Budzik z funkcją orgazmu nowym hitem. To urządzenie gwarantuje przyjemne pobudki!

Poranne wstawanie nie należy zazwyczaj do przyjemności... a gdyby tak być budzoną orgazmem? Pytanie to musiał sobie zadać producent urządzenia "Little Rooster", które łączy funkcje budzika i wibratora. Niewielki różowy gadżet można zaprogramować na dowolną godzinę. Kiedy pojawi się ona na wyświetlaczu, urządzenie zaczyna wibrować - najpierw powoli, a później z coraz większą intensywnością. Pobudka powinna trwać ok. 5 minut, ale twórcy tego gadżetu pomyśleli również o funkcji "drzemki". "Little Rooster" ma 27 stopni wibracji i kosztuje 76 funtów. Posiada także możliwość budzenia w tradycyjny sposób - przy pomocy wgranej melodii. Pierwsza seria została wyprzedana w bardzo krótkim czasie, dlatego producent zapowiada kolejną już w październiku. Panie, które przetestowały wibrujący budzik, przyznają, że sprawdza się on o każdej porze dnia i nocy ;)

dladorosłychkobietainnowacje

Jej zdjęcie tuż po porodzie z położną przy boku wywołało poruszenie. Towarzyszy mu ważny apel!

Najczęściej słyszy się o cudownym uczuciu, jakim jest pierwszy kontakt z dzieckiem tuż po porodzie. Ten dotyk, zapach... Tego się nie zapomina. Jednak o tym, co dzieje się potem, już tak wiele się nie mówi. Kobieta po porodzie jest fizycznie wykończona, jej ciało drży, nie może zapanować nad opadającymi sennie powiekami, ledwie się porusza. Zwłaszcza w tych pierwszych godzinach po urodzeniu dziecka potrzebuje ona u boku osób, które będą mogły pomóc jej oswoić się z nową sytuacją, będą mogły choć trochę ukoić jej ból. Dużą rolę odgrywają w tych chwilach położne i pielęgniarki. To one dają cenne wskazówki, pokazują jak zajmować się maleństwem... Niestety o ich roli często się zapomina. Jill Krause, matka czwórki dzieci, prowadząca blog BabyRabies.com, postanowiła o tym przypomnieć wymownym zdjęciem. Kobieta na Facebooku podzieliła się fotografią autorstwa przyjaciółki, która z miejsca obiegła sieć. Widzimy na niej Jill w łazience, obok której klęczy położna. Pokazuje ona młodej mamie, jak umieszczać lód na bieliźnie, by uśmierzyć ból. "Nigdy nie zapomnę twarzy pielęgniarki, która poszła za mną do łazienki. To były chwile, kiedy byłam tak przewrażliwiona, tak zmęczona i przestraszona. Brzuch mi spuchł. Pielęgniarki traktowały mnie z ogromną życzliwością i uprzejmością. Czułam, że naprawdę mogę liczyć na personel" - napisała obok fotografii. Jill zaapelowała, by dziękować pielęgniarkom i położnym za wszystkie małe i duże rzeczy, dzięki którym czas po porodzie był choć trochę łatwiejszy.

pomocpołożnejkobietazdjęcia

Dzięki ekstremalnie długim rzęsom znalazła się w Księdze Rekordów Guinnessa! Przeraża?

Im dłuższe, gęstsze, bardziej wyraziste, tym lepiej. Chociaż nastała moda na sztuczne rzęsy, to i tak nic nie jest w stanie zastąpić tych naturalnych. Tusze i rozmaite odżywki dają różny efekt, ale jedno jest pewne - 59-letniej You Jianxii z Szanghaju nie dorówna nikt (i chyba dobrze!). Kobieta od kilku dni jest bowiem oficjalnie dumną właścicielką najdłuższych rzęs na świecie. Najpokaźniejsze z nich mają długość aż 12,4 cm, czyli 124 mm, przy czym średnia długość rzęs to jedynie 10 mm! Jak to możliwe, że te 59-latki są aż tak ogromne? You twierdzi, że na ich rozwój znaczący wpływ miała zmiana stylu życia (w 2013 roku zrezygnowała ona z funkcji dyrektora funduszu inwestycyjnego i zajęła się hodowlą róż). Teraz, gdy jej nazwisko widnieje w Księdze Rekordów Guinnessa dba, by żadna, choćby najmniejsza rzęsa się nie ułamała lub wypadła. Trudno uwierzyć, że ponad 12-centymetrowe "twory" nie są dla niej kłopotliwe, np. nie łaskoczą jej twarzy czy nie wchodzą jej do zębów! Zdjęcia You, które można zobaczyć w sieci, wywołują mieszane uczucia. Kobieta nie jest jednak jedyną osobą na świecie, która posiada tak okazałe rzęsy, gdyż o wpis do Księgi Rekordów Guinnessa ubiegało się ponad 500 chętnych! Jest im czego zazdrościć?

najdłuższerzęsynaświeciekobietarekordGuinnessa

Pierwszy dzień szkoły w 67-letniej sukience. Dziewczynka miała ku temu piękny powód!

