Lekarze nie podjęli akcji reanimacyjnej przez tatuaż. Mężczyzna zmarł

30 listopada zagraniczne media podały, że w jednym ze szpitali na Florydzie zmarł mężczyzna, którego personel medyczny nie próbował nawet ratować. Kontrowersyjna decyzja lekarzy wynikała z faktu posiadania przez 70-latka tatuażu. Na klatce piersiowej pacjenta widniał napis "Do not resuscitate" - "Nie reanimujcie mnie". Nieprzytomny mężczyzna trafił do szpitala w Miami z POHP (przewlekłą obturacyjną chorobą płuc), cukrzycą i obecnością alkoholu we krwi. Medycy nie mogli ustalić tożsamości chorego, ani skontaktować się z jego rodziną, ponieważ nie znaleźli przy nim żadnych dokumentów. Pracownicy pogotowia ratunkowego nie widzieli także, aby mężczyzna posiadał pisemną deklarację "Do not resuscitate", która wiąże się z prośbą pacjenta o niepodejmowanie reanimacji w razie sytuacji zagrażającej jego życiu i jest akceptowana m.in. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Holandii, Kanadzie i Australii. Personel medyczny stanął przed trudną decyzją, jaką było uznanie wytatuowanej deklaracji za legalną. Ostatecznie postanowiono uszanować wolę chorego. Ratownicy poinformowali o sprawie szpitalny zespół ds. etyki i przepisali oświadczenie na odpowiedni formularz. Argumentem przemawiającym za ich postępowaniem miał być wytatuowany na klatce piersiowej, obok istotnego zdania, podpis mężczyzny. Tego samego dnia 70-latek zmarł.

śmiertelnytatuażmedycynatatuaż

Na narządach pacjentów wypalał swoje inicjały. Ceniony chirurg stanie przed sądem

Znany i ceniony w środowisku medycznym chirurg Simon Bramhall dopuszczał się praktyk zagrażających zdrowiu i życiu swoich pacjentów. Ekspert w dziedzinie transplantologii na przeszczepionych organach... wypalał swoje inicjały. Sprawa ujrzała światło dzienne podczas kolejnej operacji leczonej u medyka kobiety. Lekarze zauważyli wtedy, że jej wątroba nosi ślad ingerencji Bramhalla. Nie był to jednak przypadek, a celowe działanie Brytyjczyka. Na organie wyryto dwie litery - "S.B.". Komentatorzy porównują to "naznaczenie" do podpisu, jaki po ukończonej pracy składają artyści na płótnach. Inicjały wypalone zostały przy pomocy lasera używanego przez chirurgów do zamykania naczyń krwionośnych lub szkicowania linii, wzdłuż których tną skalpelem. 53-latek za poważne uszkodzenie ciała pacjentki w lutym 2013 roku oraz innego pacjenta dwa miesiące później, został zawieszony przez Uniwersytecki Szpital w Birmingham. W grudniu stanie przed sądem.

inicjałynanarządachprawomedycyna

Od 65 lat żyje w "żelaznym płucu". Spędza w nim niemal każdą minutę!

70-letni Paul Alexander z Dallas w Teksasie (na zdjęciu) niemal każdą minutę spędza dziś w maszynie zwanej "żelaznym płucem", która jest swego rodzaju respiratorem i pozwala mu normalnie oddychać. Mężczyzna jest na nią "skazany", gdyż w wieku 6 lat zachorował na polio (wirus polio wywołuje chorobę Heinego-Medina, która jest ostrą chorobą zakaźną prowadzącą do całkowitego paraliżu ciała). Sparaliżowany od szyi w dół jest jedną z ostatnich osób, które przeżyły jego epidemię w latach 50. w Stanach Zjednoczonych (dziś przed zarażeniem chronią nas szczepionki). Mimo przeraźliwej diagnozy Paul starał się żyć jak jego rówieśnicy - udało mu się m.in. ukończyć studia prawnicze i przez kilka lat reprezentować swoich klientów w sądach. Wraz z wiekiem czas spędzany w nietypowej maszynie wydłużał się, więc musiał zrezygnować z pracy. Wciąż jednak odbiera telefony i pisze, nie używając rąk. Tylko jeszcze dwie inne osoby na świecie wiedzą, co znaczy "być więźniem 'żelaznego płuca'". Dla Paula najgorszy był 2015 rok. Wtedy okazało się, że pozwalające mu żyć urządzenie zaczyna się psuć, a jego producent w 2004 roku zrezygnował z serwisowania. Dzięki głośnemu apelowi opublikowanemu w serwisie YouTube znalazł się ktoś, kto od tego czasu dba o jego sprawne funkcjonowanie. Chociaż wielu z nas wprost nazwałoby 70-latka kaleką, on wcale tak o sobie nie myśli. "Nie jestem niepełnosprawny, nie jestem ograniczony. Jestem kaleką - według większości ludzi, ale nie według mnie. Doświadczyłem w życiu tego, co ty, doświadczyłem nawet więcej. Nazywam się Paul Alexander i jestem człowiekiem" - mówi. Więcej na temat Paula i jego choroby znajdziecie w poniższych materiałach.

życiewżelaznympłucumedycynachoroba

Przeszczep ludzkiej głowy zakończony sukcesem. Kolejny krok budzi przerażenie...

