17-letnia druhna zmarła na weselu. Goście mieli ją zmuszać do toastów

Na weselu alkohol leje się strumieniami, a toastów za zdrowie młodej pary trudno zliczyć na palcach obu rąk. W takich chwilach nie myśli się niestety o wpływie zbyt dużej ilości procentów na organizm... Jak pokazuje przypadek pewnej 17-latki z Chin, nieodmówienie kieliszka nawet w takich chwilach może skończyć się tragicznie. Nastolatka była druhną na weselu, które odbywało się w w mieście Meizhou w południowych Chinach. Początkowo dziewczyna piła jedynie napoje bezalkoholowe, a dopiero później, gdy zaczęła się część tradycyjnych toastów, przeszła do tzw. "baijiu" - chińskiego wysokoprocentowego alkoholu mocniejszego od wódki. Według tamtejszego zwyczaju, kiedy panna młoda odmówi wypicia kolejnego kieliszka, obowiązek biesiadowania z gośćmi musi przejąć druhna. Tak też miało być w przypadku 17-latki. Materiał z monitoringu hotelowego pokazuje, że po zakończeniu wesela dwóch mężczyzn odprowadziło ją pijaną do pokoju (kamery zarejestrowały jej kilkukrotne upadki), a nad ranem znaleziono ją tam martwą. Rodzina zmarłej twierdzi, że była ona zmuszana do picia alkoholu ponad siły, ale panna młoda temu zaprzecza. Policja prowadzi w tej sprawie dochodzenie.

śmierćnastoletniejdruhnyweselealkohol

Najdroższą butelkę wódki odnaleziono na... placu budowy!

Kilka dni temu z baru Café 33 w stolicy Danii skradziono wartą ponad milion euro butelkę wódki marki Russo-Baltique. Wykonana z trzech kilogramów złota, trzech kilogramów srebra oraz kawałka skórzanej tapicerki samochodu, który brał udział w jednym z pierwszych rajdów Monte Carlo, jest uznawana za najdroższą na świecie. Zaginiony "skarb" odnalazł anonimowy mieszkańca Kopenhagi na placu budowy w dzielnicy Charlottenlund. Złodziej zdążył ją jednak opróżnić. Odnalezienie skradzionego trunku przyniosło ogromną ulgę właścicielowi lokalu. Brian Ingberg zdradził bowiem, że butelka nie jest jego własnością, a wypożyczył ją z Rosji z miejsca zwanego Dartz Factory, w którym produkowane są najdroższe na świecie samochody i właśnie wódka. Butelka nie była ubezpieczona. Czy Wy też poczuliście ulgę? ;)

najdroższabutelkawódkialkoholkradzież

Wybudowali wyspę, by... ominąć zakaz picia alkoholu. Ich pomysł spodobał się policji!

Szaleństwa sylwestrowej nocy mamy już za sobą. Po jedynej takiej imprezie w roku pozostało wiele zdjęć, do których z uśmiechem na ustach będziemy wracać przez kolejnych kilka miesięcy, a może, jeśli było naprawdę "grubo", nawet i lat. Z tegorocznego Sylwestra internauci z całego świata nie zapomną z pewnością jednej fotografii. Przedstawia ona kilku mieszkańców półwyspu Coromandel (Nowa Zelandia), którzy właśnie 31 stycznia, w ujściu rzeki Tairua, zbudowali miniwyspę, by ominąć zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Władze Coromandel na okres świąteczno-noworoczny (od 23 grudnia do 6 stycznia), dla zwiększenia bezpieczeństwa, wprowadziły bowiem obostrzenia związane z piciem alkoholu w przestrzeni publicznej, więc picie na plaży, które było marzeniem grupki ze zdjęcia, nie mogło się ziścić. Ale ich wysepka do sylwestrowego spotkania nadała się idealnie! Według przepisów znajdowała się na wodach międzynarodowych, dlatego lokalne prawo nie mogło jej dosięgnąć. Imprezowicze ustawili na swojej wysepce ławki i stół i oddali się libacji. Jak na ich pomysłowość zareagowały służby? "To niezwykle kreatywne podejście. Gdybym o tym wiedział, świętowałbym z nim" - powiedział BBC tamtejszy komendant policji John Kelly. Impreza jak się patrzy :D

sposóbnazakazpiciaalkoholimpreza

Dzik Chrumek przesadził z alkoholem. Odnaleziono go pijanego za stodołą!

