14-letni Kacper popełnił samobójstwo. "Miał tego pecha, że urodził się gejem w Polsce"

Niedługo po rozpoczęciu kolejnego roku szkolnego 14-letni Kacper z Gorczyna (woj. łódzkie) popełnił samobójstwo. Chłopiec był gnębiony przez rówieśników, którzy mówili, że "ma inną orientację, inaczej się ubiera". Sprawę śmierci nastolatka nagłośnił reportaż Nowa TV. O tragedii publicznie wypowiedział się ksiądz Grzegorz Kramer oraz pierwszy prezydent w Polsce, który nie ukrywa, że jest gejem, Robert Biedroń. O drwinach i obelgach ze strony kolegów wiedziała matka Kacpra. Ze względu na prześladowanie jej syna przeniosła chłopca do innego gimnazjum. Zmiana szkoły nie pomogła. Zaledwie trzy dni po rozpoczęciu roku szkolnego 14-latek powiesił się w swoim domu. O groźbach i wyzwiskach wiedzieli nauczyciele. Dyrekcja placówki nie chce komentować sprawy. "Miał tego pecha, że urodził się gejem w Polsce" - podsumował na Facebooku pisarz Jacek Dehnel.

polskarzeczywistośćdyskryminacjaLGBTQ

"Eko-rodzice" porwali noworodka po tym, jak ograniczono im prawa rodzicielskie. Szuka ich policja

14 września w Białogardzie (woj. zachodniopomorskie) na świat przyszło dziecko, o sprawie którego mówi obecnie cała Polska. W wyniki dramatycznych wydarzeń, jakie tego dnia miały miejsce w szpitalu, rodzice poszukiwani są przez policję, a życie noworodka może być zagrożone. Dziewczynka urodziła się przed ukończeniem 37. tygodnia ciąży, co kwalifikuje ją do bycia wcześniakiem. Ani matka, ani ojciec dziecka nie zgodzili się jednak na standardowe zabiegi, jakich dokonuje się po urodzeniu, m.in. szczepienia, podanie witaminy K, umycie noworodka czy tzw. zabieg Credego (matka zamiast podania specjalistycznych kropli, chciała zakropić dziecku oczy własnym mlekiem). Pediatra z białogardzkiego szpitala, kierując się troską o małego pacjenta, w ciągu kilku godzin o niepokojących planach "eko-rodziców" powiadomił sąd rodzinny. Po trwającej 4 godziny rozprawie zorganizowanej w samym szpitalu małżeństwu ograniczono prawa rodzicielskie. Zgodę na przeprowadzenie zabiegów medycznych wydał prokurator. Rodzice przekonani o swoich racjach wraz z dziewczynką uciekli ze szpitala. Teraz szuka ich policja. Szczególnie głośnym echem odbiło się w internecie zachowanie lekarza. W obronie "eko-rodziców" stanęli antyszczepionkowcy, którzy całą sytuację nazywają "praktykami totalitarnymi" oraz "bezprawiem". Więcej na ten temat znajdziecie w materiałach zamieszczonym poniżej.

polskarzeczywistośćzdrowiedziecko

Grupa nastolatków z Częstochowy znęcała się nad pijanym kolegą. Śledczy opublikowali szokujące nagranie!

