W tej restauracji nad głowami klientów wisi... krowa! Tysiące osób żąda jej usunięcia

Restauracja Etica w Adelaide w Australii nie narzeka na brak klientów. Podawane w lokalu dania cieszą się dużym uznaniem nawet wśród tych najbardziej wymagających. Jedynym problemem miejsca zdaje się być jego wystrój, a dokładniej kontrowersyjna ozdoba, którą właściciele - Federico i Melissa Pisanelli - postanowili powiesić, by przyciągnąć więcej osób ciekawych czegoś więcej niż tylko smakowych doznań. Nad głowami klientów, na grubym sznurze, za tylne racice wisi wypchana krowa, która wygląda jak żywa! Nie trzeba wchodzić do środka, by ją zauważyć, gdyż dzięki przeszklonej ścianie jest ona bardzo dobrze widoczna dla przechodniów i kierowców. Tysiące osób jest zbulwersowanych instalacją imitującą żywe zwierzę. W sieci pojawiła się petycja, która ma przekonać parę właścicieli do jej usunięcia. Podpisało ją już 7 tysięcy osób. Pomysłodawcom krowy, która otrzymała imię Schvitzy, zarzuca się brak smaku i tanią kontrowersję. Federico i Melissa Pisanelli swój pomysł usprawiedliwiają chęcią wzniecenia głośnej dyskusji na temat niehumanitarnego oboju zwierząt. Jesteśmy ciekawi finału sprawy. A Wy, podpisalibyście się pod petycją czy wręcz przeciwnie?

powieszonakrowarestauracjakontrowersje

K2 spróbują zdobyć zimą tylko mężczyźni. "Jedna pani na 10 chłopa to za mało" - tłumaczył znany himalaista!

Znajdujący się na granicy Chin i Pakistanu K2, drugi co do wielkości szczyt Ziemi o wysokości 8611 m.n.p.m, jest jedynym ośmiotysięcznikiem niezdobytym zimą. Wkrótce może to ulec zmianie, gdyż odważną wyprawę tej zimy planują tam Polacy! Kierownikiem całego przedsięwzięcia został Krzysztof Wielicki, piąty na świecie człowiek, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. W jego ekipie znaleźli się sami mężczyźni. Podczas prelekcji dotyczącej wyprawy, która odbyła się ostatnio z okazji XII Festiwalu Górskiego w miejscowości Lądek-Zdrój, padło pytanie, dlaczego na K2 nie udadzą się także kobiety. Janusz Majer (znany alpinista i himalaista), jeden z prowadzących prelekcję, miał powiedzieć: "Bo jedna kobieta nie dałaby rady 10 chłopa...". Wcześniej miał mrugnąć porozumiewawczo w stronę publiczności. Sytuację opisała Agnieszka Bielecka, także himalaistka, którą te słowa bardzo dotknęły. Kobieta również przygotowywała się do zimowej wyprawy na K2, jednak niedawno dowiedziała się, że do ostatecznego składu się nie dostała. Podczas prelekcji usłyszała dlaczego... Jej wpis wywołał lawinę reakcji i komentarzy. "Pokutuje stereotyp, przekonanie, łatwość wypowiadania pewnych ogólnych opinii np., że wspinaczka w górach czy rajdy (to też znam z autopsji) to taka "męska przygoda". Nie takiego świata chce dla mojej Córki. Wspieram!" - napisała Martyna Wojciechowska. Przeprosiny od autora wypowiedzi pojawiły się jednak szybko. Mejer wyjaśnił też, dlaczego na K2 pójdzie taki, a nie inny skład. "Musieliśmy wybrać 10 osób, których siła, wytrzymałość, UMIEJĘTNOŚCI TECHNICZNEGO WSPINANIA i możliwości regeneracyjne będą umożliwiały próbę zdobycia K2, górę które podczas zimy generuje jedne z najbardziej ekstremalnych warunków pogodowych" - pisze na Facebooku. Kryterium płci miało nie mieć wpływu. Wielu wciąż jednak zastanawia się, czy na pewno...

wypowiedźhimalaistykobietakontrowersje

W wieku 3 lat oznajmiła, że czuje się chłopcem. Jej historia wzbudza wiele kontrowersji