Niektóre rodziny z pokolenia na pokolenie przekazują zegarki czy suknie ślubne. Rodzica Hirtów ma zupełnie inną tradycję. Jej członkinie od 67 lat przekazują sobie żółto-fioletową sukienkę, którą dziewczynki wkładają w ich pierwszy dzień pójścia do szkoły. Aż 19 sióstr i kuzynek miało na sobie tę specjalną kreację. Sukienka przemierzyła 7 amerykańskich stanów i została poddana kilku renowacjom. Jej historia sięga 1950 roku, kiedy prababcia mieszkającej w Kolorado Jenny Hirt uszyła ją dla swoich córek. Pierwszą dziewczynką, która miała na sobie tę sukienkę była Martha Esch, ciotka Jenny. To ją widzicie na zdjęciu obok. Kolorowa fotografia przedstawia młodszą córkę Jenny, 4-letnią Caroline. Po poznaniu tej historii nie sposób nie przyznać, że zachowywane z dumą tradycje to coś pięknego :)

sukienkaz1950rokukobietarodzina

Spieszyła się na wieczór panieński. Przez to, co zrobiła w pociągu, stała się gwiazdą polskiej sieci!

"Pociąg relacji Kraków Główny-Przemyśl 05:47. To mogła być jedna z nas" - czytamy na facebookowym profilu Chujowa Pani Domu obok zdjęcia, które z miejsca podbiło serca polskich internautów. Dlaczego? Wczesna pora, zaspani pasażerowie i kobieta... z żelazkiem w dłoni, nie oglądająca się na innych! Nic dziwnego, że przykuła uwagę podróżnych (stąd zdjęcie). Fotografia umieszczona na wyżej wspomnianym profilu doczekała się już prawie 75 tysięcy polubień, ponad 2 tysięcy komentarzy i tysiąca udostępnień. "PKP - Prasuj Koszule Prędko", " Że ja na to nie wpadłam na ostatniej podróży. W 7 godzin to bym na pół roku do przodu wyprasowała", "Ma sens! Kto prasuje ubrania rano przed podróżą? Ubrania, które i tak wygniotą się w drodze" - piszą zachwyceni. Zdawać by się mogło, że odnalezienie sprawczyni całego internetowego zamieszania będzie graniczyło z cudem, jednak prasująca w ekstremalnych warunkach kobieta (okazała się nią 25-letnia mieszkanka Limanowej) postanowiła wytłumaczyć swoje postępowanie, czym zaskarbiła sobie przychylność kolejnych osób. "Dziewczyny. Spieszyłam się na panieński do Lwowa, a że przyjechałam w ten sam dzień do Polski z pracy, to nie miałam czasu na takie pierdoły jak prasowanie. Przypadkiem zabrałam ze sobą żelazko (wszak kobieta powinna być przygotowana na każdą ewentualność) i stoliczek przekształciłam w prasowalnicę. Dzięki PKP nie wyglądałam jak wymięty mietek" - napisała. Tak nawiasem mówiąc (w zasadzie to pisząc ;)), istnieje coś takiego jak extreme ironing - specyficzny sport ekstremalny polegający na prasowaniu ubrań w trudno dostępnych miejscach. Uprawiających tą dyscyplinę nazywa się "ironmenami". Bohaterka tej historii z pewnością by się do tego sportu nadawała!

prasowaniewpociągukobietatransport

Dostała 100 batów za spacer z mężczyzną, który nie był jej mężem. Całej sytuacji przyglądały się tłumy!

Szariat (z arabskiego "droga prowadząca do wodopoju") to prawo kierujące życiem wyznawców szyickiej i sunnickiej odmiany islamu. Dotyczy ono każdej sfery życia muzułmanina m.in. obowiązków religijnych, małżeństwa i rozwodu, polityki czy ekonomii. Za nieprzestrzeganie jego dyrektyw przewidziane są bardzo surowe kary. Przykładem jest sytuacja, do której doszło ostatnio w indonezyjskiej prowincji Aceh (w Indonezji z 250 milionów mieszkańców aż 90 procent jest wyznawcami islamu). 30-letnia Mazidah została skazana przez muzułmański trybunał arbitrażowy na 100 batów za spacerowanie z mężczyzną, który nie był jej mężem! Karę za "cudzołóstwo" wykonano natychmiast na oczach tłumu sąsiadów kobiety. Z powodu odniesionych obrażeń twardym narzędziem Mazidah została przewieziona do szpitala. Jak donosi abc.net.au, mężczyzna, z którym spacerowała, również został ukarany w ten sam sposób, jednak nie wymagał on hospitalizacji. Dane na temat podobnych przypadków są zatrważające. Tylko w tamtym roku w Aceh kara chłosty miała zostać wykonana aż 339 razy!

nieludzkieprawokobietaislam

"Wyglądasz za dobrze na depresję" - usłyszała kiedyś od lekarza. Dziś uzmysławia ludziom, że nawet uśmiech może oznaczać problem!

