Walczy o to, by "uchodźców" zastąpić słowem "nowaki". Prof. Miodek "trzyma za nią kciuki"

Słowo "uchodźca" w języku polskim ma wydźwięk raczej pejoratywny. Stygmatyzujący termin powinno się zastąpić jakimś bardziej neutralnym, wskazującym na obcokrajowców "nowoprzybyłych" - uważa studentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Jana Shostak. Zaangażowana w wiele społecznych projektów kobieta proponuje, aby "uchodźców" zastąpić słowem "nowaki" (rozumianym jako rzeczownik, nie popularne polskie nazwisko). Aprobatę dla pomysłodawczyni zmiany terminowej wyraża m.in. prof. Jan Miodek, który powiedział również, że trzyma za studentkę kciuki. Jedyną radą słynnego językoznawcy było zwrócenie uwagi na liczbę mnogą od słowa "nowak". "Nowacy", nie "nowaki" - zauważył. Nie jest to pierwsza głośna inicjatywa Shostak. O studentce usłyszeliśmy podczas Światowych Dni Młodzieży, kiedy podczas spotkania z papieżem Franciszkiem zasłynęła dzięki trzymanej tabliczce z napisem "Papa, call me".

nowakinieuchodźcypolskarzeczywistośćsłownik

Dofinansowanie dla Komiksowej Warszawy wycofane. Powód? Patrioci oburzeni "kontrowersyjnym" komiksem

W niedzielę 21 maja 2017 roku podczas festiwalu Komiksowa Warszawa oraz Warszawskich Targów Książki rozdawano darmowy komiks "Polska mistrzem Polski". Publikacja stworzona przez Tomasza Leśniaka i Rafała Skarżyckiego w sposób satyryczny krytykowała zachowania współczesnych "polskich patriotów", dla których świadectwem dumy narodowej jest noszenie "patriotycznej odzieży" podczas picia alkoholu, wznoszenie toastów "za poległych" (o nietolerancji wobec uchodźców, używaniu wulgaryzmów czy brakach w wiedzy na temat historii naszego kraju nie wspominając). W kilkustronicowej ksiażeczce autorzy krytycznie odnieśli się również do zachowań Polaków podczas wakacji. Komiks wywołał oburzenie wśród sympatyków facebookowego fanpage'u "Patrioci Rzeczypospolitej Warszawa". Sprawa trafiła do mediów. Warszawski Ratusz odniósł się do protestów obywateli, którzy zarzucali mu wspieranie publikacji "poniżającej Polskę i Polaków" i wycofał trzyletnie dofinansowanie dla festiwalu Komiksowa Warszawa przeznaczone na lata 2017-2019. Prawda w oczy kole, czy może twórcy komiksu rzeczywiście przesadzili? Warto dodać, że sprawą zainteresowały się media zagraniczne, w tym Jewish Telegraphic Agency, które zarzuca warszawskiemu Ratuszowi, że w roku 2016 podczas wystawy w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN fragmenty komiksu "Polska mistrzem Polski" były eksponowane i nie budziły żadnych zastrzeżeń ze strony władz. Czy Ratusz słusznie ugiął się pod wpływem nacisków ze strony prawicowych środowisk? Czy przyszło nam żyć w czasach powracającej cenzury?

cenzurawpolscepolskarzeczywistośćkomiksy

"Ośmioletnie dziecko na spotkanie z Bogiem". W taki sposób obchodzi się teraz Pierwszą Komunię Świętą...

Pierwsza Komunia Święta powinna kojarzyć się ze skromną, rodzinną uroczystością i doznaniem przede wszystkim duchowym. Jest przecież jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu katolika, a także całej wspólnoty parafialnej. Dziś Pierwsza Komunia Święta bardziej kojarzy się, jak napisała jedna z internautek, ze stylem kontrowersyjnego reality show Warsaw Shore... "Myślałam, że te huczne komunie to medialna przesada, ale dziś pod jeden z kościołów na spotkanie z Bogiem przyjechało ośmioletnie dziecko w limuzynie z mokrego snu bohaterów Warsaw Shore" - pisze na Facebooku zszokowana Justyna. "Powtarzam: ośmioletnie dziecko. Bang busem. Na spotkanie z Bogiem" - dodaje pod opublikowanym zdjęciem. Fotografię wykonano przed jednym z gliwickich kościołów. Reakcja internautki szybko znalazła w sieci duże poparcie. Limuzyna przecież bardziej niż religijną uroczystość 8-letniego dziecka przywodzi na myśl huczną imprezę...

polskarzeczywistośćreligiadziecko

Obcokrajowcy oszaleli na punkcie zdjęcia z warszawskiego metra. Widzicie coś niezwykłego?