Wino domowej roboty, jak się okazuje, to pokusa także dla zwierząt... Dzik Chrumek (na zdjęciu) z osady leśnej prowadzonej przez Pawła Kowalskiego w podpiotrkowskim Kole (woj. łódzkie) tydzień temu po walce z innym dzikiem czmychnął z zagrody. Właściciel myślał, że o zwierzęciu już nigdy nie usłyszy, jednak był w błędzie. We wtorek jeden z okolicznych rolników doniósł mu bowiem, że znalazł jego zgubę za swoją stodołą. Ku zdziwieniu wszystkich Chrumek leżał tam... kompletnie pijany! Na fotografii, którą pan Paweł zamieścił na Facebooku, widać odyńca wśród resztek owoców z wina domowej roboty. To właśnie one tak "załatwiły" zwierzaka. "Niektórzy już się bawią. Owoce z domowego wina zrobiły swoje" - napisał jego właściciel obok zdjęcia. Dzik wytrzeźwiał już w swojej zagrodzie, ale o jego wybryku jeszcze długo będzie głośno. Na pewno nie zapomną mu tego mieszkańcy i pan Paweł, który bardzo się o niego niepokoił - wykarmił go przecież butelką z mlekiem i odchował. Z powodu kaca Chrumek pewnie długo tego wybryku nie powtórzy ;)

pijanydzikalkoholzwierzęta

Ukrył się w barze tuż przed zamknięciem. Ta impreza może go sporo kosztować!

Dobry wieczór kończy się często albo spaniem na stole (lub pod nim), albo zamknięciem lokalu nad ranem. Wielu najchętniej przedłużyłoby imprezę o kolejnych kilka godzin, jednak obsługa najczęściej nie lituje się nad spragnionymi towarzystwa i mocnych trunków gośćmi. Pewien 18-latek z Józefowa (woj. lubelskie) w nocy z 15 na 16 grudnia postanowił jednak za wszelką cenę kontynuować balangę. O jego wyczynie mówią dziś wszyscy! Nastolatek sprytnie schował się w barze przed jego zamknięciem, a gdy został całkiem sam, urządził sobie darmową libację! Pił bez umiaru, a także częstował się dostępnym jedzeniem. Open bar mu nie wystarczył. Ukradł pieniądze z kasy i kilka butelek "na potem". Nie popuścił też wyposażeniu lokalu... Tak świętował swój "sukces", że zasnął na miejscu przestępstwa. Śpiącego mężczyznę znalazła dopiero właścicielka baru, która od razu powiadomiła policję. Badanie wykazało, że 18-latek miał w organizmie prawie 3 promile alkoholu. Ta samotna impreza nie ujdzie mu na sucho. Za kradzież i zniszczenie mienia grozi mu do 5 lat więzienia. Śladem za Agnieszką Chylińską można byłoby tu zaśpiewać: "Czy warto było szaleć tak?"... ;)

balangawzamkniętymbarzealkoholimpreza

Piwo uśmierza ból skuteczniej niż tabletki! Znamy "dawkę idealną"

O tym, jak pozytywny wpływ może mieć na nas alkohol, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Naukowcy z londyńskiego Uniwersytetu Greenwich udowodnili jednak, że piwo również uśmierza ból (nie tylko psychiczny!). I robi to lepiej niż paracetamol! Na podstawie badań przeprowadzonych na grupie ponad 400 osób spożywających alkohol dowiedziono, że najpopularniejszy napój z procentami na ból głowy lub żołądka działa skuteczniej od środków przeciwbólowych. Dwa piwa, czyli dokładnie litr, uśmierza, a nawet całkowicie eliminuje krótkotrwałe dolegliwości. Według badaczy "dawka" ta jest idealna i ani mniejsza, ani większa ilość piwa nie przynosi lepszych efektów. Przy "leczeniu się" złocistym napojem musimy jednak pamiętać, że jego spożycie wiąże się z efektami ubocznymi, a stosowanie alkoholu jako stałego zamiennika paracetamolu nie jest dobrym rozwiązaniem. Na dłuższą metę może przynieść więcej szkód naszemu zdrowiu niż pożytku.