"Niebezpiecznie jest myśleć, że zdrowie psychiczne ma 'twarz', 'wygląd'" - pisze w imieniu wszystkich zmagających się z depresją 23-letnia Milly Smith z Anglii. Cierpiąca na tę chorobę dziewczyna w wieku 14 lat doświadczyła u lekarza sytuacji, która uświadomiła jej niesamowitą skalę ignorancji wobec tych, którzy mają problemy psychiczne. Licząc na pomoc ze strony specjalisty, udała się do jednego z gabinetów. Niestety, zamiast ratunku spotkała ją niezwykła przykrość. "Lekarz przyjrzał mi się uważnie, po czym stwierdził, że nie wyglądam na osobę, która ma depresję. Te słowa do dzisiaj odbijają się echem w mojej głowie. Wtedy, jako nastolatka, czułam się zażenowana. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale byłam przekonana, że wszyscy będą się ze mnie śmiać. Jak w takim razie powinna wyglądać osoba, która cierpi na depresję? Nosić kostium samobójcy i ściskać w dłoniach opakowanie tabletek przeciwbólowych!?" - pisze Milly na Instagramie, nie kryjąc oburzenia. Dziewczyna oprócz depresji zmaga się także z chronicznym bólem, z którym walczy przy pomocy morfiny. Często miewa także myśli samobójcze. Wszystkie jej zmory dla obcych ludzi, których mija na ulicy, nie są zauważalne. Przykrywa je makijaż i szeroki uśmiech. By uzmysłowić wszystkim, że nawet załamana osoba może wyglądać dobrze, na Instagramie publikuje wymowne zdjęcia. Ma nadzieję, że dzięki nim choć trochę zmieni się podejście do chorych. "Przestańcie nas stygmatyzować. Nie oceniajcie po wyglądzie. Czasami czujemy się lepiej, czasami nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować. Po prostu bądźmy dla siebie dobrymi ludźmi" - pisze. Zobaczcie, co ma na myśli!

depresjanaInstagramiekobietaproblemypsychiczne

Prawdziwy horror! Kobieta "zombie" siedziała w parku i krzyczała. Niebezpieczne narkotyki powodują TO!

Podczas powrotu do swojego domu przez park Midsummer Common w Cambridge, dwójka rodzeństwa usłyszała dziwne krzyki. Obok ścieżki rowerowej siedziała postać. 20-letni mężczyzna kazał jechać siostrze dalej, a sam wrócił w miejsce skąd dobiegały odgłosy. Dochodziła 2 w nocy. Na ścieżce w parku dostrzegł ubraną w ciemną bluzę kobietę. Chłopak włączył kamerę. Kobieta miała bladą twarz i przeraźliwie krzyczała, prosiła o pomoc. Jej oczy ciągle się przewracały, a głowa w nienaturalny sposób się wykrzywiała. "Gdyby wstała i zaczęła iść w moim kierunku, uciekłbym" - mówi autor nagrania. "Myślę, że w okolicy musi być dobrze znana, bo sporo ludzi widziało ją wcześniej". Według służb kobieta była pod wpływem narkotyków. Najprawdopodobniej zażyła środki o nazwie "spice" i "black mamba", który nie bez powodu nazywany jest "narkotykiem zombie". Obydwa narkotyki opisywane są jako pochodne marihuany, działają w podobny sposób, jednak powodują większe halucynacje. Samo "black mamba" jest silniejszym środkiem, który powoduje trudności z oddychaniem, wymioty i utratę kontroli nad częściami ciała.

narkotykikobietahorror

Przez rzadką chorobę orgazmy są dla niej utrapieniem. "Cała rodzina myślała, że jest dziwką"

