Chciała mieć pośladki jak Kim Kardashian. Przypłaciła to życiem

Wielkie i krągłe pośladki takie jak u znanej amerykańskiej celebrytki Kim Kardashian, to dla wielu kobiet szczyt ich marzeń. Dlaczego? W czasach Instagrama i liczącej się ilości lajków idealne zdjęcia przynoszą wielu osobom sławę. Coraz więcej kobiet pragnie żyć w ten sposób. Tak też chciała 31-letnia Latesha Bynum z Nowego Jorku. Postanowiła powiększyć swoje pośladki u chirurga plastycznego. Nie wybrała żadnego znanego specjalisty, lecz skorzystała z usługi pseudo-kliniki mającej swoją siedzibę w jednym z apartamentów na nowojorskim Manhattanie. Kobiecie wstrzyknięto w pośladki silikon. Przez kilka dni chwaliła się ona w mediach społecznościowych swoją nową pupą. Nie wiedziała, że jej organizm źle zniósł przebyty "zabieg". Po około 2 tygodniach od wstrzyknięcia silikonu, Latesha poczuła się źle, zaczęły pojawiać się też u niej bóle w klatce piersiowej. Kiedy przewieziono ją do szpitala była już w ciężkim stanie. Lekarzom nie udało się uratować kobiety. Zmarła. Rodzina Lateshi zgłosiła sprawę na policję, a ta ustaliła, że klinika, w której kobieta miała robiony zabieg powiększenia pośladków, nie ma odpowiedniej licencji, a lekarz i pielęgniarka, którzy przyjmowali pacjentkę nie posiadali żadnych uprawnień. Matka kobiety sądzi, że mimo iż córka dobrowolnie poddała się zabiegowi, to została zamordowana. W ustalaniu dokładnych przyczyn śmierci kobiety ma pomóc sekcja zwłok. Latesha osierociła dwójkę dzieci.