6-letnia Talia mieszka z rodzicami w Saint Albans w Wielkiej Brytanii. Trzy lata temu oznajmiła bliskim, że nie czuje się dobrze w swoim ciele i że chciałaby być chłopcem. Wtedy jej słowa nie wywarły na nich wrażenia (dziewczynka od dziecka buntowała się bowiem przed noszeniem sukienek czy zabawą lalkami), każdy pomyślał, że wraz z wiekiem to uczucie zniknie. Mając 5 lat, Talia oświadczyła jednak, że chce być traktowana jak chłopiec o imieniu Dexter. Rodzina, ale także nauczyciele, lekarze i rówieśnicy okazali jej swoje wsparcie i zrozumienie (rodzice tylko jednego ucznia, Sally i Nigel Rowe, zdecydowali się wypisać syna ze szkoły, kiedy dowiedzieli się o sprawie). Wkrótce po tym 6-latka stała się jedną z najmłodszych pacjentek londyńskiej kliniki dla dzieci transpłciowych. Za nią i jej bliskimi już trzy z sześciu sesji doradczych, które mają wykazać, czy jest ona świadoma tego z czym wiąże się zmiana płci i czy naprawdę tego pragnie. Lekarze są bardzo ostrożni w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji związanych z Talią, gdyż płciowość jest w jej wieku bardzo płynna. Ich głównym celem jest teraz opóźnienie procesu dojrzewania. "Przyznaję, że nie mogę być pewna. Jednak nie chcę zmuszać Dextera do życia jako Talia, skoro czuje się z tym nieszczęśliwy. Póki co jesteśmy daleko od podejmowania jakichkolwiek kroków. Jednak nie chcę sobie wyobrażać, jaką męką jest odkrycie, że jest się transseksualistą w nastoletnim wieku" - mówi matka. Kobieta za wszelką cenę chce, by Talia, a także inni do niej podobni byli szczęśliwi w swoim ciele i twierdzi, że zaakceptuje wszystko, co jej dziecko zdecyduje. Inni nie są już tak tolerancyjni. Przede wszystkim jednak w tej historii zwraca się uwagę na fakt, że dziecko w wieku 6 lat jest po prostu za młode, by rozważać kwestię zmiany płci, która spowoduje nieodwracalne procesy m.in. w psychice. Pojawia się też jednak z wielu stron pytanie, czy dziecko tak ja dorosły nie zasługuje na szczęście i bycie tym, kim naprawdę chce... Więcej na ten temat znajdziecie w poniższych linkach.

chłopiecwcieledziewczynkikontrowersjezmianapłci

12-letnia dziewczynka dostała miesiączki podczas lekcji. Później popełniła samobójstwo!

Dla nas menstruacja jest czymś naturalnym i nie wyobrażamy sobie, by kobiety piętnowano z jej powodu. Niestety, w kilku miejscach na świecie wciąż wiele kobiet z powodu miesiączki jest potępianych przez społeczeństwo. W czasie jej trwania uważa się je za "brudne" i "niegodne", a także mocno ogranicza się ich działalność. Niedawno pisaliśmy Wam o sytuacji nepalskich kobiet, które skazywano na kilkudniową izolację w tzw. chatkach menstruacyjnych właśnie z powodu swej fizjologii. Ich sytuacja powoli ulega zmianie, jednak w niektórych regionach Indii, ich sąsiadów, kobiety nieustannie muszą mierzyć się z niebywałymi trudnościami. Podczas okresu nie mogą przebywać w kuchni, zabrania się im wstępu do hinduistycznych świątyń czy rozmawiania o swoim stanie z innymi... Zagraniczne media donoszą, że 12-letnia mieszkanka Tamil Nandu (stan w południowej części Indii) popełniła samobójstwo po wstrząsie, jakiego doznała podczas lekcji. Dziewczynka dostała miesiączki w szkole. Gdy nauczyciel zobaczył na jej ubraniach krew, miał wspólnie z uczniami z niej drwić, a potem wyrzucić ją z klasy. "Nie wiem, dlaczego mój nauczyciel robi mi takie wymówki. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego oni tak mnie dręczą i torturują. Amma (mama - przyp. red.) proszę wybacz mi" – napisała zrozpaczona dziewczynka w pozostawionym rodzinie liście. 12-latka nie mogła poradzić sobie z upokorzeniem i odebrała sobie życie! Według UNESCO aż 20 procent dziewcząt w Indiach porzuca szkołę po pierwszej miesiączce.

samobójstwozpowodumiesiączkiindiekontrowersje

Nadziewał pączki własnym nasieniem i częstował nimi kobiety! Sąd skazał go na 4,5 roku więzienia

40-letni Marcin N., "perwersyjny fotograf" ze Stargardu Szczecińskiego (woj. zachodniopomorskie), został skazany przed Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum na 4,5 roku więzienia za dodawanie do jedzenia i napojów własnego nasienia, którymi potem częstował nieświadome niczego młode kobiety. Odrażającą działalnością chwalił się w sieci, publikując filmy przedstawiające nie tylko proces przygotowywania swoich "specjałów" (widać było na nich m.in. jego penisa, słoik z nasieniem i strzykawkę, za pomocą której dodawał spermę m.in. do pączków, ciastek i koktajli), a także spożywające je ofiary. Bulwersujące sceny nagrywał w wynajmowanym w Szczecinie biurze, swoim mieszkaniu czy kawiarni. Wpadł dzięki czujnym internautom, którzy namierzyli najpierw lokal, w którym powstawały filmy, a następnie zidentyfikowali zwyrodnialca. Niezwłocznie zawiadomiona prokuratura wszczęła śledztwo, w trakcie którego zgłosiło się aż 18 poszkodowanych kobiet. Marcina N. uznano winnym m.in. doprowadzenia do poddania się innej czynności seksualnej. Prócz kary więzienia nakazano mu zapłacić swoim ofiarom zadośćuczynienie (zabroniono mu jednak kontaktować się z nimi osobiście) i zakazano mu wykonywania zawodu przez 15 lat. Michał Tomala z Sądu Okręgowego w rozmowie z Radiem Szczecin poinformował, że oskarżony sam zaproponował swoją karę, która została zaakceptowana przez prokuraturę i sąd. Wyrok jest nieprawomocny.

pączkiznasieniemprawokontrowersje

23-latka po raz trzeci zmieni płeć. Chce znów być kobietą, a w przyszłości matką!

