Zgwałcił 12-letnią dziewczynkę. Sąd przyznał mu prawo do opieki nad jej dzieckiem!

27-letni obecnie Christopher Mirasolo we wrześniu 2008 roku dwa dni przetrzymywał i gwałcił 12-latkę. W wyniku tego zdarzenia dziewczynka zaszła w ciążę. Sąd uznał mężczyznę winnym przestępstwa seksualnego trzeciego stopnia i skazał go na rok pozbawienia wolności. Tłumacząc się koniecznością opieki nad chorą matką, po zaledwie 6 miesiącach wyszedł na wolność. W 2010 roku jego ofiarą padło kolejne dziecko - tym razem wymierzono mu karę 4 lat więzienia. Sprawa Christophera po latach znów wróciła na czołówki gazet i internetowych serwisów. Sędzia Gregory S. Ross z hrabstwa Sanilac w stanie Michigan przyznał bowiem 27-latkowi prawo do opieki nad 8-letnim chłopcem, którego matką jest zgwałcona przez niego w 2008 roku kobieta! Zdaniem sądu gwałt nie jest wystarczającym powodem, by nie mógł się on widywać z dzieckiem. Fakt, że mężczyzna widnieje w rejestrze przestępców seksualnych i może stanowić zagrożenie również nie zrobił na wymiarze sprawiedliwości wrażenia. Dla matki chłopca i jej prawniczki, Rebecca Kiessling, ta decyzja jest niedorzeczna. "Ten człowiek nigdy nie został prawidłowo osądzony. Za to, co zrobił, wciąż powinien przebywać za kratkami. System prześladuje moją klientkę, która była dzieckiem, gdy to wszystko się stało" - mówiła Kiessling w jednym z wywiadów. Pełnomocnik Christophera niechętnie komentuje sprawę swojego klienta. Zażalenie na decyzję sądu zostało już złożone. Kolejna rozprawa ma odbyć się jeszcze w październiku.

prawodoopiekigwałcicielowidzieckogwałt

Pokazali ubrania ofiar gwałtu. Obalają mit, że kobiety same się o niego prosiły [GALERIA]

Przed kilkoma miesiącami w ramach London Fashion Week odbył się pokaz marki Guilty Clothes, podczas którego zaprezentowano ubrania, jakie miały na sobie kobiety w dniu, w którym zostały zgwałcone. Inicjatywa zwracająca uwagę na fakt, że krzywdzące jest myślenie, iż kobiety same są sobie winne, odbiła się szerokim echem. Obalenie tego samego mitu przyświeca również organizatorom głośnej wystawy "What were you wearing" ("Jak się ubrałaś?") zorganizowanej w Uniwersytecie w Kansas. Zgromadzone tam eksponaty (jest ich 18) pochodzą od ofiar gwałtu, które oddały je działającemu przy uczelni Centrum Przeciwko Napaści Seksualnej i Edukacji. Każdemu z nich towarzyszy krótka historia. "Moja ulubiona żółta koszulka, ale nie pamiętam, jakie miałam na sobie spodnie. Byłam zmieszana, chciałam jak najszybciej opuścić pokój brata i wrócić do oglądania moich kreskówek", obok sportowego stroju wisi z kolei kartka - "Zawsze nosiłam to samo. To zawsze działo się po zawodach. Ufałam mu. Moja mama też" - czytamy. Autorzy wystawy podkreślają, że żaden z zaprezentowanych strojów nie stanowił (i nie stanowi) "zaproszenia do gwałtu" lub innego rodzaju przemocy. Zobaczcie zdjęcia!

ubraniaofiargwałtuwystawagwałt

19-letni Kamil zgwałcił w Rzeszowie 22-letnią studentkę. Współwięźniowie mu tego nie darowali i zrobili mu to!