Coraz częściej przecieramy oczy ze zdumienia, czytając o zatrważających pomysłach nastolatków, niebezpiecznych dla ich zdrowia i życia. Ostatnie zdarzenia z Częstochowy są dowodem na to, że rodzice i opiekunowie niesfornej młodzieży powinni mieć oczy dookoła głowy, by uniknąć tragedii. Przed kilkoma dniami grupa nastolatków spotkała się w jednej z tamtejszych dzielnic, by upić kolegę mieszanką różnych alkoholi. Gdy chłopak był już na tyle odurzony trunkami, że nie mógł odpowiednio reagować, jeden z nastolatków zrzucił go z betonowego murka. Wszystko zostało nagrane telefonem komórkowym. Poszkodowany stracił przytomność, jednak nie powstrzymało to zgromadzonych przed dalszym znęcaniem się nad nim. Zamiast wezwać pomoc, dla żartu ogolili mu głowę, a następnie pomalowali ją mazakiem. Pogotowie i policja na szczęście w porę zostali powiadomieni, dzięki czemu chłopak przeżył. W związku ze zdarzeniem policja zatrzymała cztery osoby: dwóch 18-latków i dwóch 16-latków. O losie młodszych zdecyduje sąd rodzinny, natomiast ich starsi koledzy usłyszeli już zarzuty narażenia życia i zdrowia, uszkodzenia ciała oraz naruszenia nietykalności. Częstochowscy śledczy ku przestrodze opublikowali nagranie z szokującej zabawy nastolatków (zobaczycie je w pierwszym poniższym linku). Proszą oni, by rodzice i najbliżsi stale zwracali uwagę na zachowanie dzieci. Zdarzenie z udziałem grupy mogło przecież skończyć się tragicznie...

szokującazabawanastolatkówpolskarzeczywistośćprzemoc

Jest Jeronimo-Martin, będzie Tesco. "Inni rodzice pójdą tym śladem"

1 marca 2015 roku w życie weszły przepisy, zgodnie z którymi rodzice mogą nadawać dzieciom imiona obce. O tych nieprzeciętnych słyszymy ostatnio coraz częściej... Niedawno informowaliśmy Was o chłopcu z Zawiercia, którego matka zarejestrowała w Urzędzie Stanu Cywilnego jako Jeronimo-Martin. Czy niecodzienne podwójne imię zostało dziecku nadane na cześć założyciela sieci sklepów znanych w Polsce pod nazwą Biedronka? Jerónimo Martins to istotnie imię właściciela popularnej marki. "Inni rodzice pójdą tym śladem, a następnym krokiem będzie Tesco" - przewiduje Mirosław Kańtor z katowickiego Urzędu Stanu Cywilnego. Czemu nie? Przecież o chłopcu z Zawiercia mówiła cała Polska, a o to chyba chodziło. Rodzice coraz rzadziej nazywają swoje pociechy "typowo polskimi" imionami. Młode małżeństwa idą inną drogą - im wymyślniej, tym lepiej. Jessiki, Brajanki i Nicole już nikogo nie dziwią. Co będzie za kilka, kilkanaście lat? Więcej na temat tego niepokojącego trendu nazywania dzieci urodzonych w Polsce przeczytacie w materiale TVN24 (link zamieszczony poniżej).

polskarzeczywistośćdzieckorodzicielstwo

Jurek Owsiak stanie przed sądem. "To zamach na wolność słowa"

Jurek Owsiak, organizator Przystanku Woodstock, opublikował na Facebooku wideo, którym tłumaczy, dlaczego jego działalność po raz kolejny wzbudziła kontrowersje. Owsiak otrzymał pismo z wezwaniem do sądu, gdzie usłyszy zarzuty z art. 141 kodeksu wykroczeń. Zarzuca się mu użycie nieprzyzwoitych słów w miejscu publicznym. Wykroczenie z pozoru niewielkie, ale grozi za nie kara grzywny lub nawet pozbawienie wolności. Szef Fundacji WOŚP złożył już zeznania na policji. "Przyjechała do nas policja, aby zabrać ze sobą wszystkie taśmy z monitoringu ustawionego na Przystanku. Wynikał on z przepisów o podwyższonym ryzyku imprezy. Postawiliśmy tych kamer dosyć sporo. Dzięki temu nasze służby porządkowe mogły wyłapać wszystkich dilerów" - tłumaczy Owsiak. "Mam poczucie, że służyły one również do inwigilacji naszego festiwalu" - dodaje. Według niego użyte podczas zakończenia festiwalu słowa nie były personalnym atakiem wobec nikogo, a jedynie formą artystycznej ekspresji. "Ta kara mnie spotka, ale to zamach na wolność słowa" - mówi. Wulgaryzmy, które obciążają Owsiaka, zostały przez niego wypowiedziane w kierunku setek tysięcy osób: "Pier**lić polityków, fałszywy kraj, fałszywa rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest oderwana od nas, od naszego bytu. Chcę zapytać ich o jedno, czy macie ku**a serce do ludzi". Więcej o ten sprawie znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej.