23-letnia dziś Ria Cooper przyszła na świat jako chłopiec o imieniu Brad. Już w wieku 12 lat w obecności bliskich nosiła buty na wysokim obcasie i robiła sobie makijaż. Trzy lata później zapragnęła zmienić płeć i na stałe stać się tym, kim od dawna się czuła - kobietą. Rozpoczęła więc terapię zmieniającą cechy płciowe, jednak tuż przed decydującą operacją wyznała lekarzom, że przerywa swoją transformację z obawy, że nigdy nie zostanie w pełni zaakceptowana jako kobieta, zwłaszcza przez mężczyzn, z którymi chciałaby się wiązać. Ria odstawiła hormony i ponownie zaczęła żyć jako Brad. Ostatnio wyznała jednak, że chce znów być kobietą! "Od zawsze wiedziałam, że jestem kobietą. To inni byli niepewni - nie ja" - mówiła w jednym z wywiadów. 23-latka jest najmłodszą osobą w Wielkiej Brytanii, która chce zmienić płeć. Jej niezdecydowanie w tej kwestii sprawiło, że posypały się na nią gromy. Brytyjczycy nie chcą płacić za jej operację, uważają, że kobieta jeszcze nie raz zmieni zdanie i publiczna służba zdrowia nie powinna pomagać jej w transformacji. By zamknąć usta krytykom, Ria postanowiła, że sama sfinansuje swoją operację zmiany płci, która ma odbyć się w przyszłym roku (kobieta jest już po operacji piersi, a jej wygląd znacząco odbiega od tego ze zdjęcia po prawej stronie). 23-latka w przyszłości planuje m.in. otworzenie kliniki beauty dla osób transpłciowych, a także zostanie matką. Więcej na temat jej niezwykłej historii znajdziecie w pierwszym poniższym linku.

trzeciazmianapłcikobietakontrowersje

Odebrali im dzieci przez niskie IQ. Walczą, by je odzyskać!

31-letnia Amy Fabrinni i 38-letni Eric Ziegler ze stanu Oregon mają dwóch synów: 4-letniego Christophera i 5-miesięcznego Huntera. Niestety nie mogą cieszyć się ich obecnością na co dzień, gdyż pracownicy socjalni zdecydowali, że w rodzinie zastępczej chłopcom będzie żyło się lepiej. W domu Amy i Erica nie było mowy o przemocy domowej czy nadużywaniu alkoholu. Powodem, którym kierowała się opieka społeczna był niski iloraz inteligencji obojga rodziców! Według przeprowadzonych badań mężczyzna ma IQ równe 66, a jego partnerka 72 (średni iloraz inteligencji powinien wynosić od 90 do 110), co może świadczyć o ich lekkiej niepełnosprawności umysłowej. Ograniczone zdolności poznawcze pary, również opinia rodziców Amy, że nie posiada ona instynktu macierzyńskiego, a także argument, że ojciec śpi z dzieckiem na podłodze i może je przygnieść swoim ciałem, wystarczyły, by para nie mogła wychowywać dzieci jak normalna rodzina, a jedynie widywać je pod nadzorem kuratora raz na jakiś czas. Amy i Eric jednak nie poddają się i walczą o synów. Ich sądowa batalia trwa już cztery lata! "Powiedzieli, że rodzina zastępcza jest w stanie zapewnić lepsze warunki finansowe, zapewnić lepszą edukację, rzeczy tego typu. Ale jeśli pójdziemy tym tropem, Bill Gates powinien zabrać moje dzieci. Zawsze będzie ktoś lepszy od nas, więc to bardzo niebezpieczne zachowanie" - mówił Sherren Hagenbach, adwokat pary. Wskazuje on także na fakt, że rodzicom nie dano żadnych wskazówek, jak mogliby odzyskać dzieci. Co ciekawe, obserwujący parę psycholog nie widzi powodu, dla którego Christopher i Hunter nie mogliby przebywać u ich boku. Więcej o tej historii przeczytacie w pierwszym poniższym linku.

zaniskieIQkontrowersjerodzicielstwo

Ta gra erotyczna wywołuje kontrowersje na całym świecie. Pozwala upijać i szantażować kobiety, by uprawiać z nimi seks!