Włoski lekarz Sergio Canavero ogłosił dzisiaj na konferencji prasowej w Wiedniu, że pierwszy na świecie przeszczep ludzkiej głowy zakończył się sukcesem. W Chinach podczas 18-godzinnej operacji połączono ponownie kręgosłup, nerwy i naczynia krwionośne. Zabieg przeszczepu głowy na zwłokach człowieka przeprowadził zespół pod kierownictwem dra Xiaopinga Ren. Ci sami chińscy chirurdzy rok temu przeszczepili głowę nieżyjącej małpy. Pewny dalszych sukcesów Canavero zapowiada, że w grudniu 2017 roku dokona przeszczepu głowy żyjącego człowieka. Jego projekt nie zyskał poparcia społeczności medycznych. Jak twierdzą eksperci, eksperyment ten nie jest dozwolony w USA ani w Europie. Plany o transplantacji wiążą się nie tylko z problemami etycznymi, ale również z możliwością zmiany osobowości pacjentów. Neurochirurg jest jednak przekonany, że przeszczep głowy pomoże osobom w końcowym stadium choroby nowotworowej (kiedy przerzuty nie dotyczą mózgu), sparaliżowanym przez uszkodzenie rdzenia kręgowego w odcinku szyjnym czy ofiarom wypadków. Na razie nie ujawniono miejsca operacji ani nazwiska osoby, która miałaby być operowana. Wiadomo, że pacjent wyraził zgodę na eksperymentalną praktykę.

przeszczepgłowymedycynakontrowersje

Powstał klej, który zamyka rany w 60 sekund. Ma zrewolucjonizować leczenie

Australijsko-amerykański zespół badawczy opracował wynalazek, który może zrewolucjonizować świat medycyny. Nowa metoda spajania ran ma być sposobem leczenia trudnych do rekonstrukcji miejsc. Ma działać w przypadku ran wewnętrznych oraz przyspieszać proces rekonwalescencji. Wariant białka zwany metakrylowaną tropoelastyną (MeTro) to "klej na rany". W zaledwie 60 sekund ma szczelnie wypełnić nawet głębokie cięcia. "Piękno preparatu MeTro polega na tym, że gdy tylko zetknie się on z powierzchnią tkanki, utwardza się w formę zbliżoną do żelowej i nie spływa" -mówi profesor Nasim Annabi, który współpracował w projekcie MeTro. Scalanie przy pomocy szwów czy drutów nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty - szczególnie w częściach ciała takich jak np. płuca, tętnice czy serce. MeTro po oświetleniu promieniowaniem ultrafioletowym skutecznie zamyka nacięcia w naczyniach i płucach gryzoni oraz świń. Innowacyjna metoda leczenia, choć brzmi jak z filmu science-fiction, ma być równie użyteczna w przypadku ludzkich organizmów. Niedługo mają ruszyć testy kliniczne "kleju do ran".

klejnaranymedycynainnowacje

Miał być ślub, był pogrzeb. Polka zmarła dwa dni po zabiegu odsysania tłuszczu

W jednej z prywatnych placówek medycznych w Częstochowie zmarła 34-latka. Kobieta 8 marca przeszła zabieg liposukcji. Już następnego dnia jej stan się pogorszył. Pani Anna została przewieziona do szpitala po tym, jak straciła przytomność. Dwa dni po zabiegu zmarła. Według wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną zgonu był zator płuca. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowana śmierci pacjentki. Rodzina 34-latki twierdzi, że pani Anna nie była przygotowana do operacji. Lekarze prywatnej kliniki zgodzili się ją przeprowadzić, mimo że specjaliści z Warszawy stanowczo tego odradzali. Kobieta zdecydowała się na odsysanie tłuszczu, ponieważ chciała podobać się przyszłemu mężowi. Ich ślub miał odbyć się 13 maja. 13 marca był pogrzeb. Pani Anna osierociła 12-letnią córkę.

pogrzebzamiastślubumedycynaoperacjeplastyczne

Polka zmarła po zabiegu medycyny naturalnej. Modny rytuał ma "oczyszczać" organizm

Kambo nazywane "szczepionką", "rytuałem" czy "terapią" polega na podaniu człowiekowi silnej neurotoksyny pochodzącej z puszczy amazońskiej chwytnicy zwinnej. Rytuał kosztujący ok. 250 zł rozpoczyna się nadpaleniem naskórka rozżarzonym patyczkiem i podaniem w miejsce ran wydzieliny pozyskiwanej od amazońskiej żaby. W efekcie prowadzi to do gwałtownych wymiocin, a czasem także biegunki, które trwają ok. pół godziny. Silna toksyna ma mieć na człowieka wpływ oczyszczający. W rzeczywistości zabieg może okazać się jednak zabójczy. Tragiczną dla 30-letniej Haliny T. była terapia Kambo, która odbyła się 20 listopada w Grodzisku Mazowieckim. Warszawianka straciła przytomność, trafiła do szpitala, a po dwóch dniach zmarła. Sprawą zajmuje się prokuratura. Organizator warsztatów medycyny alternatywnej przyznał, że zabiegi wykonuje już ponad rok.

ceremoniaKambozdrowiemedycyna

Opracowali sztuczną krew

Naukowcy z Politechniki Warszawskiej wyprodukowali sztuczną krew. Będzie przenosić tlen do tkanek i odżywiać organy przeznaczone do przeszczepów. Jest ona teraz w fazie testowej. W najbliższych dniach rozpoczną się badania na zwierzętach. Dzięki sztucznej krwi po raz pierwszy to organy będą czekać na pacjentów, a nie odwrotnie. Jak podaje TVN24 dzięki sztucznej krwi po raz pierwszy to organy będą czekać na pacjentów, a nie odwrotnie.

krewmedycyna