piwonabólgłowyzdrowiealkohol

Nie miał z kim pić, więc... ukradł manekina! Grozi mu 7 lat pozbawienia wolności

Alkohol najlepiej smakuje w odpowiednim towarzystwie. Co jednak, gdy najbliżsi koledzy nie będą mieli czasu wyskoczyć na piwo albo drinka? Temu problemowi postanowił w nietypowy sposób zaradzić 36-letni mieszkaniec Iławy (woj. warmińsko-mazurskie). Mężczyzna, z pewnością po kilku głębszych (badanie alkomatem wykazało bowiem u niego ponad 3 promile), uznał, że dobrym "kompanem" do picia będzie... manekin z jednego z okolicznych sklepów z używaną odzieżą! By mógł z nim biesiadować, musiał go jednak najpierw ukraść... To była trudna sztuka - manekin był ciepło ubrany, a ilość procentów znacząco utrudniała sprawne i szybkie ruchy. Na uciekającego z osobliwym "towarzyszem" 36-latka zwrócił uwagę dzielnicowy, który natychmiast go zatrzymał. Okazało się, że złodziej jest dobrze znany miejscowym funkcjonariuszom. Wcześniej wielokrotnie był bowiem karany za różne wykroczenia i przestępstwa. Incydent z manekinem, ze względu na jego przeszłość, może go kosztować aż 7 lat pozbawienia wolności. Warto było?

manekintowarzyszemdopiciapolskaalkohol

Nie kupimy alkoholu po 22? Sejm uchwalił ustawę

Sejm uchwalił w piątek ustawę, której głównymi założeniami są zakaz picia alkoholu we wszystkich miejscach publicznych (wyjątek stanowią jedynie miejsca, które są do tego przeznaczone), a także możliwość ograniczenia przez samorządy nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach (dotyczy to okresu między godziną 22 a 6 rano). W ten sposób rząd chce zadbać o trzeźwość Polaków. Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2018 roku. Do tej pory zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych obejmował np. ulice, parki. Teraz przepisy będą bardziej restrykcyjne. Czy Polacy szybko się do nich przyzwyczają?

ograniczeniesprzedażyalkoholupolskaalkohol

Poszedł z kolegami do baru, a po imprezie ocknął się w innym kraju. Nie ma pojęcia, jak się tam znalazł!

Mężczyzna ze zdjęcia to Mihai Danciu, który na co dzień mieszka ze swoją partnerką i dziećmi w Albesti w Rumunii. Przez swoje ostatnie przeżycia przypominające losy Phila, Stu i Alana z popularnego "Kac Vegas" stał się bohaterem wielu zagranicznych serwisów. Kilka dni temu wybrał się z kolegami do baru. Nie żałował alkoholu, gdyż choć na chwilę chciał zapomnieć o problemach, m.in. o braku pracy. Zakład z kolegami o to, że szybko znajdzie jakieś zajęcie to jedyna rzecz, jaką pamięta z feralnego wieczoru. Po wspólnej imprezie obudził się sam w obcym kraju - w Wielkiej Brytanii, a dokładnie w Londynie, ponad 2,5 tysiąca kilometrów od swojej rodzinnej miejscowości. Obrażenia na jego ciele wskazywały, że został pobity (nie miał przy sobie pieniędzy, więc policja podejrzewa napad na tle rabunkowym), dlatego odwieziono go do szpitala. W placówce Mihai spotkał pielęgniarkę rumuńskiego pochodzenia, Adinę Costache, która postanowiła pomóc mu w znalezieniu bliskich, gdyż on sam nie mógł sobie niczego przypomnieć - utratę pamięci spowodowały pobicie i alkohol. Jego historię kobieta opisała na facebookowej grupie dla Rumunów mieszkających Anglii. Tym sposobem dowiedziały się o nim lokalne media i władze ojczyzny, które pomogą mu wrócić do domu. Aktualizacja: najnowsze doniesienia wskazują na to, że historia Mihaia miała tragiczny przebieg. Serwis libertatea.ro opisał, że mężczyzna padł ofiarą handlarzy ludźmi, gdy szukał pracy w Wielkiej Brytanii. Nieuczciwi pracodawcy zamienili jego życie w piekło. Przez kilkanaście godzin bili go, kiedy wyjawił, że zamierza zrezygnować, a następnie porzucili na ulicy. Stąd nie pamiętał, dlaczego znalazł się w szpitalu.

winnymkrajupoimpreziealkoholimpreza

Na ulicach Warszawy staną publiczne alkomaty. Czegoś takiego nie było jeszcze w żadnym kraju na świecie!