O PGAD słyszało niewielu. Zespół uporczywego podniecenia genitalnego jest jednak zmorą sporego grona osób. Ta niestety nieuleczalna choroba wprowadza organizm w stan ciągłego podniecenia seksualnego. Cierpiące na nią osoby albo osiągają wielokrotne orgazmy (nawet 300 razy na dobę), które dają bardzo krótkie uczucie pewnego rodzaju ulgi, albo nie osiągają ich wcale, sprawiając, że chory wielokrotnie masturbuje się, próbując zaznać niemożliwej przyjemności. Ciała będące w ciągłym podnieceniu są spuchnięte i obolałe. PGAD uniemożliwia wykonywanie normalnych czynności - chorzy nie podejmują pracy, boją się wyjść z domu, by nie zostać wyszydzonym przez tłum. O zespole uporczywego podniecenia genitalnego wprost mówi zmagająca się z nim od lat 23-letnia Amanda McLaughlin z Michigan. Zanim została zdiagnozowana lekarze podejrzewali u niej uzależnienie od seksu. Niektórzy jej objawy traktowali jako błahostkę. "Jako nastolatka ciągle się masturbowałam. Robiłam to zdecydowanie więcej niż moi rówieśnicy. Czułam, że coś jest nie tak. Kiedy mówiłam innym, że wciąż czuje potrzebę uprawiania seksu, nikt nie brał tego na poważnie" - mówiła w jednym z wywiadów. W jej przypadłość trudno uwierzyć było także jej matce. "Cała rodzina myślała, że jest dziwką, a ja uważałam ją za hipochondryczkę. Uważałam, że udaje" - przyznaje kobieta. Choroba wywołała u 23-latki także depresję. Na szczęście może jednak liczyć dziś na wparcie rodziny i ukochanego. Jej historia pokazuje, że nie można oceniać ludzi, nie wiedząc, jaka jest ich historia.

wykańczająceorgazmykobietachoroba

Po odstawieniu alkoholu schudła 62 kg. "Wyglądam i czuję się o 20 lat młodsza!"

37-letnia Misty Mitchell jeszcze niedawno ważyła 136 kg. Była uzależniona od fast-foodów i alkoholu. Ilość wódki, jaką dziennie spożywała (czasami nawet pół litra), przekładała się na 1000 "pustych" kalorii! Rano "zajadała" kaca i tak jej problemy zataczały koło. Młoda matka po operacji przepukliny kręgosłupa postanowiła jednak zadbać o siebie i diametralnie zmieniła nawyki żywieniowe. Odstawiła napoje wyskokowe oraz wysoko węglowodanowe posiłki i zapisała się na siłownię. Dzięki zdrowej diecie i ćwiczeniom Misty schudła 62 kg. Zawartość tłuszczu w jej organizmie obniżyła się z 60 procent do 25. "To niesamowite uczucie!" - mówi 37-latka. Po niezwykłej metamorfozie jest nie do poznania! Sama przyznaje nieskromnie, że wygląda i czuje się, jakby ubyło jej 20 lat! I nie ma w tym ani krzty przesady! Zdjęcie, które przedstawia jej przemianę, zostało zrobione zaledwie 3 tygodnie temu. Po starej Misty zostało już tylko siwe pasemko ;)

dietabezalkoholuzdrowiekobieta

Podróże w kosmos. Te kobiety są najodważniejszymi w całym Układzie Słonecznym!

Kto z Was nie marzył o podróży w kosmos. Zobaczenie Ziemi z góry to wielkie przeżycie i zapierający dech w piersiach widok. Te panie nie poprzestały na marzeniach i spełniły je. Pierwsza to Peggy Whitson, 57-latka, która tym samym stała się najstarszą kobieta w kosmosie. Poza ziemią spędziła łącznie w trzech misjach 665 dni! Karierą astronautki zainteresowała się po Programie Apollo. Podczas ostatniej swojej wyprawy prowadziła badania na temat nad rakiem płuc, miękiszem gąbczastym oraz komórkami tkanki kostnej. Drugą jest Sunita Williams, która w kosmosie spędziła ponad 322 dni. W przestrzeni kosmicznej spacerowała przez blisko 50 godzin – najdłużej spośród kobiet. W rozmowie dla National Geographic kobieta mówiła, że gdy czasem się nudzi udaje się do stacji rosyjskiej, a tam z innymi astronautami pije herbatę i rozmawia o życiu. Sunita jest też jedną z kobiet, która w kosmosie uprawiała triathlon. Biegała na bieżni, jeździła na rowerze, zamiast pływania natomiast wykonywała specjalne ćwiczenia zastępujące tą czynność! Obie panie pokazują, że nie trzeba być mężczyzną aby dokonywać rzeczy wydających się nie do zrealizowania! Niech dziś zostaną one naszymi autorytetami, dzięki którym sięgniemy po własne marzenia!

kobietaKosmospracawkosmosie

18-letnia Ukrainka wystawiła na aukcji swoje dziewictwo. "Lepiej zrobić to w ten sposób, niż będąc pijaną podczas jakieś imprezy"

