Mają "alergię na współczesność", więc zamieszkali w domu z błota. Czeka ich eksmisja

46-letnia Kate Burrows wraz z o 2 lata młodszym od siebie mężem Alanem zamieszkali w błotnej chacie, ponieważ, jak twierdzą, mają "alergię na współczesność". Do zbudowania szałasu, oprócz błota, użyli torfu, patyków, słomy i zaprawy wapiennej. Postawienie "hobbitowego pałacu" zajęło im 6 tygodni. Ich wspólne gniazdko mieści się nieopodal Chulmleigh (Anglia). Władze uznały jednak, że para nielegalnie zamieszkuje dystrykt North Devon i zdecydowały o jej przymusowym przeniesieniu do hotelu. Małżeństwo odmawia "wyprowadzki" i przekonuje, że w swojej chacie czuje się najbardziej komfortowo. Kate i Alan wynieśli się z miasta w 2015 roku, ponieważ przebywanie w cywilizacji "wywołuje" u nich objawy grypopodobne. Na XXI szczególnie wrażliwa zdaje się być 46-latka, która skarży się na "uczulenie" wywoływane wodą, elektrycznością, Wi-Fi, a nawet farbą pokrywającą ściany mieszkań. Myśl o powrocie do miasta przeraża ją. Twierdzi, że pobyt w hotelu "przykuje ją do łóżka". Małżeństwo pragnące jedynie żyć w zgodzie z naturą nie wyobraża sobie opuszczenia błotnej konstrukcji ani zwierząt, które hoduje - kur, kóz i gęsi. Brytyjskie władze są jednak niegięte. Parę czeka przymusowa eksmisja.