Woodstockprawopolskarzeczywistość

Zniszczyli mu samochód, bo był tańszy? "Nie dam się zastraszyć taksówkarskiej mafii"

Szymon Wrzesień tydzień temu rozpoczął swoją działalność. Założył jednoosobową firmę - chciał legalnie i tanio przewozić klientów. Jego "TAXI Złotówa" okazała się jednak zbyt tania... Samochód taksówkarza ze Szczecina w niedzielę w nocy został niemal całkowicie zdewastowany. Ktoś zniszczył jego narzędzie pracy, przebijając cztery opony. Karoseria taryfy została wymalowana czerwoną farbą. Ze względu na wulgarne napisy i obrazki oraz pozostałe zniszczenia kierowca musiał zawiesić swoją działalność. Na Facebooku napisał jednak, że "nie da się zastraszyć taksówkarskiej mafii". Prowadzący firmę "TAXI Złotówa" już wcześniej miał być zastraszy w internecie. Nie przypuszczał jednak, że dojdzie do czynów. O akt wandalizmu podejrzewa innych taksówkarzy. Jego konkurencyjna cena widocznie im się nie spodobała. Szymon Wrzesień oferował początkową opłatę w wysokości złotówki. Każdy przejechany przez niego kilometr wart był 2,40 zł lub 3,60 zł w zależności od strefy. Straty szacuje się na ok. 2 tysiące złotych. Mężczyzna zawiadomił o sprawie policję, ale nie złożył wniosku o ściganie sprawców. Swoją decyzję argumentuje przekonaniem, że musiałby pozostawić samochód jako dowód, a na to nie może sobie pozwolić.

zdewastowanataksówkapolskarzeczywistośćtransport

Maszynista zatrzymał pociąg i wysiadł. Zostawił pasażerów, bo skończył mu się czas pracy

"Maszynista jadącego do Suwałk pociągu PKP Intercity zostawił pasażerów na stacji Tłuszcz i wysiadł ze składu, bo skończył mu się czas pracy. PKP Intercity wyjaśnia sprawę" - powiedziała rzecznika Polskich Kolei Państwowych Agnieszka Serbeńska. Zazwyczaj maszyniści po upływie czasu ich pracy (w tym przypadku było to 12 godzin) zmieniają się i nie jest to zauważalne dla pasażerów. Zmiennik pociągu "Podlasiak", mieszczącego ok. 250 osób, zjawił się dopiero po upływie dwóch godzin. Kuriozalna sytuacja wydarzyła się prawdopodobnie ze względu na wcześniejsze opóźnienia pociągów. "Podlasiak" miał przyjechać do Warszawy spóźniony 100 minut z powodu awarii maszyny. Pasażerowie nie kryją oburzenia. PKP krytykują nie za sam fakt pozostawienia pociągu przez maszynistę, ale za niepoinformowanie o powodach zaistniałej sytuacji oraz czasu, jaki będą musieli spędzić na stacji Tłuszcz, zanim pociąg ponownie ruszy. Za trudy w podróży pasażerom obiecano ciepły posiłek. Większość z nich dostała jedynie skromny poczęstunek. Podróżujący zapowiadają reklamacje i ubieganie się o rekompensatę.

polskarzeczywistośćtransportpraca

Nadgryzione atrapy jabłek na otwarciu sklepu IKEA. "Za darmo to i dekoracja smakuje"