Amerykański dziennikarz umieścił na Twitterze zdjęcie zrobione w warszawskim metrze. Fotografię opisał krótko: "To metro w Polsce. Zauważyliście coś niezwykłego?". Jak się okazuje, obcokrajowcy nie tylko zwrócili uwagę na kilka szokujących dla nich faktów, ale także nie mogą w nie uwierzyć! "Oni wciąż czytają książki w metrze?" - pisze jeden z internautów. "Dlaczego nie ma kału ani moczu, czy czarnych palących blanty?", "Tylko tam siedzą. Nikt nie próbuje nikogo zabić. Ale dziwne. Jesteś pewien, że to na tej planecie?" - czytamy wśród licznych komentarzy do tweeta. Obcokrajowców dziwi poziom czystości w polskim metrze. Zwracają też uwagę na obecność wyłącznie białoskórych i brak imgrantów. Niektórzy zarzucają Polakom rasizm. W polemikę z nimi wchodzą Warszawiacy, którzy tłumaczą, że nasz kraj jest otwarty na inne kultury. Na dowód wymieniają różne narodowości, np. ukraińską. W sieci pojawiły się także opinie świadczące o tym, że zdjęcie miało jedynie wywołać dyskusję o antysemityzmie, islamofobii oraz sprzeciwie wobec imigracji i poprawności politycznej.

polskarzeczywistośćtransportPolskazagranicą

Łódź ma dosyć wizerunku brzydkiego miasta. Wkrótce stanie tam pomnik jednorożców

Łodzianie postanowili wprowadzić do swojego, jak często określają je turyści, ponurego miasta nieco bajkowości. Na rogu ulicy Piotrkowskiej i alei Mickiewicza stanie pomnik... rodziny jednorożców. Pomysł powstania rzeźby fantastycznych zwierząt zwyciężył w głosowaniu na projekt w ramach budżetu obywatelskiego. Pomnik ma mierzyć 4x6 metrów, a całość inwestycji wyniesie ok. 400 tys. zł. Do połowy maja trwa konkurs, który rozstrzygnie, jak ostatecznie monument będzie wyglądać. Władze Łodzi wierzą, że nowym znakiem rozpoznawczym miasto będzie mogło szczycić się już w listopadzie.

pomnikjednorożcówpolskarzeczywistośćarchitektura

Kim są "janusze", "grażyny" i "seby"? PWN idzie z duchem czasu i tłumaczy!

Białe, wysokie skarpety w komplecie z sandałami, piwny brzuch i reklamówka z Biedronki, obok narzekająca na wszystko małomiasteczkowa żona goniąca okazje, a dalej syn - obowiązkowo w ortalionowym dresie, "kołczanem prawilności" i stuningowaną "beemką"... O tym, kim jest "janusz", "grażyna" i "seba" nikogo nie trzeba uświadamiać. Eksperci z PWN postanowili jednak nieco tę naszą wiedzę usystematyzować. Za sprawą plebiscytu na Młodzieżowe Słowo 2016 określenie "janusz" trafiło do słownika. Nadszedł również czas na "grażynę" - czyli nie grzeszącą inteligencją, lubującą się w zakupach i plotkach życiową partnerkę "janusza" - oraz "sebę" lub "sebixa" - ogolonego na łyso lub krótko, spędzającego dzień włócząc się po osiedlu z kolegami. "Rodzina taka skupia na sobie główne negatywne cechy Polaków, które sami zauważamy i których najbardziej się wstydzimy. Tak jak kiedyś telewizyjna rodzina Kiepskich, tak teraz Janusz z rodziną są źródłem żartów i drwin" - komentują językoznawcy. Co ciekawe, te stereotypowe określenia piszemy z małych, nie wielkich liter!

polskarzeczywistośćedukacjastereotypy

Matka z chorym dzieckiem w wózku wyproszona z autobusu. Zabrakło dla nich miejsca...