Gra erotyczna "House Party" powstała z myślą przede wszystkim o tych maniakach komputerowych gier, którzy są na tyle zamknięci w sobie, że nie potrafią w żaden sposób nawiązać kontaktu z kobietą i zainteresować jej swoją osobowością. W świecie "House Party" prowadzony przez gracza bohater jest pewny siebie i nie stroni od pięknych dam. Cel gry, która według jej twórców miała być jedynie "erotyczną komedią", jest jednak mocno kontrowersyjny. Przebywający na imprezie mężczyzna musi nakłonić napotkane kobiety do seksu, stosując m.in. alkohol, oszustwa czy szantaż emocjonalny. Nie umknęło to uwadze National Center on Sexual Exploitation (NCOSE) - Narodowemu Centrum do Walki z Wykorzystaniem Seksualnym, które zauważyło, że zalecane graczom chwyty są nie tylko niemoralne, ale wykorzystane w rzeczywistości mogłyby się zakończyć interwencją prokuratury i więzieniem. Podobnego zdania były również inne organizacje. Gra cieszyła się dużą popularnością na platformie Steam, jednak z czasem została z niej usunięta. Powodem miało być epatowanie pornografią. Nieobecność na Steamie była jednak chwilowa, gdyż twórcy za pomocą czarnych pasków na określonych miejscach ciała powrócili ze swoim produktem (wersja bez nich również jest dostępna). Internauci podzieli się na dwa obozy. Jedni uważają, że w grach komputerowych wszystkie chwyty są dozwolone, inni twierdzą, że twórcy "House Party" zdecydowanie przesadzili. Według tych drugich ich gra promuje przemoc wobec kobiet. Czy takie gry powinny być w ogóle dostępne?

erotycznaHousePartygrykontrowersje

"Nie każdy ma lub chce mieć penisa w swojej waginie". Instrukcja seksu analnego w piśmie dla nastolatek oburzyła rodziców!

"Teen Vogue" to siostrzana wersja czasopisma "Vogue" ("biblii mody") skierowana do nastolatek. Okładki pisma zdobią najwięksi idole młodych czytelniczek, a na jego łamach publikowane są treści dotyczące mody, urody, zdrowia i stylu życia współczesnej młodzieży. Niedawno amerykański miesięcznik postanowił wprowadzić cykle mające na celu szeroko rozumianą edukację seksualną nastolatek (pojawiają się w nim więc artykuły m.in. o chorobach przenoszonych drogą płciową czy antykoncepcji). W ostatnim numerze "Teen Vogue" poszedł jednak o krok dalej, publikując poradnik dotyczący seksu analnego zatytułowany "Seks analny: co musisz wiedzieć". Dlaczego akurat ten temat? "To ważne aby rozmawiać o wszystkich rodzajach seksu, ponieważ nie każdy ma lub chce mieć penisa w swojej waginie. Jeśli uprawiasz seks waginalny, jesteś ciekawy czegoś innego albo ten rodzaj seksu nie jest dla ciebie i chcesz poznać inne opcje, więc warto zapoznać się z faktami" - czytamy we wstępie (link do artykułu poniżej). Autorka tekstu radzi w nim młodym czytelniczkom, w jaki sposób zachęcić partnera do tego typu aktywności seksualnej i radzi, aby przed jej rozpoczęciem wypróbować seks-zabawki. Publikacja spotkała się z ostrą krytyką ze strony rodziców i środowiska dziennikarskiego. Uważają oni, że tego typu treści nie powinny znaleźć się w piśmie skierowanym do tak młodych odbiorców. Na kanale "The Activist Mommy" na YouTubie pojawiło się nawet nagranie, na którym oburzona matka wrzuca pismo do ogniska na znak protestu przeciwko podobnym treściom. Artykułu dotyczącego seksu analnego broni redaktor naczelny miesięcznika, Phillip Piccard. Według niego negatywne reakcje na tekst wynikają z "głęboko zakorzenionej homofobii". A Wy co sądzicie?

instrukcjaseksuanalnegokontrowersjeseks

Wielokrotnie gwałcona nastolatka została skazana przez sąd za poronienie w niejasnych okolicznościach. 30 lat spędzi w więzieniu!

Od kilku dni media na całym świecie żyją sprawą 19-letniej Evelyn Beatriz Hernandez Cruz z Salwadoru, którą sąd skazał na 30 lat pozbawienia wolności za to, że w kwietniu zeszłego roku poroniła w niejasnych okolicznościach, będąc w trzecim trymestrze ciąży. Ciąża była efektem gwałtu, którego dopuścił się (niejednokrotnie!) miejscowy gangster. Dziewczyna, zeznając przed sądem, wyznała, że nie wiedziała o swoim stanie, a poroniła w łazience, kiedy nagle rozbolał ją brzuch. Lekarze nie potrafili ustalić, czy dziecko zmarło przed, czy po porodzie, dlatego prokuratura stwierdziła, że dziewczyna świadomie chciała pozbyć się dziecka i planowała wrzucić go do toalety. Prowadząca sprawę sędzina przychyliła się do tego stanowiska i skazała Evelyn na 30 lat więzienia za morderstwo. "Werdykt sędzi nie odpowiada przedstawionym w procesie dowodom, oparty jest jedynie na moralności i nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością"- komentował wyrok Dennis Munoz, prawnik skazanej. Dziewczyna wyjdzie z więzienia w wieku prawie 50 lat! Obowiązujące w Salwadorze prawo surowo zabrania aborcji, nawet jeśli dziecko zostało poczęte w wyniku gwałtu (ustawa zakazująca aborcji została wprowadzona 20 lat temu w porozumieniu z grupami obrońców życia, powiązanymi z Kościołem Katolickim bez konsultacji medycznych i żadnej debaty publicznej). Całkowity zakaz przerywania ciąży występuje także m.in. w Watykanie czy na Malcie.