Lublinianie doczekali się otwarcia sklepu IKEA w swoim mieście. Jak informuje Kurier Lubelski, 23 sierpnia aż 23 tysiące osób zainteresowanych zakupem szwedzkich produktów zjawiło się na oficjalnym otwarciu. Jak to jednak w Polsce bywa, nie obyło się bez typowo "januszowych" zachowań. Kilku klientów musiało pomyśleć, że ustawione w sklepie dekoracje to darmowy poczęstunek. Niektórzy widocznie pokusili się o plastikowe atrapy i tak o to w IKEA znalazły się... nadgryzione sztuczne jabłka. Internauci nie pozostawili suchej nitki na odpowiedzialnych za tę zabawną sytuację osobach. "Najpierw się wykąpali w fontannie, a potem poszli coś przekąsić", "Co za dzicz... Naprawdę, nie zdawałem sobie sprawy, że tacy ludzie w lubelskim mieszkają... Łażą, łapią i gryzą wszystko naokoło... Jakby im narysować na ścianach to by ściany pogryźli...", "Za darmo to i dekoracja smakuje" - piszą niektórzy użytkownicy Facebooka. Znaleźli się też obrońcy "głodomorów" - jabłko wygląda przecież bardzo podobnie do prawdziwego, a pomylić mogło się dziecko. Na nadgryzionych dekoracjach nie kończą się jednak żenujące problemy wielkiego otwarcia. Niektórzy klienci mieli również chować do kieszeni i plecaków torby, jakie przy wejściu otrzymuje się od pracowników sklepu. Klasyczne żółto-niebieskie pomoce zakupowe trzeba oddać, opuszczając IKEA. A tego w Lublinie musieli sumiennie egzekwować ochroniarze...

pogryzionedekoracjewIKEApolskarzeczywistośćjedzenie

Hektolitry nielegalnego alkoholu i grube miliony. Netflix zaskoczył filmikiem o początkach polskiej mafii!

Serial "Narcos" opowiadający o życiu i śmierci Pablo Escobara, kolumbijskiego barona narkotykowego Kartelu z Medellin, cieszy się ogromną popularnością. Z okazji zbliżającej się wielkimi krokami premiery trzeciego sezonu, która będzie miała miejsce już 1 września, na kanale Netflixa na YouTubie pojawiło się wideo mające podgrzać atmosferę wokół hitowej produkcji. Co ciekawe, przybliża ono nie kolumbijskie machloje, a polską aferę alkoholową z początku lat 90. znaną jako "Schnapsagate", której główni "bohaterowie" współpracowali z kartelami znanymi z "Narcos". "Podczas gdy w kolumbijskich kartelach przetaczały się tysiące kilogramów kokainy i miliardy dolarów, polska mafia dopiero rozwijała skrzydła" - tak tajemnicze wideo, przewrotnie zatytułowane "Alcos", rozpoczyna narrator - Artur Filipowicz, znany jako prowadzący kanał "Topowa Dycha". Jeśli uwielbiacie słuchać o gangsterskim półświatku, jeśli lubicie dobrym kryminałem w postaci książki czy filmu kończyć dzień, to ten krótki filmik jest dla Was! Na podstawie tych wydarzeń mógłby powstać całkiem niezły serial! Może kiedyś... ;)

mafiaalkoholowawskróciepolskarzeczywistośćalkohol

Filmy z nocy poślubnych coraz popularniejsze wśród polskich nowożeńców. W internecie to prawdziwe hity!