Żyjemy w czasach, kiedy dziewictwo traktowane jest jak produkt. Kiedy coraz więcej młodych kobiet poddaje się zabiegowi odtworzenia błony dziewiczej, inne wystawiają na sprzedaż swoją pierwszą noc spędzoną z mężczyzną. "Wcześniej czy później będę musiała się z tym pożegnać. Lepiej zrobić to w ten sposób, niż będąc pijaną podczas jakieś imprezy" - uważa 18-letnia Yulia. Ukrainka za pośrednictwem strony Torbinka.com zamieściła ogłoszenie zatytułowane "Dziewictwo na sprzedaż". Z opisu dowiadujemy się, że nastolatka szuka "prawdziwego mężczyzny". Cnotę oddaje za 500 tysięcy hrywien (ok. 70 tysięcy złotych). Studentka zaznacza, że potrzebuje tych pieniędzy i nie przeznaczy ich na "rozrywkę". Odmawia jednak przyznania, na co wyda całą kwotę. Chętnym umożliwia kontakt przez Skype'a. Jeśli mężczyzna będzie tego wymagał, gotowa jest poddać się badaniu ginekologicznemu, aby potwierdzić, że nie miała wcześniej żadnego partnera. "Nie będzie żadnej konkurencji. Powiem 'tak' pierwszemu prawdziwemu mężczyźnie" - 18-latka jest zdeterminowana, chociaż przyznaje, że do tej pory nie otrzymała żadnego poważnego zgłoszenia.

dziewictwonasprzedażkobietapieniądze

Urodziła na ulicy, a chwilę później wzięła dziecko, tobrę z zakupami i poszła do domu. To wideo wprawia w osłupienie!

Wszystkie przyszłe matki chcą rodzić w komfortowych warunkach, otoczone wykwalifikowanym personelem medycznym. Choć coraz więcej kobiet decyduje się na poród w domu, to nadal miejscem, w którym przychodzi na świat najwięcej pociech jest szpital. Jednak nie zawsze można dotrzeć do niego na czas... Można urodzić np. na pokładzie samolotu, w samochodzie, a nawet na drzewie! Kilka dni temu do niecodziennego porodu doszło na jednej z ulic miasteczka Yunfu w prowincji Guangdong w południowo-wschodnich Chinach. Ciężarna kobieta była na zakupach, gdy nagle zaczęły odchodzić jej wody płodowe. Akcja porodowa następowała tak szybko, że nie zdążyła ona poprosić o pomoc. Dopiero gdy dziecko przyszło na świat, do świeżo upieczonej matki podeszły dwie kobiety, by pomóc jej przenieść noworodka w bezpieczne miejsce. Na pomoc medyczną zamiast na szpitalnym łóżku oczekiwała na krześle wśród tłumu gapiów. Najbardziej zaskakujące w całej historii jest jednak to, co stało się potem. Mieszkanka Guangdong nie trafiła do szpitala, gdyż przybyły na miejsce lekarz stwierdził, że zarówno ona jak i jej nowo narodzone dziecko są zdrowi i nie potrzebują hospitalizacji. Kobieta wzięła więc noworodka do jednej ręki, zakupy do drugiej i wróciła do domu! Nie wierzycie? Zobaczcie wideo, które stało się viralem! Część internautów jest pod wrażeniem siły i odwagi matki, inni zwracają uwagę na panującą wokół znieczulicę. Zdaniem Guangdong Televison, bohaterka całego zdarzenia dwa lata temu zaczęła cierpieć na choroby psychiczne, wkrótce potem zniknęła z rodzinnego domu. Bliscy odnaleźli ją dopiero dzięki policjantom, którzy powiadomieni o niecodziennym porodzie odnaleźli ją i zawieźli do szpitala.

poródnaulicykobietaciąża

Szkoła jazdy z Lublina reklamuje się kobiecym orgazmem! "Czemu ma to służyć?" - pytają oburzeni internauci