skazanazaporonieniekobietakontrowersje

W tym kraju lokalna tradycja zezwala na zaślubiny człowieka ze zwierzęciem. Jest to zawsze huczna uroczystość! [WIDEO]

Indianie z plemienia Chontal w 1789 roku zapoczątkowali kontrowersyjną tradycję, która zezwala na zaślubiny człowieka ze zwierzęciem. Wierzyli, że w ten sposób zapewnią przychylność bogów okolicznym mieszkańcom, którzy przyniosą rolnikom obfite zbiory, a rybakom bogate połowy. Od tego czasu co roku włodarze miasteczka San Pedro Huamelula w południowym Meksyku wchodzą w związek małżeński z żyjącym w rzece gadem - samicą krokodyla, którą mieszkańcy traktują jak księżniczkę. Ich ślub ma być symbolem równości człowieka z naturą .W sieci pojawiły się zdjęcia i filmiki z tegorocznej, hucznej ceremonii, podczas której burmistrz miasteczka, Victor Aguilar, wziął za żonę właśnie małą samicę krokodyla. "Pannę młodą" ubrano w białą suknię ślubną, a jej głowę przystrojono welonem w tym samym kolorze. Pysk został odpowiednio zabezpieczony na wypadek, gdyby zwierzę było agresywne. Aguilar odtańczył z małżonką weselny taniec i przyjmował z nią prezenty! W uroczystości wzięły udział prawdziwe tłumy, które tańczyły i wyśpiewywały wokół nich tradycyjne pieśni. Ten rytuał zadziwia! Zobaczcie wideo!

ślubzkrokodylemzwierzętakontrowersje

Wykopał grób dla dwuletniej córeczki. Kładzie się w nim razem z nią, by "pomóc" jej oswoić się ze śmiercią!

Zhang Xinlei, dwuletnia córka państwa Liyong z chińskiej wsi położonej w prowincji Syczuan w środkowo zachodnich Chinach, choruje na talasemię - poważną chorobę układu krwionośnego, która objawia się niską obecnością hemoglobiny we krwi (białka, które przenosi tlen i umożliwia właściwe funkcjonowanie komórek). Rodzice dziewczynki desperacko walczą o każdy jej dzień, niestety z powodu braku środków finansowych prawdopodobnie będą zmuszeni pożegnać się z córką na zawsze. Para zdecydowała się na kolejne dziecko z myślą, że przeszczep krwi pępowinowej będzie w stanie pomóc dziewczynce w powrocie do zdrowia, jednak do tego czasu, jak mówią, nie będzie ich na to stać. Na ocalenie Zhang Xinlei wydali wszystkie oszczędności, a z powodu zaciągniętych pożyczek nikt nie chce dać im ani grosza na kosztowny zabieg. Rodzice więc przygotowują siebie i córkę na najgorsze. Ojciec dziewczynki, Zhang Liyong, wykopał nieopodal domu głęboki dół, w którym kładzie się wraz z nią, by oswoić ukochane dziecko z miejscem, w którym spocznie po śmierci. Miejsce wyznaczone na pochówek odwiedzają codziennie, a dwulatka bawi się w jego pobliżu. Niektórzy piszą, że w ten sposób krzywdzi córkę i powinien leczyć się psychiatrycznie. A Wy co myślicie o takim sposobie na oswojenie śmierci?

gróbdladzieckakontrowersjerodzicielstwo

Żart w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen obiegł sieć. Jego sprawcą był 16-latek

Uczeń Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Legnicy znieważył ostatnio miejsce kaźni. Podczas zwiedzania byłego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen w Rogoźnicy 16-latek zrobił sobie zdjęcie, na którym udawał, że oddaje mocz pod szubienicą znajdującą się w na placu apelowym. Fotografia szybko obiegła sieć i wywołała oburzenie wielu środowisk. Wieść o incydencie dotarła również do jego nauczycieli i dyrekcji szkoły, którzy ukarali go naganą i obniżyli mu ocenę z zachowania. Sam nastolatek przeprosił za swoje kontrowersyjne postępowanie zarówno pedagogów, jak i inne osoby, które poczuły się urażone. Ponownie pojechał do obozu, by oddać hołd pomordowanym więźniom, a cała klasa została ponownie zaproszona do Muzeum Gross-Rosen na specjalną lekcję historii.