Wideo ze ślubnej ceremonii i wesela to niezwykła pamiątka dla każdej pary. Dla rodzin to niczym relikwia, która nie tylko zajmuje najważniejsze miejsce wśród rodzinnych nagrań i albumów, ale także której seans stanowi nieodłączny element zjazdów całej familii. Prócz stałych punktów weselnego wideo, do których niewątpliwie można zaliczyć błogosławieństwo młodych przez rodziców, wypowiedziane w kościele symboliczne "tak", przejazd do sali weselnej, pierwszy taniec nowożeńców i późniejszą szaloną zabawę na parkiecie w wesołym gronie, coraz częściej w jego ostatnich minutach pojawiają się nieco pikantniejsze sceny przedstawiające... noc poślubną (a przynajmniej jej wstęp). Wpuszczanie kamerzystów do sypialni przez nowożeńców to trend, który przyszedł do Polski z zagranicy i który już od pewnego czasu cieszy się dużą popularnością. W wersji "dla rodziny" młodzi wchodzą do swojego apartamentu, otwierają szampana, zaczynają zrzucać z siebie ubrania i tu dopiero wkracza cenzura. W wersji "dla własnych oczu" młodzi idą o krok dalej. Na YouTubie można znaleźć wiele filmów par, które postanowiły pochwalić się całemu światu małżeńską już "chwilą intymności". Wyobrażacie sobie siebie w roli nowożeńców oglądających w towarzystwie dziadków taki film? Co najmniej krępujące! Chyba że wszystko zostało pomyślane jako żart. Niestety, w internecie krąży wiele wersji "na serio" i, oglądając je, przecieramy oczy ze zdumienia. Czy zdecydowalibyście się na taki krok?

wideoznocypoślubnejpolskarzeczywistośćślub

Była więźniarka Auschwitz straciła nogę podczas wojny. NFZ odmawia sfinansowania protezy

93-letnia pani Anna w trakcie II wojny światowej straciła nogę. Kiedy miała 13 lat, pociąg, którym jechała wraz z rodziną, został ostrzelany przez hitlerowców. Wskutek gangreny wdanej w postrzeloną nogę, nastoletnia Anna przeszła amputację kończyny. Przeżyła obóz koncentracyjny w Auschwitz. O jej historii i trudach zmagania się z polskimi przepisami informuje TVN24 (link do całego materiału znajdziecie poniżej). Teraz, jako świadek wydarzeń wojennych, pani Anna mieszka w niewielkim mieszkaniu na trzecim piętrze bloku, który nie ma windy. W codziennych czynnościach pomagają jej uczniowie liceum. Jak podaje TVN24, Karol i Konrad "dosłownie noszą ją na rękach". Problemy pani Anny związane są przede wszystkim z brakiem odpowiedniej protezy. Ta, którą ostatnio została zrefundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, powinna być wymieniona 10 lat temu - obecnie robi więcej szkody niż pożytku. Koszt nowej protezy dla pani Anny wynosi "zaledwie" 9 tys. zł. Dla 93-latki jest to jednak kwota znacznie przewyższająca jej możliwości finansowe. NFZ oferuje pomoc - 3,5 tys. zł... "Ja nic nie wiedziałam, że ja mam coś płacić za to. No, przecież ja nie byłam inwalidą z wypadku, tylko z wojny" - mówi pani Anna w rozmowie z TVN.

polskarzeczywistośćzdrowiepomoc

Walczy o to, by "uchodźców" zastąpić słowem "nowaki". Prof. Miodek "trzyma za nią kciuki"

Słowo "uchodźca" w języku polskim ma wydźwięk raczej pejoratywny. Stygmatyzujący termin powinno się zastąpić jakimś bardziej neutralnym, wskazującym na obcokrajowców "nowoprzybyłych" - uważa studentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Jana Shostak. Zaangażowana w wiele społecznych projektów kobieta proponuje, aby "uchodźców" zastąpić słowem "nowaki" (rozumianym jako rzeczownik, nie popularne polskie nazwisko). Aprobatę dla pomysłodawczyni zmiany terminowej wyraża m.in. prof. Jan Miodek, który powiedział również, że trzyma za studentkę kciuki. Jedyną radą słynnego językoznawcy było zwrócenie uwagi na liczbę mnogą od słowa "nowak". "Nowacy", nie "nowaki" - zauważył. Nie jest to pierwsza głośna inicjatywa Shostak. O studentce usłyszeliśmy podczas Światowych Dni Młodzieży, kiedy podczas spotkania z papieżem Franciszkiem zasłynęła dzięki trzymanej tabliczce z napisem "Papa, call me".

nowakinieuchodźcypolskarzeczywistośćsłownik

Dofinansowanie dla Komiksowej Warszawy wycofane. Powód? Patrioci oburzeni "kontrowersyjnym" komiksem