Pani Dominika po sześciu godzinach spędzonych z roczną córeczką w Centrum Zdrowia Dziecka (Warszawa) wracała w poniedziałek jednym z miejskich autobusów. Dziecko ma tylko jedną nerkę, dlatego pani Dominika musi pojawiać się z nim na badaniach kontrolnych co jakiś czas. Podróż komunikacją miejską z wózkiem dziecięcym często jest wyzwaniem dla rodziców, ale to co spotkało matkę dziewczynki nie powinno przydarzyć się nikomu. Kobieta została wyproszona z autobusu przez kierującą pojazd, gdy wsiadła do niego osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim. "Pani wysiada. Mamy tutaj wózek inwalidzki, w związku z czym nie mam dwóch miejsc. Pani musi wysiąść" - powtórzyła pani Dominika słowa pracowniczki ZTM w rozmowie z TVN24. Kobieta odmówiła opuszczenia autobusu, gdyż znajdowały się w nim dwa oznakowane miejsca przeznaczone na wózek, ale kierująca nie przyjęła tego do wiadomości. Zgasiła silnik i zakomunikowała, że nie pojedzie, dopóki matka z wózkiem nie opuści pojazdu. Pani Dominika ugięła się, jednak pasażerowie wyraźnie byli za tym, by nie wysiadała. Jak mówi, czuła się upokorzona i potraktowana wyjątkowo niesprawiedliwie, a na następny transport musiała długo czekać. Według przepisów kierowca ma prawo wyprosić pasażera, gdy uzna on, że wózek zagraża innym. Nie jest jednak powiedziane, kto w takiej sytuacji ma pierwszeństwo. Nie ma jednak wątpliwości, że w przypadku pani Dominiki zabrakło empatii...

wautobusiepolskarzeczywistośćkobieta

63 proc. Polaków nie przeczytało żadnej książki w ciągu roku. "Polskie nieczytanie jest stabilne"

Według raportu Biblioteki Narodowej o czytelnictwie 63 proc. Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ani jednej książki. Od 2008 roku liczba deklarujących kontakt z literaturą wyraźnie spada - również wśród studentów. Jak pokazują badania, rośnie za to liczba domów, w których nie ma żadnych książek lub obecne są w nich tylko podręczniki szkolne. "Polacy podobno nie czytają, ale spróbujmy im tego zabronić!" - brzmi hasło kampanii społecznej "Czytaj! Zobacz więcej", projektu Bibliocreatio i Biblioteki UW. W ramach akcji zrealizowano niespełna 3-minutowy film z udziałem znanych dziennikarzy, artystów, pisarzy oraz ludzi kultury i sztuki. Zobaczcie efekt ich pracy! Spot ma na celu zmianę wizerunku książki. 23 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Książki. Może warto z tej okazji po jakąś sięgnąć? :)

czytelnictwopolskarzeczywistośćksiążki

22-latka poszła do ginekologa po skierowanie na USG piersi. "Dać koledze, chłopakowi, niech pomaca raz na miesiąc"- usłyszała