14 czerwca tego roku 19-letni Kamil K. z Łańcuta w centrum Rzeszowa pobił i zgwałcił 22-letnią studentkę wracającą samotnie z juwenaliów do domu. Dzięki miejskiemu monitoringowi zwyrodnialec długo nie cieszył się wolnością i trafił do więzienia, gdzie oczekuje na proces. Współwięźniowie Kamila K., z którymi przebywał w jednej celi, gdy dowiedzieli się, z jakiego powodu trafił on do więzienia, postanowili sami wymierzyć mu sprawiedliwość. Nie mogli darować mu ataku na bezbronną kobietę. Jak podają media, mężczyzna, tak jak jego ofiara, został najpierw pobity, a później zgwałcony. Na jego plecach napastnicy postanowili wyciąć też napis "gwałciciel". O samosądzie na 19-latku dowiedziano się dopiero podczas badania lekarskiego, które przechodził. Odkryto nie tylko rany na plecach, ale także świeże rany odbytu. Sprawą napadu na Kamila K. zajmują się śledczy, którzy sprawdzają, czy materiał dowodowy pozwala na wszczęcie postępowania. Osadzony nie przebywa już w jednej celi z oprawcami.

samosądwwięzieniuprawogwałt

"Gwałt tylko początkowo jest straszny..." - komentarz pracownika włoskiej organizacji po tragedii Polaków w Rimini wywołał burzę!

O włoskim dramacie pary Polaków mówi od kilku dni cały świat. W nocy z 25 na 26 sierpnia na plaży w Rimini, jednym z najbardziej obleganych miast turystycznych nad północnym Adriatykiem, polskie małżeństwo zostało napadnięte przez czterech mężczyzn (jak zdołali ustalić prowadzący postępowanie, byli to imigranci z północnej Afryki w wieku 20-30 lat. 26-latka została kilkakrotnie zgwałcona na oczach męża, który brutalnie pobity nie był w stanie udzielić jej pomocy. Sprawcy ograbili parę i uciekli. Po barbarzyńskiej napaści małżeństwo trafiło do szpitala. Wypowiadający się na temat tragedii polskich turystów nie kryją oburzenia, zewsząd płyną też dla nich wyrazy współczucia. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich gwałt jest czynem zasługującym co najmniej na karę więzienia. "Gwałt tylko początkowo jest straszny, potem kobieta staje się spokojna i się z niego cieszy" - wpis o takiej treści pojawił się na facebookowym profilu pracownika włoskiej organizacji Cooperative Lai-Momo z Bolonii, niejakiego Abida Jee, w związku ze zdarzeniami w Rimini. Wokół jego słów natychmiast rozpętała się burza! Mężczyzna pracujący jako mediator usunął już swój wpis, ale nie umknął on uwadze szefowej organizacji, Silvi Festi, która zwolniła go z pracy, podając, że jego wpis był autentyczny. Kobieta podkreśliła, że jego słowa były nieludzkie i wysoce niestosowne. Głos w sprawie skandalicznego komentarza zabrał także radny Bolonii, który ocenił, że takie słowa niegodne są roli mediatora, osoby, której zadaniem jest przecież pomaganie zwaśnionym stronom w komunikacji. Oby więcej nie padły podobne słowa!

tragediawRiminikobietagwałt

Bez obaw o konsekwencje gwałcą małe dziewczynki. Wierzą, że w ten sposób je oczyszczą i przygotują do "dorosłego życia"!

Szokujący rytuał "seksualnego oczyszczenia" ("kusasa fumbi") praktykowany jest przez mieszkańców kilku wiosek znajdujących się w południowej części Malawi. Pod okiem plemiennej starszyzny dorośli mężczyźni dopuszczają się gwałtu na małych dziewczynkach, by, jak głosi ich tradycja, "zmyć z kilkulatek dziecięcy kurz i przygotować je do dorosłego życia", czyli do seksualnego zaspokajania płci przeciwnej. Najczęściej do seksualnej inicjacji wyznaczany jest jeden mężczyzna, dla którego gwałt jest codzienną pracą (w 2016 roku stacja BBC nakręciła głośny reportaż o Ericu Anivie, nosicielu wirusa HIV, zatrudnionym w swej wiosce na stanowisku "gwałciciela"). "Kusasa fumbi" musi odbyć się w trakcie trzech pierwszych dni po zakończeniu pierwszej miesiączki. Brak zgody rodziców na przeprowadzenie rytuału oznacza dla dziewczynki pewną śmierć z rąk własnej społeczności! Ofiarami gwałtów są nawet 9-latki! Rytuałowi "seksualnego oczyszczenia" podlegają również wdowy i kobiety, które są w żałobie po stracie swoich dzieci. Podczas stosunku niemożliwe jest stosowanie prezerwatyw, gdyż jego "ideą" jest wymiana płynów ustrojowych. Mimo że w 2013 rząd Malawi zakazał przeprowadzania "kusasa fumbi", proceder "ma się dobrze". "To definiuje nas jako ludzi i mieszkańców Malawi" - mówią członkowie malawijskich plemion, dla których ich rytuał jest całkowicie legalny.