W niedzielę 21 maja 2017 roku podczas festiwalu Komiksowa Warszawa oraz Warszawskich Targów Książki rozdawano darmowy komiks "Polska mistrzem Polski". Publikacja stworzona przez Tomasza Leśniaka i Rafała Skarżyckiego w sposób satyryczny krytykowała zachowania współczesnych "polskich patriotów", dla których świadectwem dumy narodowej jest noszenie "patriotycznej odzieży" podczas picia alkoholu, wznoszenie toastów "za poległych" (o nietolerancji wobec uchodźców, używaniu wulgaryzmów czy brakach w wiedzy na temat historii naszego kraju nie wspominając). W kilkustronicowej ksiażeczce autorzy krytycznie odnieśli się również do zachowań Polaków podczas wakacji. Komiks wywołał oburzenie wśród sympatyków facebookowego fanpage'u "Patrioci Rzeczypospolitej Warszawa". Sprawa trafiła do mediów. Warszawski Ratusz odniósł się do protestów obywateli, którzy zarzucali mu wspieranie publikacji "poniżającej Polskę i Polaków" i wycofał trzyletnie dofinansowanie dla festiwalu Komiksowa Warszawa przeznaczone na lata 2017-2019. Prawda w oczy kole, czy może twórcy komiksu rzeczywiście przesadzili? Warto dodać, że sprawą zainteresowały się media zagraniczne, w tym Jewish Telegraphic Agency, które zarzuca warszawskiemu Ratuszowi, że w roku 2016 podczas wystawy w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN fragmenty komiksu "Polska mistrzem Polski" były eksponowane i nie budziły żadnych zastrzeżeń ze strony władz. Czy Ratusz słusznie ugiął się pod wpływem nacisków ze strony prawicowych środowisk? Czy przyszło nam żyć w czasach powracającej cenzury?

cenzurawpolscepolskarzeczywistośćkomiksy

"Ośmioletnie dziecko na spotkanie z Bogiem". W taki sposób obchodzi się teraz Pierwszą Komunię Świętą...

Pierwsza Komunia Święta powinna kojarzyć się ze skromną, rodzinną uroczystością i doznaniem przede wszystkim duchowym. Jest przecież jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu katolika, a także całej wspólnoty parafialnej. Dziś Pierwsza Komunia Święta bardziej kojarzy się, jak napisała jedna z internautek, ze stylem kontrowersyjnego reality show Warsaw Shore... "Myślałam, że te huczne komunie to medialna przesada, ale dziś pod jeden z kościołów na spotkanie z Bogiem przyjechało ośmioletnie dziecko w limuzynie z mokrego snu bohaterów Warsaw Shore" - pisze na Facebooku zszokowana Justyna. "Powtarzam: ośmioletnie dziecko. Bang busem. Na spotkanie z Bogiem" - dodaje pod opublikowanym zdjęciem. Fotografię wykonano przed jednym z gliwickich kościołów. Reakcja internautki szybko znalazła w sieci duże poparcie. Limuzyna przecież bardziej niż religijną uroczystość 8-letniego dziecka przywodzi na myśl huczną imprezę...

polskarzeczywistośćreligiadziecko

Obcokrajowcy oszaleli na punkcie zdjęcia z warszawskiego metra. Widzicie coś niezwykłego?

Amerykański dziennikarz umieścił na Twitterze zdjęcie zrobione w warszawskim metrze. Fotografię opisał krótko: "To metro w Polsce. Zauważyliście coś niezwykłego?". Jak się okazuje, obcokrajowcy nie tylko zwrócili uwagę na kilka szokujących dla nich faktów, ale także nie mogą w nie uwierzyć! "Oni wciąż czytają książki w metrze?" - pisze jeden z internautów. "Dlaczego nie ma kału ani moczu, czy czarnych palących blanty?", "Tylko tam siedzą. Nikt nie próbuje nikogo zabić. Ale dziwne. Jesteś pewien, że to na tej planecie?" - czytamy wśród licznych komentarzy do tweeta. Obcokrajowców dziwi poziom czystości w polskim metrze. Zwracają też uwagę na obecność wyłącznie białoskórych i brak imgrantów. Niektórzy zarzucają Polakom rasizm. W polemikę z nimi wchodzą Warszawiacy, którzy tłumaczą, że nasz kraj jest otwarty na inne kultury. Na dowód wymieniają różne narodowości, np. ukraińską. W sieci pojawiły się także opinie świadczące o tym, że zdjęcie miało jedynie wywołać dyskusję o antysemityzmie, islamofobii oraz sprzeciwie wobec imigracji i poprawności politycznej.