żartwoboziehistoriakontrowersje

12-latka pomogła przyjść na świat swojemu braciszkowi. Jej obecność na sali porodowej wywołała kontrowersje!

Podczas porodu najczęściej obok rodzącej kobiety pojawia się partner, zdarzają się również przypadki, kiedy to przyszła mama zaprasza na salę porodową także swoją mamę czy najlepszą przyjaciółkę. Dba się o to, by wszystkie obecne przy rodzącej kobiecie osoby były na tyle dojrzałe, by mogły zmierzyć się z każdym poszczególnym etapem akcji porodowej, a także, by stanowiły wsparcie dla rodzącej. Ostatnio głośnym echem rozeszła się po sieci wieść, że przy porodzie swojego braciszka obecna była zaledwie 12-letnia dziewczynka! Jacee Dellapena z Jackson w Mississippi na kilka miesięcy przed narodzinami brata poprosiła rodziców o to, by móc obserwować cały poród. Zarówno matka jak i ojciec zgodzili się co do tego, że Jacee jest na to jeszcze stanowczo za mała, jednak z czasem zmienili zdanie. Zauważyli bowiem, że ich córka bardzo interesuje się ludzkim ciałem i głośno mówi o tym, że chce zostać ginekologiem-położnikiem, więc obecność na sali porodowej mogłaby korzystnie wpłynąć na rozwój jej młodzieńczej pasji. Jacee wcale nie była przerażona widokiem rodzącej mamy! Do sieci trafiły zdjęcia (ich autorem jest szczęśliwy tata chłopca, a ojczym Jacee), na których widać jak nie tylko bacznie obserwuje poród, ale i własnoręcznie pomaga bratu przyjść na świat! Obecność 12-latki w trakcie porodu wywołała w sieci burzę. Wiele mam uznało, że to dla niej zbyt wczesna inicjacja, że może ona wywołać u niej traumę, a nawet może w przyszłości przyczynić się do rezygnacji z posiadania własnego dziecka. Inni zwrócili uwagę na to, że rodzice z pewnością przygotowali ją na wszystkie możliwe scenariusze porodu, a także na to, że z pewnością chwila ta na zawsze zapisze się w jej pamięci nie jako przykra, ale zdecydowanie magiczna! Dawniej, kiedy kobiety rodziły we własnych czterech ścianach, zdarzało się, że dzieci były obecne przy rodzącej mamie... Uważacie, że powinno to być praktykowane na porodówkach?

przyporodzieciążakontrowersje

Ukrzyżowany Kaczyński, Macierewicz w rydwanie, Szydło jako Matka Boska... Kontrowersyjne karykatury "sprzeciwem wobec hipokryzji" polityków

Tryptyk "Polska Golgota, czyli Ołtarz Hipokryzji", najnowsze dzieło pochodzącego z Jaworzynki (woj. śląskie) Piotra Jakubczaka wywołało spore kontrowersje. Wszystko za sprawą bohaterów obrazów - czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy przedstawieni zostali jako postacie biblijne. Tryptyk otwiera karykatura Jarosława Kaczyńskiego wiszącego na krzyżu w biało-czerwonych slipkach, pod którym stoi Krystyna Pawłowicz z kotem na tacy, Jezus i prezydent Andrzej Duda z opaską na oczach w narodowych barwach. Równie kontrowersyjne są kolejne dwa dzieła - powożący rydwanem szef MON Antoni Macierewicz z opaską ze znakiem Polski Walczącej w tęczowych barwach, który ciągnięty jest przez byłych współpracowników: Bartłomieja Misiewicza i Edmunda Jannigera (w tle widnieje wrak Tu-154M), a także Beata Szydło w roli Matki Boskiej trzymającej na kolanach ojca Tadeusza Rydzyka. Wystawione na początku maja w Galerii Kukuczka w Istebnej wywołały oburzenie tamtejszych mieszkańców - uznano je za skandaliczne i obrażające uczucia religijne i patriotyczne. Na facebookowym profilu malarza również nie brak komentarzy utrzymanych w podobnym charakterze. "Po prostu wstyd...Ma Pan talent a tak panu namieszano w głowie. To nie jest sztuka i chyba kariery w Polsce pan już nie zrobi. Współczuję", "Sztuka ?!? Opaska w kolorach homosiów i w nim znak Polski Walczącej to sztuka?! WSTYD!!!", "Polski kicz" - piszą. Inni z kolei są zachwyceni sposobem interpretowania rzeczywistości przez autora, nawet wykazują zainteresowanie zakupieniem obrazów. "Trudno o lepszą definicję hipokryzji w 'miesiączkach u Kaczora'. Dla mnie BOMBA", "Cała seria mistrz!!!", "Brawo. Brawo... Dzieło wielce wymowne i wspaniałe. Gratulacje" - dodają. Jakubczak deklaruje, że jego obrazy nie są religijne, a polityczne. "To sprzeciw wobec tego, że ktoś może sobie uzurpować prawo do krzyża. Sprzeciw wobec hipokryzji i zakłamaniu"- mówił w jednym z wywiadów. A Wam obrazy przypadły do gustu?

tryptykPolskaGolgotapolitykakontrowersje

Szykanowano go w szkole, więc uciekł w świat fantasy. Wydał już 25 tysięcy funtów, by stać się elfem!