Dzięki chwytliwemu hasłu reklamowemu można wiele zyskać. Liczy się prostota, humor (oczywiście na poziomie) i oryginalność. Przypadków, w których marketingowcy "popłynęli", można wymieniać w nieskończoność. Kolejnym przykładem ich niefrasobliwości według internautów jest sposób, w jaki swoje usługi reklamuje szkoła jazdy z Lublina o nazwie "Władcy Dróg". "Orgazm u kobiet trwa 4 razy dłużej niż u mężczyzn, tak jak parkowanie" - tak brzmi "dumne" hasło, które znalazło się na plakacie przedstawiającym trzy zaparkowane samochody. Jeden z nich, ten w kolorze czerwonym, miała długo parkować kobieta (z zastrzeżeniem, że nie jest ona jedną z kursantek lokalnej szkoły). Stąd zdaje się nawiązanie "Władców Dróg" do kobiecego orgazmu... Na reakcje internautów, szczególnie internautek, nie trzeba było długo czekać. "Czemu ma służyć ta reklama? Czy twórcy lub właściciele myślą, że slogan jest zabawny? Dla nas na pewno nie i nie skorzystamy z usług tej firmy. Reklama jest seksistowska, poniża kobiety, tylko po to by sprzedać swoje usługi. Nie dotyczy kursantów? A co z kursantkami? A co z pracowniczkami firmy?" - czytamy na facebookowym profilu Lubelskiej Koalicji na Rzecz Kobiet. Zdjęcie kontrowersyjnego plakatu udostępniły też Dziewuchy Dziewuchom. "Władcy Dróg" w swym haśle reklamowym nie widzą jednak niczego złego. Jest to dla nich forma humoru, nie forma ataku na kobiety. Obok negatywnych komentarzy ("Ależ tragiczny strzał w stopę, wow", "Szok i bulwers", "Zamalujcie") pojawiły się też i pozytywne słowa. "Slogan jest jak najbardziej zabawny :D Trochę dystansu do siebie ludzie" -piszą inni. A Wy co myślicie?

reklamaszkołyjazdykobietareklamy

Zagroziła, że usunie ciążę, jeśli jej zdjęcie nie zdobędzie tysięcy udostępnień. Ta akcja zszokowała Twittera!

Internet pełen jest dziwnych akcji. Niektóre z nich, jak dobrze wiemy, potrafią przyprawić niemal o palpitacje serca. Ogromny szok i niedowierzanie wśród internautów wywołała ostatnio dwudziestoparoletnia użytkowniczka Twittera z Florydy o pseudonimie Saipanting, która chwaląc się w sieci swoim ciążowym brzuchem, podpisała zdjęcie w następujący sposób: "4 miesiąc. 4 tysiące udostępnień i nie dokonam aborcji". Kobieta dała w ten sposób jasno do zrozumienia, że jedynie ogromne zainteresowanie sprawą jest w stanie odwieść ją od decyzji o usunięciu ciąży. Jej tweet od razu wywołał wściekłość wśród internautów, którzy nie przebierali w słowach, nazywając ją .m.in. "głupią laską" chcącą zdobyć popularność w social mediach. "Dlaczego? Czy kiedykolwiek pomyślałaś, że to stało się nie bez powodu? Jesteś w połowie drogi. Możesz poszukać pomocy. Są agencje adopcyjne" - napisała jedna z internautek, starając się przemówić Saipanting do rozsądku. Do dyskusji pod kontrowersyjnym zdjęciem włączył się także mężczyzna podający się za ojca dziecka, który był co najmniej zaskoczony oświadczeniem swej byłej partnerki. "Zamiast powiedzieć mi, że to moje dziecko, zdecydowałaś się napisać o tym na Twitterze. Co to ma znaczyć? Powiedziałaś wszystkim, że nie żyję (...)" - napisał oburzony. Choć wielu wątpiło w autentyczność groźby kobiety, jej post doczekał się nie czterech, a ponad dziesięciu tysięcy udostępnień. Po ostrej reakcji wielu użytkowników Sainpanting stwierdziła, że nie znają się oni na żartach... Czy to był żart? Jeśli tak, to jak można żartować z czegoś takiego? Niektórzy chyba nie powinni korzystać z mediów społecznościowych...

skandalicznywpisTwitterkobieta

Od dwóch lat żyje bez pieniędzy. Poznajcie jej historię

Jo Nemeth to 48-latka, która jeszcze dwa lata temu pracowała w pełnym wymiarze godzin. Opłacała wszystkie swoje rachunki oraz mieszkanie. Jednak takie życie zaczęło ją męczyć, popadała w stany stresowe. Kobieta postanowiła rzucić dotychczasowe zajęcie oraz wyprowadzić się z miasta. Po rozmowach z przyjaciółmi udało się jej zamieszkać na farmie należącej do dwójki z nich. Zbudowała sobie własny mobilny dom z materiałów recyklingowych. Obok niego posadziła ogródek warzywny, z którego czerpie żywność. Za ostatnie pieniądze wybrane z banku, zakupiła panele słoneczne. Jak sama mówi: "To bardzo, bardzo mały system, wystarczy na naładowanie mojego laptopa i telefonu oraz uruchomienie światła". Jo korzysta z internetu kiedy ma dostęp do bezpłatnego WiFi lub kiedy znajduje się w domach znajomych. Wiele osób chciało dać jej pieniądze, kobieta jednak wciąż odmawiała, twierdząc, że nic więcej jej nie potrzeba. W razie konieczności może skorzystać z pomocy przyjaciół. Nemeth jest też wolontariuszem na targach ekologicznych, w zamian za swoją pomoc dostaje zapasy żywności. Kobieta wymieniła prysznic z gorącą wodą na wiadro z zimną, a pralkę na możliwość prania ręcznego. Nemeth przyznaje też, że jedzenie bez pieniędzy może być trudne, i czasami ucieka się do "nurkowania w śmieciach" przy restauracjach i kawiarniach, gdzie często znajduje dobre jedzenie. Czasem też otrzymuje jedzenie od sprzedawców sklepów, którzy mają wyrzucić wiele produktów. Jo Nemeth chce zainspirować innych do mniejszej konsumpcji i bezstresowego życia. "Nie spodziewam się, że inni będą żyć całkowicie bez pieniędzy, ale bardzo chciałbym, aby inni ludzie znacznie zmniejszyli konsumpcję" - powtarza kobieta. Tutaj znajdziecie link do bloga, który prowadzi https://jolowimpact.wordpress.com