polskarzeczywistośćtransportPolskazagranicą

Łódź ma dosyć wizerunku brzydkiego miasta. Wkrótce stanie tam pomnik jednorożców

Łodzianie postanowili wprowadzić do swojego, jak często określają je turyści, ponurego miasta nieco bajkowości. Na rogu ulicy Piotrkowskiej i alei Mickiewicza stanie pomnik... rodziny jednorożców. Pomysł powstania rzeźby fantastycznych zwierząt zwyciężył w głosowaniu na projekt w ramach budżetu obywatelskiego. Pomnik ma mierzyć 4x6 metrów, a całość inwestycji wyniesie ok. 400 tys. zł. Do połowy maja trwa konkurs, który rozstrzygnie, jak ostatecznie monument będzie wyglądać. Władze Łodzi wierzą, że nowym znakiem rozpoznawczym miasto będzie mogło szczycić się już w listopadzie.

pomnikjednorożcówpolskarzeczywistośćarchitektura

Kim są "janusze", "grażyny" i "seby"? PWN idzie z duchem czasu i tłumaczy!

Białe, wysokie skarpety w komplecie z sandałami, piwny brzuch i reklamówka z Biedronki, obok narzekająca na wszystko małomiasteczkowa żona goniąca okazje, a dalej syn - obowiązkowo w ortalionowym dresie, "kołczanem prawilności" i stuningowaną "beemką"... O tym, kim jest "janusz", "grażyna" i "seba" nikogo nie trzeba uświadamiać. Eksperci z PWN postanowili jednak nieco tę naszą wiedzę usystematyzować. Za sprawą plebiscytu na Młodzieżowe Słowo 2016 określenie "janusz" trafiło do słownika. Nadszedł również czas na "grażynę" - czyli nie grzeszącą inteligencją, lubującą się w zakupach i plotkach życiową partnerkę "janusza" - oraz "sebę" lub "sebixa" - ogolonego na łyso lub krótko, spędzającego dzień włócząc się po osiedlu z kolegami. "Rodzina taka skupia na sobie główne negatywne cechy Polaków, które sami zauważamy i których najbardziej się wstydzimy. Tak jak kiedyś telewizyjna rodzina Kiepskich, tak teraz Janusz z rodziną są źródłem żartów i drwin" - komentują językoznawcy. Co ciekawe, te stereotypowe określenia piszemy z małych, nie wielkich liter!

polskarzeczywistośćedukacjastereotypy

Matka z chorym dzieckiem w wózku wyproszona z autobusu. Zabrakło dla nich miejsca...