W Polsce dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi wynosi 0,2 promila. Wielu kierowców decyduje się jednak na prowadzenie pojazdów po wypiciu znacznej ilości alkoholu, nie zważając na przepisy i bezpieczeństwo... Ich nieodpowiedzialność doprowadza do wypadków, często śmiertelnych. "Czy jest sposób na znaczne ograniczenie liczby kierowców prowadzących na 'podwójnym gazie'"? - to pytanie codziennie nurtuje wiele osób. Warszawscy urzędnicy chcą, by rozwiązaniem problemu nietrzeźwych za kierownicą stały się publiczne alkomaty. O innowacyjnym pomyśle poinformował na Facebooku Robert Kempa, burmistrz Ursynowa. Urządzenia do badania poziomu alkoholu zostaną umieszczone w tzw. citylightach - reklamach ulicznych, gdyż wytwarzają one ciepło potrzebne do utrzymania prawidłowej temperatury w alkomacie. Wkrótce mają rozpocząć się rozmowy z firmami, które mogłyby stworzyć prototyp maszyny. Najprawdopodobniej nietypowe alkomaty staną w pobliżu pubów i restauracji, a także dużych parkingów osiedlowych. Skorzystanie z nich nie będzie jednak darmowe - według pierwszych ustaleń opłata ma wynosić złotówkę. Rozwiązanie, które proponują urzędnicy z Warszawy, nie było stosowane dotąd w żadnym kraju na świecie! Mieszkańcy na razie podchodzą do tego projektu z dystansem. Niektórzy piszą, że to "debilny pomysł". Urzędnikom marzy się, by pierwsze alkomaty pojawiły się na ulicach miasta do przyszłych wakacji. Co myślicie o takiej profilaktyce antyalkoholowej?

publicznealkomatypolskaalkohol

Po 12 latach uwielbiana "Śmietankówka" trafiła na sklepowe półki. To na ten trunek czekali Polacy!

O oleskiej "Śmietankówce" po raz pierwszy głośno zrobiło się w 2005 roku, kiedy to wybrano ją najlepszym produktem lokalnym na Międzynarodowych Targach Gospodarczych "Kooperacja" w Praszce. Wieści o 17-procentowym likierze na bazie gęstej śmietanki pobudziły zmysły wielu Polaków, którzy zapragnęli mieć go w swoim domu. Chociaż już wtedy pojawił się pomysł, by wprowadzić produkt na rynek, to ze względów finansowych zrezygnowano z tego kroku. Ci, którzy pragnęli go skosztować, musieli zadowolić się degustacjami odbywającymi się podczas lokalnych świąt czy targów regionalnej żywności. Przed kilkoma dniami, po 12 latach oczekiwania, oleska "Śmietankówka" trafiła w końcu na sklepowe półki! Jak mówi Wilhelm Beker, prezes oleskiej mleczarni, regionalny przysmak cieszy się olbrzymim zainteresowaniem - w ciągu zaledwie trzech dni sprzedano kilkaset jego butelek! Co prawda trunek można nabyć na razie w lokalnych sklepach w położonym w pobliżu Opola Oleśnie (za półlitrową butelkę trzeba zapłacić około 28 złotych), ale jesteśmy przekonani, że za sprawą kolejek zaciekawionych klientów trafi on także na sklepowe półki do największych miast! Przyznajcie się - kosztowaliście już? ;)

śmietankówkapolskaalkohol

Drunkoreksja to alkoholizm i anoreksja w jednym. Coraz więcej kobiet wpada w jej sidła!