Luis Padron to 25-letni Argentyńczyk, którego obsesją stał się świat elfów, krasnoludów, smoków i niziołków. Niejednokrotnie spotykały go przykrości ze strony kolegów ze szkolnej ławy, którzy twierdzili, że chłopak jest zbyt "dziwny", żeby mógł przebywać w ich towarzystwie, więc miłości, przyjaźni i zrozumienia postanowił poszukać w nierealnym świecie, zwłaszcza w świecie znanym z filmów "Labirynt" czy "Niekończąca się opowieść". To właśnie one sprawiły, że Luis postanowił upodobnić się do postaci w nim występujących. Po licznych lekturach i filmowych seansach odnalazł swój ideał - dla Luisa stał się nim elf, a jego celem stała się przemiana w tę fantastyczną postać. Najpierw Luis rozjaśnił włosy i skórę, później odessał sobie tłuszcz z podbródka, przeszedł operację nosa, laserowo usunął owłosienie z każdego fragmentu ciała, a następnie operacyjnie zmienił kolor oczu z brązowych na krystalicznie niebieskie. Nieobce są mu także wypełniacze i botoks. Na dotychczasowe zabiegi wydał już 25 tysięcy funtów, czyli ponad 125 tysięcy złotych. W planach ma jeszcze operację uszu, przeszczep włosów i... wydłużenie kości! Miesięcznie na kremy, farby do włosów, kosmetyki, zabiegi pielęgnacyjne, które pomagają mu utrzymywać ciało po operacjach w korzystnej formie wydaje ponad 20 tysięcy złotych. "Chcę być elfem, aniołem, postacią fantastyczną. Moim celem jest wyglądać 'nieludzko', eterycznie, wdzięcznie i delikatnie. Mam własny ideał piękna i chcę go osiągnąć bez względu na wszystko" - mówi wprost.

zmianawelfakontrowersjeoperacjeplastyczne

Kosztują krocie, a wyglądają na "uwalone błotem". Internauci zszokowani ofertą luksusowego domu towarowego!

Nordstrom, jeden z ekskluzywnych, amerykańskich domów towarowych nową ofertą wprawił w osłupienie swoich dotychczasowych klientów i rzesze internautów. Dżinsy i kurtki, które wyglądają jakbyśmy godzinami taplali się błocie okazały się zbyt dużym "wyzwaniem" nawet dla topowych fashionistek, a sieć została zalana lawiną krytycznych komentarzy. "Mocno zużyte dżinsy w kolorze niebieskim, które doświadczyły ciężkiej pracy, z popękaniami i powłoką z błota pokazującą, że nie boisz się pobrudzić" - tak pokrótce opisano jeden z modeli spodni dla "bogaczy" - Barracuda Straight Leg Jeans, za które trzeba zapłacić prawie 1700 zł! "To jest najgłupsza rzecz, jaką dziś widziałam, a jestem pielęgniarką na pogotowiu!" - napisała jedna z internautek. Największym krytykiem "uwalonych błotem" dżinsów został jednak Mike Rowe, amerykański prezenter znany z programu "Brudna robota", w którym pokazuje ludzi pracujących w ekstremalnych warunkach. "Dżinsy, które wyglądają, jakby były noszone przez kogoś, kto ciężko pracuje zostały zrobione dla ludzi, którzy tego nie robią. 'Zamszowa błotnista powłoka' udaje prawdziwe błoto. Coś, co sprzyja 'iluzji pracy'. Złudzenie wysiłku, a dla tych, którzy faktycznie je kupują, iluzja zdrowego rozsądku. To nie są spodnie. To nie jest nawet moda. To strój dla bogatych ludzi, którzy pracę postrzegają jako ironię a nie ikonę" - napisał oburzony na swoim Facebooku. Chyba nie o taki rozgłos chodziło twórcom tych "uwalonych" ubrań. Dokąd zmierza moda, dokąd?

ześmietnikamodakontrowersje

Ceną za egzotyczne podróże jest seks! Ta aplikacja wywołuje wiele kontrowersji!