Pani Dominika po sześciu godzinach spędzonych z roczną córeczką w Centrum Zdrowia Dziecka (Warszawa) wracała w poniedziałek jednym z miejskich autobusów. Dziecko ma tylko jedną nerkę, dlatego pani Dominika musi pojawiać się z nim na badaniach kontrolnych co jakiś czas. Podróż komunikacją miejską z wózkiem dziecięcym często jest wyzwaniem dla rodziców, ale to co spotkało matkę dziewczynki nie powinno przydarzyć się nikomu. Kobieta została wyproszona z autobusu przez kierującą pojazd, gdy wsiadła do niego osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim. "Pani wysiada. Mamy tutaj wózek inwalidzki, w związku z czym nie mam dwóch miejsc. Pani musi wysiąść" - powtórzyła pani Dominika słowa pracowniczki ZTM w rozmowie z TVN24. Kobieta odmówiła opuszczenia autobusu, gdyż znajdowały się w nim dwa oznakowane miejsca przeznaczone na wózek, ale kierująca nie przyjęła tego do wiadomości. Zgasiła silnik i zakomunikowała, że nie pojedzie, dopóki matka z wózkiem nie opuści pojazdu. Pani Dominika ugięła się, jednak pasażerowie wyraźnie byli za tym, by nie wysiadała. Jak mówi, czuła się upokorzona i potraktowana wyjątkowo niesprawiedliwie, a na następny transport musiała długo czekać. Według przepisów kierowca ma prawo wyprosić pasażera, gdy uzna on, że wózek zagraża innym. Nie jest jednak powiedziane, kto w takiej sytuacji ma pierwszeństwo. Nie ma jednak wątpliwości, że w przypadku pani Dominiki zabrakło empatii...

wautobusiepolskarzeczywistośćkobieta

63 proc. Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku. "Polskie nieczytanie jest stabilne"

Według raportu Biblioteki Narodowej o czytelnictwie 63 proc. Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki. Od 2008 roku liczba deklarujących kontakt z literaturą wyraźnie spada - również wśród studentów. Jak pokazują badania, rośnie za to liczba domów, w których nie ma żadnych książek lub obecne są w nich tylko podręczniki szkolne. "Polacy podobno nie czytają, ale spróbujmy im tego zabronić!" - brzmi hasło kampanii społecznej "Czytaj! Zobacz więcej", projektu Bibliocreatio i Biblioteki UW. W ramach akcji zrealizowano niespełna 3-minutowy film z udziałem znanych dziennikarzy, artystów, pisarzy oraz ludzi kultury i sztuki. Zobaczcie efekt ich pracy! Spot ma na celu zmianę wizerunku książki. 23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki. Może warto z tej okazji po jakąś sięgnąć? :)

czytelnictwopolskarzeczywistośćksiążki

22-latka poszła do ginekologa po skierowanie na USG piersi. "Dać koledze, chłopakowi, niech pomaca raz na miesiąc"- usłyszała

Wizyta u ginekologa wciąż u wielu kobiet wywołuje strach, a przecież regularne badania pozwalają wykryć choroby jeszcze we wczesnym stadium i natychmiast zareagować. Niestety zdarza się, że niektórzy ginekolodzy skutecznie zniechęcają swoje pacjentki do dbania o zdrowie, często zachowując się przy tym bardzo niestosownie. Na facebookowej grupie "Dziewuchy Dziewuchom" właśnie tego rodzaju doświadczeniem podzieliła się 22-letnia Michalina. Dziewczyna przyszła do ginekologa po skierowanie na USG piersi, gdyż jej mama już dwa razy walczyła z nowotworem, ostatnio właśnie z rakiem piersi. Michalina myślała, że papier bez żadnych uwag trafi do jej ręki, jednak lekarz stwierdził, że badanie w jej wypadku jest niepotrzebne. "(...) USG się robi, jak coś pani wyczuje. Dać koledze, chłopakowi, niech pomaca raz na miesiąc, hehe! USG ginekologiczne też niepotrzebne, w pani wieku zwykłe badanie wystarczy" - brzmiała odpowiedź ginekologa. Michalina zaznaczyła, że cierpi na zespół policystycznych jajników i powinna się badać, ale i na to lekarz miał wytłumaczenie. "A tam, to takie gadanie"- powiedział dziewczynie. Michalina do ginekologa poszła ze swoją mamą. Od lekarza usłyszała jeszcze, że jej mama podobno pytała go o to, kiedy zostanie babcią... Skierowania nie otrzymała. Jej post z całą historią na Facebooku doczekał się wielu komentarzy od innych wzburzonych kobiet. Dziękując im za wsparcie, Michalina ogłosiła, że złoży na lekarza skargę. Miejmy nadzieję, że takich lekarzy nie jest wielu...

uginekologapolskarzeczywistośćkobieta