Nagrania z jej udziałem trafiły na strony porno! Wszystko przez kamery w łazience znanej sieciówki!

Niejaka Jane Doe, o której mówią od kilku dni media na całym świecie, jako studentka pracowała w 2011 roku w jednym ze sklepów Forever 21 w Providence, największym mieście amerykańskiego stanu Rhode Island (sieciówka Forever 21 znana jest w wielu krajach, a w Polsce zyskuje na popularności od 2016 roku, kiedy to otworzono pierwszy jej salon w Łodzi). Gdyby nie przypadek, być może do dzisiaj sprzedawałaby w tym miejscu... Pewnego dnia znajomi zaczęli wysyłać jej linki do filmów z jej udziałem, na które natknęli się w sieci. Krępujące nagrania powstały... w pracowniczej łazience! "Ukryte kamery" nagrywały nieświadomą kobietę w intymnych sytuacjach, a następnie ktoś publikował zebrany materiał na stronach pornograficznych. Jak to możliwe? Pomieszczenia dla pracowników sklepu, w którym pracowała Jane, nie były w żaden sposób zabezpieczone, więc każdy mógł do nich wejść czy zamontować w nich cokolwiek (dzisiaj wydaje się to niemal absurdalne!). Tego kobieta nie mogła darować swoim pracodawcom! Postanowiła zawalczyć o swoje prawa w sądzie. Pozwała Forever 21, powołując się na artykuł mówiący o naruszeniu prawa do wizerunku i jego upublicznianiu. Kwotę zadośćuczynienia wspólnie z prawnikami wyznaczyła na 2,6 milionów dolarów. Proces ma ruszyć już wkrótce. Śledczy podejrzewają, że kamerka w łazience nie została zamontowana przez pracownika sklepu. "Intensywnie badamy okoliczności tego incydentu i mamy nadzieję, że znajdziemy winnego tego ohydnego zachowania" - piszą przedstawiciele sieciówki w oficjalnym oświadczeniu .Jak Wy zareagowalibyście na wiadomość, że jesteście nagrywani bez Waszej zgody? Dla nas to niewyobrażalne!