kobietapieniądzerecykling

"Gwałt tylko początkowo jest straszny..." - komentarz pracownika włoskiej organizacji po tragedii Polaków w Rimini wywołał burzę!

O włoskim dramacie pary Polaków mówi od kilku dni cały świat. W nocy z 25 na 26 sierpnia na plaży w Rimini, jednym z najbardziej obleganych miast turystycznych nad północnym Adriatykiem, polskie małżeństwo zostało napadnięte przez czterech mężczyzn (jak zdołali ustalić prowadzący postępowanie, byli to imigranci z północnej Afryki w wieku 20-30 lat. 26-latka została kilkakrotnie zgwałcona na oczach męża, który brutalnie pobity nie był w stanie udzielić jej pomocy. Sprawcy ograbili parę i uciekli. Po barbarzyńskiej napaści małżeństwo trafiło do szpitala. Wypowiadający się na temat tragedii polskich turystów nie kryją oburzenia, zewsząd płyną też dla nich wyrazy współczucia. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich gwałt jest czynem zasługującym co najmniej na karę więzienia. "Gwałt tylko początkowo jest straszny, potem kobieta staje się spokojna i się z niego cieszy" - wpis o takiej treści pojawił się na facebookowym profilu pracownika włoskiej organizacji Cooperative Lai-Momo z Bolonii, niejakiego Abida Jee, w związku ze zdarzeniami w Rimini. Wokół jego słów natychmiast rozpętała się burza! Mężczyzna pracujący jako mediator usunął już swój wpis, ale nie umknął on uwadze szefowej organizacji, Silvi Festi, która zwolniła go z pracy, podając, że jego wpis był autentyczny. Kobieta podkreśliła, że jego słowa były nieludzkie i wysoce niestosowne. Głos w sprawie skandalicznego komentarza zabrał także radny Bolonii, który ocenił, że takie słowa niegodne są roli mediatora, osoby, której zadaniem jest przecież pomaganie zwaśnionym stronom w komunikacji. Oby więcej nie padły podobne słowa!

tragediawRiminikobietagwałt

To prawdziwa żywa lalka! Wszędzie, gdzie się pojawia, wzbudza ogromną sensację! [GALERIA]

Gruba warstwa podkładu w odcieniu porcelany, wyrazisty makijaż oczu i ust, hipnotyzujące, niemal przezroczyste szkła kontaktowe, peruki w rozmaitych kolorach, krótkie bawełniane sukienki i białe rajstopy - tak prezentuje się większość młodych dziewczyn, które za wszelką cenę dążą do tego, by stać się "żywymi lalkami". Często ich pragnienie bycia idealną plastikową zabawką wiąże się z wizytami w klinikach chirurgii plastycznej, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi perfekcyjna figura (zabieg usuwania żeber to już niestety norma). Kult żywej lalki obecny jest przede wszystkim w Japonii, gdzie widok porcelanowych laleczek na ulicach nikogo nie dziwi. Hitomi Komaki, mieszkaniec Kraju Kwitnącej Wiśni, zrobił jednak coś, co zaskoczyło tamtejszych zwolenników sztuczności. Dla pań, które chcą choć na chwilę stać stać się "uosobieniem słodyczy" stworzył jedyną w swoim rodzaju Lulu Hashimoto, atrapę idealnego kobiecego ciała. Kostium Lulu jest jeden i mogą go nosić tylko uprzywilejowane osoby m.in. tancerki, projektantki mody czy modelki. Krew w żyłach mrozi fakt, że nigdy nie wiadomo, czyja twarz znajduje się pod maską. Wszędzie, gdzie Lulu się pojawia, przyciąga spojrzenia jak magnes! "Wielu ludzi nazywa mój projekt fetyszem, ale dla mnie to nie fetysz, a moda. To jak noszenie ładnych ubrań lub zakładanie fałszywych rzęs, aby stać się bardziej uroczą" - mówi jej twórca. Zdolność Lulu do rozmycia linii między rzeczywistością a fikcją zaskoczyła fanów mediów społecznościowych, gdzie ma rzesze obserwatorów. Dzięki swojej rosnącej popularności i nieskazitelnemu wyglądowi Lulu stała się twarzą corocznego pokazu piękności Miss ID, na którym prezentowane są modelki tworzone przez grafików i programy komputerowe. Wygląda nieco upiornie, prawda? Zobaczcie jej zdjęcia!