Wizyta u ginekologa wciąż u wielu kobiet wywołuje strach, a przecież regularne badania pozwalają wykryć choroby jeszcze we wczesnym stadium i natychmiast zareagować. Niestety zdarza się, że niektórzy ginekolodzy skutecznie zniechęcają swoje pacjentki do dbania o zdrowie, często zachowując się przy tym bardzo niestosownie. Na facebookowej grupie "Dziewuchy Dziewuchom" właśnie tego rodzaju doświadczeniem podzieliła się 22-letnia Michalina. Dziewczyna przyszła do ginekologa po skierowanie na USG piersi, gdyż jej mama już dwa razy walczyła z nowotworem, ostatnio właśnie z rakiem piersi. Michalina myślała, że papier bez żadnych uwag trafi do jej ręki, jednak lekarz stwierdził, że badanie w jej wypadku jest niepotrzebne. "(...) USG się robi, jak coś pani wyczuje. Dać koledze, chłopakowi, niech pomaca raz na miesiąc, hehe! USG ginekologiczne też niepotrzebne, w pani wieku zwykłe badanie wystarczy" - brzmiała odpowiedź ginekologa. Michalina zaznaczyła, że cierpi na zespół policystycznych jajników i powinna się badać, ale i na to lekarz miał wytłumaczenie. "A tam, to takie gadanie"- powiedział dziewczynie. Michalina do ginekologa poszła ze swoją mamą. Od lekarza usłyszała jeszcze, że jej mama podobno pytała go o to, kiedy zostanie babcią... Skierowania nie otrzymała. Jej post z całą historią na Facebooku doczekał się wielu komentarzy od innych wzburzonych kobiet. Dziękując im za wsparcie, Michalina ogłosiła, że złoży na lekarza skargę. Miejmy nadzieję, że takich lekarzy nie jest wielu...

uginekologapolskarzeczywistośćkobieta

"Szanowny Panie Prezencie...". 6-latka napisała do prezydenta Szczecina list z prośbą o wybudowanie boiska

"Szanowny Panie Prezencie. Dzieci sonsiedniej szkoły mogą bawić na naszym boisku a my nie możemy bawić na ich boisku. oni mają siłownie a my nic i oni mają bramki i kosze i stego Powodu jest mi pszykro. Nasza szkoła jest jedyną szkołą ktura nie ma boiska" (pisownia oryginalna) - tymi słowami swój napisany ołówkiem list do prezydenta Szczecina Piotra Krzystka rozpoczyna 6-letnia Pola, uczennica Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia im. prof. Marka Jasińskiego, która znajduje się przy ul. Bolesława Śmiałego w Szczecinie. Placówka ta pozbawiona jest boiska z prawdziwego zdarzenia, bo trudno nazwać boiskiem nieogrodzony plac, na którym wkopane zostały w piasek dwie bramki. Naprzeciwko szkoły znajduje się za to nowoczesny obiekt sportowy, jednak jak pisze 6-latka, nie może ona ze swoimi kolegami tam się bawić... "Dużo dzieci ode mnie z klasy mówi, że to jest nie fair. Chciałabym, żeby u nas była trawa i takie ładne bramki. Jak u nich" - mówiła dziewczynka w rozmowie z reporterką TVN24. Nad listem dziewczynki czuwała jej mama Dominika, która postanowiła nic nie zmieniać w tekście córki, by nie stracił on na swojej autentyczności. Prezydent Szczecina chce zaprosić 6-latkę do siebie na rozmowę. Podkreśla, że jej list jest ma dla niego większą wagę niż urzędowe pisma. Liczymy na to, że po interwencji rezolutnej Poli powstanie wspaniałe boisko, z którego będą mogły korzystać wszystkie dzieci :)

listPolipolskarzeczywistośćszkoła

Tysiące osób będą bronić Makłowicza. Organizują "Wielkie gotowanie pod siedzibą TVP"

"Wielkim gotowaniem pod siedzibą TVP" zainteresowanych jest już ponad 25 tysięcy osób. Internauci dołączając do facebookowego wydarzenia wyrażają swój sprzeciw wobec działań władz publicznej telewizji. "W naszej opinii współpraca z Panem Makłowiczem została przez TVP zerwana nie dlatego, że zaangażował się on w politykę, a właśnie dlatego, że chciał się od niej trzymać z daleka" - informują organizatorzy. "Jesteśmy zwykłymi, młodymi ludźmi, którym zależy, by media publiczne w Polsce zachowały rozum i godność człowieka" - dodają. Wspólne gotowanie zaplanowane jest na 2 kwietnia od godziny 11 przy ulicy Wronowicza 17 w Warszawie. Przypominamy, że Robert Makłowicz w piątek udostępnił na Facebooku wpis, którym poinformował, że "po prawie dwudziestu latach jego programy znikną z anteny telewizji publicznej, a niektóre nakręcone już premierowe odcinki nie zostaną przez nią kupione i wyemitowane". TVP oskarżył także o manipulację jego wypowiedzi.

