Przegrywał walkę z rakiem. Rodzina i pielęgniarki umożliwiły mu pożegnanie z ukochaną pupilką

Każdy, kto miał lub ma ukochanego pupila, wie, że nawet najkrótsze rozstania z nim nie są łatwe. A co musi czuć właściciel zwierzaka, gdy przychodzi mu pożegnać się z nim na zawsze? Dla chorego na raka Davida Kinga oczkiem w głowie była mała suczka Lil Fee rasy yorkshire terrier. Gdy trafił do szpitala w Missouri z powodu zaawansowanego stadium raka, z którym mierzył się od kilku lat, wyjątkowo odczuł jej nieobecność. Liczył jednak na to, że poczuje się lepiej i szybko wróci do domu. Niestety jego stan pogarszał się, a lekarze poinformowali rodzinę, że muszą przygotować się na najgorsze. Pielęgniarki, które wiedziały o przywiązaniu pacjenta do czworonoga, poddały jego żonie pomysł, by przemyciła Lil Fee do szpitala, umożliwiając Davidowi pożegnanie z nią. Gdy suczka pojawiła się przy jego łóżku, stało się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mężczyzna poruszył ręką, by ją pogłaskać. Ten moment dla całej rodziny był bardzo wzruszający. Zdjęciem z tego niezwykłego wydarzenia podzieliła się na Twitterze 17-letnia Ellie, jego wnuczka. Wkrótce później jej dziadek zmarł. Dzięki rodzinie tuż przed śmiercią spełnił swoje marzenie. To nie pierwszy raz, gdy do szpitala przemycono dla pacjentów zwierzęta. Ich obecność potrafi bowiem zdziałać cuda!

pożegnaniezpsemzwierzętaszpital