W ilości wypijanych wysokoprocentowych napojów kobiety zaczynają dorównywać mężczyznom. Badania pokazują, że to one też łatwiej się od niego uzależniają. Często piją w samotności, a wpadnięcie w szpony nałogu wypierają ze świadomości, dlatego trudno przekonać je do skorzystania z fachowej pomocy. Obok obsesyjnego liczenia kalorii to najczęstszy problem, z jakim się zmagają. Co jednak, gdy oba idą ze sobą w parze? Lekarze ostrzegają, że to może być drunkoreksja (od połączenia słów "pijany" i "anoreksja"). Ta przypadłość nie została jeszcze sklasyfikowana, więc metody jej leczenia nie są znane, ale wiadomo jak ją rozpoznać. Podstawowym objawem jest chorobliwe liczenie kalorii i odmawianie sobie jedzenia na rzecz alkoholu, który ma pomóc w uporaniu się ze stresem i presją otoczenia. Picie "na pusty żołądek" ma poważne konsekwencje m.in. powoduje zaburzenia w funkcjonowaniu układu sercowo-naczyniowego, nerwowego i pokarmowego. Lekarze apelują, by niezwłocznie reagować, gdy ktoś odmówi posiłku, za to z chęcią przystanie na propozycję spożycia alkoholu. Badania brytyjskich naukowców pokazują, że aż 20 procent ankietowanych przyznało się do ograniczania jedzenie na rzecz wypicia większej ilości trunków. Według nich na drunkoreksję szczególnie narażone są kobiety w wieku od 18 do 24 lat. Tego problemu nie można bagatelizować!

drunkoreksjakobietaalkohol

Wiedza o winie to nietypowy kierunek studiów na tej polskiej uczelni. Chętnych na pewno nie zabraknie!

Wino staje się coraz popularniejszym trunkiem w Polsce. Statystyki pokazują, że na jedną osobę przypada rocznie aż 7 litrów tego alkoholu! Nic dziwnego, że przybywa tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Collegium Civitas, jedna z niepublicznych uczelni w Warszawie, postanowiła wyjść tym wszystkim naprzeciw i utworzyła specjalny kierunek, który ma sprawić, że jego świat nie będzie już żadną tajemnicą. Wiedza o winie to studia podyplomowe skierowane przede wszystkim do absolwentów dziennikarstwa chcących specjalizować się w tej tematyce, do przyszłych dyplomatów, sommelierów, sędziów w konkursach winiarskich czy handlowców. Jak zapowiadają wykładowcy, studenci dowiedzą się, jak wygląda produkcja tego trunku, jakie jego gatunki są najlepsze do poszczególnych potraw, a także gdzie leżą najlepsze winnice na świecie. Degustacja... też jest przewidziana! Co ciekawe, program zaproponowany przez Collegium Civitas dostosowany jest do wymagań programowych najlepszej szkoły winiarskiej - Wine & Spirits Education Trust London. Czy wśród Was znaleźliby się chętni?Jesteśmy przekonani, że tak! To jakie wino wybierzecie na dzisiejszy wieczór? ;)

wiedzaowiniealkoholstudia

Zmiany w emisji reklam. Te z piwem tylko po godzinie 23!

Pomysł o ograniczeniu reklam z alkoholem nie jest niczym nowym. Do tej pory reklamodawcy dostali czas emisji w radiu lub telewizji między godziną 20 aż do 6 rano. Ministerstwo Rodziny jakiś czas temu zaproponowało całkowity zakaz pokazywania reklam z piwem w telewizji publicznej. Wszystko po to by ograniczyć problem alkoholizacji w Polsce. Jednak z innym, mniej restrykcyjnym pomysłem przychodzi Ministerstwo Zdrowia, które chce aby reklamy z alkoholem pojawiały się tylko między godzinami 23 a 6. Oni również chcą wprowadzenia zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. "Podniesienie świadomości konsumentów oraz ułatwienie podejmowania właściwych wyborów, a także wprowadzenie rozwiązań umożliwiających ograniczenie dostępności fizycznej napojów alkoholowych bez wątpienia przyczyni się do zmniejszenia skali problemów wywoływanych przez alkohol wśród Polaków" podaje MZ. Według prowadzonych badań przez Światową Organizację Zdrowia konsumpcja alkoholu w ciągu najbliższych lat może znacznie wzrosnąć.

reklamypiwazdrowiealkohol

Polskie uzdrowisko będzie kurować piwem. W ofercie znajdą się m.in. piwne kąpiele!