żywalalkakobietauroda

Gigantyczna pensja i same luksusy. Ta oferta dla niani wywołała prawdziwe poruszenie!

100 tysięcy funtów rocznie (w przeliczeniu na naszą walutę to ponad 450 tysięcy złotych na rok), podróże po świecie, zakwaterowanie w luksusowych rezydencjach m.in. w Londynie czy na Barbadosie, dostęp do aut najwyższej klasy (Porsche, Maserati lub Range Rovera), posiłki serwowane przez kucharza z gwiazdką Michelin - to tylko niektóre udogodnienia czekające na... nianię! Trudno w to uwierzyć, ale tak, to prawda! Takie luksusy znalazły się w ogłoszeniu, które na portalu www.childcare.co.uk zamieściła pewna zamożna rodzina z Londynu poszukująca opiekunki do czwórki swoich dzieci w wieku 2, 5, 7 i 15 lat (link do ogłoszenia: https://www.childcare.co.uk/profile/2398492). Oczywiście przepych i gigantyczna pensja idą w parze z wymaganiami, jakie stawiają przyszłej niani majętni rodzice. Kandydatka (albo kandydat) na to stanowisko musi mieć przynajmniej 15 lat doświadczenia w zawodzie, musi posiadać wykształcenie związane z psychologią dziecięcą, brytyjskie prawo jazdy, a także... kurs samoobrony! O jakichkolwiek nałogach oczywiście nie może być mowy! Rodzice zaznaczają także, że o tę pracę powinny ubiegać się osoby nieposiadające własnych dzieci i dyspozycyjne sześć dni w tygodniu od 7.00 do 20.00. Nawet gdy ktoś spełnia te wymagania, nie otrzyma pracy, jeśli nie przypadnie do gustu pociechom. Jak donoszą zagraniczne media, do tej pory rodzina otrzymała ponad tysiąc aplikacji, jednak ani jeden kandydat nie sprostał ich wymaganiom. Macie jeszcze szansę! ;)

ofertadlanianikobietapieniądze

Karmi piersią 3-letniego syna i pokazuje to na Instagramie. "To kobieca pedofilia" - piszą internauci!

W pierwszym tygodniu sierpnia w ponad 120 krajach, w tym także w Polsce, obchodzono Światowy Tydzień Karmienia Piersią. Głównym założeniem tej niezwykłej inicjatywy jest promowanie karmienia wyłącznie mlekiem matki przez pierwsze pół roku po narodzinach dziecka. Jak wskazują badania, mleko matki dla zdrowia malucha ma ogromne znaczenie: zmniejsza u niego ryzyko wystąpienia wielu chorób, infekcji, a nawet alergii. Co odważniejsze mamy publikowały z tej okazji w mediach społecznościowych zdjęcia przedstawiające je ze swoimi maluchami przy piersi, inne w swych postach podkreślały nie tylko rolę pokarmu matki, ale także niesamowitą więź z dzieckiem, jaka się dzięki temu nawiązuje. Głośną zwolenniczką karmienia piersią jest Yaki Di Roma, amerykańska fotografka wenezuelskiego pokolenia, która na Instagramie i Facebooku publikuje zdjęcia przedstawiające ją podczas karmienia cierpiącego na autyzm synka o imieniu Hans. Mimo że chłopiec ma już trzy lata, Yaki nie zrezygnowała z przystawiania go do piersi. "Staram się popularyzować karmienie piersią na swoich profilach. Dlatego postanowiłam walczyć o tolerancję razem z dzieckiem" - mówi Yaki. Kobieta przyznaje, że z tego powodu pod jej adresem padają okropne zarzuty, m.in. że jest to forma "kobiecej pedofilii", a chłopiec z wiekiem nie będzie mógł normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Jednak Yaki ma ważny powód, dla którego w ten sposób karmi Hansa. "Z powodu jego autyzmu trudno jest znaleźć coś innego, co sprawiłoby, że poczułby się tak spokojnie i bezpiecznie, jak podczas karmienia piersią. Chcę być po prostu dobrą mamą (...)" - podkreśla. Wielu gdy poznaje jej motywację, chwali jej postępowanie. Jednak inni wciąż są tym oburzeni. A jakie jest Wasze zdanie?

karmieniepiersiąwsieciinstagramkobieta