15 lat ukrywała przed światem swoją chorobę. Prawdziwą siebie pokazała dopiero na sesji narzeczeńskiej!

Makenzee Meaux z Teksasu nie sądziła, że ktoś kiedykolwiek zwróci na nią uwagę. Z powodu choroby była bardzo skryta, niepewna siebie, a koledzy i koleżanki ze szkoły skutecznie nie pozwalali jej poczuć się częścią grupy. "Kiedy miałam 8 lat zdiagnozowano u mnie łysienie całkowite. To choroba, która sprawia, że nagle twoje włosy przestają rosnąć, a lekarze nie potrafią tego zatrzymać, ani powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Nazywają to tajemniczą chorobą. Nic złego nie dzieje się z ciałem, poza tym, że włosy nie rosną. Możecie sobie wyobrazić, że taka diagnoza dla młodej dziewczyny, to było zabójstwo pewności siebie. Włosy to ważny element kobiecego wizerunku. Straciłam nadzieję, że znów będę mogła poczuć się piękna" - wyjaśnia. Wszystko zmieniło się pięć lat temu, gdy poznała Bryana. Mężczyzna pozwolił jej odzyskać wiarę w siebie. "Pokazał mi, że ludzie, którzy cię kochają, nie dbają o to, czy masz włosy, czy też nie, a ci, którzy to robią, nie są warci twojego czasu ani twojej miłości" - podkreśla kobieta. Para zdecydowała się swoją miłość uwiecznić na zdjęciach. To właśnie w czasie sesji narzeczeńskiej Makenzee uznała, że po 15 latach ukrywania się pod peruką czas pokazać światu prawdziwą siebie - łysą i uśmiechniętą. Niezwykłe fotografie zostały udostępnione na facebookowym profilu Love What Matters, gdzie spotkały się z ogromnym zainteresowaniem internautów. Docenili oni odwagę Makenzee, a także postawę Bryana, który, jak twierdzą, powinien stanowić przykład dla innych mężczyzn. Tak często zapomina się przecież, że to nie wygląd jest najważniejszy, a to, co ma się w środku... Prawda, że wyszła fantastycznie?

łysieniecałkowitenasesjizakochanifotografia