O tym, że piwo ma właściwości korzystne dla zdrowia, wiemy nie od dziś (już w starożytności znano jego zbawienny wpływ dla ludzkiego organizmu). Miejsc w Polsce, które wykorzystują ten złocisty trunek dla poprawy samopoczucia kuracjuszy (nie chodzi tu o zawartość tego alkoholu w ich krwi), jest jednak jak na lekarstwo. Uzdrowisko Busko-Zdrój planuje to zmienić. To miejsce słynące z blisko 200-letniej tradycji w leczeniu i rehabilitacji szerokiego spektrum schorzeń poinformowało, że chce wybudować własny minibrowar i produkować w nim piwo dla potrzeb odwiedzających. Odpowiedzialni za to przedsięwzięcie chcą, by kuracjusze przede wszystkim się w nim kąpali! "Kąpiel w piwie odżywia skórę, nawilża, poprawia koloryt i odmładza. Ponadto zmniejsza napięcie mięśni, przyjemnie pachnie, oraz, co niezwykle, ważne pomaga zredukować tkankę tłuszczową" - mówi Wojciech Legawiec, prezes zarządu Uzdrowiska. Pełna "piwna oferta" nie jest jeszcze znana. Być może będzie można także skosztować tego wyjątkowego trunku. Bo kto oparłby się przed tym, znajdując się w wypełnionej nim wannie? ;)

kuracjapiwemzdrowiealkohol

Zakaz wnoszenia alkoholu? Ten facet wpadł na genialny pomysł i przechytrzył system!

Tereny imprez masowych, takich jak np. festiwale muzyczne, najczęściej objęte są masą zakazów. Ten, który najbardziej uprzykrza zabawę imprezowiczom, odnosi się do alkoholi wysokoprocentowych. Uczestnicy większości imprez "pod chmurką" nie mogą mieć przy sobie szklanych butelek ani wnosić jakichkolwiek napojów wyskokowych. Zakaz ten w niezwykle pomysłowy sposób obszedł Amerykanin o imieniu Alex. Realizacja jego planu zajęła aż miesiąc. Czy było warto? Mężczyzna do festiwalu Electric Zoo zaczął przygotowywać się na długo przed jego rozpoczęciem. Ponieważ jednak uczestniczył w nim już trzy razy, dokładnie wiedział, w których miejscach postawione zostaną bramki i scena. Aby sięgnąć po zakazany owoc i napić się wódki na festiwalu, przelał alkohol do bidonu i zakopał pod ziemią, jeszcze zanim organizatorzy zaczęli rozkładać sprzęt. Wykorzystując mapy Google, zaznaczył lokalizację "swojego skarbu", po czym cierpliwie czekał na pierwszy dzień festiwalu. Kiedy po upływie niemal miesiąca wraz ze znajomymi znalazł się w oznaczonym miejscu, poprosił kolegów, by ci robiąc "sztuczny tłum", zasłonili przed kamerami podejrzany proceder. Pod osłoną przyjaciół Alex wykopał bidon i, osiągnąwszy cel, bawił się na festiwalu tak, jak lubi!

sposóbnaalkoholfestiwalemuzycznealkohol

W tej firmie można wziąć dzień wolnego z powodu kaca. Wystarczy wysłać jedną emotkę!

Nie ma chyba nic gorszego niż praca na kacu. Mimo hektolitrów wody, solidnej dawki kofeiny czy tabletek przeciwbólowych po szalonej procentowej imprezie spędzenie ośmiu godzin w miejscu innym niż łóżko jest koszmarem. Być może jednak wkrótce dzień wolnego na wyleczenie "syndromu dnia wczorajszego" stanie się rzeczywistością! Jak to możliwe? Londyńska firma DICE zajmująca się dystrybucją biletów koncertowych jako pierwsza puściła oko w stronę imprezujących pracowników, wprowadzając tzw. "Hangover Days" czyli "Kac-Dniówki". Zatrudnione w tym przedsiębiorstwie "hulaki" mogą powołać się na kaca cztery razy do roku! Wystarczy wysłać do swojego przełożonego emotkę imitującą piwo, muzykę czy chorobę. Kruczek jest tylko jeden: "Hangover Day" musi być efektem spotkania w celach roboczych, kiedy załatwia się interesy. "Cały nasz zespół żyje dla muzyki. Dodatkowo wiele najlepszych utargów dla firmy udaje się zdobyć na imprezach mocno zakrapianych alkoholem. Ufamy sobie nawzajem i chcemy, by nasi pracownicy czuli się komfortowo, doświadczając muzyki na żywo w późnych godzinach nocnych. U nas nie ma potrzeby wymyślania nieistniejących wirusów i gryp żołądkowych" - mówił w wywiadzie dla magazynu "Grazia" założyciel DICE Phil Hutcheon. Jego pracownicy są mu bardzo wdzięczni za taką możliwość! Kiedy inni pójdą tym śladem? Z nieskrywaną nadzieją wyczekujemy dnia, w którym "Kac-Dniówki" ogłosi jakaś polska firma! Wy też? ;)

kacurlopypracaalkohol

Hektolitry nielegalnego alkoholu i grube miliony. Netflix zaskoczył filmikiem o początkach polskiej mafii!