RobertMakłowicztvppolskarzeczywistość

Był zbyt ambitny, za dobrze się uczył, miał za wysokie stypendium. MOPS żąda od niepełnosprawnego pana Edwarda 13 tysięcy złotych!

Edward Tril to niepełnosprawny z Wrocławia, były geodeta, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku samochodowego niemal stracił wzrok. Wypadek przyczynił się również do tego, że mężczyzna musi poruszać się przy użyciu kuli. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej postanowił mu pomóc - zaproponowano mu studia, dzięki którym miał znaleźć nową pracę, a także usługi opiekunki, która miała zająć się domem, zakupami i przygotowywaniem posiłków. Oczywiście wszystko za darmo... Pan Edward rozpoczął więc studia w Wyższej Szkole Bankowej na kierunku gospodarka nieruchomościami. Uczył się tak dobrze, że po pierwszym roku uzyskał najwyższą średnią ocen (utrzymuje ją do dzisiaj) i otrzymał stypendium naukowe w wysokości 1200 zł. Uczelnia przyznała mu także stypendium związane z jego niepełnosprawnością. Pan Edward długo nie cieszył się jednak z przyznanych świadczeń. Gdy MOPS dowiedział się, że mężczyzna otrzymuje od uczelni tak duże pieniądze, postanowiono obciążyć go najwyższą kwotą opłaty za usługi opiekuńcze. Dochód niepełnosprawnego studenta przekroczył kryterium dochodowe 2200 zł, dlatego za każdą godzinę opieki musi zapłacić 17 zł. Wyliczono, że jego dług to 13 tysięcy zł! - O nic nie prosiłem, to miała być darmowa pomoc socjalna, a zostałem z wielkim długiem. Gdybym wiedział, że tak to skończy, nigdy nie wpuściłbym tych hien przez próg. Trzeba być miernym i marnym, a wtedy jest spokój - mówi. Pana Edwarda nie stać na opłacenie czesnego, a w czerwcu ma bronić pracę licencjacką. Zależy mu też na studiach magisterskich, dlatego wystosował prośbę do prezydenta Wrocławia o anulowanie długu. Urzędnicy z wrocławskiego ratusza obiecali zaprosić go na rozmowę. Jaki będzie finał tej absurdalnej sprawy?

absurdMOPSpolskarzeczywistośćstudent

Chciał zapłacić 500-złotowym banknotem. Kasjerka zadzwoniła na policję!

Sprawdzam Jak to kanał na YouTubie, którego autorzy porównują, oceniają i recenzują różne produkty oraz usługi. Ich filmy są krótkie, rzetelne i często zaskakujące. Ostatnio na kanale pojawiło się wideo dotyczące banknotu 500-złotowego. Dymitr i Łukasz przekonali się, jak pracownicy sklepów reagują na niedawno wprowadzony do obiegu nominał. Próbując zapłacić nim za zakupy, najczęściej spotykali się z zaskoczeniem kasjerów i ich pozytywną reakcją na "piękny pieniądz". Brali go do rąk, oglądali, a nawet podziwiali. Tylko jedna pani potraktowała sytuację, w której się znalazła, bardzo poważnie. Kobieta pracująca najprawdopodobniej na stacji benzynowej widząc, że nasz bohater wręcza jej 500-złotowy banknot, postanowiła... zatelefonować po policję. Obejrzyjcie nagranie, które pokazuje sporo prawdy na temat najwyższego obecnie polskiego nominału. Banknot dopiero 22 lutego trafił do obiegu, a już rodzi niemałe problemy...

polskarzeczywistośćYouTubepieniądze

17-latka zostawiła dziecko w Oknie Życia. Matkę znaleźli i przesłuchali policjanci

