Jurek Owsiak stanie przed sądem. "To zamach na wolność słowa"

Jurek Owsiak, organizator Przystanku Woodstock, opublikował na Facebooku wideo, którym tłumaczy, dlaczego jego działalność po raz kolejny wzbudziła kontrowersje. Owsiak otrzymał pismo z wezwaniem do sądu, gdzie usłyszy zarzuty z art. 141 kodeksu wykroczeń. Zarzuca się mu użycie nieprzyzwoitych słów w miejscu publicznym. Wykroczenie z pozoru niewielkie, ale grozi za nie kara grzywny lub nawet pozbawienie wolności. Szef Fundacji WOŚP złożył już zeznania na policji. "Przyjechała do nas policja, aby zabrać ze sobą wszystkie taśmy z monitoringu ustawionego na Przystanku. Wynikał on z przepisów o podwyższonym ryzyku imprezy. Postawiliśmy tych kamer dosyć sporo. Dzięki temu nasze służby porządkowe mogły wyłapać wszystkich dilerów" - tłumaczy Owsiak. "Mam poczucie, że służyły one również do inwigilacji naszego festiwalu" - dodaje. Według niego użyte podczas zakończenia festiwalu słowa nie były personalnym atakiem wobec nikogo, a jedynie formą artystycznej ekspresji. "Ta kara mnie spotka, ale to zamach na wolność słowa" - mówi. Wulgaryzmy, które obciążają Owsiaka, zostały przez niego wypowiedziane w kierunku setek tysięcy osób: "Pier**lić polityków, fałszywy kraj, fałszywa rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest oderwana od nas, od naszego bytu. Chcę zapytać ich o jedno, czy macie ku**a serce do ludzi". Więcej o ten sprawie znajdziecie w materiałach zamieszczonych poniżej.