Serial "Narcos" opowiadający o życiu i śmierci Pablo Escobara, kolumbijskiego barona narkotykowego Kartelu z Medellin, cieszy się ogromną popularnością. Z okazji zbliżającej się wielkimi krokami premiery trzeciego sezonu, która będzie miała miejsce już 1 września, na kanale Netflixa na YouTubie pojawiło się wideo mające podgrzać atmosferę wokół hitowej produkcji. Co ciekawe, przybliża ono nie kolumbijskie machloje, a polską aferę alkoholową z początku lat 90. znaną jako "Schnapsagate", której główni "bohaterowie" współpracowali z kartelami znanymi z "Narcos". "Podczas gdy w kolumbijskich kartelach przetaczały się tysiące kilogramów kokainy i miliardy dolarów, polska mafia dopiero rozwijała skrzydła" - tak tajemnicze wideo, przewrotnie zatytułowane "Alcos", rozpoczyna narrator - Artur Filipowicz, znany jako prowadzący kanał "Topowa Dycha". Jeśli uwielbiacie słuchać o gangsterskim półświatku, jeśli lubicie dobrym kryminałem w postaci książki czy filmu kończyć dzień, to ten krótki filmik jest dla Was! Na podstawie tych wydarzeń mógłby powstać całkiem niezły serial! Może kiedyś... ;)

mafiaalkoholowawskróciepolskarzeczywistośćalkohol

To pierwsze wino na bazie konopi indyjskich. Jest zielone i dostępne tylko na receptę!

Wielbiciele wina i koneserzy produktów konopnych mogą zacierać ręce. Amerykanie na bazie sfermentowanych winogron i konopi indyjskich stworzyli Canna Vine, czyli pierwsze na świecie wino zawierające "zioło"! Jak dumnie głoszą producenci, już jeden jego kieliszek potrafi wprowadzić w błogi nastrój! W tym napoju bowiem stężenie THC jest mniejsze niż w zwykłym joincie, dlatego jego wypicie nie grozi wystąpieniem uczucia niepokoju czy dezorientacji, jakie mogą pojawić się po wypaleniu skręta. Canna Vine na tle innych win wyróżnia nie tylko jego niezwykły skład, ale również piękny zielony kolor, którym zachwycają się wszyscy wielbiciele trunków różnej maści. Wyprodukowane przez Amerykanów wino "z ziołem" jest dostępne jednak na razie tylko w Kalifornii i jedynie na receptę, a jego cena może przywrócić o zawrót głowy - za jedną butelkę trzeba zapłacić od 120 do nawet 400 dolarów! Kto jest za tym, żeby pojawiło się ono także u nas? ;)

winonabaziekonopialkoholmarihuana

W tym barze wypijesz tylko jednego drinka, jeśli przyjdziesz z dzieckiem!

Nowojorski bar Peddlers Bar & Bistro już od kilku lat prowadzi swoją politykę, dotyczącą podawania alkoholu osobom, które przychodzą tam z dziećmi. Dopiero od niedawna zrobiło się o tym głośno. Może i słusznie. Bar wprowadził limit dla rodziców - tylko jeden drink. Wszystkiemu przyświeca pewna idea. Jak mówi menadżer lokalu Melissa Gravelle "Zobowiązanie do wstrzymania ofiar śmiertelnych picia i kierowania pojazdem po alkoholu wymaga udziału nas wszystkich". Klienci na ogół przyjmują tą regułę, jednak zdarzają się i tacy, którym to się całkowicie nie podoba. "Menedżerowie idą do stołu i wyjaśniają, że nie uwzięliśmy się na rodziców. To tylko coś, co czujemy w naszych sercach, co możemy zrobić, aby pomóc". Właściciele mówią też, że nie mogliby żyć z myślą, jeśli pijany rodzić wyszedłby z dzieckiem i spowodował wypadek. Klienci, jeśli nie są zadowoleni mogą opuścić lokal. Co sądzicie o tej akcji?

jazdapoalkoholudzieckoalkohol