraszyć taksówkarskiej mafii". Prowadzący firmę "TAXI Złotówa" już wcześniej miał być zastraszy w internecie. Nie przypuszczał jednak, że dojdzie do czynów. O akt wandalizmu podejrzewa innych taksówkarzy. Jego konkurencyjna cena widocznie im się nie spodobała. Szymon Wrzesień oferował początkową opłatę w wysokości złotówki. Każdy przejechany przez niego kilometr wart był 2,40 zł lub 3,60 zł w zależności od strefy. Straty szacuje się na ok. 2 tysiące złotych. Mężczyzna zawiadomił o sprawie policję, ale nie złożył wniosku o ściganie sprawców. Swoją decyzję argumentuje przekonaniem, że musiałby pozostawić samochód jako dowód, a na to nie może sobie pozwolić.

zdewastowanataksówkapolskarzeczywistośćtransport