3 lutego w Oknie Życia w Ostrowie Wielkopolskim znaleziono noworodka. Chłopiec, który został porzucony zaledwie kilka godzin po narodzinach, był wychłodzony i miał trudności z oddychaniem. Mimo że jednym z założeń funkcjonowania Okien Życia było zagwarantowanie rodzicom anonimowości, policja odnalazła już 17-letnią matkę, a także ojca chłopca. Nastolatka, która ukrywała ciążę przed rodziną i urodziła poza szpitalem, odpowie za porzucenie dziecka bez zapewnienia mu opieki. Funkcjonariusze tłumaczą, że kobietę szukali w trosce o jej życie i zdrowie. Teraz grozi jej kara 3 lat pozbawienia wolności. "Dzięki wymiarowi sprawiedliwości przyszłe matki będą zostawiać dzieci w koszu na śmieci", "Za aborcję by nie ścigali" - komentują internauci... Z nieoficjalnych doniesień wynika, że 17-latka chce odzyskać dziecko.

OknoŻyciaprawopolskarzeczywistość

Zamiast księdza, mieszkańców odwiedziła kucharka i kościelna z plebanii

Do niecodziennej "kolędy" doszło w województwie dolnośląskim. Mieszkańcy Tomkowa mogli być zszokowani, kiedy podczas do ich domów nie zapukał ksiądz, a... kucharka i kościelna. Kobiety tłumacząc się, mówiły, że ksiądz jest chory, a one przychodzą w jego zastępstwie. Według relacji Gazety Wrocławskiej panie, będąc jeszcze w domach parafian, wyciągały z kopert pieniądze i spisywały, ile wynosiła ich zawartość. Miał to być dowód na to, że nie zabrały niczego dla siebie. Podobno mieszkania odwiedzały na zlecenie księdza, który "do 28 stycznia musi rozliczyć się z podatku u biskupa". Kuria poprosiła już księdza o wyjaśnienia.

koledapolskarzeczywistośćksiadz

Strażnik „sprzedawał" więźniarki. Cena za seks: 100 zł

We wrocławskim więzieniu przy ul. Kleczkowskiej skazany mógł "kupić" więźniarkę od funkcjonariusza Służby Więziennej. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu. Oskarżony Artur K. wziął od jednego z więźniów raz 50 zł, a raz 100 zł umożliwiając seks z więźniarkami oddziału kobiecego. Prokuratura miała też relacje o innych funkcjonariuszach, którzy zajmowali się podobnym procederem, jednak oskarżenie objęło tylko Artura K. i tylko te dwa wyżej opisane przypadki. Ta sama osoba w roku 2012 została oskarżona o pobicie więźnia. Artur K. do niczego się nie przyznaje. Cały akt oskarżenia dotyczy czterech strażników i trzech więźniów, a w sumie postawiono im 28 zarzutów.

sprzedawałwięźniarkipolskarzeczywistośćWrocław

Będą sprawdzać, czy dziecko pochodzi z "prawego łoża". Kolejny kontrowersyjny pomysł rządu

Projekt ustawy o aktach stanu cywilnego przewiduje, że podczas zgłaszania urodzenia dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego rodzic będzie musiał podać informację o tym, czy matka dziecka jest zamężna, a jeśli tak, to również kiedy dokładnie nastąpiło zawarcie małżeństwa. Oznacza to, że sprawdzane będzie, czy dziecko pochodzi z zalegalizowanego związku, czy też zostało ono poczęte jeszcze przed ślubem! Rząd nie uzasadnił, jaki cel będzie miało takie działanie. Dla wielu będzie to po prostu spis dzieci z nieślubnego łoża. Kontrowersje budzi również fakt, dlaczego obowiązek ten będzie dotyczył jedynie matek... O taką zmianę wnioskował też Główny Urząd Statystyczny, który również prosił o modyfikację kart urodzeniowych, których wzór uniemożliwiał określenie m.in. śmiertelności okołoporodowej. Karty powrócą w starej wersji i rodzice będą musieli podać informację o liczbie urodzonych przez matkę dzieci i informację o jej poprzednich ciążach.