kusasafumbidzieckogwałt

Uprawiała seks z 14-latkiem. Kobiecie grozi 50 lat więzienia

20-letnia Taylor Moseley to mieszkanka Północnej Karoliny w USA. Jest studentką psychologii, a jej marzeniem było zostać psychologiem dziecięcym. Taylor dorabiała jako barmanka. Jej współpracownik zapoznał ją ze swoim 14-letnim kolegą. 18 lipca kobieta została zatrzymana przez policję, ponieważ matka chłopca była bardzo zaniepokojona jego związkiem ze starszą kobietą. 20-latce postawiono zarzuty gwałtu na nieletnim, przestępstw seksualnych na nieletnim oraz nieprzyzwoitego zachowania wobec nieletniego. Kara jaką może dostać to nawet 50 lat pozbawienia wolności. W USA tzw. wiek zgody, czyli wiek w jakim osoby mogą współżyć wynosi w zależności od stanu 16-18 lat. Okazało się również, że kobieta aktualnie jest karana za jazdę po pijaku.

seksznieletnimdzieckogwałt

Zgwałcił ją 21 lat temu. Teraz podróżują razem, by opowiedzieć swoją historię

Thordis miała zaledwie 16 lat, kiedy zgwałcił ją Tom, 18-letni Australijczyk. Spotykali się od miesiąca, a pamiętnej nocy dziewczyna pierwszy raz piła alkohol. Tom zajął się pijaną towarzyszką i zabrał ją do domu. Początkowa wdzięczność Thordis przerodziła się w przerażenie, kiedy mężczyzna zaczął ściągać z niej ubranie. "Moja głowa była opustoszała, a moje ciało było zbyt słabe, by walczyć, a ból był oślepiający. Myślałam, że zostałam przecięta na pół (...). Od tamtego momentu wiem, że godzina liczy 7200 sekund" - mówi. Thordis została wychowana w przeświadczeniu, że to kobieta zawsze ponosi winę za seksualne napastowanie, dlatego też przez lata zmagała się z poczuciem winy. Tom niewiele pamiętał z tamtej nocy. Przekonywał siebie, że to był seks, a nie gwałt. Minęło 9 lat zanim kobieta uporała się z tym, co ją spotkało. Postanowiła spotkać się z gwałcicielem... Wcześniej napisała do niego list, w którym chciała uzyskać "przebaczenie". Spotkali się w Kapsztadzie, gdzie długo rozmawiali. Zwierzenia zbliżyły ich do siebie. Napisali razem książkę "South of Forgiveness" ("Na południe od przebaczenia"), a sami zostali wykładowcami i mówcami motywacyjnymi. Swoimi wystąpieniami chcą dawać nadzieję, chcą pokazać, że istnieje życie po gwałcie...

ofiaraioprawcakobietagwałt

Protest przeciw przemocy seksualnej

"It happens" to seria zdjęć wykonanych przez artystkę Yana Mazurkevich. Pokazują one sceny napaści na tle seksualnym. Każda ofiara (są nimi zatrudnieni aktorzy) patrzy wprost w obiektyw, a sceny pokazują historię i mężczyzn i kobiet wykorzystanych seksualnie. Ma to uświadomić innych, że takie rzeczy dzieją się przed naszymi oczami i nie możemy ignorować tych zachowań. Cała kampania jest odpowiedzią na wypuszczenie z więzienia jednego z gwałcicieli w Stanford. Brock Turner zgwałcił młodą kobietę przed akademikiem jednej z uczelni, w trakcie rozprawy prokurator zażądał 14 lat pozbawienia wolności dla niego, lecz sąd wydał dość szokujący wyrok- 6 miesięcy pozbawienia wolności. Turner za dobre zachowanie wyszedł po 3 miesiącach. Kampania nie jest pierwszą jaką robi Yana Mazurkevich. Wcześniejsza zatytułowana była "Dear Brock Turner" i pokazywała kobiety w bieliźnie, posypane kolorowym proszkiem z tabliczkami mówiącymi dlaczego mogły zostać zgwałcone.

gwałtkampaniaspołeczna