Jak wygląda życie prostytutki? Poruszające zdjęcia z muzułmańskiego domu publicznego

Najstarszy zawód świata nadal budzi wiele emocji, chociaż dla większości pozostaje w sferze tabu. Fotoreporterka Sandra Hoyn udała się do Bangladeszu, jednego z nielicznych muzułmańskich państw, gdzie prostytucja jest legalna. Przekonała się, jak wygląda codzienność w domu publicznym. Jej zdjęcia wyrażają więcej niż jakiekolwiek słowa... Dom uciech Kandapara jest najstarszym i drugim co do wielkości takim miejscem w całym kraju. Chociaż prostytucja w Bangladeszu jest dopuszczalna prawnie od 18 roku życia, dziewczyny zaczynają pracę już w wieku 12 lat. Do burdelu trafiają z różnych powodów: pochodzą z biednych rodzin, uciekają z domu lub są ofiarami handlarzy żywym towarem. Nawet po odpracowaniu pięcioletniego "długu", czasu, w którym nie zarabiają i nie mogą wychodzić poza mury Kandapary, pozostają prostytutkami. Często nie mają perspektyw na inne życie. Za świadczone usługi zaczynają otrzymywać pieniądze - od 11 do 22 dolarów dziennie, czyli ok. 3 dolarów za klienta. Mają chętnych na jedną noc, wiernych kochanków i swoich "chłopaków". Jedni traktują je jak "księżniczki", inni nie okazują im żadnego szacunku. Mają też marzenia; takie, o których śni każda nastolatka. Chcą założyć dom i rodzinę.

prostytucjadladorosłychtabu

Tata wyprowadza córkę na smyczy. "To dzikie dziecko" - tłumaczy

Clint Edward, tata trójki dzieci, prowadzi bloga o tematyce parentingowej. Do swojej internetowej działalności podchodzi z dużą dozą poczucia humoru i dystansu. Dla swoich pociech jednak zawsze chce wszystkiego co najlepsze. Mężczyzna niedawno udostępnił w sieci zdjęcie przedstawiające jego trzyletnią córkę Aspen zapiętą na smycz, "wyprowadzaną jak psa" - komentują internauci. Fotografia rozpętała prawdziwą burzę i lawinę komentarzy dotyczącą nieludzkiego traktowania dziecka oraz traum, z jakimi w przyszłości będzie się zmagało. Ojciec nie pozostaje dłuższy hejterom i odpowiada: "Byliśmy na targu. Nie wstydziłem się. Zapiąłem dziecko na smycz. Jest dzikim maluchem, a to trzyma ją z dala od ulicy, wsadzania rąk w maszynę do lodów, a także utrzymuje mnie przy zdrowiu. Prawdziwą trudnością przy posiadaniu dzikiego dziecka jest to, że będziesz przeklęty, jeśli to zrobisz i nieodpowiedzialny, jeśli tego nie zrobisz. (...) Zapewniam temu dziecku bezpieczeństwo, zachowując spokój umysłu, to w 100% tego warte. Bo w rzeczywistości dzięki temu jest spokojna. Zrozumie kiedyś dlaczego to robię, jak wszystkie inne dzieciaki. Ale dopóki ten dzień nie nastąpi, zrobię wszystko, aby uchronić ją przed niebezpieczeństwem, nawet jeśli to oznacza smycz" - dodaje.

dzieckonasmyczyhejtrodzicielstwo