nieślubnedziecipolskarzeczywistośćdzieci

#Schowaj Newsweek. Nowa akcja przeciwko antypolskim mediom

"Newsweek" z Tomaszem Lisem na czele jest solą w oku obecnej władzy i "prawdziwych patriotów". Żeby ograniczyć jego "niszczycielskie" działanie powstała obywatelska akcja, której celem jest... chowanie egzemplarzy tygodnika za prasę patriotyczną! Inicjatorzy akcji chcą, żeby wszyscy chętni nie tylko przekładali gazety na sklepowych półkach, ale także kręcili ze swych poczynań filmiki, z których powstanie później teledysk! Cel ogólny? Zwalczanie wrogich, niemieckich, antypolskich mediów! Na razie jednak nic nie wskazuje na to, żeby to przedsięwzięcie okazało się sukcesem. "Kolego chyba na serio się nudzisz. Takiej głupoty dawno nie widziałem" - napisał pod promującym akcję filmikiem użytkownik o nicku masztan. A jak zareagują inni? Popieracie akcję?

SchowajNewsweekpolskarzeczywistośćakcja

Ukrainka poszukiwała pracy w Krakowie. Jej wpis na Facebooku wywołał falę hejtu

W Wigilię na Facebooku w grupie Praca Kraków pojawiło się ogłoszenie poszukującej pracy młodej Ukrainki. "Szukam pracu w Krakowe.pisać w priw" (pisownia oryginalna) - napisała. Zamiast odpowiedzi na swoje zapytanie padła jednak ofiarą hejtu, ksenofobii i prawdziwej nienawiści! Użytkownicy Facebooka nie zostawili na niej suchej nitki. Wyśmiewali jej nieznajomość polskiego i pisali o miejscach, gdzie może zatrudnić się jedynie jako prostytutka! Ale to nie wszystko! Poruszono nawet kwestię Wołynia, by, jak napisał Łukasz, pokazać, że "ukraińska krew to wroga krew"! "To już któraś z kolei twoja wiadomość o poszukiwaniu pracy. Ludzie pisali ci oferty. Jeśli rączki bolą od pracy, to nie znajdziesz nic nigdy. Jeżeli oczekujesz, że ktoś ci tu zaoferuje prace za 2000 netto z opłaconym ZUSem, to szukaj dalej" - napisał Maciek. "A w Twoim kraju nie ma pracy tylko musiałaś do Nas przyjeżdżać?" - dodał Piotr. Przez facebookową grupę w Boże Narodzenie (!) przelała się masa jadu. Głosów, które próbowały uciszyć hejterów było niewiele... 27 grudnia post zniknął, a wszystkie nienawistne komentarze zostały zgłoszone do administratorów Facebooka. Czy naprawdę chcemy, żeby za granicą traktowano nas w ten sam sposób? My też kiedyś przecież możemy znaleźć się na miejscu tej dziewczyny...

ogłoszenieUkrainkipolskarzeczywistośćhejt

Genialny fizyk straci pracę na uniwersytecie, bo nie opublikował artykułów naukowych!

Dr Ernest Grodner jest adiunktem na 8-letnim kontrakcie na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Otrzymał on także prestiżową nagrodę Energy Globe Awards. W ostatnim czasie naukowiec pracował nad swoją aplikacją, za którą otrzymał tę nagrodę oraz przeprowadzał wraz z badaczami z Chin, Włoch, Francji, USA oraz Rumunii eksperymenty z użyciem akceleratora cząstek we Francji. Wszystko to złożyło się na brak czasu w napisaniu odpowiedniej ilości prac naukowych, za które dr Grodner otrzymuję wskazaną ilość punktów. "W lutym zabraknie mi kilku punktów do uznania habilitacji i w efekcie stracę pracę na Uniwersytecie Warszawskim"- powiedział w jednej z rozmów. "Mając wybór kariera czy nauka, wybrałem to drugie" - dodaje. Dr Grodner jest przykładem na to, że na polskich uczelniach liczy się biurokracja - wszystkie badania naukowe powinny być przeprowadzone na czas, choć często jest to niemożliwe. Co myślicie o tej sprawie?

uczelnianabiurokracjapolskarzeczywistość