Kto z nas nie marzy o tym, by wyrwać się z dobrze sobie znanych terenów i odbyć podróż w dalekie kraje, a najlepiej zwiedzić cały świat? Niestety wiąże się to z niemałymi kosztami, chociaż niektórzy potrafią sprytnie zaplanować naprawdę tanio taką eskapadę, podróżując np. jedynie stopem. Sposobem na "tanie" podróżowanie ma być również aplikacja Miss Travel. Jednak pod pojęciem "tanie" kryje się pewien haczyk. Jak twierdzi część jej użytkowników, jest nim seks. Miss Travel niewiele różni się od aplikacji randkowych - zakłada się profil, dodaje się zdjęcia, opisy, podróżnicze plany... Kolejnym krokiem jest wybór jednej z trzech dostępnych opcji: pierwszą jest opcja "Zabierz mnie ze sobą" skierowana do tych, którzy oferują swoje towarzystwo w wojażach, druga "Mam swój własny bilet" zakłada poszukiwanie kogoś do podziału kosztów pobytu, a trzecia "Mam wolny bilet" to wariant dla poszukujących kompana. Użytkownicy aplikacji, którzy z niej skorzystali, w wywiadzie udzielonym internetowemu magazynowi TheCultureTrip.com mówią wprost, że każdy, kto rozpoczyna swoją przygodę z Miss Travel ma świadomość tego, że walutą jaką płaci się za egzotyczne podróże jest seks.Większość zarejestrowanych na platformie osób to mężczyźni, których średnia wieku to 35 lat, natomiast średnia u kobiet to 27 lat. Czy zamiarem twórców było podróżowanie za seks, czy aplikacja sama rozwinęła się w taki sposób?

podróżowaniezasekspodróżekontrowersje

Kontrowersyjne przedstawienie w podstawówce w Skawinie. Dzieci zaprezentowały egzekucję poprzez strzał w tył głowy!

Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 w Skawinie (woj. małopolskie) w ramach cyklu zajęć pod nazwą "Dwójkowa Lekcja Historii" pod okiem nauczycieli przygotowali przedstawienie poświęcone historii żołnierzy wyklętych. Podczas jednej ze scen 11-latkowie zaprezentowali ubecką egzekucję poprzez strzał w tył głowy. Cała scena trwała trzy minuty. Grający ubeków chłopcy udawali najpierw uderzanie w twarz i niemy krzyk, a potem jeden z małych aktorów wyciągnął pistolet i symulował strzał w tył głowy swych kolegów. Po egzekucji "ciała ofiar" zostały przykryte czarną płachtą... Zdjęcie z przedstawienia zamieścił na swoim profilu na Facebooku jeden z szokowanych widzów z podpisem: "Polska 2017: w Skawinie 11-latki bawią się w strzelanie sobie w potylicę. Ku chwale wyklętych". Fotografia wywołała w sieci skrajne emocje - jedni wskazują na zbyt młody wiek aktorów i odbiorców, drudzy natomiast są zwolennikami właśnie takiej lekcji historii. "Co złego jest w pokazywaniu 11-latkom, że mordowanie niewinnych ludzi jest złe?" - pisze jeden z internautów. Drugi dodaje: "Nie rozumiem waszego wzburzenia. Od najmłodszych lat należy budować w dzieciach świadomość. Jeżeli podczas przedstawienia została zachowana powaga, nie widzę żadnego problemu w dosłownym pokazaniu historii i tragizmu żołnierzy wyklętych". Przeciwnicy z kolei głośno mówią, że to przedstawienie było "chore". "Biedne dzieci - nie dość, że mają głupich dorosłych w szkole, to jeszcze głupich rodziców w domu", "To jakiś koszmar. Totalne zidiocenie" - piszą. Dyrektor szkoły twierdzi, że rodzice uczniów byli dobrze zaznajomieni ze scenariuszem przedstawienia i mieli świadomość, że znajduje się w nim tak dosadna scena. Czy tak powinny wyglądać lekcje historii w szkole podstawowej?

szkolneprzedstawieniedziecikontrowersje

Naga modelka w chłodni reklamuje sklep lokalnego rzeźnika. Społeczność podzielona

Małym australijskim miasteczkiem Lancelin wstrząsnęła nowa reklama lokalnego sklepu mięsnego "Down Under" prowadzonego przez niejakiego Darrena Gerranda. Mężczyzna wraz z fotografem Kymem Illmanem postanowili zaryzykować z kampanią reklamową. Do promocji sklepu użyli zdjęcia nagiej modelki leżącej w chłodni w towarzystwie rozmaitych mięsnych wyrobów: surowych steków czy kiełbas. Jakby tego było mało ciało kobiety zostało podzielone na części, które zostały wymownie podpisane - klienci (zgodnie z opisem) "mogą liczyć" na jej udka, żeberka czy piersi... Mieszkańców Lancelin reklama podzieliła na dwa obozy: jedni chwalą wykorzystanie ciała modelki do promocji, często wyrażając to w dosadnych komentarzach typu: ""I to się nazywa zestaw na grilla", "Wpadnę po piersi", "To jest mięso, jakie lubię!". Drudzy zaznaczają, że nigdy więcej nie zrobią tam zakupów, bo właściciel tą reklamą pokazał jak traktuje kobiety... Czy według Was jest to dobry sposób na promocję lokalnego biznesu?

modelkaurzeźnikakontrowersjereklamy